<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>MIZIOL AB NUOVO</title>
	<atom:link href="http://miziol.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://miziol.wordpress.com</link>
	<description>Zaczelo sie od powiesci, a teraz to juz duzo wiecej</description>
	<lastBuildDate>Sun, 29 Jan 2012 10:58:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='miziol.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://0.gravatar.com/blavatar/0874b31ebf8a3b87acc90e9cb8c01f50?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>MIZIOL AB NUOVO</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://miziol.wordpress.com/osd.xml" title="MIZIOL AB NUOVO" />
	<atom:link rel='hub' href='http://miziol.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>WIKTORIA again</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-again-2/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-again-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 10:53:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[WIKTORIA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=147</guid>
		<description><![CDATA[Postanowilem wrzucic tutaj ksiazke, ktora juz publikowalem raz na WP i spotkala sie z calkiem przychylnym zainteresowaniem. Poniewaz juz na pewno nie bede jej nigdzie oficjalnie probowal wydawac, wiec udostepniam ja tutaj za darmo w katalogu WIKTORIA. Milego czytania.<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=147&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Postanowilem wrzucic tutaj ksiazke, ktora juz publikowalem raz na WP i spotkala sie z calkiem przychylnym zainteresowaniem. Poniewaz juz na pewno nie bede jej nigdzie oficjalnie probowal wydawac, wiec udostepniam ja tutaj za darmo w katalogu WIKTORIA. Milego czytania.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/147/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/147/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=147&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-again-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>WIKTORIA III</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-iii/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-iii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 10:51:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=144</guid>
		<description><![CDATA[III. EXITUS 1. Paweł Filipowski spojrzał przez okno swojego gabinetu na parking. Przez moment kontemplował piękne linie nadwozia służbowej Vectry. A więc jednak udało się. Musiało się udać! Kiedy na początku jesieni otrzymał nominację na managera grupy i wyraźną obietnicę szybkiego awansu na dyrektora oddziału, nie było to takie oczywiste. Był najlepszym sprzedawcą umów leasingowych [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=144&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>III. EXITUS<br />
1.<br />
Paweł Filipowski spojrzał przez okno swojego gabinetu na parking. Przez moment<br />
kontemplował piękne linie nadwozia służbowej Vectry.<br />
A więc jednak udało się. Musiało się udać!<br />
Kiedy na początku jesieni otrzymał nominację na managera grupy i wyraźną obietnicę<br />
szybkiego awansu na dyrektora oddziału, nie było to takie oczywiste. Był najlepszym<br />
sprzedawcą umów leasingowych w oddziale Financial Brokers w Gdańsku, ale nie miał<br />
żadnego doświadczenia w prowadzeniu agentów. Do tego przejął swoje obowiązki w<br />
dramatycznych okolicznościach. Marcin Król &#8211; jego manager &#8211; zniknął i nie dał znaku życia<br />
do tej pory. Dyrektor Dobromir Kotas został zwolniony z pracy i prawdopodobnie nie<br />
wytrzymał napięcia przed czekającą go sprawą sądową. Nie żyje.<br />
Strasznie się zamieszało przez tą sprawę z “Wiktorią”. Waldek w więzieniu i nie<br />
wiadomo jak długo tam posiedzi.<br />
Parking zalewały strugi zimnego listopadowego deszczu. Paweł usiadł w wielkim<br />
skórzanym fotelu, który „odziedziczył” po Kotasie i rozejrzał się po gabinecie. Trzeba tu<br />
będzie jakoś inaczej urządzić, pomyślał. Nie żeby teraz było nieładnie, ale musiał się odciąć<br />
od Kotasa i tej całej pokręconej przeszłości, która ich zetknęła ze sobą, a potem rozdzieliła na<br />
zawsze.<br />
Może podświadomie czuł wyrzuty sumienia? Mógł siedzieć w Dąbrówce tak jak<br />
przedtem, popijać w soboty i prowadzić biedne, leniwe życie właściciela sklepiku z<br />
używanymi ciuchami. Przynajmniej miałby spokój. No i Maryla nie musiałaby siedzieć sama<br />
z Patrykiem i Martynką. Tęsknił za nimi.<br />
Samotne wieczory w pustym, służbowym mieszkanku nie nastrajały go<br />
optymistycznie. Kiedyś, gdy ten gabinet zajmował poprzedni właściciel, a w sekretariacie<br />
królowała seksowna Agata, nie miałby może problemów z zapełnieniem sobie wieczoru.<br />
Tylko, że wtedy był szarym agentem i Agata nie zwracała na niego uwagi.<br />
Teraz on jest dyrektorem w Gdańsku, a ona próbuje robić karierę w centrali w<br />
Warszawie. W sekretariacie rządzi Kasia, która jest seksowna jak deska do prasowania. Może<br />
na szczęście. Po letniej przygodzie, podczas urlopu na Krecie, już nie wierzył sam sobie. Gdy<br />
tylko znajdzie odpowiednie mieszkanie Maryla i dzieci przyjadą do niego do Gdańska i lepiej<br />
żeby nie musiał się wyplątywać z jakiejś historii z sekretarką.<br />
Telefon, stojący na potężnym wiśniowym biurku odezwał się delikatnym terkotem.<br />
Kasia poinformowała podekscytowanym głosem, że na parking zajechał samochód dyrektora<br />
Jasińskiego z centrali. Paweł odruchowo wstał, poprawił krawat i przeciągnął ręką po<br />
włosach. Otworzył drzwi gabinetu i czekał aż Jasiński wejdzie po schodach na górę.<br />
Zawsze podziwiał niewymuszoną swobodę i elegancję Jerzego Jasińskiego, dyrektora<br />
Działu Rozwoju. Nawet “zalany w trzy dupy”, co zdarzało mu się bardzo rzadko i prawie<br />
nigdy na oczach agentów, prezentował się godnie i elegancko. Teraz wspiął się po schodach<br />
na drugie piętro, nawet lekko się nie zdyszał i już od progu jego twarz rozświetlił serdeczny<br />
uśmiech. Podali sobie ręce na powitanie.<br />
- Pani Kasiu, dwie kawy bez śmietanki – zadysponował Paweł i zamknął drzwi od<br />
gabinetu.<br />
- Urządzasz się po trochu – bardziej stwierdził, niż zapytał Jasiński, rozglądając się po<br />
gabinecie. Usiadł na środku skórzanej sofy, stojącej przy niewielkim stoliku, którego blat<br />
wykonano z ciemnego, hartowanego szkła.<br />
- Na razie nic tu nie ruszałem. Chyba rewolucji nie będę robił, ale na pewno wyrzucę<br />
parę drobiazgów. No i ten fotel. Głupio się czuję siadając na miejscu, które do niedawna<br />
zajmował ktoś, kto teraz nie żyje.<br />
- Trochę tu się działo ostatnio. Ale chyba się nie obwiniasz za śmierć Dobromira?<br />
Sprawa “Wiktorii” to był tylko katalizator, który przyspieszył coś nieodwołalnego. Kotas był<br />
po prostu za gruby i prowadził bardzo niehigieniczny tryb życia. – Jasiński poklepał się<br />
delikatnie po swoim płaskim brzuchu i dotknął okolicy serca. – Zawał i tyle.<br />
Paweł w milczeniu pokiwał głową. Kasia weszła do gabinetu z tacą w ręku. Ręce jej<br />
drżały jak w febrze. Filiżanki niebezpiecznie dzwoniły przy ustawianiu na stole. Uśmiechała<br />
się nerwowo i rzucała niepewne spojrzenia na Jasińskiego. Jasiński udawał, że podziwia<br />
grafiki na ścianie.<br />
- Jak ci się z nią pracuje? – zapytał, gdy zamknęła drzwi za sobą.<br />
- Jeszcze nie wiem – odpowiedział Paweł. – Za krótko jesteśmy tutaj razem. Zdaje się,<br />
że Kotas nie narzekał.<br />
- No, on to miał raczej dziwny gust. – Jasiński uśmiechnął się porozumiewawczo.<br />
- Nie byłbym taki pewien. – Paweł też się uśmiechnął. – Poprzednia sekretarka, Agata,<br />
była naprawdę niezła. Teraz pracuje w centrali. Powinieneś ją czasami widywać.<br />
- Raczej rzadko. Pracuje w innym dziale. – Jasiński wydał się być jakiś zakłopotany. –<br />
Jakie masz plany na najbliższe miesiące? – Zmienił temat.<br />
Paweł podrapał się w głowę i spojrzał w okno. Zbierał myśli obserwując strugi wody<br />
spływające po szybie i słuchając monotonnego szumu deszczu.<br />
- Jeżeli chodzi o firmę – zaczął – muszę przeprowadzić szybką weryfikację<br />
kierowników wszystkich pięciu grup. Sam wiesz, jakie kryteria awansowania stosował Kotas.<br />
Jasiński pokiwał głową. Wyjął złotą papierośnicę i wyciągnął w kierunku Pawła. Ten<br />
odmówił ruchem głowy.<br />
- Kiedy uporam się z wymianą kierowników grup – kontynuował – zamierzam<br />
wprowadzić jakiś sensowny program rekrutacji nowych agentów. I to tyle na początek. -<br />
Popatrzył spod oka na Jasińskiego. Mina dyrektora Działu Rozwoju była absolutnie<br />
nieprzenikniona.<br />
- Natomiast, jeśli chodzi o sprawy osobiste – ciągnął dalej – chciałbym szybko znaleźć<br />
jakieś mieszkanie i sprowadzić tutaj żonę i dzieciaki. Ta służbowa klitka jest taka ponura, że<br />
przestałem się dziwić Kotasowi, który praktycznie mieszkał w oddziale. Odkryłem, że nawet<br />
sofę kazał sobie zainstalować w magazynie druków.<br />
- W centrali krążyły plotki, że ta kanapa nie służyła mu wcale do spania. Podobno na<br />
niej odbywało się przydzielanie co intratniejszych kontraktów. Możesz o tym nie wiedzieć.<br />
Kotas był heteroseksualistą – wolał kobiety. – Jasiński skrzywił się ironicznie. – A’propos, za<br />
parę dni powinieneś dostać od nas trochę namiarów. Zaczynamy być znani w branży i ludzie<br />
dzwonią z całej Polski.<br />
- Dziękuję.<br />
- Prawdę powiedziawszy nie ma za co. Nikt się nie będzie tu tłukł z Warszawy, żeby<br />
załatwić jakiś niewielki kontrakt. To znaczy, niewielki na warunki stołeczne. Dla was to<br />
powinny być niezłe pozycje w obrocie miesięcznym.<br />
Jasiński zaczął szczegółowo rozważać opłacalność odbywania drogi z Warszawy w<br />
okolice Gdańska i z powrotem. Paweł przestał go słuchać. Zastanawiał się, jaka jest<br />
przyczyna wizyty dyrektora w Gdańsku.<br />
Jeszcze niedawno może by po prostu zapytał, ale nauczył się już, że zbytnia otwartość<br />
może być ryzykowna. Teraz miał naprawdę dużo do stracenia.<br />
Nie czytał dokładnie całej umowy, którą podpisał tydzień wcześniej w obecności<br />
prezesa Kocinskiego. Zostawił to sobie na potem. Skupił się jednak na stronie, gdzie było<br />
podane wynagrodzenie.<br />
Dwanaście tysięcy stałej pensji i do tego prowizja od obrotu wykonanego przez<br />
oddział. Razem około dwudziestu tysięcy. Co miesiąc. Dwa lata temu, handlując używanymi<br />
ubraniami, nie był w stanie zarobić tyle przez rok.<br />
Jasiński zakończył wykład na tematy komunikacyjne i zgasił papierosa w idealnie<br />
czystej popielniczce, którą Kasia postawiła na stoliku razem z kawą.<br />
- A jak idzie Jakubowi Ferencowi w Poznaniu? – zapytał Paweł.<br />
- Nieźle. Zaczyna się rozkręcać. Wysłaliśmy go tam, bo kiedyś mieszkał w Poznaniu i<br />
ma sporo znajomości w firmach. Jak na pierwszy tydzień to nawet rewelacyjnie. Ma już<br />
trzech ludzi do pracy i przygotował jeden naprawdę przyzwoity kontrakt. – Jasiński<br />
opowiadał z widoczną przyjemnością.<br />
- Cieszę się – mruknął nieszczerze Paweł. Doskonale pamiętał, że dyrektor Działu<br />
Rozwoju obiecał jemu to stanowisko w Poznaniu. Mimo to, na żaden komentarz, a tym<br />
bardziej przeprosiny, nie liczył.<br />
- Myślisz, że on ma zamiar siedzieć tam do emerytury. Będzie robił wszystko, żeby<br />
przeskoczyć innych. Ciebie też.<br />
Paweł patrzył rozszerzonymi ze zdziwienia oczami i nie wiedział co powiedzieć.<br />
- Zdawało mi się, że już ci mówiłem. Financial Brokers otwiera w Polsce sieć banków.<br />
Nasz obecny prezes ma być koordynatorem całości&#8230; – zaczął Jasiński.<br />
- No ale co to ma wspólnego&#8230;?<br />
- Prezes Kocinski pójdzie wyżej. Jego stanowisko zwolni się i ja mam zamiar je zająć.<br />
Konkurencja jest niewielka albo raczej za słaba – Jasiński mimowolnie ściszył głos i odsłonił<br />
zęby w pewnym siebie uśmiechu. – Mówię ci to w zaufaniu.<br />
Paweł zmarszczył czoło i podrapał się w głowę. Po co pchać się do centrali i walczyć<br />
o utrzymanie stołka. Tutaj kryteria wydawały się jasne. Oddział podpisuje dużo umów<br />
leasingowych – dyrektor jest dobry. W przeciwnym wypadku jest słaby i wylatuje. A tam? A<br />
pieniądze pewnie takie same albo niewiele większe.<br />
Jasiński dostrzegł grymas niepewności na twarzy Pawła. Uśmiechnął się i pokręcił<br />
głową z udawaną dezaprobatą.<br />
- Ty Paweł jesteś jak dziecko. Widzę, że wszystko ci trzeba wyłożyć do samego<br />
końca.. – Wyjął kolejnego papierosa, chwilę się zastanawiał i włożył go z powrotem.<br />
– Za dużo palę ostatnio – mruknął jakby do siebie. &#8211; No, więc posłuchaj – zaczął. –<br />
Tutaj musisz pracować minimum dziesięć godzin dziennie, intensywnie zachęcać do pracy<br />
trzydziestu agentów i pięciu managerów, szukać ciągle nowych ludzi do pracy, a i tak nie<br />
masz pewności, że na koniec miesiąca nie okaże się, że twój oddział jest ostatni w rankingu<br />
firmowym. Zgadza się?<br />
- Nie wiem. Jestem tu dopiero od tygodnia. Chyba tak. – Paweł wzruszył ramionami.<br />
- No! A jako dyrektor Działu Rozwoju? Musiałbyś pracować intensywnie tylko nad<br />
dyrektorami nowych oddziałów. Maksymalnie dwóch rocznie. No chyba, że nastąpi jakiś<br />
boom gospodarczy, ale nie zanosi się na to. Resztę dyrektorów lekko, co jakiś czas<br />
podszczypywać i już. Praca niezbyt ciężka. Nie musisz motywować tylu leniwych ludzi do<br />
większego wysiłku. Pracujesz tylko z najbardziej aktywnymi i kreatywnymi. Poza tym trochę<br />
trzeba obserwować, co się dzieje u konkurencji i posuwać się w tym samym kierunku. Do<br />
tego służbowe mieszkanie w dobrej dzielnicy Warszawy, samochód niezłej klasy, duży<br />
fundusz reprezentacyjny. No a pieniądze? Na początek, co najmniej takie same jak tutaj. A<br />
jeśli się sprawdzisz, możesz liczyć na naprawdę przyzwoite dochody. Nasi szefowie w Los<br />
Angeles wiedzą, że za dobrą pracę płaci się dobrze. Jedynym prawdziwym problemem jest<br />
presja innych, którzy chcą zająć twoje stanowisko, albo twoim kosztem wspiąć się na jakiś<br />
stołek w centrali. Jesteś dzieckiem szczęścia, więc nie powinieneś mieć problemów ze<br />
zbudowaniem sobie odpowiednich układów.<br />
- No właśnie. Ja nie mam żadnych układów w centrali.<br />
- Jak to nie? A ja, to co?!<br />
2.<br />
Maryla szła zmęczona od matki. Zrobiła generalne porządki w domu rodziców.<br />
Matka straciła całą energię życiową po tym jak Waldek wylądował w więzieniu i trzeba było<br />
wykonywać za nią większość prac domowych.<br />
Ojciec, jak dawniej przesiadywał w piwnicy i opracowywał tam coraz lepsze metody<br />
produkcji alkoholu domowym sposobem. Zrobił się ostatnio jakiś mało komunikatywny. Nie<br />
chciał rozmawiać z nikim i na pytania odburkiwał niechętnie. Inna sprawa, że dawniej też nie<br />
był zbyt wylewny. Jedyną osobą, którą akceptował do końca i traktował wyjątkowo dobrze,<br />
był Paweł. Nie własny syn – Waldek, tylko zięć. Może dlatego, że mieli takie same<br />
zainteresowania? Obydwaj lubili wypić i poimprezować. Kiedyś.<br />
Teraz Paweł siedzi w Gdańsku i nie ma czasu na imprezy, bo ciężko pracuje. Syn, po<br />
wpadce na przekrętach gospodarczych, w więzieniu.<br />
Na dobrą sprawę, Maryla nie dziwiła się ojcu. Sama też nie miała ochoty z nikim<br />
rozmawiać. Prawie wszystkie koleżanki, które dawniej często do niej zaglądały, odsunęły się i<br />
przestały przychodzić. Miała teraz za dużo pieniędzy jak na dawne znajomości. Za bardzo<br />
kłuły w oczy jej nowe ciuchy, odnowiony domek i samochód Pawła. Ją samą nudziły teraz te<br />
wieczne narzekania, które kiedyś były sednem, toczonych godzinami, pogaduszek. Co ją teraz<br />
obchodziło, że ktoś nie może dożyć do pierwszego i biega pożyczać gdzie się da i tak cały rok<br />
w kółko? Zresztą ona nawet w najbiedniejszych czasach potrafiła sobie poradzić na tyle, żeby<br />
nie prosić nikogo obcego o pomoc.<br />
Dzieci zostały u babci na noc. Dobrze się tam czuły, a poza tym Maryla chciała dać<br />
matce jakiekolwiek zajęcie, żeby wyrwać ją z tego letargu.<br />
Był też jeszcze jeden powód. Od wyjazdu Pawła do Gdańska do ich domu niemalże<br />
wprowadził się Jarek – Gacek. Miał pilnować domu i dbać o ogród. Czasami nie chciało mu<br />
się wracać wieczorem do siebie i zostawał na noc. Spał w saloniku na kanapie. Kiedy dzieci<br />
zostawały na noc u matki, Maryla spała z nim.<br />
Kiedy poszli do łóżka po raz pierwszy &#8211; Paweł był wtedy na Krecie &#8211; to było po prostu<br />
jakieś chwilowe niezamierzone szaleństwo. Maryla miała wielkie wyrzuty sumienia i chciała<br />
oczyścić się z tego przed Pawłem. Nie udało się. Wydarzenia potoczyły się w takim tempie,<br />
że nie było okazji ani nastroju.<br />
Druga wspólna noc była już absolutnie zamierzona. Ostatni miesiąc przed nominacją<br />
na stanowisko dyrektora oddziału, Paweł spędził praktycznie w Gdańsku. Nawet kiedy<br />
nocował w domu to trwało to kilka godzin i rano już go nie było. Bez przerwy był potwornie<br />
zmęczony i nie miał siły ani ochoty na rozmowy. Toczył bitwę. Po nominacji wyjechał<br />
całkiem i od dwóch tygodni jeszcze nie był w Dąbrówce.<br />
Krótkie, często przerywane, rozmowy telefoniczne to za mało. Maryla czuła się<br />
bardzo samotna w domu. Potrzebowała ciepła i kilku miłych słów przed zaśnięciem.<br />
Gacek trochę przypominał jej Pawła z pierwszego okresu małżeństwa. Absolutny<br />
spokój ducha i pozytywne nastawienie do całego świata. Był sporo młodszy i z początku<br />
nieco niezdarny i nieśmiały w łóżku, ale nie przeszkadzało jej to. Wystarczyło, że był i mogła<br />
się do niego przytulić. Miała dość walki z życiem i bycia twardą. Poddała się i czuła się z tym<br />
dobrze.<br />
Przestała też odczuwać potrzebę usprawiedliwiania się przed Pawłem.<br />
Brunatne chmury zaciągnęły niebo i zaczął kropić deszcz. Maryla otworzyła parasolkę<br />
i przyspieszyła kroku. Z daleka dostrzegła jakiś ciemny, elegancki samochód stojący przed jej<br />
domem. Poczuła lekkie ukłucie strachu. Nie czekała na nikogo. Ostatnio każda wizyta<br />
oznaczała tylko kłopoty.<br />
W salonie siedział Waldek w towarzystwie obcego mężczyzny. Na widok Maryli<br />
zerwał się z fotela i padli sobie w objęcia. Maryla rozpłakała się z radości. Waldek też nie<br />
krył wzruszenia. Wyglądał fatalnie. Twarz miał starszą o kilkanaście lat, a sylwetka zgarbiła<br />
mu się i skurczył się jakoś w sobie. Schudł. Dawna pewność siebie, która emanowała z niego<br />
na każdym kroku, gdzieś się teraz ulotniła. Spoglądał na siostrę wzrokiem zbitego psa i<br />
uśmiechał się niepewnie. Po chwili zmitygował się i przedstawił Maryli mężczyznę, który<br />
spokojnie czekał na zakończenie rodzinnego powitania.<br />
- Pan mecenas Tadeusz Oślizło, mój obrońca.<br />
- Pan Waldemar nie mógł się nachwalić całą drogę, jaką ma zaradną i gospodarną<br />
siostrę. Teraz widzę, że nic nie przesadził. – Oślizło zatoczył dłonią koło.<br />
- Bardzo mi miło. – Maryla podała rękę adwokatowi i zakręciła się przy kuchni, żeby<br />
zrobić coś do picia. Jeść nie chcieli. Po drodze do Dąbrówki zatrzymali się w zajeździe i<br />
zjedli solidny posiłek. Postawiła kawę na stoliku, szybko nakrytym świeżym obrusem.<br />
- Wypuścili cię? – Powiedziała spoglądając na Waldka.<br />
- Tak. Sędzie ustalił kaucję w wysokości pięćdziesięciu tysięcy złotych i w zeszłym<br />
tygodniu wpłacono ją. Myślałem, że to wy. – Popatrzył na nią pytająco.<br />
- Nie. Ja nic o tym nie wiem. Paweł siedzi w Gdańsku i ma teraz urwanie głowy w<br />
pracy. Zresztą nawet nie mielibyśmy teraz takiej kwoty. Może to Teresa?<br />
- Żona pana Waldemara niestety odmówiła wpłacenia kaucji. Próbowałem się z nią<br />
porozumieć w tej sprawie, ale nic nie osiągnąłem. Zdaje się, że teraz w ogóle wyjechała z<br />
Dąbrówki – wtrącił się adwokat.<br />
Waldek pokiwał głową bez słowa. Zalega niezbyt miła cisza. Wspomnienie Teresy<br />
bolało. Maryla czuła, że za chwilę się rozpłacze.<br />
W drzwiach od ogrodu stanął Gacek. Mruknął pod nosem powitanie i<br />
niezdecydowanie spoglądał na Marylę. Był ubrany w stare spodnie i powyciągany sweter,<br />
którego używał do koszenia trawników.<br />
- Pójdę już do domu. Trawę skosiłem do końca. Przyjdę pojutrze, w sobotę. Będę<br />
trochę później. Chcę iść do fryzjera – powiedział powoli i wycofał się tymi samymi drzwiami,<br />
którymi wszedł.<br />
Maryla popatrzyła za nim przez okno. Maszerował swoim charakterystycznym,<br />
podskakującym krokiem. Delikatnie zamknął za sobą furtkę i przez moment spoglądał z<br />
zaciekawieniem się na samochód adwokata, stojący na chodniku. Po chwili zniknął jej z pola<br />
widzenia.<br />
- Piękny dom macie państwo – odezwał się uprzejmie mecenas Oślizło.<br />
- Dziękuję. To miło, że się panu podoba. Taki sobie, prowincjonalny domek.<br />
- Ależ skąd! Uważam, że wyróżniałby się nawet w Warszawie.<br />
- Proszę nie przesadzać. Ale co z tą kaucją. Skoro nie my i nie Teresa, to kto? –<br />
Wróciła do poprzedniego tematu. Nadmierna uprzejmość adwokata zaczynała ją trochę<br />
irytować. Było w nim coś odpychającego.<br />
Oślizło podniósł się z sofy, jakby wyczuwając, że jego czas na dzisiaj już się skończył<br />
i trzeba się wynieść.<br />
- Na pewno państwo dojdziecie do tego. Może ktoś z rodziny. Najważniejsze, że pan<br />
Waldemar jest już w domu. – Uścisnął kordialnie dłoń Waldka. &#8211; Będę już jechał. Do<br />
Warszawy kawałek drogi, a jutro od rana czeka mnie ciężka sprawa w sądzie.<br />
Waldek odprowadził go do samochodu. Po drodze umówili się na kontakt w ciągu<br />
kilku dni. Sprawa miała stanąć na wokandzie dopiero za jakiś czas. Mieli co najmniej kilka<br />
miesięcy na ustalenie i przygotowanie linii obrony.<br />
Maryla wzięła do ręki telefon, żeby zadzwonić do matki i powiedzieć jej o powrocie<br />
Waldka. Rozmyśliła się jednak. Waldek powinien się dobrze wyspać i odpocząć. Z takim<br />
wyglądem tylko by matce zgryzot przysporzył. Jutro sam pójdzie do rodziców i zrobi im<br />
niespodziankę. Wyjrzała przez okno. Waldek coś długo nie wracał, a deszcz rozpadał się na<br />
dobre.<br />
Jej brat stał na środku chodnika i z twarzą skierowaną ku niebu. Woda ściekała już z<br />
niego strużkami.<br />
- Waldek, co ty robisz?! Przemokniesz całkiem! Chodź do domu, zrobię ci jakąś<br />
kolację! – krzyknęła.<br />
Powoli, jakby z niechęcią, ruszył w kierunku domu.<br />
- Nawet nie wiesz jak się tęskni w więzieniu za deszczem i niebem w ogóle –<br />
mamrotał zakłopotany.<br />
W korytarzu zatrzymał się na chwilę przy stojaku z wędkami Pawła. Pogładził palcem<br />
kołowrotki i westchnął.<br />
- Chyba zajmę się teraz wędkarstwem i zbieraniem grzybów. Muszę z czegoś żyć, a<br />
szwalnia zaplombowana. Teresa położyła rękę na pieniądzach. Mam nadzieję, że w domu<br />
zostało przynajmniej łóżko do spania – powiedział zmęczonym głosem.<br />
- Na razie będziesz spał u nas, a potem wszystko się ułoży. A wędki możesz sobie<br />
pożyczyć. Paweł na pewno nie będzie ich w najbliższym czasie używał.<br />
- Jasne. Po co rekinowi wędki. – W jego głosie nie było złości. Była skarga. Skarga<br />
kogoś, kto chciał być rekinem, ale mu się nie udało. A temu dupkowi Pawłowi udało się!<br />
3.<br />
Dzwonek faksu zabrzęczał dwa razy i papierowa taśma zaczęła wysuwać się ze<br />
środka. Kasia popatrzyła na nagłówek. Z centrali. Kilkanaście adresów i telefonów firm, które<br />
szukały firmy leasingowej i wybrały Financial Brokers. Sekretarka obejrzała się za za siebie,<br />
żeby sprawdzić czy nikt nie nadchodzi korytarzem.<br />
Dyrektor Filipowski nie zostawił jej żadnych dyspozycji w tej sprawie, ale kiedy<br />
rządził tu Dobromir Kotas takie informacje były absolutnie utajnione. Na wszelki wypadek<br />
szybko oddarła faks i schowała do teczki z nagłówkiem: “do podpisu”. Odwróciła się znowu i<br />
aż podskoczyła na krześle. Za jej plecami stał Paprocki – księgowy oddziału. Musiał podejść<br />
bardzo cicho.<br />
- Co? Namiary przyszły z Warszawki? &#8211; zapytał konfidencjonalnym szeptem,<br />
upewniając się wzrokiem, że drzwi od gabinetu dyrektora są zamknięte.<br />
- Uhm – mruknęła Kasia niechętnie. Nie lubiła Paprockiego. Wtrącał się we wszystko<br />
i miał nieświeży oddech. Kiedy dyrektora nie było w oddziale strasznie się szarogęsił. Już<br />
parę razy wybierała się na skargę, że Paprocki grzebie w papierach, które nie mają nic<br />
wspólnego z księgowością, Raz go nawet przyłapała na wychodzeniu z gabinetu dyrektora,<br />
podczas jego nieobecności. Powiedział wtedy, że potrzebował jakichś danych z segregatora,<br />
który stał w gabinecie szefa. Z początku się nie zorientowała, ale potem doszła do wniosku,<br />
że kłamał. Tam nie było żadnych segregatorów z danymi, które mogłyby być mu potrzebne.<br />
Telefon na jej biurku zadzwonił. Podniosła słuchawkę jednocześnie otwierając<br />
szufladę biurka.<br />
- Financial Brokers, oddział w Gdańsku. Słucham. – Wsunęła teczkę “do podpisu” do<br />
szuflady i przekręciła kluczyk. Paprocki popatrzył na kluczyk i wykrzywił twarz w grymasie<br />
dezaprobaty.<br />
- Dyrektor Jasiński do pana, panie dyrektorze – powiedziała Kasia i odłożyła<br />
słuchawkę, przełączając rozmowę na gabinet dyrektora.<br />
Za lustrzanymi drzwiami Paweł Filipowski słuchał przez chwilę dłuższego monologu,<br />
płynącego z telefonu. Wolną ręką gładził swój nowy, jedwabny krawat. Zapłacił wczoraj za<br />
niego sto dwadzieścia złotych i gdyby nie to, że się wstydził, natychmiast by go oddał. Do tej<br />
pory kupował krawaty po piętnaście albo dwadzieścia złotych i był zadowolony. Coś go<br />
wczoraj podkusiło. Chyba po raz pierwszy poczuł, że jest dyrektorem i od teraz będzie<br />
zarabiał co miesiąc furę pieniędzy.<br />
Jasiński dzwonił, żeby powiedzieć, że oddział Pawła jest ostatni w rankingu za<br />
listopad.<br />
- Musisz się trochę sprężyć. Na razie masz taryfę ulgową. Wszyscy jeszcze pamiętają<br />
sprawę “Wiktorii” i całe, związane z nią, zamieszanie, ale to długo nie potrwa.<br />
- Wiem, wiem. Już się wziąłem do pracy i efekty powinny niedługo być, ale wydaje<br />
mi się, że te rankingi powinny uwzględniać położenie oddziału.<br />
- Co masz na myśli? – spokojnie zapytał Jasiński.<br />
- To, że tutaj nie mam do dyspozycji tylu firm, co w Warszawie, na Śląsku, czy nawet<br />
w Poznaniu. Po prostu trudniej znaleźć klienta.<br />
- Widzę, że po awansowaniu zmieniłeś poglądy. Kotas jednak jakoś sobie radził –<br />
rzucił Jasiński. &#8211; A zresztą, kto ci zabrania mieć agentów tam gdzie jest dużo potencjalnych<br />
kontrahentów. Możesz zatrudnić ludzi z Warszawy czy ze Śląska.<br />
- No a co na to inni dyrektorzy, z tamtych oddziałów? Nie będą się&#8230; denerwować, że<br />
wchodzę na ich teren?<br />
- Nie myśl o tamtych! Myśl o sobie! Tamci martwią się o siebie sami i na pewno nie<br />
mają skrupułów, kiedy trafi im się dostatecznie duży klient z twojej okolicy. – W głosie<br />
Jasińskiego można było wyczuć zniecierpliwienie. – Podsyłam ci adresy kilkunastu firm do<br />
obsłużenia. Jak sam zauważysz, część z nich jest z Bydgoszczy i skoro jesteś taki honorowy,<br />
to może powinienem dać ich namiary Kubie Ferencowi z Poznania? On ma troszeczkę bliżej.<br />
Paweł nie odezwał się. Kolejna zasada ze starego życia nadawała się na śmietnik.<br />
Śmietnik zaczynał się już chyba przepełniać.<br />
- No! Widzę, że zaakceptowałeś mój punkt widzenia – przerwał to milczenie Jasiński -<br />
Teraz musisz przez kilka miesięcy myśleć o pieniądzach. Tylko o pieniądzach! W lecie<br />
będziesz mógł trochę odpuścić. Spisz się dobrze to załatwię tobie i żonie dwa tygodnie w<br />
naszym hotelu na Florydzie.<br />
Jasiński pożegnał się i rozłączył. Paweł zamyślił się. Floryda. Nieźle.<br />
Popatrzył na ozdobną mapę świata, którą kazał sobie zawiesić w gabinecie. Podszedł<br />
do niej i dotknął palcem Florydy. Potem odszukał Los Angeles. Nieźle &#8211; pomyślał. – Teraz<br />
pracuję jako dyrektor dla “chłopców” z Los Angeles, a jak się sprężę, to będę wypoczywał na<br />
Florydzie.<br />
Zachichotał cicho i pokręcił głową. Jeszcze całkiem niedawno zastanawiał się, czy<br />
warto ryzykować sto złotych na nowe buty do pracy. Nacisnął przycisk interkomu i poprosił<br />
Kasię o przyniesienie faksu z adresami firm, przesłanymi przez Jasińskiego.<br />
****<br />
Mężczyźni siedzący w samochodzie zaparkowanym na chodniku palili papierosy.<br />
Zaczynało się rozwidniać, ale nadal było ciemno i bardzo zimno. Obydwaj byli mocno<br />
zbudowani i ubrani w skórzane kurtki, słabo chroniące przed zimnem. Kilkudniowy zarost<br />
zdobił ich zmęczone twarze. Mężczyzna siedzący przy kierownicy zaklął pod nosem i<br />
przekręcił kluczyk. Silnik Audi posłusznie zamruczał i zaczął cicho pracować. Po chwili w<br />
środku zrobiło się trochę cieplej. Nie otwierali okien w obawie przed zimnem i teraz mrużyli<br />
oczy w oparach dymu tytoniowego.<br />
- Ciekawe ile czasu będziemy tu jeszcze stać? Mam dosyć tych nocy w samochodzie.<br />
W lecie jeszcze idzie wytrzymać, ale teraz to już za bardzo męczące – zamruczał mężczyzna<br />
siedzący na siedzeniu pasażera. Przeciągnął się, aż kości mu zatrzeszczały. Zaczął drapać się<br />
intensywnie po głowie. Był prawie łysy. Resztki włosów z boków głowy miał wygolone<br />
prawie przy samej skórze. Z tyłu, za prawym uchem miał sporą brodawkę, a na jej czubku<br />
pieprzyk. Delikatnie pogładził palcem po jej końcu.<br />
- Muszę sobie to wyciąć. Zaczyna mnie denerwować – powiedział i pochylił się ku<br />
szybie, mrużąc oczy.<br />
- Poczekaj, mam tu scyzoryk. Mogę ci zaraz wyciąć. Za darmo. – Zarechotał<br />
kierowca.<br />
- Jaja sobie wytnij, głąbie. Lepiej popatrz tam! Ktoś chyba wychodzi.<br />
Kierowca przystawił twarz do szyby i przetarł okno, które zaparowało od ich oddechów.<br />
- To ona. Gdzie ją niesie tak rano? – Spojrzał na zegarek. Siódma piętnaście. Skulili<br />
się obaj w fotelach, żeby ich nie dostrzegła.<br />
- To co, wchodzimy? – zapytał cicho ten z brodawką, kiedy już ich minęła.<br />
- Wchodzimy. – Kierowca powoli, metodycznie naciągnął rękawiczki.<br />
4.<br />
Paweł przebiegł wzrokiem po twarzach managerów. Nie wiedzieli, po co ich<br />
wezwał. Być może się domyślali. Były wśród nich dwie kobiety – kierowniczki grup.<br />
Trzymały w rękach potężne notesy. Pozostali trzej mężczyźni chyba polegali na swojej dobrej<br />
pamięci, bo nie mieli ze sobą nic do notowania.<br />
To była cały czas ta sama grupa, która została namaszczona przez Kotasa. Jedynie<br />
Mariusz Winiarski był nowy. Od niedawna zajmował miejsce Pawła, kiedy ten awansował na<br />
dyrektora oddziału.<br />
Paweł jeszcze nie zdecydował się na wyrzucenie kogoś z nich ze stanowiska. Na<br />
razie testował ich i przyglądał się jak pracują grupy. Cały czas szukał potencjalnych<br />
następców.<br />
Mariusza Winiarskiego nie zamierzał oczywiście zwalniać. Sam go mianował na<br />
managera unitu i uważał, że chłopak się doskonale sprawdzi. Niedawno skończył studia i nie<br />
zdążył jeszcze nabrać złych nawyków. Po prostu skarb. Studiował w Warszawie, ale wrócił<br />
na Wybrzeże. Jego rodzice byli w podeszłym wieku i musiał się nimi opiekować.<br />
- Wczoraj dostałem ciekawy telefon z centrali. Jesteśmy na ostatnim miejscu za<br />
listopad. Czy ktoś z państwa może mi podać przyczynę? – Zaczął spokojnym, rzeczowym<br />
tonem.<br />
Nikt się nie odzywał przez dłuższy czas. Mężczyźni patrzyli na swoje buty, a kobiety<br />
uśmiechały się w nic nie mówiący sposób. Paweł też się uśmiechnął.<br />
- Wiem, że to trudne pytanie i sam nie znam na nie odpowiedzi – rzucił ugodowo.<br />
Mężczyźni podnieśli głowy i zaczęli się wiercić w fotelach. Poczuli się pewniej po<br />
tej uwadze. Na razie nikt ich nie obarczał winą za słabe wyniki. Kobiety uśmiechnęły się<br />
szerzej.<br />
- Myślę, że tam w centrali powinni nam trochę odpuścić. Mamy za sobą dwie zmiany<br />
dyrektora w krótkim czasie – odezwała się jedna z kobiet, Ewelina Pająk. Miała czterdzieści<br />
sześć lat i była najstarsza w tym towarzystwie. Często zabierała głos jako pierwsza. Nie<br />
dlatego, że miała zawsze coś istotnego do powiedzenia. Po prostu taką miała idee fix. Mówić<br />
cokolwiek, ale zawsze jako pierwsza.<br />
Reszta pokiwała głowami potakująco. Tak. To był jakiś powód. Nowa miotła zawsze<br />
zamiata inaczej i trzeba się przystosowywać do nowego stylu. Dwa razy pod rząd to trudne.<br />
Musiało się odbić na wynikach. Oczywiście, nikt oprócz Eweliny Pająk nie powiedział tego<br />
głośno.<br />
- Zgadzam się z panią – powiedział Paweł. – Oni chyba też, bo na razie tylko<br />
zwracają nam uwagę i chcą żebyśmy powoli zaczęli myśleć o odbijaniu się od dna. A żeby<br />
nam w tym pomóc podesłali kilkanaście adresów firm do obsłużenia.<br />
Managerowie popatrzyli krótko po sobie, a potem wbili w niego wzrok. Czekali na<br />
jakieś decyzje. Jeśli powie, że sam podzieli te adresy to wszystko w porządku. To będzie<br />
znaczyło, że jest tak jak przedtem i można spokojnie czekać na rozwój wypadków. No i<br />
oczywiście wpływać na niego sprawdzonymi dotąd metodami. Niestety rozczarowali się.<br />
- Nie wiem jak rozdzielał te zlecenia dyrektor Kotas. Kiedy sam byłem agentem,<br />
nigdy nie dostałem żadnego. Możecie mnie państwo oświecić w tej kwestii?<br />
Znowu zaległa dłuższa cisza. Najwidoczniej managerowie nie zamierzali się z<br />
niczym wyrywać. Mieli to dobrze przećwiczone.<br />
Ewelina Pająk znowu nie wytrzymała ciśnienia:<br />
- Pan dyrektor Kotas miał zwyczaj dzielić te namiary według&#8230; e&#8230; raczej&#8230;<br />
właściwie chyba nie było żadnych jednoznacznych kryteriów? – Popatrzyła pytająco po<br />
twarzach innych managerów. Ci tylko kiwali głowami.<br />
- Natomiast pan dyrektor Ferenc nie dał nikomu ani jednego zlecenia –<br />
kontynuowała Ewelina Pająk. – Albo nic nie przychodziło, albo wszystko sam obsługiwał. –<br />
Wzruszyła ramionami, jakby dając do zrozumienia, że to nie jest w porządku.<br />
- Ja w każdym razie zamierzam to zorganizować w bardzo czytelny sposób -<br />
powiedział Paweł, nie komentując uwagi o dyrektorze Ferencu. Nie patrzył na siedzącą przed<br />
nim grupkę, ale kątem oka zauważył, że wszyscy naraz pochylili się w jego kierunku. Chcieli<br />
dobrze usłyszeć, co ich czeka teraz. Uśmiechnął się lekko pod nosem.<br />
- Od dzisiaj zaczynamy promować agentów najbardziej produktywnych – zaczął i od<br />
razu musiał przerwać. Jeden z managerów miał atak gwałtownego kaszlu.<br />
- Aby to osiągnąć, w każdy poniedziałek rano muszę mieć na swoim biurku raport o<br />
wynikach wszystkich grup w ubiegłym tygodniu. – Popatrzył spod oka na reakcję, ale nic nie<br />
dało się odczytać z twarzy rozmówców. – W ten sposób ustalimy ranking agentów, od<br />
najlepszego do najgorszego. Każdy, nadchodzący z Warszawy albo bezpośrednio od klienta<br />
namiar, będzie przydzielany do obsłużenia najlepszemu, potem następnemu i tak dalej. Od<br />
każdego poniedziałku zabawa zaczyna się od nowa. Czy to jest jasne dla państwa? –<br />
Odpowiedziało mu tylko pięć niemych kiwnięć głowami.<br />
- Aktualna lista rankingowa będzie wywieszona w sekretariacie, tak żeby każdy nasz<br />
agent mógł widzieć gdzie jest w danej chwili – kontynuował. – Mam nadzieję, że to podziała<br />
motywująco na nich. Chciałbym też, żeby wiedzieli o nowych zasadach jak najszybciej.<br />
Znowu nikt się nie odezwał. Żadnych komentarzy. Paweł zaczynał się już trochę<br />
irytować. Stado baranów czy sparaliżowanych morsów?! Może ostatnia zapowiedź zmusi ich<br />
do wydania z siebie jakiegoś dźwięku.<br />
- Managerowie unitów nie wchodzą do rankingu. – Wszystkie głowy, oprócz<br />
Mariusza Winiarskiego, gwałtownie uniosły się. W powietrzu zawisło coś na kształt niemego<br />
krzyku i znikło niemal natychmiast. Głowy pochyliły się i jedynym śladem przeżytego przed<br />
chwilą szoku były nieco słabsze uśmiechy na twarzach Eweliny Pająk i drugiej kobiety,<br />
Grażyny Mendalki.<br />
- Ale będziemy mogli dalej obsługiwać klientów? – zapytała nieoceniona Ewelina<br />
Pająk, ułatwiając nieco Pawłowi przejście do najważniejszego. Grażyna Mendalka zawiesiła<br />
wzrok na jego ustach.<br />
- Oczywiście. Chciałbym jednak, żeby celem każdego managera stało się<br />
zbudowanie silnej grupy, która wypracuje mu taką prowizję, że nie będzie musiał już zarabiać<br />
obsługując klientów. Będziemy robić duży obrót, kiedy będziemy zatrudniać dużo ludzi. To<br />
oczywiste. Dlatego każdy manager będzie dostawał jedno zlecenie za każdego przyjętego do<br />
pracy agenta. Poza rankingiem, a właściwie przed wszystkimi z rankingu. Zatrudnienie jak<br />
największej liczby nowych agentów jest teraz naszym najważniejszym celem.<br />
Spotkanie dobiegło końca. Managerowie milcząc wychodzili z gabinetu Pawła. Nie<br />
mieli dobrych humorów, to oczywiste. Odebrał im łatwe pieniądze, które do tej pory<br />
dostawali dzięki dobrym układom z Kotasem. Jakby tego było mało, będzie chciał ich zmusić<br />
do większego wysiłku.<br />
Paweł był pewien, że pomimo pozornego spokoju, widocznego na ich twarzach, w<br />
głowach nieźle się kotłowało. Z całą pewnością już zaczęli kombinować jak się ustawić w tej<br />
nowej sytuacji. W ciągu pięciu minut miał na to oczywisty dowód.<br />
Uchylił lekko okno i usiadł za biurkiem. Wyciągnął paczkę Marlboro light. Kupował<br />
teraz drogie papierosy. Zapalił i zaciągnął się z przyjemnością.<br />
Nie chciał tego po sobie pokazać, ale stresował się podczas spotkania chyba nie<br />
mniej od managerów. Nigdy nie lubił narzucać nikomu swojej woli i nie czuł się swobodnie<br />
oznajmiając teraz swoje decyzje. Tym bardziej, że nie spodziewał się ich radosnego przyjęcia.<br />
Telefon zaterkotał i Kasia zapytała czy dyrektor przyjmie teraz Grażynę Mendalkę.<br />
Ma jakąś ważną sprawę i chce mu zająć chwilę.<br />
5.<br />
Maryla spieszyła się. Do domu rodziców musiała iść energicznie ponad piętnaście<br />
minut, a już minęła siódma. Chciała szybko wyprawić Patryka do szkoły i powiedzieć matce<br />
o przyjeździe Waldka. W drodze powrotnej zamierzała zrobić zakupy na śniadanie. Nie<br />
spodziewała się powrotu brata i nic specjalnego nie miała w lodówce.<br />
Trochę zaspała rano. Siedzieli wczoraj do późna w nocy rozmawiając o problemach<br />
Waldka. Wiedziała, że musi go cierpliwie wysłuchać. Była jedyną osobą, której mógł się<br />
zwierzyć.<br />
Sprawa “Wiktorii” wstrząsnęła nim i zmieniła jego poglądy na wiele spraw. Stracił<br />
swoją dawną pewność siebie i zwyczaj komentowania wszystkiego tonem znawcy. Odejście<br />
Teresy przygnębiło go dodatkowo. Przysłała mu do więzienia bardzo przykry, agresywny list.<br />
Zamierzała wystąpić o rozwód. Jako powód podawała to, że chciał wyjechać bez jej wiedzy<br />
do Stanów i zostawić ją i dziecko bez środków do życia. Nawet nie mógł się w żaden sposób<br />
wytłumaczyć. Nie dała mu szansy, nie odbierając telefonów, kiedy próbował dzwonić na jej<br />
koszt. Szybko wyprowadziła się do swoich rodziców do Koszalina.<br />
I co to za historia z tą kaucją, pomyślała Maryla. Kto ją wpłacił? Czy to możliwe, jak<br />
sugerował Waldek, żeby rodzice nic jej nie powiedzieli i sami jakoś zdobyli te pięćdziesiąt<br />
tysięcy? To mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Ojciec lubił ich czasami zaskoczyć,<br />
ujawniając oszczędności, których nikt się nie spodziewał. Poza tym miał dwóch braci na<br />
Śląsku. Obydwaj pracowali i powodziło im się dobrze. Może od nich pożyczył.<br />
Z daleka zobaczyła matkę idącą z Patrykiem. Spojrzała na zegarek. Pół do ósmej.<br />
Ciekawe, czemu ojciec nie podwiózł ich samochodem? Może go sprzedał żeby wpłacić tą<br />
kaucję?! Ostatnio rzeczywiście nie widziała, żeby gdzieś wyjeżdżał. Patryk wyrwał rączkę z<br />
dłoni babci i podbiegł do Maryli.<br />
- Mamo, gdzie idziesz? – zapytał.<br />
- Po ciebie. Chciałam cię wyprawić do szkoły, ale się za bardzo pospieszyliście.<br />
Myślałam, że dziadek odwiezie cię samochodem. Chłodno jest. – Poprawiła szalik na szyi<br />
syna i popatrzyła na matkę badawczo. Matka odwróciła wzrok i nie odzywała się. Jakby była<br />
zakłopotana.<br />
- Pójdę już z nim dalej, mamo. Zajrzyj do nas za dwie godziny. Mam dla ciebie<br />
niespodziankę. – Maryla wzięła Patryka za rękę.<br />
- Jaką niespodziankę? – zapytała Otocka zmęczonym głosem. Słychać było w nim<br />
niepokój i wielką niechęć do niespodzianek. Maryli zrobiło się jej szkoda.<br />
- Bardzo miłą. Waldek wrócił z więzienia.<br />
- Co ty mówisz dziecko?! – W matkę jakby wstąpił nowy duch. Podeszła energicznie<br />
do Maryli. – Wrócił? O mój Boże! – Zaczęła płakać z radości.<br />
- Teraz na pewno śpi. Rozmawialiśmy do trzeciej nad ranem. Przyjdź za dwie<br />
godziny. Zrobimy coś dobrego do jedzenia i obudzimy go.<br />
Ręce Otockiej trzęsły się z radości. Odruchowo poprawiła włosy.<br />
- To może zrobię jakieś zakupy? – zaproponowała radosnym tonem.<br />
- Ja wszystko kupię. Odprowadzę Patryka i wracając zrobię zakupy.<br />
- No dobrze. Dobry Boże, czy ja wytrzymam dwie godziny? – matka złapała się za<br />
twarz. Oczy zajaśniały jej dawno niewidzianym blaskiem.<br />
Maryla uśmiechnęła się i poszła za Patrykiem, którego nudziła rozmowa dorosłych i<br />
nie czekając na matkę, maszerował już sam w kierunku szkoły.<br />
Otocka ruszyła biegiem do domu. Nogi jej drżały z emocji i nie mogła opanować<br />
radosnego bicia serca. Przed sklepem spożywczym zatrzymała się na chwilę. Obejrzała się za<br />
siebie, Maryli nie było już widać. Kupię Waldkowi jabłecznika, pomyślała i weszła do sklepu.<br />
W drodze powrotnej Maryla spotkała Jarka. Kręcił się na niewielkim placu w pobliżu<br />
szkoły, gdzie stało kilka zieleniaków, a między nimi porozkładali swój tandetny towar<br />
handlarze ze wschodu. Właśnie jeden z nich, gwałtownie przy tym gestykulując, tłumaczył<br />
coś Jarkowi.<br />
- Kupujesz coś? – zagadnęła, przystając za jego plecami.<br />
- Nie. Tak sobie łażę.<br />
- Jak zwykle psujesz ludziom nerwy? – Uśmiechnęła się. – Przyjdź na obiad. Będzie<br />
coś specjalnego. Albo pomóż mi zrobić zakupy i chodź od razu. Będę miała sporo do<br />
dźwigania.<br />
Jarek pokiwał głową i ruszył za nią w stronę budek z warzywami.<br />
- Pan! A eto? Bieri za sto! – zawołał za nim skośnooki handlarz, wyciągając rękę, w<br />
której trzymał pudełko z wiertarką.<br />
- Nie chcę. To dziadostwo zaraz się zepsuje. Mam dosyć swojego złomu. – Jarek<br />
zwolnił nieco kroku i odwrócił się, czekając na okazję do kolejnej wymiany poglądów. Nie<br />
doczekał się jednak, bo Maryla pociągnęła go za sobą, a zdenerwowany sprzedawca rzucił<br />
pudełko między inne towary i tylko klął cicho pod nosem. Piętnaście minut przekonywania<br />
poszło na marne.<br />
Maryla kupiła warzywa na obiad i na deser trochę jabłek, które Waldek bardzo lubił.<br />
Jarek dźwigał za nią torby. Potem weszli jeszcze do sklepu spożywczego.<br />
- Brata wypuścili, co? – zagadnęła ją sprzedawczyni.<br />
- Skąd pani wie? – zapytała zdziwiona.<br />
- Pani mamusia mówiła. Taka była szczęśliwa, jakby zmartwychwstał. No, ale co tu<br />
się dziwić? Wiadomo – syn. Żeby był najgorszy, to matkę serce boli jak mu się krzywda<br />
dzieje.<br />
Maryla tylko pokiwała głową. Nie chciała się wdawać w dyskusje. Szybko napełniła<br />
koszyk i rozglądała się po regałach. Sklepik był niewielki. Chyba nic nie zapomniałam,<br />
pomyślała.<br />
- Aż mi się śmiać chciało, tak zasuwała. Jakby jej ubyło dwadzieścia lat – trajkotała<br />
cały czas sprzedawczyni.<br />
Maryla bez słowa zapłaciła i wzrokiem poszukała Jarka. Stał przy półce z jogurtami,<br />
studiując daty przydatności do spożycia. Sprzedawczyni przestała gadać i obrzucała go złym<br />
wzrokiem.<br />
Gdy dotarli do domu, Maryla ze zdziwieniem stwierdziła, że wychodząc nie<br />
zamknęła drzwi na klucz. Wieszając płaszcz na wieszaku, myślała jak to się mogło stać. W<br />
domu panowała absolutna cisza. Jarek poszedł do kuchni z torbami zakupów. Waldek jeszcze<br />
śpi, pomyślała Maryla i na palcach weszła do salonu.<br />
W uchylonych drzwiach od sypialni zobaczyła leżące nieruchomo nogi. Po butach<br />
poznała, że należą do jej matki. Krzyknęła i podbiegła do ciała, znieruchomiałego na<br />
podłodze.<br />
Przyłożyła ucho do piersi matki. Serce pracowało. To tylko omdlenie, trzeba szybko<br />
wezwać pogotowie, pomyślała spanikowana. Nie umiała sobie radzić z omdleniami.<br />
Bezradnie spoglądała na leżące dookoła kawałki jabłecznika.<br />
Za sobą usłyszała Jarka, który stanął w drzwiach i zaglądając do sypialni gwałtownie<br />
wciągnął powietrze.<br />
Powędrowała oczami za wzrokiem chłopaka.<br />
W sypialni panował półmrok, ale widok był i tak przerażający. W miejscu gdzie do<br />
tej pory był żyrandol, wisiał Waldek. Twarz miał poszarzałą. Język wysunął mu się z ust. Z<br />
jego spodni kapało coś na podłogę. Dopiero teraz Maryla poczuła, że w sypialni okropnie<br />
śmierdzi. Wybiegła do łazienki i zwymiotowała.<br />
6.<br />
Grażyna Mendalka weszła do gabinetu i bez zaproszenia usiadła w fotelu. Paweł<br />
przyglądał jej się przez chwilę, usiłując ustalić dlaczego wygląda jakoś inaczej niż przed<br />
kilkoma minutami, kiedy uczestniczyła w naradzie managerów.<br />
Doszedł do wniosku, że musiała w tym czasie popracować nad makijażem.<br />
Wyglądała teraz zdecydowanie ciekawiej. Może trochę zbyt wyzywająco.<br />
Paweł znał ją z widzenia. Pracowała w oddziale dłużej od niego i kiedy przyjeżdżał<br />
tu jako agent widywał ją czasami. Nawet mu się podobała, ale nigdy nie mieli okazji<br />
rozmawiać. Może dlatego, że wydawała mu się jakaś zbyt wyniosła i traktowała wszystkich z<br />
góry. Teraz nic nie zostało z tej wyniosłości.<br />
Założyła nogę na nogę, tak że mógł obserwować jej niezłe uda niemalże do samego<br />
końca. Zapowiadało się ciekawe spotkanie. Paweł czuł się nieco skrępowany, ale czekał z<br />
zainteresowaniem na dalszy ciąg tego małego spektaklu.<br />
Zapytała czy może zapalić i nie czekając na odpowiedź wyjęła papierosa. Musi być<br />
mocno zdenerwowana, ocenił Paweł. Spodziewał się usłyszeć coś naprawdę ciekawego.<br />
- Nie chciałam przy wszystkich&#8230; – zaczęła i od razu umilkła, jakby przestraszyła się<br />
własnego głosu. &#8211; Bardzo tu gorąco u pana dyrektora. &#8211; Zdusiła papierosa w popielniczce i<br />
rozpięła górny guzik od bluzki. Potem następny. Paweł mógł teraz swobodnie podziwiać<br />
piękny kształt jej piersi. Cały czas milczał, czekając na dalszy rozwój wypadków.<br />
Nie zamierzał ułatwiać jej sprawy.<br />
To wszystko wyglądało trochę na jakąś próbę nacisku.<br />
- Chodzi o te&#8230; kryteria rozdziału zleceń – kobieta podjęła kolejną próbę<br />
wyłuszczenia swojej sprawy.<br />
- Tak? – Paweł uśmiechnął się zachęcająco.<br />
- Dobromir&#8230; dyrektor Kotas zbudował coś w rodzaju rady oddziału. Oczywiście<br />
nieformalnej &#8230;<br />
- Pani do niej należała? – przerwał jej pytaniem.<br />
- Tak. – Zaczerwieniła się. – Ja i kilka innych osób. Skład zmieniał się dosyć często,<br />
ale zawsze należały, oprócz mnie, dwie osoby – Marcin Król i Paprocki. Nasz księgowy.<br />
Paweł miewał teraz codziennie kilkugodzinne sesje z Paprockim, podczas których<br />
oceniali i opiniowali dokumenty kontrahentów, złożone przez agentów. Księgowy nigdy nie<br />
wspominał o żadnej nieformalnej radzie. Mendalka coś kombinuje, pomyślał. Może<br />
spodziewając się, że i tak to wyjdzie na jaw, chce jakoś usprawiedliwić swoje sesje z Kotasem<br />
- na sofie, w magazynie druków. Tylko, po co? Nikogo to teraz nie interesuje. Marcin Król<br />
wyjechał, Kotasa nie ma, a ja&#8230; aha!<br />
Grażyna Mendalka obserwowała jak zmienia się twarz dyrektora Filipowskiego.<br />
Dostrzegła, że zaczerwienił się i doszła do wniosku, że czas przystąpić do ataku.<br />
Wstała z fotela, przygładziła spódnicę i uśmiechnęła się zachęcająco do Pawła. Nie<br />
czuła się pewnie.<br />
- Chciałam zapytać jak wygląda sprawa tych ostatnich zleceń? Tych, które przyszły z<br />
Warszawy. Nie ma jeszcze żadnego rankingu, więc&#8230; – Łydki drżały jej ze strachu, kiedy<br />
niedbałym krokiem podchodziła do biurka szefa. Usiadła na brzegu i pochyliła się mocno do<br />
przodu. Bluzka rozchyliła się posłusznie, odsłaniając to, co trzeba. Popatrzyła w oczy Pawła<br />
– Chciałam zapytać, kto je dostanie?<br />
Paweł był tak zaskoczony tym natarciem, że odruchowo odjechał fotelem do tyłu.<br />
Popatrzył na grafiki wiszące na ścianie, potem na telefon. Oczy jednak uparcie wracały do<br />
punktu między rozchylonymi brzegami bluzki Grażyny Mendalki. Myśli gorączkowo<br />
przelatywały mu przez głowę. Poddać się, czy walczyć? Ale ładne cycki! Co ta baba sobie<br />
wyobraża? Może ją wyrzucić z gabinetu? Sofa w magazynie druków!!<br />
Dzwonek telefonu przerwał ciszę. Grażyna Mendalka spojrzała jeszcze raz w oczy<br />
Pawła. Telefon terkotał natarczywie. Napięcie szlag trafił.<br />
- Jeszcze nie wiem – powiedział Paweł i położył rękę na słuchawce telefonu. Trochę<br />
już ochłonął. – Myślę, że sam je rozdzielę. Teraz muszę panią przeprosić, czekam na ważny<br />
telefon. To pewnie to.<br />
Obserwował jak wychodzi, zapinając w drzwiach guziki od bluzki. Podniósł<br />
słuchawkę. Maryla dzwoniła z domu.<br />
- Waldek nie żyje – powiedziała bez żadnych wstępów. – Powiesił się.<br />
- W więzieniu?!<br />
- Nie. Wrócił wczoraj wieczorem. Spał u nas w domu. Rano poszłam do szkoły z<br />
Patrykiem, a kiedy wróciłam&#8230; – Paweł usłyszał, że Maryla płacze. &#8211; Paweł przyjedź jak<br />
najszybciej. Matka leży w szpitalu, Chyba ma wylew. Ojciec chodzi jak błędny – mówiła<br />
przerywanym głosem.<br />
- Dobrze. Zaraz wsiadam w samochód i jadę. A co z pogrzebem?<br />
- Na razie policja zabrała ciało Waldka. Chyba będą mu robili sekcję. Nic mi nie<br />
chcieli powiedzieć. Ty musisz z nimi porozmawiać. Przyjedź jak najszybciej.<br />
- Dobrze. Za chwilę wyjeżdżam Trzymaj się.<br />
Paweł odłożył słuchawkę i złapał się rękami za głowę. Waldek się powiesił. Co za<br />
bzdura! Dlaczego to zrobił? Przecież groziło mu najwyżej kilka lat więzienia. Dobry adwokat<br />
mógłby mu załatwić łagodny wyrok w zawieszeniu.<br />
W drzwiach gabinetu pokazała się głowa księgowego Paprockiego.<br />
- Mogę na chwilę, panie dyrektorze? – Wszedł i dokładnie zamknął za sobą drzwi. -<br />
Mam propozycję w sprawie tych zleceń z Warszawy. Ja je dokładnie sprawdzę, a potem<br />
razem je zrobimy. Pan dyrektor tylko podpisze i podzielimy się prowizją. Fifty fifty.<br />
7.<br />
- Nie mógł się sam powiesić, panie Filipowski – powiedział komisarz Orłowski i<br />
pogładził się po rudej jak marchewka czuprynie. – Na nadgarstkach miał ślady po krępowaniu<br />
– to raz. W płucach odkryliśmy obecność środka obezwładniającego – to dwa. A po trzecie, to<br />
niewykonalne technicznie. Przecież sam się nie podciągnął na tej lince. Łóżko stoi za daleko,<br />
a żadnego taboretu nie było w tym pomieszczeniu. Ktoś mu pomógł.<br />
- Pan się oczywiście domyśla kto?<br />
Orłowski popatrzył chwilę na Pawła w milczeniu i odezwał się przyjaznym tonem:<br />
- Właściwie nie powinienem panu nic mówić. Wie pan &#8211; tajemnica śledztwa i inne<br />
takie, ale pan też jest zamieszany w sprawę “Wiktorii”, więc powiem krótko. Tak domyślam<br />
się i nawet mam nadzieję potwierdzić dzisiaj swoje domysły.<br />
Paweł westchnął ciężko. Ta cholerna sprawa “Wiktorii”.<br />
- Myślałem, że to już zamknięte – powiedział ponuro.<br />
- W zasadzie tak. Z formalnego punktu widzenia – odpowiedział z wahaniem w<br />
głosie Orłowski i znowu podrapał się po głowie. – Z tego co wiem dokumentacja jest<br />
kompletna i sprawa w sądzie mogłaby się już odbyć. Tylko, że po śmierci pańskiego szwagra<br />
praktycznie sprawy nie ma. Główny oskarżony i organizator całego tego cyrku z fałszywymi<br />
fakturami, niejaki Zdunek, nie żyje. Drugi z oskarżonych, Waldemar Otocki, teraz też nie<br />
żyje. Obaj wspólnicy spółki “Polstok” z Białegostoku, zamieszani w całą sprawę, zginęli<br />
niedawno w wypadku samochodowym, a ich księgowy po prostu nagle wyjechał w<br />
nieznanym kierunku.<br />
- No ale&#8230;<br />
- No właśnie – Orłowski nie pozwolił Pawłowi skończyć myśli. – Poza sprawą<br />
gospodarczą, której główni bohaterowie odeszli z tego świata, jest jeszcze, powiązana z nią,<br />
sprawa o zabójstwo Zdunka. Pan był mimowolnym świadkiem. I jeszcze pan żyje!<br />
Paweł poczuł jak ciarki przebiegają mu po plecach.<br />
Przypomniał sobie, jak stał w korytarzu willi w Pabianicach i słyszał przez drzwi<br />
skomlenie Zdunka i zimny, spokojny głos Makowskiego. Potem strzał i ucieczka w panice. A<br />
potem jeszcze ta szaleńcza jazda za tajemniczym busem, w którym, jak mylnie sądził, zbiry<br />
Makowskiego wiozły Waldka. Wzdrygnął się.<br />
- Przepraszam – mitygował się Orłowski. – To był głupi dowcip.<br />
- Nic nie szkodzi. Przypomniała mi się ta sytuacja na stacji paliw pod Toruniem.<br />
Gdyby nie wasza interwencja, pewnie gryzłbym już ziemię. Ludzie Makowskiego by mnie<br />
wykończyli. No, a co z nim?<br />
Orłowski nie odpowiedział. Wyjął papierosy i poczęstował Pawła. Zapalili i Paweł z<br />
grzeczności zaciągnął się śmierdzącym dymem.<br />
Jakieś tanie świństwo, pomyślał z niechęcią.<br />
- Jest pan teraz jedyną znaną nam osobą, która widziała Adriana Makowskiego i<br />
rozmawiała z nim. Wezwałem pana, żeby jeszcze raz potwierdził pan swoje zeznania i<br />
formalnie go rozpoznał. Pokażemy panu za chwilę czterech mężczyzn. Jeden z nich to Adrian<br />
Makowski. Chcemy żeby pan go wskazał. To taka formalność, ale konieczna.<br />
Paweł mimowolnie skulił się na fotelu. Perspektywa spotkania twarzą w twarz z<br />
zabójcą nie była zbyt pociągająca.<br />
- Aresztowaliście go więc wreszcie? – zapytał przez zaciśnięte zęby.<br />
- Tak – z ociąganiem potwierdził Orłowski. – Zatrzymaliśmy go wczoraj rano.<br />
Proszę się nie denerwować. – Uśmiechnął się przyjaźnie. – Będzie pan niewidoczny dla tych<br />
ludzi. Weneckie lustro. Rozumie pan?<br />
Paweł skinął głową. Nieco się odprężył, ale nie do końca. Rozpiął kołnierzyk od<br />
koszuli i poluzował trochę krawat. Próbował się uspokoić, przyglądając się jak policjant<br />
wypełnia jakiś druczek.<br />
Potem przeszli do sąsiedniego pokoju, którego jedna ze ścian była przeszklona.<br />
Pokój tonął w półmroku, oświetlany tylko słabym światłem zza szyby.<br />
Orłowski powiedział coś do mikrofonu na ścianie i po chwili pomieszczenie za szybą<br />
zalało jasne światło. Potem pojawił się policjant w mundurze, a za nim weszło powoli<br />
czterech mężczyzn. Ustawili się twarzami w kierunku szyby, która dla nich była lustrem i<br />
zastygli w bezruchu. Policjant dał każdemu z nich do ręki tabliczkę z wypisanym numerem i<br />
stanął obok.<br />
Paweł przeleciał wzrokiem po twarzach. Z tych wszystkich mężczyzn do rysopisu<br />
Makowskiego najbardziej pasował policjant. Pozostali nie byli podobni w ogóle. Żaden z nich<br />
nie był wysokim, szczupłym, szpakowatym brunetem.<br />
- To żaden z nich – powiedział i spojrzał bezradnie na Orłowskiego.<br />
- Jest pan pewien? – Brwi policjanta podjechały nieznacznie do góry.<br />
Paweł podszedł bliżej do szyby i jeszcze raz powoli obejrzał cztery nieruchome,<br />
obojętne twarze.<br />
- Absolutnie. Tu nie ma Adriana Makowskiego. Mogę się pod tym podpisać obiema<br />
rękami.<br />
- Niech pan się dobrze przypatrzy. Jeden z tych facetów to jest Adrian Makowski –<br />
rzucił z naciskiem Orłowski.<br />
Paweł wzruszył ramionami.<br />
- Jedyną osobą, która trochę przypomina Makowskiego jest ten w mundurze. Gdyby<br />
był szpakowaty, mógłbym go z pewnej odległości pomylić z tamtym. Ale jak się domyślam,<br />
on nie bierze udziału w tej identyfikacji.<br />
Orłowski pokręcił przecząco głową i wyjął rękę z kieszeni marynarki. Trzymał w<br />
niej złamany długopis. Rzucił go do kosza i powiedział niewyraźnie kilka słów do mikrofonu.<br />
Trzy osoby wyszły z pokoju za szybą. Pozostał tam tylko policjant i mężczyzna w średnim<br />
wieku, o dość przeciętnym wyglądzie. Raczej silnej budowy, włosy obcięte prawie do samej<br />
skóry, krótkie wąsiki. Nosił nieduże, owalne okulary, nadające mu trochę wygląd<br />
przedwojennego urzędnika pocztowego.<br />
Na żądanie Orłowskiego ustawił się lewym, a potem prawym profilem. Poproszony o<br />
przedstawienie się i podanie kilku informacji o sobie, zrobił to spokojnym, opanowanym<br />
głosem.<br />
Paweł patrzył jak urzeczony. Wszystko, co mówił tamten zgadzało się. Poza jednym.<br />
To nie był ten Adrian Makowski, który negocjował szczegóły kontraktu “Wiktorii”. No i<br />
Makowski nie miał takiej brzydkiej brodawki za uchem.<br />
Po powrocie do gabinetu, Orłowski unikał wzroku Pawła i milczał dłuższą chwilę<br />
zanim wreszcie odezwał się zmęczonym głosem:<br />
- Miałem nadzieję, że dzięki tej konfrontacji sprawa posunie się do przodu.<br />
Pomyliłem się. Przesłuchaliśmy go dokładnie. Oczywiście wszystkiemu zaprzecza. Nic nie<br />
wie o żadnej “Wiktorii” i nie znał nigdy Zdunka, jej właściciela. Nie ma i nigdy nie miał<br />
BMW. Audi ma. I w ogóle nie było go w kraju w tym czasie. Wrócił do domu dopiero<br />
przedwczoraj. To ostatnie to akurat jest prawda, bo obserwowaliśmy jego dom w Łodzi.<br />
Myślałem jednak, że&#8230; Tylko pan widział go w tej willi w Pabianicach.<br />
- No i Waldek &#8211; wtrącił Paweł.<br />
- Tego nie wiemy i już się nie dowiemy. Adwokat zabronił pańskiemu szwagrowi<br />
składania jakichkolwiek zeznań przed sprawą. Powiedział nam tylko to, co i tak wiedzieliśmy<br />
po analizie dokumentów księgowych. Ani słowa o Makowskim.<br />
Orłowski wyjął swoje śmierdzące papierosy i wyciągnął w kierunku Pawła, który<br />
odmówił ruchem głowy.<br />
- Pół roku pracy na nic – mówił dalej. – Skoro to nie jest Makowski, którego pan zna<br />
i który, według pana, zabił Zdunka&#8230;<br />
- Mówiłem prawdę – żachnął się Paweł.<br />
- Nie, nie&#8230; – Policjant wyciągnął przed siebie obie dłonie. – Ja nie zarzucam panu<br />
kłamstwa. Chodzi o to, że sprawa się teraz komplikuje. Okazuje się, że za sznurki pociągał<br />
jeszcze ktoś inny. A my nie wiemy na razie, kto. No cóż – westchnął. – Dziękuję panu. Ciało<br />
szwagra możecie państwo odebrać za dwa dni. Wypiszę wszystkie potrzebne dokumenty. A<br />
tego Makowskiego potrzymamy jeszcze do wieczora i wypuścimy. Nic konkretnego na razie<br />
na niego nie mamy. – Zdusił nerwowo papierosa w popielniczce i wstał żeby się pożegnać.<br />
8.<br />
Pogrzeb by krótki. Cała Dąbrówka stawiła się gremialnie. Paweł podejrzewał, że<br />
duża część tylko po to żeby, zanim zamknięto trumnę, przyjrzeć się jak wygląda<br />
zamordowany człowiek. Wyglądał źle i to chyba najbardziej ekscytowało tych dobrych,<br />
spokojnych ludzi.<br />
Na szczęście było zimno, padał nieprzyjemny śnieg z deszczem i ksiądz nie<br />
przedłużał ceremonii w kościele, a na cmentarzu ograniczył się tylko do kilku słów<br />
wspomnienia i szybko odjechał na plebanię. Ludzie też postali tylko chwilę, przyglądając się<br />
jak grabarze zasypują dół. Znajomi pospiesznie podchodzili z cichymi kondolencjami i<br />
uciekali przed chłodem i pluchą.<br />
Postali nad grobem we trójkę, Paweł, Maryla i jej ojciec, czekając aż wieńce i<br />
wiązanki kwiatów przykryją ziemię. Otocka leżała w szpitalu, po udarze mózgu, którego<br />
doznała na widok ciała syna, kołyszącego się u sufitu, zamiast żyrandola. Nikt z dalszej<br />
rodziny nie przyjechał.<br />
Maryla czytała z ulgą nieliczne telegramy z wyrazami współczucia. Nie czuła się na<br />
siłach do opowiadania po raz kolejny okoliczności śmierci Waldka. Dzieci zostały w domu,<br />
pod opieką Gacka, specjalnie wezwanego w tym celu.<br />
W ostatniej chwili, kiedy już zamierzali wyjść z cmentarza, pojawiła się Teresa.<br />
W milczeniu położyła na grobie męża wiązankę kwiatów i po cichu zmówiła krótką<br />
modlitwę. Paweł obserwował ją spod oka, szukając jakichś oznak żalu czy śladów łez. Oczy<br />
Teresy były jednak suche i spokojne. Widać było, że spełnia po prostu obowiązek wobec<br />
męża. Praktycznie rzecz biorąc, byłego męża.<br />
Wyglądała jakoś inaczej. W pierwszej chwili Paweł pomyślał, że to po prostu wynik<br />
kontrastu między wymizerowanym teściem i Marylą, a wypoczętą Teresą. Kiedy przyjrzał się<br />
jej dokładniej doszedł do wniosku, że to coś więcej.<br />
Teresa wyraźnie zeszczuplała i wyładniała. Na pogrzeb ubrała bardzo elegancki,<br />
doskonale na niej leżący krótki, czarny płaszcz. Patrzyła też jakoś bardziej zdecydowanie i<br />
spokojnie. Tak jakby rozstanie z Waldkiem odjęło jej lat i dodało pewności siebie.<br />
- Nikt więcej nie przyjechał pożegnać Waldka? – zapytała. Paweł miał wrażenie, że<br />
usłyszał cień sarkazmu w jej głosie.<br />
- Telegramy tylko przyszły – odpowiedział głuchym głosem teść. Odszedł kilka<br />
kroków na bok i wysmarkał się hałaśliwie w brudną chustkę do nosa.<br />
Grabarze zakończyli swoją robotę, oklepali łopatami ziemię na grobie, ułożyli<br />
kwiaty i najstarszy z nich stanął niedaleko, w pozie oczekiwania. Dawał do zrozumienia całą<br />
swoją postawą, że chciałby się już rozliczyć. Wyglądało na to, że jeśli będzie musiał czekać<br />
jeszcze trochę, to już nie wykopie następnego grobu zaplanowanego na ten dzień. Był<br />
prawdopodobnie kolejnym przypadkiem choroby Parkinsona. Schorzenie musiało poczynić<br />
już okropne spustoszenie w jego organizmie. Miał bardzo silne objawy. Z nabożnym<br />
szacunkiem przyjął sto złotych, które wręczyła mu Maryla i aż poczerwieniał z radości.<br />
Liczył na pięćdziesiąt.<br />
Deszcz ze śniegiem rozpadał się na dobre i nie było sensu dłużej stać nad świeżą<br />
mogiłą.<br />
Przed bramą cmentarza czekała ich niespodzianka. Teresa nie wsiadła ze wszystkimi<br />
do służbowej Vectry Pawła tylko skierowała się do granatowego BMW, stojącego kilkanaście<br />
metrów dalej. Wrażenie było tak wielkie, że Maryla i Paweł zamiast wsiadać do swojego<br />
samochodu, osłupiali przyglądali się jak Teresa zajmuje miejsce za kierownicą i rusza<br />
zdecydowanie z parkingu. Przez przyciemniane szyby widać było niewyraźnie sylwetkę<br />
kogoś siedzącego na miejscu pasażera.<br />
Kiedy dojechali na miejsce, Teresa już czekała na chodniku. BMW zniknęło, jakby<br />
było tylko przywidzeniem. Dzieci obserwowały powrót rodziców z nosami przyklejonymi do<br />
szyby.<br />
Po wejściu do domu Paweł włączył komórkę i od razu się zaczęło. Najpierw<br />
zadzwoniła Kasia. Przyszło trochę korespondencji i musiał szybko podjąć parę decyzji.<br />
Między innymi przyszło zaproszenie na szkolenie organizowane przez centralę. Powinien<br />
natychmiast wytypować dwóch agentów i jednego managera, bo szkolenie zaczynało się już<br />
w nadchodzący weekend. Potem po kolei dzwonili managerowie z jakimiś bzdurami, chyba<br />
tylko po to, żeby przypomnieć o swoim istnieniu. Za nimi Paprocki, kolejny raz, w sprawie<br />
zleceń z Warszawy, które ostatecznie, za zgodą Pawła, wstępnie rozpracowywał. Sprawa<br />
podziału prowizji pozostała na razie otwarta. W końcu sekretarka z centrali zaanonsowała<br />
dyrektora Jasińskiego.<br />
- Witaj Paweł! Rozmawiałem z twoją sekretarką. Przyjmij, proszę, moje kondolencje<br />
i przekaż żonie wyrazy współczucia ode mnie – mówił. &#8211; Wybacz, że zawracam ci głowę w<br />
takim dniu, ale pewne sprawy zaczynają się toczyć szybciej niż planowaliśmy.<br />
- Tak? Jakie sprawy?<br />
- Wolałbym teraz o tym nie rozmawiać. Zależy mi na tym żebyś był na tym<br />
szkoleniu, które zaczyna się w piątek. Na pewno będzie tam prezes i większość członków<br />
zarządu. Zapadną ważne decyzje personalne. Na razie tylko nieformalnie, ale musisz<br />
koniecznie przyjechać. Wiesz gdzie to jest. Ten sam ośrodek nad Zalewem, w którym<br />
odbywało się szkolenie w ubiegłym roku.<br />
- Tak. Pamiętam.<br />
- Wyznaczyłeś już uczestników ze swojego oddziału?<br />
- Przed chwilą.<br />
- Dobrze by było gdybyś mógł spośród swoich ludzi znaleźć kogoś zaufanego i<br />
wartego promowania. Kogoś, na kim polegasz i będziesz mógł się w razie czego oprzeć. No,<br />
ale nie będę ci teraz zabierał czasu tymi sprawami. Jeszcze raz proszę o przyjęcie kondolencji<br />
i do zobaczenia na szkoleniu.<br />
Przez chwilę po wyłączeniu telefonu Paweł myślał o tym, co to za panika znowu.<br />
Jedyną przyczyną takiego zamieszania mogły być tylko roszady personalne, co zresztą<br />
Jasiński wprost powiedział. Widocznie Kocinski już przechodzi do sieci bankowej, a<br />
zwolnienie się miejsca prezesa podziała jak poruszenie pierwszego klocka w dominie.<br />
Przeszedł do sypialni i zajrzał do szafy w poszukiwaniu czystych koszul. Trzeba<br />
będzie założyć najlepszy garnitur, żeby jakoś wyglądać, pomyślał. Przerwał wybieranie<br />
ubrań, kiedy Maryla krzyknęła z kuchni, że obiad gotowy.<br />
Martynka przybiegła z kuchni i skoczyła na niego jak mała kotka. Przytuliła się<br />
mocno, jakby chciała wcisnąć się w niego jak najgłębiej. Pocałował ją w głowę i po raz<br />
pierwszy tego dnia wzruszenie ścisnęło mu gardło..<br />
Stres przekroczył jakąś wartość krytyczną i Paweł poczuł jak łzy same spływają mu<br />
po twarzy. Martynka przytuliła się jeszcze mocniej i tak trwali chwilę w uścisku.<br />
Jedli w ciszy, jeśli nie liczyć wydawanych przez Otockiego odgłosów, które<br />
wyraźnie wskazywały, że posiłek mu smakuje.<br />
Teresa od niechcenia grzebała widelcem w talerzu. Maryla i Paweł spoglądali to na<br />
nią to na siebie. Zmiana, jaka zaszła w Teresie widoczna była coraz wyraźniej. Kiedyś raczej<br />
rozmowna, teraz nie odzywała się wcale. Tak jakby nie miała o czym z nimi rozmawiać.<br />
Nie widzieli się od momentu aresztowania Waldka i nie wiedzieli, co się z nią dzieje.<br />
Chyba jednak nie zamierzała się z nimi dzielić swoimi problemami. Zresztą wyglądała na<br />
kogoś bez jakichkolwiek problemów. Pawła zastanawiał ten jej spokój. Rozstali się z<br />
Waldkiem w złości, ale przecież przeżyli razem kilkanaście lat.<br />
- Nieźle się prezentujesz w tym garniturze – zaskoczyła go komplementem. – Musisz<br />
naprawdę dobrze zarabiać, jeśli cię stać na takie ubrania.<br />
- Chyba tak. A jak sobie radzisz sama? – zapytał zakłopotany.<br />
- Nie narzekam. Mogę teraz decydować o sobie tak jak mi się podoba. Robię to, co<br />
lubię.<br />
- A co robisz? – zainteresowała się Maryla.<br />
- Prowadzę interes. Szwalnia dalej zaplombowana? – zmieniła temat.<br />
- Tak. Na razie prowadzą jeszcze śledztwo – odpowiedział Paweł. – A co? Chcesz<br />
coś zabrać ze szwalni?<br />
- Nie. Na razie zabiorę meble z domu. Moi ludzie już tam je ładują.<br />
- Tak! Szkoda, że nic nie powiedziałaś. Tam jest trochę bałagan. Spaliśmy u was,&#8230;u<br />
ciebie przez ostatnie dni. Bałam się zostawać tu na noc. No i ten zapach.<br />
- Nic nie szkodzi poradzą sobie. Możecie tam dalej spać. Ale meble zabieram.<br />
Potrzebuję ich. Kupiłam dom.<br />
- Kupiłaś dom? – zdziwił się teść.<br />
- A co w tym dziwnego? &#8211; Obrzuciła go obojętnym wzrokiem.<br />
- Ciociu, a skąd masz taki ładny samochód? – zapytała niespodziewanie Martynka.<br />
- Kupiłam sobie. – Teresa pogładziła dziewczynkę po głowie.<br />
Dalszą rozmowę przerwało wejście Jarka. Jak zwykle, w powyciąganych na<br />
wszystkie strony ciuchach i niezbyt dokładnie uczesany. Maryla posadziła go przy stole i<br />
gestem zachęciła do nakładania sobie na talerz.<br />
Paweł wstał i poszedł dalej pakować neseser. Nie miał ochoty wyjeżdżać i zostawiać<br />
teraz Maryli samej, ale czuł, że Jasiński nie darowałby mu nieobecności na tym szkoleniu.<br />
Urlop też nie wchodził w rachubę. Nie chciał zaczynać pracy od urlopu. Głupio by to<br />
wyglądało.<br />
Postanowił, że wszystkie następne weekendy spędzi w domu. I szybko znajdzie<br />
mieszkanie dla całej rodziny.<br />
9.<br />
- Dobrze, że przyjechałeś. Wiem, że masz tam w domu problemy, ale muszą sobie<br />
bez ciebie poradzić. Tutaj jesteś bardziej potrzebny.<br />
Paweł postawił neseser na ziemi i bez słowa podał rękę Jasińskiemu, stojącemu na<br />
schodach wejściowych do ośrodka, w otoczeniu małej grupki agentów.<br />
- Prezesa jeszcze nie ma, ale spodziewamy się go lada chwila. – Jasiński kręcił się<br />
podekscytowany. Paweł nie widział jeszcze dyrektora Działu Rozwoju w takim stanie. Sam<br />
był przygnębiony. Cały czas myślał, co tam w domu. Mimo to uśmiechał się i starał się nie<br />
pokazywać po sobie złego nastroju. Kogo to mogło obchodzić?<br />
Pod ośrodek zajechał samochód z warszawską rejestracją i wytoczył się z niego<br />
Janusz. Właściwie wyturlał się energicznie i podbiegł do drzwi pasażera, żeby je otworzyć.<br />
Jeśli ktokolwiek małej grupki obserwujących jego zabiegi był zdziwiony to po kilku<br />
sekundach zdziwienie wzrosło niepomiernie.<br />
W drzwiach samochodu, otwieranych energicznie przez Janusza, ukazała się<br />
najpierw głowa, a potem reszta prezesa Kocinskiego. Jasiński podbiegł przywitać się.<br />
Pozostali zastygli w oczekiwaniu, z uśmiechami przyklejonymi do twarzy. Tłumek na<br />
schodach powiększał się błyskawicznie i Paweł, chcąc uniknąć stratowania siebie i swojego<br />
bagażu przesuwał się coraz bardziej do tyłu. Po chwili był już prawie sam w pustej recepcji.<br />
Wziął klucz do pokoju i rozejrzał się wokoło. Na fotelach w głębi sali siedzieli<br />
pracownicy centrali, którzy spotykali prezesa codziennie i nie odczuwali wielkiego<br />
podniecenia na jego widok. Zauważył wśród nich Mariusza Winiarskiego &#8211; managera ze<br />
swojego oddziału,. Kiwnął mu ręką na powitanie.<br />
- Nie wita się pan z prezesem? – Usłyszał za plecami. Odwrócił się w kierunku<br />
właściciela głosu. To był Kuba Ferenc.<br />
- Z tą walizką w ręku jestem bez szans – odpowiedział. – Muszę zaczekać na<br />
dogodniejszy moment. Chyba będzie jeszcze okazja.<br />
- Na pewno. Tym bardziej, że właśnie zaczyna padać.<br />
Deszcz zmusił uczestników nieoficjalnej ceremonii powitalnej do przeniesienia się<br />
do wnętrza budynku. Prezes szedł przodem i w ten sposób pierwszą osobą, która podała mu<br />
rękę w środku był, stojący w drzwiach, Kuba Ferenc. Wdali się w krótką pogawędkę.<br />
Deszcz rozpadał się na dobre. Stojący tyłem do wyjścia prezes i zaraz obok niego<br />
Jasiński nie zwrócili na to uwagi. Kuba Ferenc zdaje się uważał, że przerwanie prezesowi<br />
byłoby niegrzeczne. Reszta posłusznie mokła na dworze w oczekiwaniu na wolne przejście.<br />
Kiedy wreszcie Jasiński obejrzał się i zaproponował przeniesienie się dalej, kilka wełnianych<br />
garniturów nadawało się już tylko na szmaty.<br />
Najbardziej narzekał Janusz, który przywiózł prezesa z Warszawy swoim<br />
samochodem. Miał nadzieję, że po drodze dowie się czegoś ciekawego na temat najbliższych<br />
planów personalnych w firmie. Tymczasem cały czas rozmawiali o „dupie Maryni”, bo prezes<br />
nie dał się wciągnąć w rozmowę na jakieś konkretniejsze tematy. Janusz był zły na siebie, że<br />
nie miał dosyć odwagi na poruszenie interesujących go kwestii. Do tego, po odprowadzeniu<br />
samochód samochodu na parking, musiał jeszcze odstać chwilę w strugach deszczu.<br />
Wreszcie wszyscy chętni dostąpili już zaszczytu uściśnięcia ręki prezesa i w holu<br />
recepcji zrobiło się trochę luźniej. Paweł pogadał chwilę z Januszem i poszedł do swojego<br />
pokoju. Chciał jeszcze zmienić koszulę przed rozpoczęciem szkolenia.<br />
Miał jedynkę i bardzo mu to odpowiadało. Pomimo wczesnej pory czuł się<br />
zmęczony. Od kilku tygodni żył w dużym stresie i wielkim pośpiechu. Ostatnio udawało mu<br />
się wykrzesać coraz mniej entuzjazmu dla życia. Z jeden strony nie do końca rozumiał, a z<br />
drugiej podziwiał ludzi, którzy mieli dosyć motywacji i energii żeby walczyć o możliwość<br />
zamienienia z prezesem kilku słów.<br />
Położył się na łóżku i zasnął niemal natychmiast. Spałby może do rana, gdyby nie<br />
Mariusz Winiarski, który obudził go głośnym pukaniem do drzwi.<br />
Trochę spóźnieni zeszli obaj na salę, gdzie odbywał się wykład i odprowadzani<br />
spojrzeniami kursantów zajęli jedyne wolne miejsca w końcu sali. Siedzieli przy stole tylko<br />
we dwóch. W okolicach miejsca zasiadania prezesa stoliki były zatłoczone do granic<br />
możliwości. Łokieć przy łokciu, uśmiech przy uśmiechu.<br />
- Rozmawiałem z chłopakami z centrali – wyszeptał Mariusz. – Jest już<br />
postanowione, że za sześć miesięcy prezes przejdzie do sieci bankowej. Na jego miejsce<br />
wejdzie Jasiński. To też bardzo prawdopodobne.<br />
- Znasz ich? Tych z centrali.<br />
- Znam jednego, ale to wystarczy. Kolega z roku. Jego gabinet jest w tej samej części<br />
piętra, co gabinet prezesa, a to znaczy, że jest ważny.<br />
Paweł uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Gabinet w tej samej części piętra.<br />
Co za bzdura.<br />
- Pytaniem jest, kto wejdzie na miejsce Jasińskiego?<br />
Paweł nic na to nie odpowiedział. Pytaniem jest, czy Jasiński znowu zaproponował<br />
mu walkę o awans tylko tak sobie, jak to stanowisko dyrektora oddziału w Poznaniu.<br />
Rozejrzał się po sali. Kandydatów na stołek w centrali było zatrzęsienie i w<br />
przeciwieństwie do Pawła robili wszystko żeby zwrócić na siebie uwagę. Nawet Janusz był<br />
dzisiaj wyjątkowo trzeźwy i sprawiał wrażenie bardzo zainteresowanego tematem szkolenia.<br />
Wykład zakończył się po dwóch godzinach i nikt nie zamierzał protestować z tego<br />
powodu. Odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie, kto jest w czołówce peletonu, miała i<br />
tak dostarczyć nocna impreza.<br />
Wieczorem Paweł zadzwonił do domu, żeby upewnić się, że wszystko jest w<br />
porządku. Odebrał Gacek.<br />
Teresa już wyjechała i zabrała klucze od swojego domu. Powiedziała, że nie chce,<br />
żeby ktoś obcy tam się kręcił. Siedzieli sami z Marylą. Stary Otocki pojechał do szpitala, do<br />
żony i zamierzał zostać u niej do późna.<br />
- Może byś u nas przenocował – zaproponował Paweł. – Maryla będzie się<br />
bezpieczniej czuła.<br />
- Nie ma sprawy. Mogę przenocować. – Gacek zgodził się bez zwykłego ociągania.<br />
10.<br />
Na dźwięk dzwonka telefonu Paweł aż podskoczył w fotelu. Zamyślił się,<br />
wspominając szaleństwo, które ogarnęło pracowników Financial Brokers podczas nocnej<br />
imprezy w ośrodku szkoleniowym nad Zalewem. Jeszcze nie widział takiego spektaklu w ich<br />
wykonaniu.<br />
Podniósł słuchawkę. Dzwoniła Maryla. Chciała trochę porozmawiać. Czuła się<br />
samotna i żądała żeby Paweł zajął się jak najszybciej znalezieniem mieszkania dla całej<br />
rodziny.<br />
Miał mało czasu na rodzinne sprawy, zanosiło się na to, że będzie miał jeszcze mniej<br />
i, prawdę powiedziawszy, zastanawiał się czy warto szukać mieszkania w Gdańsku. Jasiński<br />
obiecywał, że zrobi wszystko żeby ściągnąć go do Warszawy. Oczywiście pod warunkiem, że<br />
oddział Pawła osiągnie przynajmniej średnie wyniki w sprzedaży umów.<br />
Chwilami czuł się jak na jakiejś łodzi pędzącej po rwącej rzece. Przestał już<br />
kontrolować kierunek i prędkość. Starał się tylko tak sterować, żeby nie rozbić się o jakieś<br />
przeszkody po drodze. Wysiadanie nie wchodziło w rachubę. Z całą pewnością byłoby bardzo<br />
nieprzyjemne i trudne. Najciekawsze, że kiedy wsiadał do tej łajby, rzeka toczyła się leniwie<br />
szerokim korytem, a Kotas uspokajająco uśmiechał się zza sterów.<br />
Po szkoleniu przyjechał od razu do Gdańska. Prezes postawił jasne warunki. Kilku<br />
osobom odebrał złudzenia, a reszta miała pokazać, co potrafi, zanim zapadnie decyzja o<br />
nominacjach. Wszystko oczywiście odbyło się absolutnie nieoficjalnie, podczas towarzyskich<br />
pogawędek przy szklaneczce whisky. Paweł, jako dyrektor oddziału, uczestniczył w tych<br />
rozmowach bezpośrednio. Siedział przy jednym stole z prezesem, Jasińskim i innymi szefami<br />
oddziałów. To była ekipa, która miała najbardziej zyskać na odejściu prezesa do sieci<br />
bankowej.<br />
Siedział z nimi też Janusz, który nie był dyrektorem oddziału, ale prezes bardzo go<br />
lubił i zaprosił do uczestniczenia we wspólnej kolacji. Chodziły słuchy, że niedługo awansuje<br />
go na dyrektora któregoś w warszawskich oddziałów. Janusz słuchał i nie odzywał się, a<br />
potem, dwukrotnie tej nocy, zdyskontował swoje informacje. Paweł podziwiał kondycję<br />
grubasa. Taki seksualny maraton w jego wieku zasługiwał na prawdziwe uznanie.<br />
Nie opowiadał o tym Maryli. Tylko słuchał.<br />
Po kilku minutach rozmowy głos Maryli stał się bardziej optymistyczny i nawet<br />
zaczęła żartować z ojca.<br />
Ojciec jeździł codziennie do szpitala. Dla zyskania przychylności lekarzy i<br />
przyciągnięcia większej uwagi do żony, zawsze na wizytę zabierał ze sobą jedną albo dwie<br />
butelki nalewki, całkowicie własnej produkcji. Miały one tę właściwość, że smakowały jak<br />
kompocik, ale działały ze skutecznością cichego zabójcy. Szybko i niespodziewanie. W ten<br />
sposób raz załatwił przychylność ordynatora, a raz lekarza, który akurat miał dyżur.<br />
Dwukrotnie Gacek musiał jechać autobusem, żeby ściągnąć samochód i jego właściciela do<br />
domu. Otocka przychodziła do siebie szybko i była otoczona troskliwą opieką personelu<br />
medycznego.<br />
Po dwudziestu minutach Paweł przestał słuchać i tylko, co jakiś czas, monosylabami<br />
dawał do zrozumienia, że połączenie wciąż trwa. Jego myśli poszybowały zupełnie gdzie<br />
indziej. Miał na głowie kilka problemów, z którymi musiał się szybko uporać.<br />
Produkcja oddziału wolno zaczęła się wspinać. Za wolno jak na jego cierpliwość. To<br />
był jeden z wielu problemów. Następny to Paprocki. Księgowy oddziału próbował<br />
torpedować pomysły dyrektora. Paweł miał nadzieję, że nieświadomie.<br />
- Jesteś tam jeszcze? – Maryla zmusiła go do skupienia się na rozmowie.<br />
- Jestem. Przepraszam. Zamyśliłem się na moment.<br />
- No dobrze. Nie będę ci zawracała głowy. Jeszcze tylko chciałabym wiedzieć, kiedy<br />
przyjeżdżasz na Święta do domu.<br />
- Jakie święta? A &#8230; Boże Narodzenie? Na wigilię na pewno przyjadę.<br />
Jeszcze nie zdążył dobrze odłożyć słuchawki, kiedy do gabinetu weszła Kasia,<br />
energiczniej niż zwykle, zaaferowana jak małe dziecko.<br />
- Panie dyrektorze przywieźli choinkę! Gdzie ją postawimy?<br />
- Proszę mi nie zadawać takich pytań. Byle gdzie. Proszę zawołać do mnie<br />
Paprockiego. – Był zły. Gdzie postawić choinkę? Gdzie przyczepić tabliczkę? Może jeszcze<br />
ma decydować o kolorze papieru w toalecie?<br />
Kasia, zaskoczona jego reakcją, potrzebowała dłuższej chwili, zanim dotarło do niej,<br />
że ma wyjść i wykonać polecenie dyrektora. Po raz pierwszy została potraktowana tak<br />
chłodno, bez zwykłego uśmiechu i sympatycznej konwersacji.<br />
Paweł też był zaskoczony. Żałował swoich słów natychmiast po ich wypowiedzeniu,<br />
ale już nie miał siły na zabawę w konwenanse. Miał na głowie sprawy ważniejsze od<br />
uprzejmych pogaduszek z sekretarką. Musiał podjąć kilka trudnych decyzji.<br />
Parę wrzodów dojrzało do przecięcia.<br />
Paprocki pojawił się w ciągu minuty. Zanim Paweł zdążył cokolwiek powiedzieć,<br />
rozłożył papiery i zaczął opisywać po kolei firmy, których namiary dostali z Warszawy. Robił<br />
wrażenie bardzo pewnego siebie. Wykonał sporą pracę i na pewno spodziewał się, że coś z<br />
tego będzie miał. Kotas z całą pewnością kupował w ten sposób lojalność księgowego.<br />
Ponieważ jednak jego plan zakładał, że księgowy będzie się zajmował księgowością,<br />
managerowie znajdowaniem ludzi do pracy, a tylko agenci będą sprzedawać produkty<br />
Financial Brokers, musiał posprzątać w tej stajni Augiasza.<br />
Zamierzał dać Paprockiemu tylko jedno z tych zleceń. Ostatni raz. Zaczął się<br />
zastanawiać, czy znalezienie w Gdańsku doświadczonego księgowego jest dużym<br />
problemem. Takiego, któremu nie śmierdzi z ust pewnie trudno znaleźć. Siedzieli po<br />
przeciwnych stronach stołu, ale mimo to Paweł musiał chwilami odwracać głowę, żeby złapać<br />
oddech.<br />
Zapach zepsutego bigosu i zapleśniałych szmat docierał do niego za każdym razem,<br />
gdy rozmówca podniósł głowę.<br />
- Jak pan to widzi panie dyrektorze? – Paprocki skończył referować.<br />
- Wykonał pan bardzo dużą pracę. Proszę sobie wybrać jedno z tych zleceń i<br />
rozpracować je do końca. Reszta pójdzie do podziału między agentów.<br />
Gdyby nie napięta atmosfera w gabinecie, Paweł chyba zacząłby się śmiać. Wyraz<br />
twarzy Paprockiego był połączeniem złości, zaskoczenia i zdziwienia. Takie trzy w jednym.<br />
- Ale &#8230; panie dyrektorze, mieliśmy to zrobić we dwóch. Pół na pół. To znaczy tych<br />
namiarów jest trzynaście, siedem dla pana&#8230; &#8211; Jeśli to w ogóle możliwe, smród emitowany<br />
przez gardło Paprockiego jeszcze przybrał na sile.<br />
- Ja nie będę zajmował się realizowaniem kontraktów z klientami. Od tego są agenci.<br />
Pozwoliłem panu wstępnie rozpracować te trzynaście firm, ale nie mogę w ten sposób<br />
odbierać innym ich pracy. Straciliby motywację i zaufanie do mnie jako dyrektora. Dlatego<br />
proszę sobie wybrać jedno z tych zleceń i na tym skończymy z tą sprawą. W przyszłości<br />
proszę nie przychodzić do mnie z takimi propozycjami i skupić się na księgowości. Chyba, że<br />
woli pan pracować jako agent?<br />
Paprocki pokręcił przecząco głową. Patrzył na Pawła z ponurym wyrazem twarzy.<br />
Nawet nie próbował ukrywać, że jest niezadowolony. No nic, Kotas też na początku próbował<br />
fikać i miał bardzo dużo “dobrych” pomysłów. Przeżyłem Kotasa, Ferenca, przeżyję i<br />
Filipowskiego, pomyślał ze złośliwą satysfakcją.<br />
- Chciałbym, żeby pan mnie zrozumiał. Nie robię nic na złość panu ani nikomu<br />
innemu. Po prostu, mówiąc w przenośni, próbuję wydmuchać piasek z maszyny sprzedaży i<br />
nasmarować ją porządnie. Kiedy zacznie chodzić tak jak trzeba, wszyscy na tym skorzystają.<br />
W tej chwili jest pan sam i cała księgowość jest na pańskiej głowie. Chyba lepiej być<br />
głównym księgowym, kierować grupą ludzi i zarabiać na tym, co się robi najlepiej? Tak się<br />
może stać, jeśli rozwiniemy oddział do przyzwoitych rozmiarów. Może to trochę bezładnie<br />
przekazuję, ale myślę, że jako człowiek inteligentny i wykształcony rozumie pan moje<br />
intencje.<br />
Paprocki pokiwał głową bez słowa i wyciągnął z pliku kartek jedną. W dupę sobie<br />
podmuchaj, pomyślał ironicznie. Odbiło mu się, ale albo tego nie zauważył albo nie chciał<br />
zauważyć.<br />
- Wezmę tą, jeśli można. Wygląda najbardziej obiecująco.<br />
Tylko tyle. Wstał i wyszedł. Nie zaprotestował już ani słowem. Paweł był pewien, że<br />
teraz ma już co najmniej jednego wroga w swoim oddziale. Możliwe, że kolejnego. Tym się<br />
tak bardzo nie przejmował.<br />
Uchylił okno, zapalił papierosa i założył nogi na biurko. Potrzebował chwili oddechu<br />
po tej wymianie uprzejmości z Paprockim. Obserwując swoje nowe, eleganckie, skórzane<br />
buty, myślał intensywnie.<br />
Podczas nocnej imprezy w ośrodku szkoleniowym doszło do małego incydentu. Być<br />
może wielu uczestników zabawy w ogóle niczego nie zauważyło, ale wszyscy siedzący przy<br />
stole z prezesem widzieli co się stało.<br />
W pewnym momencie prezes zagadnął do Pawła po przyjacielsku i wyraźnie czekał<br />
na jakąś odpowiedź albo komentarz. Nie wiadomo czy przez nieuwagę czy pod wpływem<br />
whisky, zrobił to po angielsku. Paweł kompletnie nie zrozumiał o co chodzi i spoglądał na<br />
niego zakłopotany. Jak na złość, muzyka w tym momencie umilkła i na kilka sekund zaległa<br />
kłopotliwa cisza, którą wreszcie przerwał Jasiński. Odpowiedział coś zabawnego i rozładował<br />
sytuację. Niby nic, ale Paweł jeszcze długo w nocy widział przed oczami nanosekundowy<br />
grymas dezaprobaty na twarzy Jasińskiego. Musiał coś z tym zrobić.<br />
Zaciągnął się głęboko. Podobno człowiek uczy się całe życie.<br />
Sprawa Paprockiego załatwiona, teraz kolej na następne. Kierownicy grup.<br />
Zdecydował, że da im jeszcze jedną szansę. Jeśli zmusi tych ludzi do pracy to za pół roku nie<br />
będzie musiał już się przejmować ich sympatiami i nastrojami. Warto je jednak znać.<br />
Sekretarka musi być po jego stronie. To powinno wystarczyć.<br />
- Pani Kasiu proszę do mnie wejść – rzucił do interkomu.<br />
- Proszę mi wybaczyć ten niezbyt grzeczny ton przed chwilą. Jestem zmęczony i<br />
chyba reaguję trochę zbyt impulsywnie – powiedział z przepraszającym uśmiechem, gdy<br />
weszła i zamknęła za sobą drzwi.<br />
- Nic się nie stało. Rozumiem – odpowiedziała. Poczuła wielką ulgę. Już nie musiała<br />
udawać, że się gniewa. Nie potrafiła się złościć na tego sympatycznego faceta. Lubiła go i<br />
cieszyła się, że to właśnie on został dyrektorem. Kotas by obleśny, a Ferenc zimny jak ryba na<br />
wigilijnym półmisku. Po nich przyszedł jeden, który wydawał się być normalny.<br />
Przynajmniej na początku.<br />
- Proszę teraz wezwać do mnie wszystkich kierowników grup. Mamy trochę spraw do<br />
omówienia.<br />
- Pan Mariusz Winiarski jest poza oddziałem, a pani Grażyna Mendalka jest<br />
nieobecna. Podała zwolnienie lekarskie.<br />
- Tak? A co jej jest?<br />
- Zdaje się, że złapała przeziębienie. Nie jestem pewna. Ostatnio wyglądała nie za<br />
dobrze.<br />
− Kiedy ja ją widziałem ostatnio wyglądała doskonale. No, nieważne. Proszę zawołać<br />
pozostałych i zrobić mi mocną kawę. Aha&#8230; i niech mi pani znajdzie na mieście jakiś<br />
najintensywniejszy kurs języka angielskiego.<br />
11.<br />
Dwa dni przed Gwiazdką Maryla skończyła już prawie świąteczne porządki. Jeszcze<br />
tylko w saloniku zostało jej odkurzanie i wycieranie półek z książkami. Dzieciaki siedziały u<br />
rodziców i miały za zadanie zabawiać babcię na wszelkie możliwe sposoby. Maryla bała się,<br />
że po ostatnich przeżyciach matka może mieć problemy z psychiką.<br />
Gacek, jak zwykle, otworzył drzwi cicho jak złodziej. Zanim wszedł na dobre<br />
rozejrzał się uważnie po saloniku. Zawsze tak robił. Maryla zapytała go kiedyś, dlaczego po<br />
prostu nie wejdzie jak człowiek, tylko tak się skrada, ale Gacek sam nie potrafił tego<br />
wyjaśnić. Miał taki odruch i nie potrafił nad nim zapanować.<br />
- Byłem u fryzjera. Duży ma ruch dzisiaj – zagadnął. Usiadł na sofie i wziął do ręki<br />
jakieś kolorowe czasopismo. Prawie przybiegł tutaj i teraz potrzebował trochę czasu, żeby<br />
uspokoić oddech.<br />
- Tak? I co tam ciekawego słychać?<br />
- Ludzie gadają, że Teresa otworzyła w Koszalinie salon masażu. – Starał się mówić<br />
od niechcenia, chociaż wiadomość paliła go w gardle jak setka czystego spirytusu.<br />
- Co otworzyła? – Maryla gwałtownie odwróciła głowę.<br />
- Burdel! Zatrudnia kilka panienek, a specjalnych gości sama obsługuje.<br />
- Co ty wygadujesz?!<br />
- Ja tylko powtarzam to, co ludzie mówią. – Gacek wzruszył ramionami. – Podobno<br />
dlatego zabrała meble. Żeby panienki miały na czym zalegać z klientami.<br />
Maryla wstała z fotela i zaczęła bezwiednie porządkować książki na regale. Co ten<br />
chłopak gada? Teresa i dom publiczny. I do tego sama obsługuje klientów. Co jak co, ale to<br />
już przesada. Ludzie każdemu przykleją gówno, nawet całkiem niewinnemu, a potem nie<br />
można się smrodu pozbyć chociażby człowiek czyścił się co dzień.<br />
- Skąd to wszystko wiesz? – Stanęła nad Jarkiem nastroszona. Głupi chłopak plotki<br />
roznosi.<br />
- Gość jeden mówił.<br />
- Co za gość?!<br />
- Taki jeden. Nie wiem jak się nazywa. Pracuje w hurtowni w Gdańsku. Mówił, że był<br />
niedawno po coś w Koszalinie i zatrzymał się w zajeździe, żeby coś zjeść. Patrzy, a tu pani<br />
Teresa schodzi po schodach z pięterka. Wymalowana jak, nie przymierzając, jakaś dziwka.<br />
Papieros w zębach&#8230;<br />
- Oszczędź mi tych szczegółów&#8230; i swoich opinii.<br />
- Ja tylko powtarzam to, co słyszałem. Ubrana była podobno bardzo &#8230; modnie i w<br />
ogóle od razu było widać czym się tam zajmuje. Tak opowiadał ten gostek. Nawet mówił ile<br />
trzeba zapłacić. Zaraz &#8230; za jeden numerek&#8230;<br />
- Jarek! Przestań. Nie interesuje mnie cennik Teresy i jej pracownic. Ona też mnie<br />
mało obchodzi. To wyłącznie jej sprawa jak żyje. – Maryla miała dosyć tej rozmowy.<br />
- Zawsze to wstyd. Rodzina i takie rzeczy. – Gacek lubił bezlitośnie drążyć do końca.<br />
Kiedy znalazł ofiarę i czuł, że panuje nad nią przedłużał egzekucję w nieskończoność. Maryla<br />
znała go dobrze z tej strony i nie odezwała się więcej, w środku jednak gotowała się cała.<br />
Taki wstyd. Jeśli Jarek usłyszał te nowiny u fryzjera, to znaczy, że już całe miasteczko je zna.<br />
Matka nie wytrzyma jeszcze jednego ciosu. Trzeba ojca uprzedzić, żeby trzymał język za<br />
zębami.<br />
Poczuła gwałtowny przypływ niechęci do Gacka. Lubi się znęcać nad bezbronnymi.<br />
Kilka razy spali ze sobą, ale to jeszcze nie powód, żeby ją tak traktować. Raczej powinien być<br />
teraz bardziej delikatny i opiekuńczy. Ale nie! On chce sobie popatrzeć jak ktoś jest<br />
zdenerwowany albo zmieszany, bo wtedy sam się czuje bardziej pewny siebie. Jakby nie<br />
widział, że sprawia jej przykrość tym gadaniem. Po co toto przyłazi do niej.<br />
Spojrzała na chłopaka krytycznie. Ubrany byle jak. Wszystko o dwa numery za<br />
wielkie. Przyszedł od fryzjera, ale na głowie ani śladu po działalności mistrza Tadeo.<br />
Rozczochrany i nieogolony. I pieprzy! On naprawdę ma coś z głową!<br />
- Ja tam w każdym razie zamierzam przejechać się do Koszalina i zobaczyć to<br />
wszystko na własne oczy. – Gacek zdecydował się wreszcie na zakończenie tortur.<br />
- Jedź i nie wracaj. A teraz idź stąd z łaski swojej. Przeszkadzasz mi w sprzątaniu. –<br />
Złapała za koniec narzuty, na której siedział i energicznie pociągnęła.<br />
Gacek zerwał się na równe nogi i popatrzył na nią uważnie. Dopiero teraz zauważył,<br />
że jednak przesadził. Zrobiło mu się głupio.<br />
- No, co się tak gapisz! Nie wiesz gdzie są drzwi?!<br />
- Idę już, idę. Fryzjer przyjął uczennicę. Niezła laska. Idę ją pobajerować.<br />
Nie mógł się opanować. Musiał to powiedzieć. Wychodząc pozwolił sobie na lekkie<br />
trzaśnięcie drzwiami. A co?!<br />
Maryla stała bez ruchu na środku saloniku. Ręce jej się trzęsły. Nienawidziła teraz<br />
tego gówniarza i samej siebie też.<br />
Gdzie ja miałam oczy? Przecież on nawet do pięt Pawłowi nie dorasta, pomyślała.<br />
Usiadła w fotelu i przycisnęła obie ręce do piersi. Łzy same popłynęły z oczu.<br />
Przez chwilę wierzyła, że Gacek będzie tylko jak pluszowy miś, którego można rano<br />
zostawić w łóżku i nie przejmować się nim aż do wieczora. Miła przytulanka. Ale on był<br />
żywym człowiekiem i nie można było tego faktu dalej ignorować.<br />
Siedziała w fotelu długo. Za oknami zaczęło się ściemniać. Pora iść po dzieci.<br />
12.<br />
Drugiego dnia świąt Paweł wyjechał do Gdańska wcześnie rano. Miał kilka<br />
pomysłów na rozruszanie ludzi w swoim oddziale, ale musiał poświęcić co najmniej jeden<br />
dzień na przygotowanie się do realizacji swoich planów. Poza tym nie potrafił się teraz<br />
wyluzować i po prostu świętować, jak to bywało w poprzednich latach. Wszystko go<br />
denerwowało, nie potrafił się skupić na rozmowie z Marylą i teściem. Cały czas układał sobie<br />
w głowie plany pracy na najbliższe dni i często łapał się na tym, że siedzi z mięśniami<br />
napiętymi jak u krótkodystansowca przed strzałem startera.<br />
Kiedy wszedł do cichego biura i otworzył drzwi do swojego gabinetu poczuł się<br />
bardziej u siebie niż w domu, w Dąbrówce. Bez specjalnej potrzeby uruchomił komputer i<br />
poczekał aż system operacyjny skończy się ładować. Cichy szum wentylatora zapełnił<br />
pomieszczenie i brakowało jeszcze tylko zapachu kawy zrobionej przez Kasię. Uruchomił<br />
ekspres w sekretariacie i czekając aż dzbanek zapełni się aromatycznym, czarnym płynem<br />
rozpakowywał swoją aktówkę.<br />
Właściwie cały plan miał z grubsza przemyślany, ale chciał jeszcze dopracować<br />
szczegóły i napisać tekst, który miał wygłosić do kierowników grup. Chciał żeby go dobrze<br />
zrozumieli i po prostu poczuli bluesa. Potrzebował współpracowników, a nie przeciwników<br />
czyhających na każde jego potknięcie.<br />
Spodziewał się, że Paprocki będzie próbował w jakiś sposób sabotować jego<br />
działania i musiał coś z tym zrobić. Księgowy miał sporo możliwości, żeby utrudnić mu<br />
życie. Mógł na przykład przeciągać procedury i czepiać się każdego drobiazgu w<br />
propozycjach umów leasingowych. Paweł zamierzał doprowadzić do sytuacji, w której<br />
Paprocki albo dostosuje się albo będzie miał przeciwko sobie cały oddział.<br />
Otworzył edytor i zastanawiał się nad pierwszym zdaniem. Usłyszał, że kawa<br />
przestała się sączyć do dzbanka. Wstał i ruszył na poszukiwanie filiżanki i cukru. Kasia<br />
gdzieś to wszystko trzymała, tylko gdzie?<br />
Otworzył magazyn druków i rozejrzał się po regałach. Nigdzie nie było widać<br />
filiżanek i cukru. Potem spojrzał na sofę. No, ta przeszła tu swoje! Mimo woli pomyślał o<br />
Grażynie Mendalce i poczuł przyjemne mrowienie w udach.<br />
Miał silny wzwód. Powoli zamknął drzwi i zastanawiał się gdzie Kasia mogła ukryć<br />
wszystkie rzeczy. Wzwód nie ustępował. Przecież nie będę tak paradował po biurze,<br />
pomyślał.<br />
Ktoś próbował otworzyć drzwi do biura. Klucz zachrobotał w zamku. Paweł skoczył<br />
do drzwi od toalety, jednocześnie obserwując wchodzącą osobę. To była Kasia.<br />
Zamknął się w toalecie i próbował cos zrobić ze swoim problemem. Udało się po<br />
kilku minutach głębokiego oddychania. Przy okazji zobaczył, że filiżanki stoją na tacy, na<br />
półce nad umywalką. Wziął dwie z nich i wyszedł na korytarz.<br />
- Widzę, że pani też ma dosyć świąt &#8211; zagadnął z uśmiechem.<br />
- Nie bardzo. Mam trochę zaległości w papierach i postanowiłam to nadrobić dzisiaj.<br />
Jutro od rana będzie duży ruch i na pewno nie będę miała czasu. Widzę, że zrobił pan kawę.<br />
- Tak. Zrobiłem cały dzbanek, tylko cukru nie mogę znaleźć. Gdzieś go pani dobrze<br />
ukryła.<br />
Kasia otworzyła drzwiczki biurka i wyjęła szklaną cukiernicę. Na dnie było tylko<br />
kilka ziarenek.<br />
- Mamy jeszcze kilogram w magazynie druków. Zaraz przyniosę. – Wstała i<br />
podeszła do drzwi magazynu. Paweł obserwował na jej pośladki i poczuł, że znowu ma<br />
wzwód. Szybko postawił filiżanki na biurku i wszedł do swojego gabinetu. Ukrył się w fotelu<br />
za biurkiem. Słyszał jak Kasia zamyka drzwi od magazynu druków i szeleści torbą<br />
przesypując cukier do cukiernicy. Czuł, że cała krew spłynęła teraz w jedno miejsce. Co się<br />
ze mną dzieje? Dwa dni odpoczynku czy długa abstynencja? Pewnie jedno i drugie. Przecież<br />
ona jest sucha jak wiór.<br />
Kasia wniosła na tacy kawę i cukier i postawiła przed nim. Przyjrzała mu się<br />
uważnie.<br />
- Dobrze się pan czuje? Takie pan ma kolory na twarzy. Nie jest pan czasem<br />
przeziębiony?<br />
- E&#8230; chyba nie. Nic mi nie jest. Może tylko lekkie nadciśnienie.<br />
- Niech pan nie żartuje. Za młody pan jest na nadciśnienie. Ale może lepiej niech pan<br />
tej kawy nie pije, co?<br />
- Wyjdę się trochę przewietrzyć, może mi przejdzie.<br />
Złapał płaszcz z wieszaka i unikając jej wzroku, wyszedł na ulicę.<br />
Pospacerował chwilę i zmarzł. Całkiem stracił ochotę do pracy.<br />
Może przejadę się do Stefana na Przymorze, pomyślał, dawno tam nie byłem.<br />
Wrócił do biura,żeby wyłączyć komputer i powiedzieć Kasi,że jednak nie będzie<br />
dzisiaj nic robił.<br />
Przyglądał jej się przez moment i doszedł do wniosku,że nie jest jednak taka chuda.<br />
A gdyby ją jakoś zagadać w sprawie tej sofy? Ostatecznie on tu jest dyrektorem &#8230;<br />
****<br />
Stryj Stefan otworzył drzwi i aż przysiadł z uciechy.<br />
- Halina! Chodź, zobacz kto do nas zawitał! – krzyknął w kierunku kuchni.<br />
Poczerwieniał z zadowolenia na widok reklamówki, z której wystawały szyjki<br />
butelek. Potem popatrzył uważnie na bratanka.<br />
- Co ty z siebie dzieciaku zrobiłeś, do kurwy nędzy? – zapytał obcesowo.<br />
- O co ci chodzi Stefan? &#8211; zdziwił się Paweł.<br />
- No co? Lustra w domu nie masz?<br />
- Co ty pieprzysz stary! – wtrąciła się Halina. – Przecież jego płaszcz kosztował<br />
więcej niż nasz samochód &#8230;<br />
- Ja nie o tym! Popatrz jaki on jest blady, sińce pod oczami, spuchnięty jakiś się<br />
zrobił.<br />
- Będziesz go tu trzymać w korytarzu cały dzień? Chodźcie do pokoju – zarządziła<br />
Halina.<br />
Stół zapełnił się szybko potrawami, które Halina przygotowywała zawsze w dużych<br />
ilościach. Stryjostwo lubili zjeść, wypić, przyjąć gości i byli przygotowani na takie okazje,<br />
tym bardziej, że trwały jeszcze święta i lodówka była wyjątkowo pełna.<br />
Stefan obejrzał zawartość reklamówki, przyniesionej przez Pawła, zamruczał coś o<br />
ciężkich czasach i polał.<br />
- Rzeczywiście wyglądasz trochę na zmęczonego – rzuciła Halina, zakąszając<br />
pierwszy kieliszek.<br />
- Zmęczonego?! On wygląda jak chory człowiek! – nie zgodził się Stefan.<br />
- Trochę miałem ostatnio pracy. Wiecie jak to jest. Stres, pośpiech&#8230;<br />
- I po co ci to chłopcze? Przecież można żyć spokojnie, bez pośpiechu. Pieniądze są<br />
ważne, ale żeby się zaraz tak zabijać! – Stefan nie dawał za wygraną.<br />
- Daj mu spokój! Widzisz, że przyszedł tutaj trochę odpocząć, a ty napadłeś na niego<br />
jak dziki. Lepiej powiedz jak ci tam idzie – zwróciła się do Pawła.<br />
Paweł zaczął opowiadać, Stefan polewał, a Halina donosiła jedzenie z kuchni. Po<br />
pierwszej butelce Paweł rozebrał się z marynarki i ściągnął krawat.<br />
Halina podziwiała dobry gatunek jego ubrań.<br />
Po drugiej butelce wyjął karty kredytowe, gruby portfel, drogi telefon komórkowy i<br />
zaczął się chwalić ile zarabia. Halina była pełna zachwytów, ale na Stefanie to nie robiło<br />
wrażenia.<br />
- Możesz gadać jak wielka szyszka, wyglądać jak dyrektor i nawet mieć tyle forsy,<br />
że ci się będzie wysypywać z kieszeni. Ale mnie nie oszukasz.<br />
Stefan zawsze mówił to co myślał. Paweł zaczął się śmiać. Lubił te wizyty na<br />
Przymorzu, bo nie musiał się zastanawiać nad tym co mówi i czy siedzi właściwie albo używa<br />
odpowiedniego sztućca. Jak w domu. No i Stefan miał proste recepty na wszystko.<br />
- Ubranie możesz zmienić chłopcze – kontynuował stryj. – Ale skóry nie zmienisz.<br />
- Stefan uspokój się z tymi mądrościami – wtrąciła się ciotka.- Co tam u Maryli<br />
słychać, jak dzieciaki? – spojrzała na Pawła.<br />
- E&#8230;. po staremu. Chyba dobrze.<br />
- Chyba?<br />
Paweł zaczął się zastanawiać i żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła mu do<br />
głowy. Był w domu na święta, ale jakoś nie skupiał się tam na nikim. Zbyt wiele miał na<br />
głowie. Firma, managerowie, sofa w magazynie druków.<br />
- No, mało się ostatnio widujemy. Dzwonimy do siebie. Zajęty jestem.<br />
Halina włączyła telewizor i zaczęli w milczeniu oglądać. Stefan napełnił kieliszki i<br />
wypił sam, nie czekając na pozostałych.<br />
13.<br />
BMW zajechało pod bramę bezgłośnie , ale Maryla od razu je zauważyła. Siedziała<br />
w kuchni, przy oknie i piła herbatę. Patryk lepił bałwana z kolegami, a Martynka bawiła się w<br />
swoim pokoju, przybiegając co chwila i pytając o zdanie w sprawie strojów dla nowej lalki.<br />
Te niedzielne, leniwe popołudnia stały się ostatnio jakąś rutyną. Nikt nie przychodził w<br />
odwiedziny i Maryla spędzała czas bezmyślnie, siedząc w kuchni nad szklanką herbaty albo<br />
patrząc bez zainteresowania w telewizor.<br />
Sylwester i Nowy Rok przeszły niezauważone, jak zwykłe dni. Spędzili je<br />
oddzielnie. Paweł nie mógł wyrwać się z Gdańska, bo jak mówił, do ostatniej chwili walczył<br />
o poprawienie pozycji swojego oddziału w rankingu rocznym.<br />
Nie widziała go już ponad trzy tygodnie. Czuła się bardzo samotna, ale nie wiedziała<br />
co może z tym zrobić. Gacek nie pokazywał się od ostatniej sprzeczki, a zresztą wolała go nie<br />
widzieć. Rodzice powoli dochodzili do siebie po śmierci Waldka.<br />
Gdy pogoda była ładna, chodziły z matką na cmentarz.<br />
Czasami myślała, że tak właśnie musi wyglądać starość. Ale ja mam dopiero<br />
trzydzieści lat, więc dlaczego już zachowuję się jak stara kobieta? – zastanawiała się czasem.<br />
Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.<br />
Nacisnęła przycisk, zamontowany przy oknie i brama posłusznie zaczęła się<br />
otwierać, zamiatając dołem trochę śniegu.<br />
BMW powoli wtoczyło się na podjazd. Teresa wysiadła z samochodu i pozwoliła<br />
Mateuszowi pobiec do chłopców lepiących bałwana, a sama wyjęła z bagażnika spory<br />
neseser.<br />
- Ale niespodzianka. Przyjechaliście na dłużej? – Maryla stanęła w progu,<br />
spoglądając na walizkę. Ucieszyła ją naprawdę ta wizyta, chociaż po rewelacjach Gacka nie<br />
była pewna czy będzie umiała normalnie rozmawiać z Teresą.<br />
- Zaraz ci wszystko opowiem, ale najpierw muszę się kawy napić, bo jestem<br />
padnięta.<br />
Wyglądała znakomicie. Miała na sobie eleganckie, markowe ciuchy i emanowała z<br />
niej energia i dobry humor. Chociaż Maryli wydało się, że widzi cienie pod jej oczami, które<br />
musiały być efektem nocnego trybu życia. Bardzo intensywnego.<br />
Padnięta. Dobre sobie!<br />
Chłopcy hałasowali przed domem jeszcze jakiś czas, ale już trochę tracili ochotę do<br />
zabawy. Zaczynało się ściemniać i mróz chwytał coraz większy.<br />
Teresa popijała kawę, a Maryla zakręciła się przy kuchni żeby nakarmić gości,<br />
zresztą pora kolacji dla dzieci też już się zbliżała.<br />
- Przyjechałam do ciebie z prośbą – odezwała się Teresa. – Mam teraz urwanie<br />
głowy. Kupiłam zajazd przy ruchliwej trasie i idzie to nawet nieźle,ale muszę zrobić remont,<br />
bo za dużo rzeczy nie działa albo całkiem się rozsypuje. Chciałam żebyś Mateusza wzięła do<br />
siebie na jakieś trzy tygodnie. Teraz i tak ferie w szkołach, a ja będę miała trochę więcej<br />
swobody.<br />
- Jasne. Nie ma problemu. Ja i tak ostatnio nic nie robię. Trochę do matki chodzę, ale<br />
oni tam już lepiej się mają.<br />
Maryla odwróciła się do kuchni i zamilkła. Zajazd. Swoboda jej potrzebna, myślała.<br />
Ciekawe na co naprawdę? Może nie chce, żeby dzieciak patrzył jak matka zajmuje się<br />
przyjmowaniem klientów.<br />
- Jesteś pewna? Jeśli nie możesz, to powiedz. Zawiozę go do swojej matki, chociaż<br />
wolałabym żeby miał trochę towarzystwa rówieśników. On i tak cały czas tylko ze mną<br />
siedzi. – Teresa zauważyła, że Maryla jest jakoś dziwnie zamyślona.<br />
- Tak, tak.<br />
- No przecież widzę, że coś jest nie tak. Chyba możemy być szczere ze sobą?<br />
Naprawdę nie chcę ci robić kłopotu.<br />
- Nie o to chodzi.<br />
- A o co?<br />
- A , bo wiesz&#8230;ludzie tu różne rzeczy mówią&#8230;- Maryla zamilkła.<br />
- O czym? – Teresa przysiadła na brzegu fotela w pozie wyczekiwania.<br />
- O tobie.<br />
- O mnie?! – Brwi Teresy uniosły się wysoko. – Co ludzie mogą tutaj mówić o mnie?<br />
Przecież mnie tu już dawno nie ma. Jeszcze im się nie znudziło? Wiejskie kmioty.<br />
Martynka wbiegła do kuchni, żeby pochwalić się cioci nową książką z<br />
wyklejankami, którą dostała od taty.<br />
- Wcale nie przyjeżdża. Ciągle go nie ma &#8211; poskarżyła się.<br />
- Tata pracuje. Zarabia dla was pieniążki, żeby ci takie ładne książki i lalki kupić.<br />
Wiesz, dorośli muszą ciężko pracować na te wszystkie rzeczy.<br />
Dziewczynka przyglądała się cioci, sondując czy mówi prawdę, czy tylko, tak jak<br />
mama, odpowiada coś na odczepnego. Teresa szukała w myślach jakiegoś lepszego<br />
wytłumaczenia nieobecności ojca.<br />
- On nas już nie kocha – powiedziała poważnie Martynka.<br />
- Co ty opowiadasz?! Kocha was bardzo! Dlaczego miałby was nie kochać? – Teresa<br />
wzięła dziewczynkę na kolana i przytuliła. Popatrzyła trochę bezradnie na Marylę.<br />
- Zawołaj Patryka i Mateusza na kolację – poprosiła Maryla i Martynka wybiegła w<br />
podskokach z kuchni, zadowolona z powierzonej „misji”.<br />
Teresa zaczęła obserwować Marylę spod oka. Coś się w niej zmieniło. Jasne, że<br />
przeszła ostatnio dużo. Śmierć Waldka wstrząsnęła całą rodziną. Ale to było coś więcej.<br />
Maryla była jakaś szara, wyblakła.<br />
Rozejrzała się po nowocześnie umeblowanej, zadbanej kuchni. Przypomniała sobie,<br />
jak przychodzili tu kiedyś z Waldkiem, komentując po drodze lenistwo i niezaradność Pawła.<br />
Jak ten świat się zmienia. Kuchnia i cały dom w ogóle wyglądały tak, że zazdrość brała, a<br />
Paweł dyrektorował w Gdańsku, zarabiając duże pieniądze. A jednak Maryla wyglądała na<br />
niezadowoloną i zmęczoną życiem.<br />
14.<br />
Paweł wyszedł z przymierzalni i rozejrzał się za większym lustrem. Chciał się<br />
zobaczyć cały w nowym garniturze, który właśnie mierzył.<br />
Cena wydawała mu się kosmiczna, ale nie miał wyjścia. Postanowił wyglądać<br />
naprawdę elegancko, żeby robić odpowiednie wrażenie.<br />
Garnitur, za którego równowartość niejedna rodzina przeżyłaby pół roku, stał się<br />
niezbędnym wydatkiem.<br />
Podsłuchał przypadkiem w toalecie rozmowę dwóch managerów, którzy<br />
komentowali jego „wieśniacki” gust i maniery. Wiedział, że dużo w tym zwykłej złośliwości,<br />
ale mimo wszystko chciał im odebrać jak najwięcej powodów do takich uwag.<br />
Sprzedawca dreptał za nim, cały w uśmiechach, nie przestając zachwalać<br />
doskonałego wyboru szanownego klienta.<br />
Trochę żałował, że nie ma z nim Maryli. Do tej pory zawsze polegał na niej w tych<br />
sprawach. Wielogodzinne poszukiwania czegoś w rozsądnej cenie i niezłej jakości były<br />
katorgą, ale przyznawał, że miała dobry gust.<br />
Teraz jednak wiedział, że porusza się w przedziale cenowym, gdzie o złej jakości nie<br />
mogło być mowy. Poza tym obserwował uważnie na szkoleniach i wizytach w centrali i<br />
wiedział mniej więcej, jakie trendy obowiązują w jego branży.<br />
Był też jeszcze jeden powód, dla którego musiał się zdecydować na zmianę ubrania.<br />
Przytył.<br />
Jadał ostatnio nieregularnie i w pośpiechu. Nie chciało mu się gotować i zazwyczaj<br />
wyskakiwał w ciągu dnia na szybki obiad, a wieczorem zamawiał coś przez telefon. Kasia<br />
lubiła przynosić do pracy pączki, które chyba były jej jedynym posiłkiem i chętnie się z nim<br />
dzieliła. Poza tym, wypijał codziennie litry kawy.<br />
Efekty zaczynały być widoczne. Miał zamiar zapisać się do siłowni, czy na basen,<br />
ale ciągle nie miał na nic czasu i odkładał to na potem. Tak jak naukę angielskiego. Nauczył<br />
się tylko kilku słów i próbował je czasami wtrącać w czasie rozmów w oddziale.<br />
Wydawało mu się, że to w jakiś sposób podnosi jego prestiż.<br />
Garnitur leżał naprawdę świetnie. Paweł podał sprzedawcy swoją platynową kartę<br />
kredytową i zajął się wyborem krawata, który był darmowym dodatkiem.<br />
Najbardziej w całych zakupach lubił ten moment.<br />
Karta robiła wrażenie i Paweł czuł jakiś „power”, kiedy obojętnym,wystudiowanym<br />
gestem podpisywał paragon.<br />
Z elegancką, papierową torbą, w której z namaszczeniem ułożono jego nowy<br />
nabytek, ruszył na poszukiwanie sklepu z drogimi kosmetykami. Cały czas jeszcze używał<br />
tych podpatrzonych kiedyś u Janusza, ale chciał je zmienić. Zbyt wiele osób pachniało tak<br />
samo jak on. Zwykłych osób. Potrzebował czego z wyższej półki.<br />
Niespodziewanie zobaczył Agatę, sekretarkę Kotasa, która przeniosła się do centrali.<br />
Spacerowała po centrum handlowym, trzymając za rękę jakąś małą dziewczynkę.<br />
Wyglądała jeszcze lepiej niż w sekretariacie w Gdańsku i Paweł nie mógł oprzeć się<br />
sprośnym myślom o sofie w magazynie druków.<br />
Bez większego zastanowienia pomachał ręką i podążył w jej kierunku.<br />
Agata wyglądała na nieco zaskoczoną i potrzebowała chwili,żeby dotarło do niej, że<br />
zbliżający się i uśmiechający szeroko mężczyzna to Paweł.<br />
- Co za spotkanie! – powiedziała swoim niskim, ciepłym głosem, w wersji do<br />
kontaktu z VIP – ami. – Jak pan się miewa, panie dyrektorze? – Przeciągnęła dwa ostatnie<br />
słowa. Wiedziała, że oni to lubią. Tytuły.<br />
- Daj spokój Agata – zaprotestował Paweł &#8211; Mówmy sobie na ty, jak dawniej.<br />
- Mhm&#8230;Nie poznałam cię. Zmieniłeś się.<br />
Paweł poczuł jak czerwienią mu się uszy. Bezwiednie spuścił wzrok na jej piersi i<br />
natychmiast tego pożałował. Uszy paliły się.<br />
- Na lepsze? – zapytał, żeby powiedzieć cokolwiek.<br />
- Zdecydowanie! Jesteś na zakupach?<br />
Paweł próbował ukryć za sobą torbę z nowym garniturem, ale była za duża. Jakoś<br />
wstydził się tego, że wydał tyle pieniędzy na ubranie. Nie chciał żeby pomyślała, że jest<br />
próżny.<br />
- Tak trochę&#8230;- odpowiedział z wahaniem w głosie. – Właśnie szukam jakiegoś<br />
sklepu z dobrymi kosmetykami.<br />
- To chodźmy razem. Ja właśnie przyjechałam w tym samym celu. Znam tutaj jeden<br />
dobry sklep. Naprawdę dobry.<br />
Galeria handlowa była pustawa. Nieliczni, przedpołudniowi przechodnie snuli się<br />
bez pośpiechu.<br />
Mała dziewczynka miała na imię Joasia.<br />
Kochany grzech młodości, powiedziała Agata i pogładziła ją po głowie. Joasia<br />
przenosiła wzrok z mamy na obcego pana, jakby próbowała ocenić co ich łączy.<br />
Agata wzięła w kilka dni urlopu, żeby pobyć trochę z córką, którą normalnie<br />
opiekowała się jej starsza siostra.<br />
- Nie mogę jej zabrać do Warszawy, bo tam panuje totalne szaleństwo. Muszę być<br />
dyspozycyjna. Zdarza mi się pracować po dwanaście albo czternaście godzin, bez przerwy -<br />
usprawiedliwiała się, chociaż Paweł o nic nie pytał.<br />
Tylko kiwał głową. Sam siedział w biurze od rana do wieczora. Nawet po powrocie<br />
do mieszkania nie przestawał myśleć o firmie. Dąbrówka powoli stawała sie tylko punktem<br />
na mapie. Rozmowy telefoniczne z Marylą odbywały się zwykle z jej inicjatywy i jak<br />
zauważył ostatnio, coraz bardziej go nużyły. Nie mógł się skupić na jej, według niego,<br />
nieistotnych problemach.<br />
- Prezes lubi mieć wszystko na czas i w idealnym porządku. A niedługo pewnie<br />
będzie jeszcze weselej – uśmiechnęła się.<br />
- To ty pracujesz w sekretariacie prezesa? – zdziwił się. Jasiński mówił, że widuje ją<br />
rzadko. Znowu jakaś tajemnica?<br />
- No. Nie wiedziałeś? Mariusz Winiarski nie przekazał ci pozdrowień? – Agata<br />
przystanęła na chwilę.<br />
- Mariusz? Nie. – Paweł wzruszył ramionami. Co ma Mariusz do tego?<br />
- Widzę go często u nas. Myślałam, że on dla ciebie „węszy”.<br />
- Co robi?! Hej, chcesz mi urwać palec?! – Joasia trzymała go już dłuższy czas za<br />
rękę, a teraz ścisnęła, jakby testując czy jest tak samo miękki jak mama.<br />
- Ja chcę pić – wyszeptała i wskazała paluszkiem na lodówkę pełną napojów, stojącą<br />
w wejściu do kafeterii, którą właśnie mijali. Popatrzyła w oczekiwaniu na Pawła.<br />
- Polubiła cię – powiedziała Agata. – Ona jest bardzo nieśmiała w kontaktach z<br />
obcymi. Może napijemy się kawy? Ja stawiam.<br />
15.<br />
Gacek wyszedł z zakładu fryzjerskiego mistrza Tadeo i starannie zamknął drzwi za<br />
sobą. Klamka była tak wyrobiona, że trzeba było silnie pociągnąć do siebie, żeby zamek<br />
zaskoczył. Włosy, jak zwykle miał w totalnym nieładzie. Nie przychodził tu na strzyżenie,<br />
tylko pogadać i pośmiać się. Odpocząć od wiecznie pijanego ojca.<br />
Wiosna wisiała w powietrzu, śnieg stopniał i ptaki siedzące na drzewach<br />
otaczających staw, wydzierały się do siebie na całe gardła. Słońce grzało z bezchmurnego<br />
nieba.<br />
Gacek popatrzył na swoje zimowe glany i pomyślał, że trzeba by już jakieś lżejsze<br />
buty kupić. Gorąco w stopy się robiło. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Fajnie było całą<br />
jesień i zimę dorabiać u Filipowskich. Mało pracy i jeszcze jeść dali. No i mógł w nocy<br />
przespać się z Marylą. Sympatycznie było. Paweł w Gdańsku.<br />
Żałował, że wyskoczył z tą plotką o Teresie Otockiej. Do tego potem okazało się, że<br />
to w ogóle było o kim innym. Kierowca ciężarówki opowiadał o swojej byłej żonie, która<br />
zatrudniła się w agencji towarzyskiej.<br />
Trzeba by to teraz odkręcić, pomyślał. Tylko głupio jakoś. Wygnała go jak psa.<br />
Może by się na budowie gdzieś zahaczyć. Przypomniał sobie, że sąsiad Filipowskich<br />
miał się na dniach brać za tynkowanie domu. Postanowił tam zajrzeć. A może jakoś przy<br />
okazji uda się zagadać Marylę. Miał nadzieję, że już jej złość przeszła.<br />
Minęły go dwie młode dziewczyny, zagłębione w jakiejś bardzo ważnej dyskusji.<br />
- Cześć laski – rzucił za nimi. Znał je z widzenia. Uczyły się w liceum.<br />
Dziewczyny nie zareagowały od razu. Dopiero po przejściu kilkunastu metrów<br />
odwróciły się, popatrzyły na niego, potem na siebie i zaczęły się histerycznie śmiać<br />
- Z czego się ryjecie kretynki? – rzucił ze złością.<br />
- Ile zapłaciłeś za ten fryz? – wykrztusiła, między salwami śmiechu, jedna z<br />
dziewczyn.<br />
Gacek przygładził włosy ręką. Głupie krowy. Machnął ręką i poszedł w przeciwnym<br />
kierunku. Śmiech dziewczyn ścigał go jeszcze długą chwilę.<br />
Do domu Filipowskich było tylko kilka minut. Szedł powoli, witając się co chwila z<br />
kimś znajomym.<br />
Ciepłe sobotnie przedpołudnie wygnało z domu mieszkańców Dąbrówki. Ludzie<br />
spacerowali, robili jakieś nieważne zakupy i cieszyli się ładną pogodą. Młodzież<br />
przemieszczała się grupkami, rechocząc i popychając. Gacek wiedział, że większość z nich<br />
będzie można spotkać wieczorem w dwóch pizzeriach i niewielkim klubie, w podziemiach<br />
„Pawiego Oka”.<br />
Minął zamknięte na głucho drzwi sklepiku, w którym kiedyś Maryla i Paweł mieli<br />
swój sklep z używanymi ubraniami. Zatęsknił za tymi czasami, które wydawały się odejść w<br />
przeszłość dopiero wczoraj. Lubił tam sprzedawać. Można było z ludźmi pogadać i zarobić<br />
trochę na lewo. Codziennie miał w kieszeni parę złotych dla siebie. Ceny były bardzo<br />
umowne i często sprzedawał coś za dziesięć złotych, a w zeszyt wpisywał pięć. Skończyło<br />
się.<br />
Dotarł na miejsce i rzucił wzrokiem przez metalowe ogrodzenie. Maryli nie było<br />
nigdzie widać. Trawa też poczuła wiosnę i zaczęła już wyrastać. Niedługo trzeba będzie<br />
kosić, pomyślał z nawyku.<br />
Sąsiad Filipowskich rozpoczął już tynkowanie. Dom był obstawiony rusztowaniami i<br />
dwóch ludzi zakładało siatkę na styropian, przymocowany do ścian.<br />
- Dzień dobry panie Kondyra – przywitał się przyjaźnie i wszedł na zaśmiecone<br />
podwórko.<br />
Kondyra prowadził w garażu mały warsztat samochodowy i różne żelastwa walały<br />
się po całej jego działce. Stary dostawczy mercedes z „kogutem” na dachu i napisem „pomoc<br />
drogowa” stał zaparkowany na ulicy. Kuzyn Kondyry pracował w policji i jak tylko w<br />
okolicy zdarzył się jakiś wypadek, Kondyrę wzywano jako pierwszego. Czasami był pijany i<br />
wtedy wysyłał syna. Chłopak miał dopiero szesnaście lat, ale przejawiał smykałkę w<br />
sprawach motoryzacyjnych. Nie miał jeszcze prawa jazdy, ale póki Kondyra odpalał działkę<br />
kuzynowi z policji, nikogo to nie interesowało. W zimie biznes kręcił się nieźle i wszystko<br />
było ok.<br />
- Dobry, dobry – odpowiedział Kondyra i spojrzał na Gacka spod oka. A ten czego tu<br />
przylazł?<br />
- Równo tam naciągajcie! – krzyknął do chłopaków walczących z siatką na<br />
rusztowaniu. – Ponimajesz?<br />
- Da, da. Wsio w pariadkie! – zabrzmiało z rusztowania.<br />
- Kto to? Ruski? – zainteresował się Gacek.<br />
- A ty co? Książkę piszesz czy do policji się zapisałeś?<br />
- Tak pytam. – Gacek wzruszył ramionami.<br />
- Ludzie z Ukrainy przyjechali. Tam u nich okropna bieda. Trzeba im jakoś pomóc,<br />
nie?<br />
Pomóc, ty cwaniaku, pomyślał Gacek. Zatrudniasz ich na czarno, płacisz im połowę<br />
tego co Polakowi, a jak się coś stanie, to ich wywalisz i już.<br />
Nic jednak nie powiedział. Jak by go tu o pracę zagadać?<br />
- A ten przy betoniarce? – zapytał, wskazując głową chłopaka, który rozwijał kable i<br />
podłączał betoniarkę.<br />
- Miejscowy. Ze wsi. Czego chciałeś? – zapytał obcesowo Kondyra. Miał dosyć tego<br />
wypytywania.<br />
- Tak się rozglądam. Nie znalazłoby się dla mnie jakieś zajęcie? – Gacek spojrzał<br />
niepewnie na Kondyrę. – Kasy potrzebuję.<br />
- A co, u sąsiadki już nie pracujesz? – Kondyra odpowiedział pytaniem i skinął<br />
głową w kierunku rzędu iglaków oddzielających posesje. Maryla kazała posadzić je żeby<br />
odgrodzić się od wiecznego bałaganu i ciekawskich spojrzeń klientów Kondyry. Iglaki<br />
kosztowały sporo, ale skutecznie spełniały swoje zadanie.<br />
Gacek skrzywił się tylko. Co takiemu można odpowiedzieć? Odwrócił głowę i<br />
spojrzał na betoniarkę.<br />
Wiejski chłopak uporał się z podłączeniem i oparł ręce o metalowy korpus.<br />
Nagle jego ciałem zaczęły wstrząsać gwałtowne drgawki. Usta wykrzywiły mu się w<br />
nienaturalnym, przypominającym uśmiech grymasie. Poczerwieniał na twarzy. Jedna noga<br />
nienaturalnie uniesiona w powietrzu.<br />
- Przebicie – powiedział Kondyra i skoczył w kierunku chłopaka.<br />
- Nie dotykać! – krzyknął Gacek. – Bo i pana potrząchnie!<br />
Złapał stylisko od szpadla leżące na ziemi i z całej siły uderzył po rękach opartych na<br />
betoniarce. Chłopak zawył z bólu i upadł na plecy. Kondyra pochylił się nad nim.<br />
- Bardzo cię szarpnęło!?<br />
W odpowiedzi usłyszał tylko jęk i jakieś niewyraźne pomruki.<br />
- Co!? – Kondyra pochylił się niżej, żeby lepiej słyszeć.<br />
- Ja tylko wytrząchałem piach z gumiaka – wyjęczał „porażony”<br />
Kondyra spojrzał na Gacka ze złością. To idiota!<br />
- Chyba mam złamaną rękę – wystękał chłopak.<br />
- Dawaj klucze od busa! – krzyknął Kondyra do syna, który wychylił się przez okno i<br />
przyglądał się z zainteresowaniem.<br />
- Jadę z nim na pogotowie. Ręka już mu spuchła. A ty stawaj do betoniarki – rzucił w<br />
kierunku Gacka. – Chciałeś pracę, to masz! Oni ci powiedzą co robić. – Machnął ręką w<br />
kierunku dwóch Ukraińców.<br />
Kiedy bus zniknął z pola widzenia, dwaj tynkarze usiedli na rusztowaniu i<br />
wyciągnęli papierosy. Była okazja do odpoczynku.<br />
Gacek podszedł do betoniarki i delikatnie dotknął palcem. Wszystko w porządku.<br />
Głupia historia.<br />
Powoli zaczął ściągać kurtkę. Słońce grzało mocno.<br />
16.<br />
Lektor objaśniał zadanie domowe i Paweł próbował się skupić. Praktycznie stracił<br />
dzisiejszą lekcję, bo zamiast myśleć o angielskim, rozmyślał o tym, co usłyszał od Agaty.<br />
W pierwszej chwili sens jej słów nie dotarł jakoś do niego. Kiedy pili kawę w<br />
kafeterii, był zajęty konwersacją z Agatą i odpowiadaniem na pytania Joasi. Dziewczynka<br />
rozkręcała się i Paweł musiał odpierać prawdziwe ataki ciekawości. Bawił się przy tym nieźle<br />
i widział, że Agata też była zadowolona.<br />
Przez kilka następnych dni był zajęty. Agenci przynieśli parę większych wniosków o<br />
finansowanie inwestycji i musiał, do spółki z Paprockim, przebijać się przez sterty<br />
dokumentów, faksów i maili. Nie było czasu na rozmyślania.<br />
Dzisiaj od rana było spokojnie i próbował zorganizować zebranie kierowników grup,<br />
żeby ich jakoś podkręcić. Produkcja oddziału przestała rosnąć i Paweł z niepokojem<br />
obserwował rankingi firmowe.<br />
Obsuwali sie powoli do tyłu. Inni nie spali. Jasiński dzwonił już kilka razy i naciskał<br />
na zwiększenie wysiłku. Łatwo mu było gadać, siedząc w fotelu w Warszawie!<br />
Okazało się, że z piątki managerów, na miejscu była tylko Ewelina Pająk. Mendalka<br />
i jeden z mężczyzn byli na zwolnieniach lekarskich. Drugi z managerów był na pogrzebie, a<br />
Mariusz Winiarski, jak zwykle poza oddziałem.<br />
Wtedy Paweł przypomniał sobie słowa Agaty. Mariusz „węszył” w centrali firmy.<br />
Ciekawe dla kogo? Nigdy nie wspominał ani słowem o tych niemalże cotygodniowych, jak<br />
potwierdziło małe śledztwo, przeprowadzone w sekretariacie, wizytach w Warszawie.<br />
Trzeba by go jakoś zdyscyplinować, rozmyślał Paweł. Jakoś dać mu do zrozumienia,<br />
że dyrektor ma pewne oczekiwania wobec niego i Mariusz powinien je wypełniać.<br />
Jakie oczekiwania? Chociażby takie, że szanowny pan manager będzie bywał<br />
czasami w oddziale i na zebraniach, organizowanych przez dyrektora.<br />
Paweł nie mógł zaprzeczyć, że grupa Mariusza robiła największy obrót w całym<br />
oddziale. Ile było w tym zasługi managera? Odziedziczył najlepszy unit po Pawle, a tak<br />
naprawdę po Marcinie Królu. Grupa starych wyjadaczy, którzy robili profesjonalną robotę i<br />
nie przejmowali się zmianami i przetasowaniami w firmie.<br />
Przyjął wprawdzie kilku nowych ludzi, nieźle zapowiadających się. Chyba nawet<br />
miał najlepszą skuteczność rekrutacji. Ale co z tego?<br />
Gdyby siedział na tyłku w Gdańsku, mógłby zrobić dla oddziału jeszcze więcej.<br />
Najbardziej denerwujące było to, że nie wiadomo co on tam naprawdę robił w<br />
Warszawie i z kim się spotykał. Może coś kombinował za plecami Pawła. Może i jemu<br />
Jasiński coś obiecał.<br />
Co ciekawsze, ostatnio odkrył na listach prowizyjnych, że Mariusz dostaje prowizje<br />
od jakichś wniosków złożonych w Poznaniu, w oddziale Ferenca. To było naprawdę dziwne.<br />
Dlaczego jego manager składa wnioski w innym oddziale, podnosząc tam produkcję?<br />
Trzeba będzie przeprowadzić z Mariuszem poważną rozmowę i spróbować<br />
wysondować Jasińskiego.<br />
Może samemu pojechać do centrali? To jest myśl!Paweł pamiętał, że Kotas bardzo<br />
często jeździł do stolicy. Tylko po co? Pojechać i łazić po korytarzach bez sensu? Nie. Trzeba<br />
by coś wymyślić.<br />
Lektor skończył zajęcia. Paweł wrzucił książki do eleganckiej skórzanej teczki, którą<br />
kupił sobie ostatnio, żeby nie nosić papierów w rękach. Identyczną miał kiedyś Marcin Król.<br />
Spojrzał na zegarek. Rolex. Podróbka, ale nie do odróżnienia, zapewniał go<br />
sprzedawca.<br />
Nie chciało mu się wracać do oddziału, chociaż była dopiero piętnasta. Mógłby<br />
jeszcze trochę pogrzebać w papierach. Kilka wniosków czekało na sprawdzenie i podpis, ale<br />
sama myśl o siedzącym przez ścianę Paprockim przyprawiała go o mdłości. Zamierzał się go<br />
pozbyć tak szybko jak tylko się da.<br />
Pomyślał o Stefanie. Można by „zrobić” pół litra i odstresować się. Chociaż ostatnio<br />
Stefan działał mu na nerwy. Pieprzył w kółko jedno i to samo. Ile razy można wysłuchać nauk<br />
o właściwym sposobie życia? To już przestało być nudne. Stało się nieznośnie irytujące.<br />
Nie ma wyjścia, trzeba wracać do oddziału, pomyślał z rezygnacją i wyszedł na<br />
ulicę. Pogoda zrobiła się prawie letnia. Gorąco. Zdjął marynarkę i rzucił, razem z teczką, na<br />
tylne siedzenie Vectry.<br />
Przypomniał sobie, jak w takie wiosenne popołudnia w Dąbrówce wystawiali krzesła<br />
przed zakład Tadeo i leniwie popijali chłodne piwo, komentując wszystko w zasięgu wzroku.<br />
Jakie to było nieskomplikowane, przyjemne życie. Ciekawe co oni tam teraz<br />
porabiają? Pewnie siedzą na betonowych stopniach i rżą z byle czego.<br />
Jakiś ciężar przygniótł mu plecy i Paweł zatęsknił za domem, Marylą i dzieciakami.<br />
Komórka zaterkotała w kieszeni. Dzwoniła Kasia.<br />
- Panie dyrektorze, będzie pan jeszcze w oddziale? – zapytała dziwnym tonem.<br />
- Nie jestem pewien. Coś się dzieje?<br />
- Nie wiem, czy to ważne, ale pani Grażyna Mendalka przyniosła wypowiedzenie.<br />
- Rezygnację z kierowania grupą? – Paweł oczekiwał, że niektórzy managerowie<br />
będą chcieli wrócić do roli zwykłych agentów, ale nie myślał, że tak szybko.<br />
- Nie. W ogóle się zwalnia. Powiedziała, że &#8230; zmienia środowisko na &#8230;<br />
bardziej&#8230;przyjazne – Kasia dobierała słowa z wyraźną trudnością. – Aha &#8230; pan Mariusz jest<br />
w oddziale – dodała szeptem.<br />
- Doskonale! Proszę mu powiedzieć, żeby zaczekał na mnie. Chcę z nim kilka słów<br />
zamienić. Będę za piętnaście minut.<br />
Bardzo dobrze! Trzeba złapać byka za rogi, pomyślał. Jadąc do oddziału zastanawiał<br />
się jak rozpocząć rozmowę. Czuł unoszącą się falę złości i wcale nie próbował nad nią<br />
zapanować. Musiał się nakręcić, albo znowu skończy się na uśmiechach i rozmowie o<br />
niczym. Dosyć tego!<br />
Kiedy wspiął się po schodach, w sekretariacie było pełno. Mariusz, otoczony<br />
kilkoma agentami, siedział w fotelu i wyjaśniał im coś, pewnym siebie tonem. Paweł poczuł<br />
jak ogarnia go rozdrażnienie.<br />
- Jakieś nieformalne zebranie tu mamy? – zapytał, żeby zwrócić na siebie uwagę.<br />
Agenci popatrzyli szybko po sobie i zaczęli wychodzić z sekretariatu. Mariusz<br />
podniósł się z fotela i patrzył na Pawła pytającym wzrokiem. Czuł, że zbliżają się jakieś<br />
problemy, ale nie miał pojęcia o co chodzi.<br />
Kasia w milczeniu wręczyła Pawłowi teczkę z pismami do przejrzenia. Nie zapytała<br />
czy chcą coś do picia. Pracowała tu dostatecznie długo, żeby wiedzieć, że rozmowa za<br />
szklanymi drzwiami nie będzie przyjazną konwersacją.<br />
Paweł bez słowa wskazał na drzwi swojego gabinetu i gestem zaprosił Mariusza do<br />
środka.<br />
Po chwili Kasia usłyszała podniesiony głos dyrektora i ciche odpowiedzi Mariusza<br />
Winiarskiego. Wyszła z sekretariatu i zajęła się myciem szklanek w łazience. Nie chciała tego<br />
słuchać. Za bardzo się stresowała. Dyrektor wpadł do oddziału zły, jakby go osa ugryzła.<br />
Strasznie się zmienił ostatnio. Niby był uprzejmy i spokojny, jak dawniej, ale od<br />
pewnego czasu bała się wchodzić do jego gabinetu. Czasami tak spojrzał na nią, że ciarki po<br />
plecach chodziły. A już najgorsze były poniedziałkowe popołudnia, gdy dostawali z centrali<br />
faks z rankingami.<br />
Ale co ona mogła zrobić, że oddział nie pracował tak, jak chciał dyrektor i zaczynał<br />
zjeżdżać w dół tabeli? Starała się robić swoje jak najlepiej.<br />
17.<br />
Mateusz wychylił głowę z namiotu, który Maryla pozwoliła chłopcom „rozbić” w<br />
pokoju Patryka.<br />
- Mama! – krzyknął radośnie i skoczył ku Teresie.<br />
Teresa weszła na palcach do pokoju i podsłuchiwała rozmowę „Indian”, uśmiechając<br />
się porozumiewawczo do, stojącej za nią w drzwiach, Maryli. Chłopcy byli tak<br />
zaabsorbowani zabawą, że musiała zakasłać głośno kilka razy, zanim zorientowali się, że ktoś<br />
jest w pokoju.<br />
- Mogę zostać jeszcze trochę u Patryka? – Mateusz popatrzył na nią błagalnie.<br />
Wiedział, że raczej nic nie wskóra, ale chciał mimo to spróbować. Z tymi dorosłymi nigdy nic<br />
pewnego nie wiadomo.<br />
- A szkoła? – zapytała ze śmiechem Teresa. – I tak zawaliłeś cały tydzień.<br />
Mateusz nadąsał się i wpełzł z powrotem do namiotu. Patryk wychylił się z niego do<br />
połowy i uśmiechnął się do Teresy.<br />
- Cześć ciocia – rzucił dziarsko, chcąc dać do zrozumienia, że on zniesie mężnie<br />
rozstanie z Mateuszem.<br />
Ciocia wyjęła ukryte za plecami pudełko i wręczyła chłopcu.<br />
- Przywiozłam ci mały prezent, w nagrodę za to, że tak dobrze pomagałeś mamie<br />
opiekować się Mateuszem.<br />
Patryk poczerwieniał z dumy i z zachwytem spoglądał na błyszczące klocki.<br />
Za moment już był zagłębiony z Mateuszem w konstruowaniu superhelikoptera. Co<br />
chwila wydawali przy tym odgłosy zachwytu.<br />
- No, to mamy ich z głowy na całe popołudnie – powiedziała Maryla, gdy wróciły do<br />
kuchni.<br />
- Mateusz wygląda doskonale. Takich rumieńców dostał na twarzy i chyba trochę<br />
przytył – zachwycała się Teresa.<br />
Usiadły przy stole, który stał obok okna. Przez żywopłot można było dostrzec, że u<br />
sąsiada trwa remont domu. Maryla usłyszała głos Gacka, pokrzykującego coś wesoło i<br />
zamknęła okno.<br />
Popatrzyła uważniej na Teresę i zaczęła się zastanawiać, jak prawie<br />
czterdziestoletnia kobieta może zmienić się w prostytutkę, tak z dnia na dzień. Czy to w ogóle<br />
możliwe? Teresa miała dużo pieniędzy i bez tego. Nie musiała zarabiać na życie w tak<br />
wyczerpujący sposób. I wcale nie było widać po niej, że zajmuje się usługami seksualnymi.<br />
Wprost przeciwnie, wyglądała dość świeżo i była zrelaksowana.<br />
Maryla rozmawiała z kilkoma koleżankami, które zaprosiła specjalnie któregoś<br />
wieczoru na kawę, żeby je wysondować. Wiedziała, że takie „sensacyjne” wiadomości<br />
rozchodzą się po Dąbrówce z szybkością fali tsunami. Tymczasem koleżanki mówiły o<br />
wszystkim, tylko nie o Teresie. Próbowała kilka razy skierować rozmowę na te tory, ale<br />
widziała, że nic nie mają do powiedzenia. Owszem, plotkowały o nowym samochodzie<br />
Teresy, o szwalni, że kobiety straciły pracę. I tyle. Najbardziej je interesowało jak radzi sobie<br />
Paweł i kiedy Maryla zamierza wyprowadzić się do Gdańska.<br />
Często zastanawiała się czy Gacek sam nie wymyślił tej plotki, żeby jakoś zwrócić<br />
na siebie uwagę. Lubił się tak dowartościować. Być w centrum zainteresowania.<br />
- Jak ci poszedł remont? – zapytała.<br />
- Dobrze. Jeszcze się tam z płytkami trochę dłubią, ale właściwie już koniec. Na<br />
razie.<br />
- A kto tam wszystkiego pilnuje, kiedy ty wyjeżdżasz?<br />
- Zawsze ktoś tam jest. W dzień kelnerzy, kuchnia i recepcja a w nocy mam tam<br />
takiego dziadka od wszystkiego.<br />
- Dziadka?- Maryla popatrzyła uważniej na Teresę.<br />
Teresa nie odpowiedziała. Zamieszała łyżką w szklance.<br />
- Ok. Powiedz mi, co ludzie tu o mnie mówią. Mam wrażenie, że ukrywasz coś<br />
przede mną i szczerze mówiąc zaczyna mnie to wkurzać. Zabiłam kogoś, handluję<br />
narkotykami, wychodzę jutro za mąż, czy jeszcze coś innego? – Odwróciła się do Maryli w<br />
pozie wyczekiwania.<br />
- Jeszcze gorzej. Otworzyłaś agencję towarzyską i sama w niej pracujesz &#8230; – Maryla<br />
wyrzuciła z siebie jednym tchem i zamilkła w oczekiwaniu reakcji.<br />
Przez moment kobiety patrzyły na siebie w absolutnej ciszy. Przez zamknięte okno<br />
słychać było tylko okrzyki robotników Kondyry, tynkujących dom.<br />
Wreszcie Teresa zaczęła chichotać.<br />
- Dobre – wykrztusiła i zaczęła śmiać się głośno, nieopanowanie.<br />
Maryla spoglądała w osłupieniu. A więc to jednak nieprawda! Nagle i jej zachciało<br />
się śmiać. Tyle czasu dusiła w sobie tą tajemnicę.<br />
Zaczęły zaśmiewać się obie do łez.<br />
Chłopcy przybiegli do kuchni i patrzyli z uśmiechami na twarzach, szczęśliwi, że<br />
mamy są w doskonałym humorze.<br />
- Z czego się śmiejesz mamo ? – zapytał Mateusz.<br />
- Ciocia opowiedziała mi doskonały dowcip. – Teresa z trudem mogła opanować fale<br />
wesołości.<br />
- My też chcemy posłuchać! – Chłopcy patrzyli na nie w oczekiwaniu dobrej<br />
zabawy.<br />
- Niestety, to był „dorosły” dowcip. Idźcie się bawić. Niedługo kolacja. – Maryla<br />
podeszła do zmywarki i zaczęła ją napełniać naczyniami.<br />
- Ciekawa jestem komu przyszła do głowy taka bzdura? I ty w to uwierzyłaś. Ale nie<br />
dziwie ci się. Sama bym pewnie uwierzyła, gdybym, tak jak ty, miała dużo czasu na<br />
rozmyślania.<br />
Nagle Maryla zaczęła płakać. Stała pochylona nad zmywarką i nie mogła opanować<br />
szlochu. Teresa spoglądała na nią, zaskoczona tą nagłą zmianą nastroju.<br />
Maryla odwróciła się do okna. Nie mogła opanować łez.<br />
Teresa podeszła do niej i objęła ją za ramiona. Nie lubiła takich sytuacji i nie<br />
potrafiła się w nich znaleźć. Sama starała się panować nad swoimi reakcjami, aby nie<br />
krępować innych i siebie. Gładziła Marylę po głowie w milczeniu.<br />
- Przepraszam cię, ale to silniejsze ode mnie – wyszeptała Maryla.<br />
- No więc wywal wreszcie co cię boli i przestań się męczyć!<br />
Ramiona Maryli zafalowały w jeszcze gwałtowniejszym porywie płaczu.<br />
- No! Mów! Będzie ci lżej. – Teresa ścisnęła ją silniej i lekko potrząchnęła.<br />
- Kiedy ja sama nie wiem co się dzieje. Chyba po prostu mam za dużo czasu na<br />
rozmyślania. Masz rację.<br />
Maryla wyswobodziła się z objęć Teresy i usiadła przy stole.<br />
- Zostałam sama ze sobą i czekam na coś. Sama nie wiem na co. Waldek nie żyje,<br />
matka chora, z ojcem nie porozmawiasz, Paweł w Gdańsku. Zostałam sama z dwójką dzieci i<br />
dużą ilością czasu, którego nie potrzebuję. Z którym nie wiem co zrobić.<br />
- To dlaczego do niego nie pojedziesz? – Teresa wzruszyła ramionami.<br />
- Jak mam pojechać?! – Głos Maryli znowu załamał się w przypływie wzruszenia. –<br />
Patryk chodzi do szkoły, matka wymaga opieki. Ojciec sobie sam nie poradzi. Poza tym, on<br />
tam ma pokój z kuchnią. I nie ma go od rana do wieczora. Mam zostawić tutaj wszystko i<br />
siedzieć sama w jego służbowym mieszkaniu, a wieczorem patrzeć jak śpi?!<br />
Teresa nic nie odpowiedziała i zamyśliła się głęboko. Maryla przestała płakać.<br />
Obtarła twarz rękoma i zabrała się znowu do napełniania zmywarki.<br />
- Przepraszam cię Teresa. Wszystko zmieniło się tak szybko. Nie mogę się jakoś<br />
odnaleźć.<br />
- Daj spokój! Masz problem. Musisz cos z tym zrobić! Nie możesz tak siedzieć i<br />
usychać tutaj sama, jak jakaś wdowa! Musisz się ratować, bo zgłupiejesz!<br />
- Myślisz, że nie próbowałam? – Maryla zachichotała.<br />
- Ty żmijo! Z kim!? – Teresa aż podskoczyła na krześle.<br />
Maryla uśmiechnęła się smutno i tylko machnęła ręką z rezygnacją.<br />
- No tak. Tutaj to bez szans. Zaraz by cię na sztuki rozszarpali. – Teresa pokiwała<br />
głową. – Słuchaj, mam pomysł! Musisz przyjechać do mnie na Wielkanoc. Weźmiesz Pawła i<br />
dzieci i przyjedziecie do mnie. Zrobimy sobie prawdziwe rodzinne święta. Planowałaś już<br />
coś?<br />
- Nie. Nic nie planowałam, ale nie wiem jak z Pawłem będzie. Ma jakieś problemy<br />
ostatnio. Chyba nie wszystko tam w firmie idzie tak, jak on chciał.<br />
Teresa pokręciła głową.<br />
- Może sobie zrobi kilka dni przerwy dla rodziny? Mam cię uczyć jak go przekonać?<br />
Weź go trochę za tyłek! Zresztą i jemu przyda się trochę odpoczynku. Ile można tak tyrać?<br />
Maryla spojrzała na zegar, stojący na lodówce.<br />
- Późno już. Muszę iść po Martynę do matki. Zostawiam ją tam ostatnio na całe<br />
popołudnia, bo widzę, że ma dobry kontakt z babcią i pomaga jej dojść do siebie.<br />
- To chodźmy wszyscy. Przyda mi się trochę spaceru i przy okazji zaproszę ich też<br />
do siebie na święta.<br />
- To wspaniale. Na pewno się ucieszą. Od śmierci Waldka nie ruszają się z domu.<br />
- No to chodźmy. Mam wobec nich dług wdzięczności. Zawsze byli w porządku<br />
wobec mnie. Mam nadzieję, że nie będzie im przeszkadzać, że teraz zarabiam na życie<br />
ciałem! – Teresa puściła oko do Maryli.<br />
Maryla objęła ją mocno i pocałowała w policzek. Teraz dopiero poczuła jak bardzo<br />
brakowało jej rozmowy z kimś bliskim, kto zrozumie jej rozterki i zechce poświęcić im<br />
chociaż trochę uwagi.<br />
18.<br />
Ból głowy był potworny. Jakby ktoś próbował rozerwać ją na dwie części. Paweł nie<br />
pamiętał, kiedy miał ostatnio takiego kaca. Zalali się ze Stefanem do nieprzytomności, prawie<br />
bez jedzenia i w oparach dymu z papierosów. Halina pojechała do sanatorium i chociaż<br />
zostawiła lodówkę pełną jedzenia, Stefan nie potrafił sobie bez niej radzić i przyjął Pawła<br />
kilkoma kanapkami, do których wypili hektolitry wódki.<br />
Szedł piechotą, żeby jakoś do siebie dojść i odparować pozostałości libacji. Jazda w<br />
takim stanie mogłaby zakończyć się zabraniem prawa jazdy. Nie chciał brać taksówki, bo<br />
musiałby się męczyć w oddziale, na oczach agentów, Kasi i Paprockiego. Najgorsze, że<br />
zarządził na dzisiejsze przedpołudnie zebranie kierowników grup i zapowiedział, że nie<br />
będzie tolerował nieobecności lub spóźnienia pod żadnym pozorem. Z rezygnacją wyciągnął<br />
komórkę i włączył ją. Trzeba będzie jakoś oszukać wszystkich i przenieść to zebranie na jutro<br />
albo pojutrze. Telefon zabrzęczał niemal natychmiast.<br />
- Halo – powiedział zachrypniętym głosem i odkaszlnął.<br />
- Panie dyrektorze, wszystko w porządku u pana? – Kasia zapytała głosem pełnym<br />
zaniepokojenia.<br />
- Tak, tak. Dlaczego pani pyta?<br />
- Próbowałam się skontaktować z panem wczoraj po południu i dzisiaj od rana&#8230;<br />
- Mam małe problemy &#8230; rodzinne – powiedział Paweł i skrzywił się z niesmakiem.<br />
Głupie, nieudane kłamstwo. – Czy może pani przeprosić managerów i powiedzieć, że<br />
zebranie zostaje przeniesione na inny termin? Chyba się nie zmartwią.<br />
- Oczywiście panie dyrektorze. Właśnie są w wszyscy w sekretariacie.<br />
- No to super. Coś jeszcze?<br />
- Tak. Wczoraj dzwonił kilka razy jakiś komisarz Orłowski i chciał się z panem<br />
skontaktować.<br />
- Zostawił numer telefonu?<br />
- Tak.<br />
- Ok. Niech pani mi poda.<br />
Orłowski odezwał się natychmiast, po jednym sygnale. Chciał się z Pawłem<br />
zobaczyć natychmiast, najlepiej teraz. Miał coś ważnego do powiedzenia i nie chciał o tym<br />
rozmawiać przez telefon.<br />
Paweł rozejrzał się i zobaczył szyld pizzerii w niedalekiej odległości. Może mają tam<br />
piwo, pomyślał i zapytał Orłowskiego czy mu odpowiada spotkanie w tym miejscu.<br />
Piętnaście minut, powiedział Orłowski i Paweł przyspieszył kroku. Wolał mieć pierwsze piwo<br />
za sobą zanim zacznie się rozmowa. Co tam się znowu działo?<br />
Kelnerka popatrzyła dziwnie na niego, gdy zapytał o piwo.<br />
- Kawa jest – powiedziała.<br />
Paweł skrzywił się, ale zamówił dużą kawę. W głowie dalej huczało.<br />
Ściany pizzerii były wyłożone wielkimi lustrami i mógł sobie popatrzeć z bliska na<br />
zniszczenia, jakie wczorajsze pijaństwo wywołało w jego twarzy. Odwrócił się po<br />
kilkusekundowej obserwacji. Podrapał się po nieogolonej twarzy i przestał się dziwić<br />
kelnerce. Menelik w drogim ubraniu.<br />
- Kartą mogę zapłacić? – zapytał, gdy przyniosła kawę i spróbował się uśmiechnąć.<br />
- Kawa pięć złotych. Chce pan płacić kartą? – kelnerka popatrzyła zdziwiona.<br />
Bez słowa wygrzebał z kieszeni banknot dziesięciozłotowy i kazał jej zatrzymać<br />
resztę. Podziękowała, ale więcej w tym było zaskoczenia niż wdzięczności za duży napiwek.<br />
Orłowski pojawił się w towarzystwie swojego stałego partnera, którego Paweł<br />
pamiętał z przesłuchania w Toruniu. Mimo wysokiej temperatury na dworze, przyszli ubrani<br />
w swoje skórzane kurtki. Paweł miał wrażenie, że wyglądają we trzech jakby uczestniczyli w<br />
dyskretnym bandyckim spotkaniu. Kelnerka chyba też tak myślała, bo podeszła z niepewnym<br />
uśmiechem na ustach i bez słowa przyjęła zamówienie na dwie kolejne kawy.<br />
- Jak pan sobie radzi? – zapytał Orłowski. – Radzi pan sobie – rzucił, nie czekając na<br />
odpowiedź i zerkając znacząco na drogi garnitur Pawła.<br />
- Jakoś leci – lakonicznie stwierdził Paweł.<br />
- Ale coś pan niezbyt zdrowo dzisiaj wygląda – zauważył sucho partner<br />
Orłowskiego.<br />
- E&#8230; mała impreza wczoraj była i trochę przesadziłem. Mam ostatnio ciężki okres w<br />
pracy. Coś nowego w sprawie Waldka? – zapytał żeby zmienić temat.<br />
Zamilkli na chwilę, czekając aż kelnerka postawi kawę i wyda resztę.<br />
- W sprawie zabójstwa nic nowego. Profesjonalna robota – odpowiedział Orłowski –<br />
Ale wokół Makowskiego coś się dzieje i mamy nadzieję na jakieś efekty. Może nawet<br />
całkiem niedługo. Obserwowaliśmy go bardzo dyskretnie przez jakiś czas i okazało się, że to<br />
bardzo ciekawy osobnik.<br />
- Tylko cholernie skryty – dorzucił ironicznie ponury partner Orłowskiego.<br />
- Ale co ja mam z tym wspólnego? – zapytał Paweł.<br />
Policjanci mieszali kawę łyżkami i patrzyli w stół.<br />
- Co panu mówi nazwisko Oślizło? Mecenas Oślizło – zapytał wreszcie Orłowski.<br />
Paweł wzruszył ramionami.<br />
- Nic mi nie mówi. Nie znam żadnego mecenasa Oślizło.<br />
- Reprezentował pańskiego szwagra przed sądem.<br />
- Nie wiedziałem.<br />
- Wystawił poręczenie majątkowe, dzięki któremu Waldemar Otocki mógł wyjść z<br />
aresztu śledczego i odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. No i rzecz jasna być w<br />
zasięgu &#8230;że tak powiem, ręki.<br />
- A&#8230; no tak, teraz sobie przypominam! – Paweł stuknął się w czoło – jakaś dziwna<br />
sprawa była z tą kaucją. Nie wiadomo kto ją wpłacił.<br />
- My wiemy – ponury pokiwał smutno głową.<br />
- Tak? – Paweł popatrzył na niego pytająco.<br />
- Tak. Nikt jej nie wpłacił.<br />
- Nic nie rozumiem. – Paweł popatrzył niezdecydowanie na Orłowskiego. – Może po<br />
jeszcze jednej kawie? – zapytał i spojrzał w stronę kelnerki, która leniwie ruszała się,<br />
wycierając nieistniejący kurz z pobliskich stolików.<br />
- Ok. Ja zamówię – Orłowski spoglądał spod oka na dziewczynę. – Wzbudzamy<br />
nadmierne zainteresowanie tej panienki – wymruczał pod nosem. Wstał i poprosił kelnerkę o<br />
chwilę rozmowy na boku. Dziewczyna słuchała jego słów, które nie docierały do Pawła, ale<br />
po wyrazie jej twarzy mógł wnioskować, że do niej docierały bardzo wyraźnie.<br />
Poczerwieniała na twarzy i spuściła oczy, nie patrząc na rozmówcę. Do pizzerii weszła para<br />
nastolatków i Orłowski powiedział coś cicho do kelnerki, kiwając głową w ich stronę.<br />
- Tamte stoliki są zarezerwowane! – niemal krzyknęła w ich stronę i wskazała im<br />
miejsca w odległym kącie sali.<br />
- Teraz powinniśmy mieć trochę spokoju – mruknął Orłowski siadając z powrotem<br />
na swoje miejsce.<br />
- Nikt nie wpłacił? – Paweł wrócił do przerwanego wątku rozmowy.<br />
- Wie pan jak to działa? Poręczenie majątkowe&#8230; – partner Orłowskiego zaczął<br />
zdanie i przerwał czekając, aż kelnerka upora się z filiżankami.<br />
- Poręczenie majątkowe polega na tym, że oskarżony lub inna osoba fizyczna składa<br />
gwarancję w postaci na przykład pieniędzy – kontynuował policjant. &#8211; Jednak suma<br />
poręczenia wcale nie musi znaleźć się w kasie sądu lub prokuratury. Możliwe jest przyjęcie<br />
zapewnienia, że określona kwota zostanie wpłacona w razie naruszenia „umowy”.<br />
- I takie zapewnienie, w imieniu pańskiego szwagra, złożył mecenas Oślizło –<br />
wtrącił Orłowski.<br />
- To znaczy Waldek poręczył sam za siebie? To dlaczego nic o tym nie powiedział?<br />
- My myślimy, że nic o tym nie wiedział – powiedział ponury.<br />
Paweł poczuł gwałtowne pulsowanie w skroniach i przeciągnął dłońmi po twarzy.<br />
- Dalej nie wiem co to ma wspólnego ze mną – powiedział zmęczonym głosem. Nie<br />
miał dzisiaj głowy do rozwiązywania zagadek kryminalnych.<br />
- Ta sprawa Makowskiego – Zdunka położyła się trochę cieniem na naszej reputacji.<br />
Zajmowaliśmy się rozpracowywaniem tego układu dość długo i poszło też trochę funduszy na<br />
różne działania operacyjne. Wszystko zakończyło się bez żadnego wyniku i teraz mamy<br />
przesrane – Orłowski skrzywił się na dźwięk swoich słów. – Albo coś wygrzebiemy, albo &#8230;<br />
butle gazowe skradzione z altanek w ogródkach działkowych i inne tego typu sprawy, zero<br />
awansów i zero podwyżek.<br />
Paweł słuchał w milczeniu, czekając na rozwinięcie tego, jak zrozumiał, wstępu.<br />
- Zaczęliśmy grzebać trochę intensywniej w papierach i zauważyliśmy coś<br />
ciekawego – kontynuował Orłowski. – Nazwisko mecenasa Oślizło pojawia się w kilku<br />
podobnych sprawach, które toczyły się w różnych miejscach w Polsce. Czasami jako<br />
adwokat, czasami jako świadek&#8230;<br />
Za ich plecami zaczął się jakiś ruch. Kelnerka próbowała przesadzić kolejnych gości,<br />
którzy weszli do pizzerii i zajęli miejsca przy pobliskim stoliku. Machała im przed nosami<br />
kartką z napisem ZAREZERWOWANE i w miarę grzecznie, ale bardzo stanowczo, naciskała<br />
na zajęcie miejsca w drugiej części sali.<br />
- Co pan jej powiedział? – zapytał Paweł. – Jednak policyjna legitymacja robi swoje.<br />
- Kto się dzisiaj przejmuje Policją – mruknął Orłowski. – Powiedziałem jej, że<br />
kupujemy ten lokal i potrzebujemy trochę prywatności, żeby omówić szczegóły.<br />
Ponury zachichotał cicho i uśmiechnął się zadowolony z podstępu kolegi.<br />
- Wracając do Oślizły – kontynuował Orłowski. – Odkryliśmy coś większego niż<br />
oczekiwaliśmy. Mecenas jest częścią jakiegoś układu. Makowski zresztą też. Nie mogę<br />
wchodzić w szczegóły, bo to tajemnica śledztwa, ale chodzi o ogromne pieniądze. Pieniądze,<br />
do których pan ma stosunkowo łatwy dostęp.<br />
- Jaka jest pańska pozycja w firmie Financial Brokers? – zapytał nagle partner<br />
Orłowskiego.<br />
- To znaczy? O co wam chodzi?<br />
- Jaki pan ma wpływ na podjęcie decyzji o uruchomieniu pieniędzy dla firmy, która<br />
złożyła u was wniosek?<br />
- Duży. Bardzo duży – odpowiedział Paweł i pomyślał o godzinach spędzonych z<br />
księgowym na ocenieniu ryzyka i tonach przeczytanych dokumentów. – Jako dyrektor<br />
oddziału decyduję właściwie jednoosobowo. Do stu tysięcy euro. Powyżej tej kwoty muszę<br />
się obligatoryjnie konsultować z Działem Akceptacji Kontraktów.<br />
- Dyrektor! – Orłowski zagwizdał cicho pod nosem. &#8211; Szybko się pan posuwa<br />
naprzód.<br />
- Panowie mnie wzywali – kelnerka pojawiła się niespodziewanie, jak spod ziemi.<br />
- E&#8230; tak. Jeszcze po jednej kawce poprosimy – Orłowski uśmiechnął się życzliwie<br />
do niej.<br />
- To by dużo wyjaśniało – mruknął ponury, gdy już się oddaliła.<br />
- To znaczy co? – niespokojnie zapytał Paweł.<br />
- Dlaczego zostawili pana w spokoju. To są ludzie działający bardzo brutalnie i<br />
dosyć schematycznie. Likwidują świadków. Wygląda na to, że będą pana chcieli jeszcze raz,<br />
a może kilka razy wykorzystać.<br />
- Chyba będziemy mieli dla pana propozycję panie Filipowski – powiedział Orłowski<br />
i podniósł się. – Lepiej chodźmy stąd – mruknął do ponurego.<br />
- Propozycję? – Paweł patrzył zdezorientowany. Sytuacja zmieniała się za szybko,<br />
jak na jego możliwości percepcji.<br />
- Tak. Skontaktujemy się z panem. Nie możemy się więcej spotykać w miejscach<br />
publicznych. Czy pan ma pozwolenie na broń?<br />
19.<br />
- Nie przejmuj się tak bardzo tym wszystkim – powiedział Jasiński i Paweł popatrzył<br />
na niego niespokojnie. Spodziewał się raczej, że będzie musiał wysłuchać jakichś pretensji<br />
ubranych w okrągłe słowa. Zjechał na ostatnie miejsce w rankingu produkcji i nic na razie nie<br />
wskazywało na zmianę sytuacji. A tu proszę!<br />
- Wszystko trochę przysiadło. U każdego jest teraz lekki zastój. Jeden Kuba Ferenc<br />
w Poznaniu ma całkiem przyzwoitą dynamikę. – Jasiński wyjął papierosy, rozejrzał się za<br />
popielniczką i podszedł do okna.<br />
- Szkoda, że kosztem innych – powiedział Paweł, odwrócony plecami do<br />
Jasińskiego. Popielniczka stała na parapecie.<br />
- Co masz na myśli, Paweł? – Jasiński spoglądał na niego chłodno, bez żadnej<br />
ekspresji na twarzy.<br />
- Mam na myśli to, że na przykład, moi ludzie składają u niego wnioski, a on je<br />
spokojnie przyjmuje i nawet nie zapyta, czy mi to odpowiada czy nie.<br />
- Dlaczego miałby to robić?<br />
- Mógłby przynajmniej informować mnie o tym, że mój człowiek &#8230;<br />
- Dlaczego miałby to robić? – Jasiński wszedł mu w słowo, lekko podniesionym<br />
głosem. – Dlaczego oczekujesz od Kuby Ferenca, że będzie działał przeciwko samemu<br />
sobie?!<br />
- Są jakieś zasady przyzwoitości. – Paweł wzruszył ramionami. Nie był pewien, czy<br />
to była słuszna decyzja – ten przyjazd do centrali. Rozmowa z Jasińskim szła jakoś pod górkę.<br />
– A Dział Akceptacji Kontraktów też mógłby jakoś zareagować&#8230; &#8211; przerwał, bo do gabinetu<br />
weszła starsza kobieta z dwiema filiżankami kawy na srebrnej tacy.<br />
- My się nie kierujemy zasadami przyzwoitości Paweł, my się kierujemy zasadami<br />
efektywności. Kiedy wreszcie porzucisz ten swój małomiasteczkowy idealizm? – Jasiński<br />
zdawał się nie zwracać uwagi na obecność kobiety w gabinecie.<br />
Paweł nic nie odpowiedział i w milczeniu obserwował ruch filiżanek, cukiernicy i<br />
dzbanuszka ze śmietanką, z tacy na stół. Kobieta była szczupła i ekstremalnie zadbana.<br />
Dłonie z wypolerowanymi paznokciami, włosy ciasno zaczesane na tył głowy, ubrana w<br />
spokojny, ciemny żakiet i spódnicę tego samego koloru. Wniosła z sobą delikatny zapach<br />
perfum, pomieszany z aromatem kawy.<br />
Jasiński usiadł z powrotem w ogromnym skórzanym fotelu, który posłusznie<br />
zaakceptował jego ciężar.<br />
- Jeszcze raz ci powtarzam, przestań się tak przejmować szczegółami – kontynuował,<br />
po wyjściu kobiety. – Już ci kiedyś mówiłem, żebyś przestał myśleć o innych i zaczął myśleć<br />
tylko o sobie. Jeśli twój agent zanosi wnioski do kogoś innego, to znaczy, że boi się, że ty je<br />
odrzucisz albo ma jakieś inne powody. I to ty powinieneś je znać! A Dział Akceptacji<br />
Kontraktów dostaje codziennie kilkadziesiąt, a nawet czasami kilkaset wniosków i nie ma<br />
czasu na zabawę w Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków. Tam się ocenia wniosek<br />
merytorycznie, zakładając, że pozostałe sprawy zostały sprawdzone przez dyrektora oddziału.<br />
Wydaje mi się, że powinieneś pogadać z tym swoim agentem i jakoś go przekonać do siebie.<br />
Od tego jesteś dyrektorem. A propos, kto to jest? Znam go?<br />
- Mariusz Winiarski – mruknął Paweł.<br />
- Mariusz Winiarski &#8211; Jasiński powtórzył jak echo.<br />
- Znasz go? – Paweł popatrzył pytająco na dyrektora Działu Rozwoju.<br />
- Oczywiście, że go znam. Złożył aplikację na stanowisko w dziale PR. Widuję go<br />
tutaj czasem. Myślałem, że to twoja prawa ręka?<br />
- Ja też tak myślałem – odpowiedział ponuro Paweł. – Okazuje się jednak, że<br />
postanowił być bardzo samodzielny.<br />
- I to on zanosi wnioski do Ferenca? – Pytanie Jasińskiego zawisło w powietrzu bez<br />
odpowiedzi. Paweł skinął tylko głową.<br />
- Sprytnie – mruknął pod nosem Jasiński i spojrzał na zegarek. – Spieszysz się?<br />
Może zjesz ze mną na lunch? Pogadamy.<br />
Pojechali mercedesem Jasińskiego. Paweł z przyjemnością rozsiadł się w wygodnym<br />
fotelu, wyściełanym beżową, miękką skórą. Jasiński prowadził pewnie i zdecydowanie. Do<br />
restauracji było niedaleko i po kilkuminutowym przebijaniu się przez zatłoczone śródmieście<br />
podjechali pod jakąś zabytkową kamienicę.<br />
Kiedy kelner, wystrojony jak primadonna, przyniósł karty, Paweł zmartwiał. Nawet<br />
jego platynowa karta mogła się tutaj „zagrzać” przy regulowaniu rachunku. Apetyt odzyskał<br />
dopiero po uspokajającym zapewnieniu Jasińskiego, że to wszystko na koszt firmy.<br />
- Mamy tutaj otwarty rachunek dla członków zarządu. Właścicielem jest znajomy<br />
prezesa Kocinskiego. Doskonała kuchnia. Sam się za chwilę przekonasz. Zdaj się na mój<br />
wybór.<br />
Paweł przystał na to z ulgą, bo egzotyczne nazwy potraw nic mu nie mówiły i<br />
obawiał się, że zamówi coś nie całkiem pasującego do służbowego lunchu.<br />
Póki kelner kręcił się przynosząc jakieś, niezbędne do spożycia pierwszej potrawy,<br />
przyprawy i sztućce, Jasiński wypytywał Pawła o rodzinę i plany na wakacje. Rozmowa się<br />
nie kleiła. Paweł nie miał za dużo do powiedzenia na tematy rodzinne, zresztą widział, że<br />
Jasiński pyta tylko z uprzejmości i nie słucha odpowiedzi. Gdzieś zniknęła ta atmosfera<br />
zażyłości, która kiedyś towarzyszyła każdemu ich spotkaniu. W połowie posiłku Jasiński<br />
przeszedł do spraw firmowych.<br />
- Porozmawiam z Kubą Ferencem i zobaczę co uda mi się osiągnąć, ale nie mogę ci<br />
obiecać, że dużo wskóram. Jak sam wiesz, dyrektorzy mają dużą swobodę działania i wyboru<br />
strategii, więc nie mogę i nie chcę mu się wtrącać w wewnętrzne sprawy oddziału. Postaram<br />
się jakoś delikatnie zasugerować, żeby jakiś czas potrzymał twojego człowieka na dystans.<br />
Zresztą zdaje się, że ten Winiarski ma jakieś ambitniejsze plany, bo jak wspominałem złożył<br />
aplikację do działu PR i, z tego co wiem, jego kandydatura wygląda nieźle. Zamiast z nim<br />
walczyć, postaraj się go przeciągnąć na swoją stronę. Może być bardzo pożyteczny w<br />
przyszłości.<br />
Paweł skurczył się wewnętrznie. Po ostatniej, gwałtownej dyskusji z Mariuszem,<br />
kiedy nieomal wyrzucił go z oddziału, nie widział możliwości na „przeciągnięcie go”.<br />
Pokiwał głową w milczeniu i intensywnie zajął się swoim talerzem.<br />
- Sytuacja wokół odejścia prezesa robi się coraz klarowniejsza. Jeśli chcemy myśleć<br />
realnie o przyszłości musimy się teraz wykazać. Musisz przyznać, że do tej pory zrobiłem<br />
dużo dla ciebie, prawda? – Jasiński popatrzył na Pawła uważnie. – Jesteś najmłodszym<br />
dyrektorem oddziału w Polsce, a twój awans z agenta na dyrektora był jednym z najszybszych<br />
w historii całej firmy. Teraz musisz pokazać, że nie pomyliłem się.<br />
- Staram się &#8230;.<br />
- To za mało Paweł! Zostało mało czasu i potrzebujemy jakiegoś spektakularnego<br />
sukcesu.<br />
- Takiego jak „Wiktoria”?<br />
- Jeśli chodzi o kwoty – tak! Trzy albo cztery takie kontrakty i codziennie będziemy<br />
jedli tutaj wspólny lunch. Rozumiesz co mam na myśli?<br />
- Rozumiem. – Paweł pokiwał głową.<br />
- No. To może po koniaczku? – Jasiński odsunął talerz i kiwnął na kelnera.<br />
Popijali koniak w milczeniu. Paweł poczuł gwałtowny przypływ energii. Jasiński<br />
miał rację. Sprężyć się! przestać się bawić! A potem? Mercedes z beżową tapicerką, gabinet<br />
w centrali, potwornie drogi lunch każdego dnia. Na koszt firmy.<br />
Wszystko, co stało na drodze do tych luksusów, to kilka dużych kontraktów. Takich<br />
jak „Wiktoria”.<br />
20.<br />
Janusz wyszedł z Działu Akceptacji Kontraktów i delikatnie zamknął drzwi za sobą.<br />
Chciał trzasnąć z całej siły, ale wiedział, że to głupie. Odwrócił się i zobaczył Pawła<br />
Filipowskiego.<br />
- Hej! Witamy prowincję! – rzucił wesoło.<br />
- Witam stolicę – odpowiedział dziarsko Paweł i obaj zaczęli się śmiać.<br />
Janusz wyglądał jakoś inaczej. Paweł zauważył, że ma na sobie, znacznie lepiej niż<br />
zwykle dopasowany i znacznie droższy garnitur. Schudł i zmienił fryzurę. Tylko broda<br />
została ta sama, ale w połączeniu z nową całością dodawała mu nawet jakiejś dostojności.<br />
- Co cię sprowadza w te zacne progi, mój drogi chłopcze? Przyjechałeś pogrzać się<br />
trochę w ciepełku głównego ołtarza czy masz jakieś konkretne problemy? – zapytał<br />
dobroduszno – jowialnie i uśmiechnął się życzliwie do Pawła.<br />
- Raczej „powęszyć” – Paweł ściszył głos, chociaż korytarz był pusty. – A co u<br />
ciebie?<br />
- Eh, same problemy – westchnął Janusz i trzepnął w dłoń trzymanym w ręku<br />
plikiem papierów. – Ta dziwka – obejrzał się ostrożnie za siebie i kiwnął głową w stronę<br />
drzwi, z których właśnie wyszedł – nie chce mi tego puścić, bo jej brakuje dwa procent<br />
zabezpieczenia. Tłumacze tłumokowi, że znam firmę i biorę odpowiedzialność na siebie, ale<br />
można gadać jak do ściany. Mój laptop ma więcej życzliwości w sobie. Uduszę ją kiedyś!<br />
Paweł zaśmiał się cicho i pokiwał głową. Lubił słuchać tych soczystych uwag<br />
Janusza.<br />
- Ale ja ją przeskoczę. Niech sobie nie myśli. A co u ciebie? Widziałem, że coś<br />
ostatnio przycichłeś – Janusz popatrzył uważniej na Pawła, który skrzywił się i odwrócił<br />
twarz. – Nie przejmuj się, to normalne. Najpierw euforia, potem dół, a potem zwykła ciężka<br />
praca. Poradzisz sobie.<br />
- Mam nadzieję – mruknął Paweł.<br />
- Przyjechałeś na jeden dzień? Kiedy wracasz do Gdańska? – Janusz zmienił temat. –<br />
Może byś do mnie zajrzał? Wypijemy po kieliszeczku, pogadamy. Co? – Wyciągnął komórkę<br />
i sprawdził godzinę. &#8211; Jest trzecia. Myślę, że do szóstej uda mi się dzisiaj uporać z tym<br />
bałaganem.<br />
Paweł popatrzył na niego niezdecydowanie. Właściwie planował,że pokręci się<br />
trochę po sklepach, a potem pojedzie z powrotem do Gdańska. Z drugiej strony, następnego<br />
dnia była sobota i nie musiał się spieszyć. Janusz zawsze miał jakieś ciekawe wiadomości do<br />
sprzedania.<br />
- Właściwie, miałem iść do hotelu – skłamał.<br />
- No co ty? Nie wygłupiaj się! Od czego ma się przyjaciół? To co? Wpadniesz do<br />
mnie do oddziału po szóstej?<br />
Oddział, którym kierował Janusz, znajdował się dwa piętra niżej, w tym samym<br />
budynku co centrala Financial Brokers. Kilkupiętrowy budynek zajmowało kilka dużych firm.<br />
Na parterze była mała galeria handlowa, kawiarnia i restauracja, a podziemia zajmował<br />
chroniony parking, gdzie rzędami stały mercedesy, audi i bmw.<br />
Paweł zjechał windą na najniższy poziom, wrzucił teczkę z dokumentami do swojej<br />
vectry i oddał kluczyki parkingowemu. Mała dwuosobowa firma zajmowała się tutaj<br />
czyszczeniem i myciem samochodów i Paweł zawsze korzystał z ich usług, bo potrafili<br />
doprowadzić auto do idealnej czystości. Po ich zabiegach nawet jego vectra wyglądała nieźle<br />
między tymi wszystkimi drogimi markami.<br />
Popołudnie było przyjemnie ciepłe i Paweł postanowił przejść się spacerem po<br />
okolicy. Miał zamiar kupić jasny garnitur na lato. Nigdy nie miał jasnego garnituru i nie był<br />
pewien czy poradzi sobie z wyborem.<br />
Czuł się doskonale. Jasiński napompował go energią i chęcią do wspinania się dalej,<br />
po drabinie awansów. Zapewnił go, że jeszcze dzisiaj porozmawia z Kubą Ferencem, chociaż<br />
uważał, że to ma drugorzędne znaczenie. Przynajmniej na razie. Kiedy sytuacja uspokoi się,<br />
będzie można do tego wrócić, mając w rękach znacznie mocniejsze argumenty i<br />
zdecydowanie korzystniejszą pozycję. Paweł musiał przyznać mu rację.<br />
Na koniec wreszcie poszedł gdzieś i poprosił Pawła o chwilę cierpliwości. Kiedy<br />
wrócił, w rękach trzymał plik dokumentów, który okazał się trzema tłustymi wnioskami, na<br />
kilkadziesiąt tysięcy euro każdy.<br />
- Te wnioski, na pierwszy rzut oka, mogą się wydawać nieco ryzykowne, ale ja znam<br />
te firmy i wiem, że nie będzie z nimi żadnych problemów. Musisz trochę popracować z<br />
Paprockim nad szczegółami. – Paweł skrzywił się. – On już wie co zrobić, żeby Dział<br />
Akceptacji Kontraktów przełknął gładko wątpliwe fragmenty kalkulacji.<br />
Paweł przekartkował szybko trzy pliki i stwierdził, że wnioskodawcy mieli siedziby<br />
w trzech różnych, bardzo oddalonych od Gdańska miejscach. Westchnął głęboko.<br />
- Nie musisz tam jeździć – Jasiński odgadł jego myśli. – Wszystko masz gotowe,<br />
podpisy złożone. Zrób to szybko, z Paprockim na spółkę, żeby miał lepszą motywację.<br />
Paweł znowu się skrzywił. Zamierzał się pozbyć Paprockiego, a jeśli te wnioski<br />
rzeczywiście wymagały jakichś manipulacji to musi zapomnieć o tym. Jeśli zrobi je sam, to<br />
Paprocki przyczepi się do każdej, najmniejszej wątpliwej kropki. Znowu westchnął ciężko.<br />
- Co znowu nie tak? – Jasiński zaczął się śmiać. – Zapomniałem już jaki z ciebie<br />
„optymista”. To nie jest wiele, ale powinno ci pomóc wydostać się z ostatniego miejsca w<br />
rankingu i poprawić twoje relacje z Paprockim.<br />
- Moje relacje z Paprockim? – Paweł był zaskoczony, że Jasiński wie o takich<br />
rzeczach. O czym jeszcze wie?<br />
- Nie chciałbym cię pouczać – rzucił Jasiński z wahaniem w głosie – ale chyba<br />
powinieneś trochę przemyśleć sposób kierowania oddziałem. Zdajesz się nie dostrzegać, że<br />
Paprocki jest twoim największym atutem. Jest tam od początku. Ma kolosalne doświadczenie<br />
i mnóstwo kontaktów. Każdy dyrektor oddziału przyjąłby go do siebie z pocałowaniem ręki.<br />
A ty z nim walczysz.<br />
- Ja z nim nie walczę &#8230;<br />
- Nie? To dlaczego przywiózł w tym miesiącu dwa duże, doskonale przygotowane<br />
wnioski i złożył je sam, bez twojego podpisu. Gdyby to przeszło przez twój oddział miałbyś<br />
dużo lepsze statystyki i twoja prowizja wyglądałaby lepiej. Mam rację?<br />
Paweł zaczerwienił się i skinął ponuro głową.<br />
- No więc zrób coś! Daj mu do zrozumienia, że jest ci potrzebny, że go doceniasz. Po<br />
drugie, daj mu zarobić to i on będzie myślał o tobie inaczej. Nie wiem czy wiesz o tym, ale<br />
masz najniższą prowizję ze wszystkich dyrektorów.<br />
Paweł pokręcił przecząco głową.<br />
- To są skutki demokracji, którą zaprowadziłeś w oddziale. Demokracji, która nie<br />
działa. Mendalka, niezły manager, uciekła ci. Winiarski zawozi wnioski do Ferenca, a<br />
Paprocki prosto do nas. Musisz coś zmienić. Najlepiej od jutra. I byłoby dobrze, gdybyś<br />
więcej przebywał w oddziale. – Jasiński popatrzył na niego znacząco.<br />
I to też wiedział. I o Mendalce. Ciekawe, kto mu dostarczał tych wszystkich<br />
informacji?<br />
Paweł zauważył, że pogrążony w rozmyślaniach oddalił się mocno od budynku<br />
centrali. W oddali zobaczył coś, co wyglądało na centrum handlowe i skręcił w ulicę wiodącą<br />
w tym kierunku.<br />
Komórka zawibrowała w kieszeni. Jak zwykle niespodziewanie.<br />
Głos Orłowskiego był jakiś zmieniony.<br />
- Gdzie pan jest? Musimy się spotkać. Jak najszybciej.<br />
- Jestem w Warszawie. Co się dzieje? – zapytał niespokojnie Paweł.<br />
- W Warszawie? Niedobrze. Kiedy pan wraca?<br />
- Jutro.<br />
- Jutro? Ok. Zadzwonię do pana jutro i powiem gdzie się spotkamy.<br />
- Ale co się dzieje?<br />
- Wolałbym nie przez telefon. Mamy informacje, wskazujące na to, że nasi znajomi<br />
będą chcieli się z panem niedługo skontaktować. W każdym razie coś się dzieje i lepiej<br />
żebyśmy porozmawiali zanim sprawy przyspieszą.<br />
Orłowski rozłączył się i Paweł zaczął intensywnie myśleć.<br />
Będą chcieli się skontaktować. Kto? Mecenas Oślizło? Makowski? Ich mocodawcy?<br />
Czego będą chcieli? Pieniędzy. Niedobrze.<br />
Niedobrze? A może właśnie dobrze.<br />
Przecież nie może im dać pieniędzy, jeśli nie będzie miał dostatecznie wiarygodnych<br />
podkładek. Dokumentów wyglądających na tyle dobrze, że Dział Akceptacji Kontraktów je<br />
przepuści. Jedno było pewne – musiał się dogadać z Paprockim. Jasiński miał rację kolejny<br />
raz. Zawsze miał rację, tylko trzeba było go słuchać.<br />
Dosyć bycia bezmyślnym, pełnym ideałów kmiotkiem!<br />
Czas zacząć grać w grę, która nazywa się WIELKIE PIENIĄDZE.<br />
Ta gra mogła być niebezpieczna, ale warto było spróbować.<br />
Zamiast zabawy w policjantów i złodziei. Tak samo ryzykownej i bez widoków na<br />
jakiekolwiek korzyści.<br />
21.<br />
Winda zatrzymała się i drzwi otworzyły się z cichym sykiem. Paweł zrobił krok<br />
naprzód i popatrzył nieco zdezorientowany na Janusza. Byli w mieszkaniu.<br />
- Wchodź śmiało – zachęcał Janusz. – To ludzi często myli. Ostatnie piętro. Całe<br />
moje. Ponad dwieście metrów kwadratowych.<br />
Apartament wyglądał imponująco. Ogromny salon po którym „rowerem można<br />
jeździć”, robił wrażenie. Paweł bywał teraz często w różnych zamożnych domach, ale takie<br />
mieszkanie widział po raz pierwszy. Musiało kosztować fortunę. Recepcjonista na dole<br />
wyglądał jak mistrz Polski w kulturystyce.<br />
Janusz poprosił go żeby się rozgościł, a sam zniknął gdzieś na drugim, odległym<br />
końcu mieszkania. Paweł rozejrzał się za łazienką. Otworzył drzwi z „sikającym chłopcem”<br />
dyndającym na gwoździku i zbaraniał. Łazienka miała rozmiary i wyposażenie adekwatne do<br />
reszty apartamentu. Prezydent pewnie miał niewiele lepszą. Obmył ręce i twarz ciepłą wodą.<br />
Czuł się zmęczony. Poranna jazda z Gdańska, potem pół dnia spędzone z Jasińskim, wreszcie<br />
telefon od Orłowskiego. Stresujący dzień. Miał nadzieję, że to już koniec atrakcji na dzisiaj.<br />
To wszystko jest za wielkie, pomyślał, wracając do salonu. Wielkie i nieprzytulne.<br />
Miał wrażenie, że jest w jakimś drogim hotelu. Nigdzie nie widać było żadnych oznak<br />
indywidualności gospodarzy. Idealny rządek książek na półce, wyglądających jak dekoracja<br />
w IKEI, telewizor na pół ściany, bez drobiny pyłku na ekranie.<br />
Trzeba będzie sobie znaleźć coś sporo mniejszego. Chociaż dzieci będą<br />
potrzebowały miejsca do nauki i zabawy. Maryla też. No i goście. Pewnie będzie musiał<br />
urządzać jakieś przyjęcia. Trzeba się będzie Janusza zapytać, pomyślał. Może potem, kiedy<br />
już wszystko będzie jasne.<br />
Rozejrzał się jeszcze raz i doszedł do wniosku, że coś tej samej wielkości bardzo by<br />
mu odpowiadało. Ciekawe, ile Janusz za to dał? Pewnie wziął kredyt. Z takimi zarobkami nie<br />
ma problemu w banku. A może obejdzie się bez kredytu. Dom w Dąbrówce można by<br />
sprzedać, trochę dołożyć. Nie, bez kredytu jednak sobie chyba nie poradzi. Ale z pensji<br />
dyrektora Działu Rozwoju będzie się lekko spłacać. A&#8230; przecież Jasiński wspominał coś o<br />
mieszkaniu służbowym! No tak, ale on tam sam na pewno mieszka.<br />
- No i jak ci się podoba? – Janusz wrócił, przebrany w dżinsy i t-shirta.<br />
- Fajnie, ale zastanawiam się jak twoja żona sobie radzi ze sprzątaniem tych<br />
hektarów.<br />
- He, he, jak masz pieniądze, to ze wszystkim sobie poradzisz. Przychodzi tu do mnie<br />
taka Masza – Ukrainka. Dwa razy w tygodniu sprząta i podlewa kwiaty. Sama je zresztą<br />
przyniosła, bo, jak powiedziała, to wygląda jak mieszkanie dla robotów, a nie dla ludzi –<br />
opowiadał Janusz, otwierając jednocześnie jakieś drzwi w ścianie.<br />
Za drzwiami była ukryta ogromna lodówka, wypełniona alkoholem. Od dołu widać<br />
było butelki piwa, następnie kilka rodzajów białego wina, a na najwyższej półce butelki z<br />
wódką i jakimiś innymi trunkami, których Paweł nie rozpoznał na pierwszy rzut oka.<br />
- Ale bateria! – wyrwało mu się. U stryja na Przymorzu zawsze w lodówce leżały<br />
tylko dwie butelki. Jedna w zamrażalniku. I tak zazwyczaj wystarczało.<br />
- A &#8230; kazałem sobie zainstalować tą lodówkę, bo nienawidzę, kiedy w połowie<br />
imprezy kończy się alkohol i trzeba dzwonić i czekać, aż ci przywiozą. A tak, uzupełniam raz<br />
na jakiś czas i nigdy nie ma problemu. Tu jest jeszcze kostkarka do lodu i ekspres do kawy w<br />
jednym. Czego się napijesz?<br />
- Mam ochotę na piwo. – Paweł pokazał palcem na dolną półkę – A gdzie twoja<br />
żona? Wyjechała?<br />
- Uhm – mruknął Janusz z głębi swojej długiej szklanki z drinkiem. – Wyjechała. W<br />
ubiegłym roku. W listopadzie.<br />
Paweł popatrzył na niego zaskoczony.<br />
- Wyprowadziła się. Do tatusia swojego pojechała. – Janusz pokiwał smętnie głową.<br />
– Nie wytrzymała tego trybu życia. Sam wiesz jak to jest. Nieregularne godziny pracy, całe<br />
dnie poza domem, częste wyjazdy. No i to. – Machnął trzymaną w ręku szklanką. –<br />
Nienawidziła alkoholu. A ja wprost przeciwnie! – zarechotał szyderczo.<br />
Paweł nie zareagował w żaden sposób. Popijał w milczeniu swoje piwo. Poczuł się<br />
nieswojo. Janusz zawsze robił na nim wrażenie człowieka zadowolonego z życia i raczej<br />
poukładanego. Widywali się wprawdzie tylko przy okazji szkoleń, albo krótkich wizyt Pawła<br />
w centrali, ale Janusz nigdy nie wydawał się zdołowany czy nawet w złym humorze. Teraz,<br />
pozbawiony swego uniformu, garnituru, krawata i wyglansowanych butów, zatopiony<br />
głęboko w fotelu był jakiś mniejszy, inny niż zwykle. Paweł obserwował jak podnosi się<br />
ciężko i leniwie zmierza w kierunku swojej hypernowoczesnej lodówki, po kolejnego drinka.<br />
Człowiek sukcesu, którego opuściła żona. Nie wytrzymała.<br />
- Przepraszam, nic nie wiedziałem – mruknął z wysiłkiem.<br />
- Nie masz co przepraszać. – Janusz zaśmiał się sztucznie. – Nikt nie wiedział. Nie<br />
obnosiłem się z tą informacją. Zresztą nikogo nie interesuje co robisz prywatnie. Oczywiście,<br />
dopóki to jakoś nie wpływa na wizerunek firmy. Trochę tu pusto bez niej. Chcesz następne<br />
piwo?<br />
- Chyba napiję się czegoś mocniejszego. – Paweł wstał i zaczął ściągać marynarkę. –<br />
Może być wódka.<br />
- Z czym?<br />
- Z czym? – Paweł zastanowił się. – Masz ogórki kiszone?<br />
Janusz zaczął się śmiać na cały głos.<br />
- Tradycjonalista, co? Nie wiem czy mam, ale zaraz zobaczymy. Masza tam coś<br />
przynosi, od czasu do czasu. Ja nie mam do tego głowy i przeważnie jem na mieście – mówił,<br />
oddalając się w kierunku kuchni.<br />
Paweł rozejrzał się za pilotem, ale nigdzie nie było go widać. Podszedł do telewizora<br />
i naciskał po kolei wszystkie widoczne przyciski. Nic się nie działo.<br />
- Nic konkretnego do jedzenia nie mam – Janusz wrócił z kuchni z kawałkiem<br />
kiełbasy na drewnianej desce do krojenia. – Ale mam lepszy pomysł. Zróbmy sobie małą<br />
ucztę.<br />
Podszedł do domofonu,wiszącego przy drzwiach do windy i rozmawiał chwilę z<br />
recepcjonistą.<br />
- Tutaj, po drugiej stronie ulicy, jest niezła restauracja i zawsze kiedy mam gości<br />
zamawiam u nich jedzenie. Zobaczysz sam. Smacznie gotują.<br />
- Nie rób sobie problemu – zaprotestował nieszczerze Paweł. Po wypiciu piwa<br />
zaczynał być głodny.<br />
- Żaden kłopot. Pan Krzysiu wszystko załatwi. Oni już wiedzą, co ja zwykle<br />
zamawiam. Nie powinniśmy czekać długo. No napijmy się.<br />
Postawił na stole butelkę wódki, dwa kieliszki i polał. Kiełbasa mocno pachniała<br />
czosnkiem.<br />
- Jak to się włącza? – Paweł wskazał głową telewizor.<br />
- Pilot powinien gdzieś być. Masza pewnie schowała. Ja nie oglądam telewizji. Nie<br />
mam kiedy. Na zdrowie. – Janusz wypij zawartość kieliszka jednym haustem i odchrząknął<br />
głośno. Sięgnął dłonią gdzieś za siebie i wyciągnął pilota.<br />
- Lepiej posłuchajmy muzyki – powiedział. – Uspokaja.<br />
Kawałek ściany pod telewizorem rozsunął się i ukryta tam wieża zamrugała<br />
światełkami. Po chwili cicha muzyka klasyczna, zaczęła się sączyć z ukrytych dookoła salonu<br />
głośników.<br />
Paweł wypił zawartość kieliszka i chwilę kontemplował palący smak, który wódka<br />
pozostawiła w ustach. Czuł się dziwnie. Trochę jak w jakimś surrealistycznym filmie.<br />
Kolosalny, luksusowy apartament, jedzenie zamawiane z drogiej restauracji naprzeciwko i<br />
dostarczane przez usłużnego recepcjonistę, monstrualna lodówka pełna alkoholu i malutki<br />
kawałek kiełbasy na desce. To wszystko było inne niż oczekiwał. Duże, komfortowe, ale<br />
totalnie pozbawione domowej atmosfery i ciepła. Usiadł na kanapie i kolejny raz rozejrzał się<br />
dookoła.<br />
- Po co ci takie wielkie mieszkanie? – zapytał.<br />
- Po nic. – Janusz wzruszył ramionami – Pozostałość po życiu rodzinnym. Gdybym<br />
mógł to bym sprzedał, ale nie mogę. Czekam co ona zadecyduje. Jeśli złoży pozew o rozwód,<br />
to będziemy to jakoś dzielić. A jeśli nie &#8230; sam nie wiem&#8230; czekam &#8230; – zamilkł i zaczął<br />
napełniać kieliszki.<br />
- Z początku myślałem, że jej przejdzie, że wróci albo chociaż zadzwoni &#8230; – wypił i<br />
nalał sobie znowu, nie patrząc na Pawła. – Córka też się nie odzywa &#8230;<br />
- Macie córkę?<br />
- Tak. Uczy się w szkole muzycznej. Zdolna jest &#8230; na pewno już jej mamusia w<br />
głowie dobrze namieszała &#8230; nawet raz nie zadzwoniła &#8230;<br />
Delikatny dźwięk oznajmił, że winda zatrzymała się na ich piętrze. Janusz podszedł<br />
do niej, rzucił okiem na mały ekran, zainstalowany w drzwiach i nacisnął przycisk z boku.<br />
Muskularny recepcjonista wniósł dwa duże, podłużne półmiski i postawił je ostrożnie na<br />
stole. Na jednym były różne rodzaje wędlin, a na drugim jakieś sałatki.<br />
- My to mamy wszystko zjeść? – zapytał Paweł w lekkim osłupieniu. – Spodziewasz<br />
się kogoś jeszcze?<br />
Janusz uśmiechnął się z zadowoleniem. Widać było, że wrażenie jakie zrobił na<br />
gościu z prowincji sprawia mu przyjemność.<br />
- Co? Hm &#8230; czemu nie. – mruknął i odwrócił się do stojącego w windzie<br />
ochroniarza. Chwilę coś tam konferowali. Paweł zauważył, że Janusz wyciągnął z kieszeni<br />
plik banknotów, odliczył kilka i wręczył recepcjoniście.<br />
- Ile to kosztowało? – zapytał, gdy drzwi od windy zamknęły się i sięgnął po portfel.<br />
- Daj spokój! Zgłupiałeś! Schowaj te pieniądze – zaprotestował Janusz. Poszedł do<br />
kuchni i wrócił z dwoma talerzami i sztućcami.<br />
Chwilę posilali się w ciszy. Paweł nałożył sobie po trochu wszystkiego i próbował<br />
po kolei. Kucharz, które je przygotował musiał być mistrzem. Wędliny i sałatki były pyszne.<br />
Janusz jadł szybko, nerwowo, co chwila rzucając spod oka na Pawła. Kilka razy<br />
zbierał się żeby coś powiedzieć.<br />
- A propos pieniędzy – powiedział wreszcie i odłożył widelec – Wiesz, że jesteś na<br />
szarym końcu listy płac?<br />
- No. Jasiński już mi to dzisiaj powiedział – Paweł odpowiedział z pełnymi ustami.<br />
- I co? Dalej zamierzasz się bawić w Robin Hooda? Wiesz, że inni dyrektorzy mają<br />
przeciętnie dwa razy tyle co ty? A ci ze Śląska nawet trzy razy?<br />
- A co ja mogę zrobić? Ja nie jestem na Śląsku, tylko na Wybrzeżu. – Paweł obtarł<br />
usta serwetką i sięgnął po swój kieliszek. Denerwowały go trochę te uwagi. Jasiński się<br />
czepiał, a teraz Janusz. Co go to obchodzi?<br />
- To tylko połowa prawdy. Druga połowa jest taka, że ty sam nie robisz żadnych<br />
kontraktów &#8230;<br />
- Skąd ty to wszystko wiesz? – wszedł Januszowi w słowo.<br />
- Wiem. Ja tu siedzę blisko góry i mam niezły widok na całość. Poza tym w firmie<br />
mówi się o tobie. – Janusz podniósł swój kieliszek i spojrzał pod światło na jego zawartość. –<br />
Ja bym się na twoim miejscu zastanowił nad zmianą strategii. Trochę za głośno o tobie, a to<br />
nigdy nie jest dobre.<br />
- Dlaczego? – Paweł nie rozumiał do czego Janusz zmierza, ale domyślał się, że<br />
zaraz dowie się czegoś ciekawego o sobie. Chociażby dla tego warto było się napić z nim<br />
wódki.<br />
- Wrogów sobie narobisz – powiedział Janusz i gwałtownie wychylił kieliszek.<br />
Skrzywił się i wzdrygnął lekko. Powoli sięgnął po kawałek wędliny z półmiska i zaczął<br />
metodycznie przeżuwać.<br />
- Ja myślałem, że nikt nie zwraca na mnie uwagi – powiedział z pewnym siebie<br />
uśmiechem Paweł. O wrogach to już gdzieś słyszał. Czekał na dalszy ciąg.<br />
- Gdybyś robił to samo, co wszyscy to nikt by nie zwracał na ciebie uwagi, ale ty<br />
postanowiłeś pójść dokładnie w odwrotnym kierunku. Efekt jest taki, że twój oddział jest<br />
ostatni w rankingu, a ty sam zarabiasz stosunkowo mało. Paradoksalnie, to jest dobre dla<br />
ciebie, bo póki ci nie idzie, wszyscy pozostali dyrektorzy oddziałów mogą spać spokojnie i<br />
liczyć swoje ciężko zarobione pieniądze. Ale jeśli, nie daj Boże, twoja metoda zacznie się<br />
sprawdzać, zażrą cię. Nawet się nie obejrzysz.<br />
- Dlaczego? – powtórzył Paweł. Tym razem dużo ciszej. – Kto mnie zażre?<br />
- Dziwne, nie? – odpowiedział pytaniem Janusz. Napełnił kieliszki kolejny raz. – Ale<br />
rozpatrzmy pewną teoretyczną, chociaż dosyć prawdopodobną sytuację. Załóżmy, że twój<br />
sposób zarządzania oddziałem zacznie wreszcie przynosić efekty i zaczniesz się przesuwać w<br />
rankingach do przodu. Najpierw pod względem dynamiki, co jeszcze niewiele znaczy, bo<br />
masz słabą produkcję, ale potem także wielkość obrotu zacznie ci rosnąć. Możliwe, że Zarząd<br />
któregoś pięknego dnia uzna, że twoja metoda jest bardzo dobra i należy ją wprowadzić<br />
wszędzie. We wszystkich oddziałach &#8230;<br />
- Ona jest dobra – mruknął Paweł, bawiąc się widelcem na swoim talerzu.<br />
- Możliwe, ale nikt tak nie pracuje! Są rożne dobre metody, nie tylko jedna. Gdyby<br />
trzeba było się przestawić, to będzie to oznaczało spadek dochodów osobistych dyrektorów,<br />
nie wiadomo na jak długo i bez gwarancji, że wszystko pójdzie dobrze. Prawda jest taka, że<br />
prowizja od osobiście podpisanych kontraktów jest dużo wyższa, niż prowizja od tego co<br />
przyniosą twoi agenci. Ludzie będą się bronić rękami i nogami przed utratą dochodów.<br />
- Ale w długim okresie ta metoda oznacza właśnie wzrost dochodów – zaprotestował<br />
Paweł.<br />
- W jakim długim?<br />
- No &#8230; nie wiem &#8230;<br />
- O to chodzi! Nikt nie wie! I nikt nie chce wiedzieć! Po co zmieniać coś, co działa<br />
dobrze?<br />
- Może i tak, ale ja uważam, że może działać lepiej.<br />
- Lepsze jest wrogiem dobrego – zauważył filozoficznie Janusz i stuknął swoim<br />
kieliszkiem w brzeg kieliszka Pawła.<br />
Wypili i chwilę odpoczywali po tej krótkiej słownej potyczce. Paweł wstał i podszedł<br />
do wielkiego okna, podziwiając roztaczający się wokoło widok. Obok stało kilka wyższych<br />
budynków, ale i tak Warszawa była widoczna jak na dłoni. Zaczynał zapadać zmrok i w wielu<br />
oknach zapalały się światła.<br />
Niedługo i on będzie mógł podziwiać stolicę z okien swojego apartamentu. Jeszcze<br />
parę miesięcy i wszystko będzie jasne. A potem będą mogli mu „skoczyć”. Karty będą<br />
rozdane.<br />
- Ja bym ci radził dogadać się z Paprockim i zacząć robić to co każdy. To będzie<br />
lepsze dla wszystkich i w długim okresie i w krótkim okresie. A najbardziej dla ciebie.<br />
Mówię ci, że ludzie mogą wreszcie stracić cierpliwość i zaczną się podjazdy &#8230;<br />
- Co wy wszyscy z tym Paprockim?! Jak zechce to wywalę go na zbity pysk!<br />
Ostatecznie to mój oddział i ja decyduję z kim chcę albo nie chcę pracować! – Paweł czuł<br />
rosnącą irytację.<br />
- Jasne, że tak. – Janusz uśmiechnął się ironicznie – Ale podpis na jego zwolnieniu<br />
może być ostatnim w twojej karierze dyrektora. Widziałeś sekretarkę Jasińskiego? – zapytał<br />
niespodziewanie.<br />
- No, widziałem. Taka zadbana „pięćdziesiątka”. I co? – Paweł wzruszył ramionami.<br />
- Pięćdziesiątka? Ona ma chyba ze sto lat! Założę się, że co miesiąc wydaje na<br />
kosmetyki i różne zabiegi więcej niż ty zarabiasz. Ona ma na imię Nina. Ale nie o to chodzi &#8230;<br />
chodzi o to, że Paprocki to jej człowiek. Przynajmniej raz na tydzień widzę ich jak jedzą<br />
wspólny lunch &#8230;<br />
- No i co? – Paweł wrócił na swoje miejsce na kanapie i nalał wódki w kieliszki. Ta<br />
rozmowa zaczynała go nudzić. Znowu jakieś układy. Kogo to obchodzi? On miał takie<br />
układy, że wystarczało na wszystkich.<br />
- No i co? Wiesz co Paweł? Ty jesteś naprawdę dziwny. Ale ja cię i tak lubię. –<br />
Język mu się trochę plątał. – Nina była sekretarką Kocinskiego, a kiedy poszła wieść o<br />
przejściu prezesa do sieci bankowej, ona przeniosła się do Jasińskiego. Teraz Jasiński<br />
zostanie prezesem, na jego miejsce przyjdzie Ferenc, a ona znowu będzie sekretarką prezesa.<br />
Ta kobieta wie więcej o firmie niż ktokolwiek inny i jeśli weźmiesz pod uwagę, że Nina<br />
zawsze jedzie do Stanów, kiedy wzywają Kocinskiego na konsultacje do Los Angeles, to<br />
wszystko jest jasne. A Paprocki znalazł do niej dojście. Pewnie odpala jej działkę od swoich<br />
kontraktów, a może co innego. Na pewno informuje ją o wszystkim co się dzieje u ciebie &#8230;<br />
dobrze się czujesz? – Janusz przerwał nagle, bo mina Pawła zmieniła się jakoś dziwnie.<br />
- Skąd wiesz, że Ferenc zostanie dyrektorem na miejsce Jasińskiego? &#8211; zapytał<br />
głuchym głosem Paweł.<br />
- Każdy to wie! Właśnie od Niny. A ty nie? A co ci Jasiński &#8230; – Janusz przerwał i<br />
popatrzył uważniej na Pawła. – Z niego to jednak kawał skurwysyna. Eh &#8230; Lepiej wypijmy.<br />
Paweł spuścił głowę i siedział bez ruchu. Czuł wzbierającą złość, płacz ściskający<br />
krtań i krzyk rosnący w otchłaniach gardła. Jednocześnie gdzieś w głębi trzewi zaczynał<br />
włączać się mechanizm obronny. Olać to wszystko &#8230; odrzucić &#8230; zapomnieć. Odłożyć do<br />
jutra. Chwycił kieliszek i wypił.<br />
- Exitus – mruknął i poczuł się trochę lepiej. Zdjął buty i odepchnął nogami od<br />
siebie. Wyciągnął się wygodniej na kanapie. Alkohol działał i to było w tej chwili<br />
najważniejsze.<br />
Cichy dzwonek oznajmił, że winda zatrzymała się na ich piętrze.<br />
- Możesz zobaczyć kogo tam niesie? – zapytał Janusz z tajemniczym uśmiechem.<br />
- Nie ma sprawy. – Paweł podniósł się z kanapy z pewnym wysiłkiem. Podszedł do<br />
windy i bez patrzenia na ekran nacisnął przycisk. Lekko go zarzuciło przy tym. W drzwiach,<br />
które rozsunęły się bezgłośnie, stały dwie młode dziewczyny. Obie były wymalowane dość<br />
zdecydowanie i obie uśmiechały się szeroko, taksując go jednocześnie chłodnymi oczami.<br />
Każda trzymała w ręku butelkę szampana.<br />
- Ktoś tu zamawiał zestaw wypoczynkowy? – zapytała rezolutnie jedna z nich i obie<br />
zachichotały.<br />
22.<br />
Droga do Gdańska ciągnęła się niemiłosiernie. Paweł chciał już być jak najdalej od<br />
Warszawy i wczorajszej imprezy. Miał wrażenie, że jest na krawędzi załamania<br />
psychicznego.<br />
Gdyby mógł cofnąć czas, cofnąłby go do swojej rozmowy z Januszem w centrali.<br />
Powinien wtedy powiedzieć, że nie ma czasu i uciekać jak najszybciej z tego miejsca.<br />
Mógłby pielęgnować jeszcze jakiś czas swoje naiwne nadzieje na wyższe<br />
stanowisko. Przynajmniej miałby jeszcze energię do pracy i chęć do życia. Teraz czuł tylko<br />
apatię i zniechęcenie. I miał atomowego kaca. Moralnego.<br />
Pijaństwo z Januszem miało w sobie tyle dekadencji i beznadziejności. Jak powolne,<br />
systematyczne samobójstwo. Nic w tym nie było z radości raczenia się tanim piwem na<br />
wytartych taboretach albo schodach zakładu fryzjerskiego Tadeo, śmiechów i kretyńskich<br />
uwag rzucanych pod byle pretekstem. Radości, że udało się wygrzebać w kieszeni<br />
zapomniane monety i można było dołożyć się do zrzutki na butelkę najtańszej wódki.<br />
Poczucia solidarności i przynależności do grupy. Zwykłej radości, że się żyje. Być może to<br />
było prostackie, czasami nawet pełne zwykłego chamstwa, ale nigdy nie doświadczył tego<br />
uczucia zimnej nienawiści do samego siebie i wszystkich naokoło, które unosiło się jak smog,<br />
jak lepki opar wypełniający luksusowy apartament Janusza.<br />
Tyle tylko, że dowiedział się, że może zapomnieć o awansowaniu i lepiej, żeby się<br />
sprężył, bo Ferenc, który według Niny zajmie stanowisko Jasińskiego, będzie chciał się<br />
wykazać i albo go szybko zmusi do większego wysiłku albo wywali bez litości. A o swoim<br />
ambitnym sposobie zarządzania oddziałem powinien zapomnieć, bo go inni ze strachu<br />
zagryzą. Jak psy.<br />
Okazał się bezmyślnym, naiwnym głupkiem, chociaż Janusz tego nie powiedział<br />
wprost. Chyba z litości.<br />
I te prostytutki.<br />
Wyłączył telefon, bo nie czuł się na siłach rozmawiać z kimkolwiek, ale po chwili<br />
włączył go znowu.<br />
Dotknął marynarki leżącej na siedzeniu pasażera i wyczuł obłość portfela.<br />
Pamiętał, że dał dziewczynie wszystkie pieniądze. Kretyn. Naopowiadała mu jakichś<br />
legend o matce, która ją z domu wyrzuciła, o ojcu, który się nią w ogóle nie interesował.<br />
Dobrze, że kart kredytowych mu nie ukradła.<br />
Telefon zabrzęczał. Paweł popatrzył na wyświetlacz. Nieznajomy.<br />
Zauważył parking, przyhamował mocno i skręcił gwałtownie. Jadący za nim<br />
mercedes przejechał z wyciem klaksonu.<br />
Otworzył szeroko drzwi i odebrał telefon. Orłowski.<br />
- Jeszcze pan jest w Warszawie? – zapytał policjant, po wstępnych grzecznościach.<br />
- Już jadę do Gdańska.<br />
- Sprawy się skomplikowały. Nie mogę się z panem dzisiaj zobaczyć. Mam pilny<br />
wyjazd w teren.<br />
- Nic nie szkodzi. – Paweł poczuł ulgę. Miał cały dzień dla siebie i nie musiał się<br />
spieszyć.<br />
- Niech mnie pan posłucha, panie Pawle. Mamy informację, że nasi znajomi będą<br />
chcieli się z panem skontaktować w najbliższym czasie. Nie wiem dokładnie kiedy, ani jak<br />
zamierzają to zrobić, ale może pan się spodziewać wizyty każdego dnia.<br />
- Rozumiem.<br />
- Niech pan z nimi nie dyskutuje. Proszę się zgadzać na wszystko. Niech pan nie<br />
próbuje się bawić w kowboja. Ryzykuje pan życiem.<br />
- No. To fajna, optymistyczna informacja na początek dnia.<br />
- To nie są żarty. Ma pan rodzinę, żonę i dzieci. Oni mogą być wykorzystani jako<br />
źródło nacisku. Jest pan obserwowany. Może nie cały czas, ale na pewno mają niezłą<br />
orientację w pańskim rozkładzie dnia.<br />
- Naprawdę? To co mam robić?<br />
- Nic. Niech pan przyjmie wszystkie propozycje. Na pewno podsuną panu jakieś<br />
dokumenty. Niech pan je weźmie. Skontaktujemy się z panem i zobaczymy co się z tego da<br />
zrobić.<br />
- Mam pytanie. Czysto teoretyczne.<br />
- No, słucham – Orłowski wydawał się trochę zirytowany traceniem czasu na<br />
teoretyczne rozważania.<br />
- Załóżmy, że ja te papiery od nich wezmę. Myślę, że zaproponują mi coś w zamian.<br />
Wezmę i po prostu przepchnę. Oni dostaną swoje pieniądze, ja działkę i jedynie Financial<br />
Brokers straci, kiedy się okaże, że to wszystko dęte. Przecież to jest wewnętrzna sprawa firmy<br />
i wy, jako policja, nic do tego nie macie. Po co mam dla was pracować i ryzykować, że w<br />
razie jakiegoś przecieku zlikwidują mnie?<br />
- Niech pan nie będzie naiwny – głos Orłowskiego nabrał zdecydowanie ponurej<br />
barwy. – To nie takie proste, jak pan myśli. Po pierwsze my tą grupę obserwujemy i jeśli pan<br />
zrobi tak jak pan mówi, to, wcześniej czy później, będzie pan odpowiadał za współudział w<br />
przestępstwie.<br />
- A po drugie?<br />
- Po drugie &#8230; my znamy algorytm postępowania tych panów. Być może pan nie wie<br />
o tym, ale w światku bankowym jest głośno o tajemniczych zaginięciach kilku osób. Jedną z<br />
nich przypadkiem odnaleźliśmy. W bagnach pod Białymstokiem. Jeśli przyjdą do pana od<br />
razu z czymś naprawdę wielkim to będzie oznaczało, że chcą zarobić dużo za jednym razem i<br />
zwinąć interes w tym miejscu. I zatrzeć wszystkie ślady. Rozumie pan co mam na myśli?<br />
- Tak – mruknął Paweł.<br />
- Ale mam nadzieję, że na początek będą chcieli panu dać kilka małych zleconek,<br />
żeby przetestować system, a dopiero potem wystrzelą jakiś ciężki kaliber. To, być może,<br />
pozwoli nam na dokładne rozpoznanie i zebranie wystarczającego materiału dowodowego,<br />
żeby rozbić tą grupę i zacząć ochraniać pana.<br />
- Tylko „być może”?<br />
- Tylko. Ale z nami ma pan jakieś szanse. Bez nas nie.<br />
- Czyli muszę zrobić to czego oni zażądają, albo od razu mnie wykończą, a jak już to<br />
zrobię to muszę z wami współpracować bo inaczej mnie posadzicie? Nie myśli pan, że<br />
więzienie to jednak lepsza perspektywa?<br />
- Teoretycznie tak. Chyba, że w więzieniu popełni pan samobójstwo?<br />
Paweł nie odpowiedział. Zabrakło mu argumentów.<br />
- Jest pan tam?<br />
- Jestem.<br />
- Niech pan posłucha. Proszę kupić jakiś tani telefon komórkowy i kartę. Niech mi<br />
pan wyśle pustego smsa na ten numer. Jeśli ktoś oddzwoni do pana na i powie – „łysy chce<br />
się z tobą zobaczyć”, to będzie oznaczało, że za godzinę czekam w tej pizzerii, gdzie<br />
widzieliśmy się ostatnio. Ok. No, to powodzenia.<br />
Łysy chce się z tobą zobaczyć. Dobrze, że nie rudy. Paweł pokręcił głową. Orłowski<br />
był sympatyczny, ale trudno było uwierzyć, że będzie w stanie zapewnić mu ochronę. Motali<br />
się ze sprawą „Wiktorii” tyle czasu i nic. Okoliczności śmierci Waldka nie wyjaśniono nigdy.<br />
Jakaś kobieta, z niewielkim plecakiem przerzuconym przez ramię, podeszła do niego<br />
od strony otwartych drzwi. Była ubrana normalnie, w dżinsy i adidasy, ale coś w niej było<br />
dziwnego. Jakby zakonnicę przebrać w „cywilne” ubranie.<br />
23.<br />
- Jedzie pan w stronę Torunia? – zapytała kobieta. Kiedy zbliżała się, Paweł oceniał<br />
ją na jakieś trzydzieści kilka lat, ale z bliska widać było, że jest dużo starsza. Pozytywna<br />
energia emanowała z całej jej sylwetki. Pytanie zadała jakoś tak beznamiętnie, nienachalnie.<br />
Spojrzała na niego przyjaźnie i uśmiechnęła się.<br />
Paweł pokręcił głową w geście zaprzeczenia. Jeszcze się nie „rozłączył” z<br />
Orłowskim. Wciąż krążył myślami wokół propozycji policjanta.<br />
- Jadę do Gdańska – powiedział zmęczonym głosem i spuścił wzrok.<br />
- Aha – patrzyła na niego uśmiechając się cały czas. Jakby nie zrozumiała.<br />
- Ale nie przez Toruń. – Chciał żeby już sobie poszła.<br />
- Rozumiem. Dobrze się pan czuje? Nie potrzebuje pan pomocy? – Paweł jeszcze<br />
nigdy nie widział kogoś zadającego pytania tak beznamiętnie, a jednocześnie ciepło. To nie<br />
była grzecznościowa formułka, obliczona na pozyskanie jego sympatii. Ona naprawdę chciała<br />
wiedzieć, jak on się czuje.<br />
- Nie, nie – mruknął z krzywym uśmiechem. Domyślał się, że wczorajszy dzień<br />
odcisnął się na jego twarzy i sylwetce.<br />
Kobieta popatrzyła na niego uważnie i odwróciła się. Robiła wrażenie zadowolonej z<br />
życia i w ogóle niezrażonej jego odmową. Oddalała się niespiesznie. W ręku trzymała<br />
zrolowany śpiwór. Plecak i śpiwór. O tej porze roku. Jakaś dziwna autostopowiczka -<br />
pomyślał Paweł.<br />
- Mogę panią do Płońska podrzucić! – krzyknął za nią. Sam nie wiedział dlaczego.<br />
Chyba żeby wreszcie zrobić coś pozytywnego, bezinteresownego.<br />
Plecak i śpiwór wylądowały na tylnym siedzeniu Vectry.<br />
- Zawsze to trochę bliżej – powiedział Paweł.<br />
- Dziękuję – Kobieta zapięła pasy i uśmiechnęła się szeroko.<br />
Paweł miał teraz wrażenie, że musiał gdzieś ją przedtem spotkać. Ten uśmiech był<br />
jakiś znajomy. Była podobna do kogoś, kogo znał. Nie mógł sobie przypomnieć do kogo.<br />
Jakiś czas jechali w milczeniu. Kobieta najwidoczniej nie miała ochoty odwdzięczać<br />
się rozmową za podwiezienie. Może nie chciała przeszkadzać w prowadzeniu samochodu.<br />
- Jedzie pani do Torunia? – Paweł przerwał pytaniem krępującą ciszę.<br />
- Nie. Jadę w okolice Drobina. – rzuciła w odpowiedzi i zamilkła znowu.<br />
Paweł uznał, że na tym można zakończyć konwersację. Do zjazdu na trasę<br />
prowadzącą do Torunia było mniej jak pół godziny i nie zamierzał się wysilać.<br />
Zaczął w myślach układać plan na resztę dnia i na jutro. Chciał popracować nad<br />
papierami, które dostał od Jasińskiego, znaleźć starą komórkę, którą rzucił gdzieś w kąt, kiedy<br />
kupił iphona i przemyśleć plan działania. Jeśli Orłowski miał rację i te typy rzeczywiście będą<br />
się z nim kontaktować to wolał być gotowy.<br />
Policja miała na pewno jakiś plan, ale on wolał mieć swój. Musiał zrobić coś, żeby<br />
wyjść cało z tego ślepego zaułku, w który zagonili go tajemniczy mocodawcy Makowskiego.<br />
Jeszcze nie wiedział co, ale był pewien, że jeśli nie wymyśli czegoś naprawdę sprytnego i<br />
zacznie współpracować z którąkolwiek ze stron, to szybko dotrze do końca tego zaułku. I do<br />
jedynego wyjścia z niego. Przez prosektorium. Tak jak Waldek.<br />
Brzęczenie komórki przerwało jego rozmyślania. Dzwoniła Maryla. Chciała<br />
wiedzieć, kiedy będzie w domu. Były ważne sprawy do omówienia i dzieci już się bardzo za<br />
nim stęskniły. Kiedy dowiedziała się, że jedzie z Warszawy, zaproponowała, żeby pojechał<br />
przez Dąbrówkę. Właściwie zażądała.<br />
Gdyby nie pasażerka siedząca obok niego, pewnie by dyskutował i przekonywał<br />
Marylę, że to nie jest dobry moment na wizyty domowe. Bo nie był. Za chwilę mogły się<br />
zacząć dziać różne nieprzewidziane rzeczy i musiał się jakoś przygotować. Poza tym Jasiński<br />
prosił żeby popchnąć jego wnioski jak najszybciej. To byli jacyś dobrzy znajomi dyrektora.<br />
Gdyby nie pasażerka. Ale ona słuchała i nie chciał spierać się z Marylą przy niej.<br />
Zgodził się i postanowił, że przenocuje w domu, a następnego dnia wyjedzie do Gdańska<br />
wcześnie rano.<br />
- Ma pani szczęście – powiedział do kobiety, odkładając telefon.<br />
- Wiem. Dzisiaj mało kto zabiera autostopowiczów.<br />
- To prawda. A ja dodatkowo zmieniłem plany i jednak pojadę przez Toruń. Mogę<br />
panią podrzucić do samego Drobina.<br />
- Naprawdę? To wspaniale – podziękowała. Paweł usłyszał w jej odpowiedzi jakiś<br />
dziwny ton i spojrzał na nią spod oka. Tajemnicza osoba. Nie mógł sobie przypomnieć skąd<br />
zna tą twarz.<br />
- Z Drobina mam już tylko dwa kilometry. Przy tej pogodzie spacer będzie<br />
przyjemnością.<br />
- Jedzie pani do rodziny? – zapytał i znowu popatrzył na nią uważniej. Zaczynała go<br />
naprawdę intrygować.<br />
- Nie. Jadę do Kuchar. Do ośrodka buddyjskiego.<br />
- I co będzie pani tam robić? Medytować?- Paweł nigdy nie widział żadnego<br />
buddysty, oprócz Dalaj Lamy w telewizji. Nie wiedział, że w Polsce są jakieś ośrodki<br />
buddyjskie.<br />
- Co roku o tej porze mój Lama przyjeżdża do Polski, do Kuchar i prowadzi kurs<br />
świadomego umierania.<br />
Paweł uśmiechnął się i nic nie powiedział. W jej wieku pewnie się myśli dużo o<br />
śmierci, on był na to za młody. Kobieta najwyraźniej nie zamierzała kontynuować. Nic więcej<br />
nie powiedziała.<br />
Dojechali do zjazdu na Toruń i Paweł skręcił. W milczeniu przejechali kilka rond i<br />
wydostali się z Płońska.<br />
- To chyba nie taki problem umrzeć? – rzucił na pół ironicznie, przerywając ciszę. –<br />
Tysiące ludzi codziennie sobie z tym radzi, bez żadnych kursów.<br />
- To zależy jak na to spojrzeć. – Paweł widział, że odpowiada niechętnie, jakby nie<br />
zamierzała się dzielić swoją wiedzą. – My uważamy, że śmierć jest bramą do następnego<br />
odrodzenia i trzeba się do niej przygotowywać całe życie.<br />
- Co to za życie, jak się myśli cały czas tylko o śmierci? Smutne.<br />
- Wbrew pozorom, nie. Kiedy się zaakceptuje fakt, że któregoś dnia umrzemy,życie<br />
staje się prawdziwym darem i każdy dzień jest ważny. Warto się cieszyć wolnością wyboru i<br />
wykorzystać fakt odrodzenia się jako człowiek. Nie warto tracić czasu na nieistotne sprawy.<br />
A co jest istotne? &#8211; Paweł zapytał sam siebie w myślach. Miał na karku policję i<br />
bandytów, został oszukany przez własnego szefa, którego uważał za przyjaciela, musiał<br />
znaleźć ratunek przed niebezpieczeństwem, które mogło spaść w każdej chwili na niego i jego<br />
rodzinę. To co? Miał usiąść i medytować? Wszystko jest proste, jak się jest emerytem, a nie<br />
trzydziestotrzyletnim maszynistą pociągu z forsa, na który wszyscy chcą napaść.<br />
Dojechali do Drobina i kobieta zaczęła odpinać pasy.<br />
- Niech pani zaczeka. Podrzucę panią te dwa kilometry – Paweł zdziwił się, że to<br />
powiedział. Ale widocznie zapas dobrych uczynków jeszcze się nie wyczerpał. Przy tym,<br />
kobieta była sympatyczna i nie widział powodu, żeby ją nie podwieźć ten kawałek.<br />
Podjechali do bramy ośrodka, który wyglądał jak staropolski dworek. Po drodze<br />
minęli prowizoryczny parking, zapchany samochodami. Tablice rejestracyjne wskazywały, że<br />
ich właściciele pochodzili z różnych miejsc w Polsce i Europie. W głębi rozległego parku,<br />
otaczającego dworek, Paweł zobaczył ogromny namiot wyglądający jak cyrkowy i setki ludzi<br />
kręcących się przy nim. Po lewej stronie stała jakaś kamienna budowla i wiele osób chodziło<br />
dookoła niej ze skupionymi minami.<br />
Kobieta odpięła pasy, ale nie ruszała się z miejsca, jakby dając mu czas na przyjrzenie<br />
się wszystkiemu. Paweł rzeczywiście obserwował z zainteresowaniem tłumy przewalające się<br />
przed jego oczami. Nigdy nie spodziewałby się, że w Polsce jest tyle osób zainteresowanych<br />
buddyzmem.<br />
- Pan ma jakiś poważny problem, prawda? – zapytała niespodziewanie. Paweł był zbyt<br />
zaskoczony, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Popatrzył na nią nieco nieprzytomnie.<br />
- Mój Lama mówi, że trzeba zawsze znaleźć takie rozwiązanie problemu, które nie<br />
skomplikuje życia bardziej tylko je maksymalnie uprości. Dziękuję za podwiezienie –<br />
powiedziała wysiadając. Zabrała plecak i śpiwór i powoli poszła w stronę dworku.<br />
Paweł wycofał spod bramy i zawrócił. Jadąc z powrotem spojrzał w lusterko wsteczne.<br />
Chmura kurzu, unoszona z polnej drogi ruchem jego samochodu, zasłoniła wszystko z tyłu i<br />
ośrodek buddyjski zniknął za nią jak przywidzenie.<br />
W tym momencie dotarło do niego dlaczego ta kobieta wydawała mu się taka<br />
znajoma.<br />
Matka tak patrzyła na niego. Akceptująco. Z miłością.<br />
24.<br />
Maryla usłyszała samochód Pawła wjeżdżający na podwórko i wyszła na próg.<br />
Martyna i Patryk wystawili nosy zza niej i aż zaczęli podskakiwać z radości.<br />
- Tata przyjechał! – zawołała Martyna i podbiegła do samochodu, żeby przywitać się<br />
jako pierwsza.<br />
Maryla wyglądała odświętnie. Już nie pamiętał kiedy widział ją ostatni raz w sukience.<br />
- Wybierasz się gdzieś? – zapytał. – Wyglądasz wyjściowo. – Pociągnął nosem i<br />
poczuł zapach jego ulubionej kaczki z jabłkami.<br />
- Ktoś do nas przychodzi? – popatrzył na nią pytająco. Maryla uśmiechała się<br />
tajemniczo. &#8211; Co to za impreza?<br />
- Impreza z okazji przyjazdu ojca i męża do domu! To ostatnio wielka rzadkość u nas.<br />
– Podeszła do niego i musnęła wargami jego policzek. Pachniała jakimś wiosennym, miłym<br />
zapachem. Paweł objął ją swobodną ręką. Tkanina sukienki była przyjemnie gładka i miękka.<br />
***<br />
- Policja rozplombowała szwalnię Waldka &#8230; Teresy. Teresa chce ją znowu uruchomić.<br />
- Ciekawe, kto tym się będzie zajmował?<br />
- Ja. Już się zajmuję.<br />
- Ty? Przecież ty się nie znasz na tym.<br />
- Nauczę się. Ty się nie znałeś na leasingu, a teraz jesteś dyrektorem.<br />
- Jeszcze jestem. Czy to znaczy, że mam nie szukać mieszkania w Gdańsku?<br />
- W Gdańsku? Ostatnio wspominałeś coś o Warszawie?<br />
- To już nieaktualne.<br />
- Aha. Coś poszło nie tak?<br />
- Wszystko poszło nie tak.<br />
- No to poczekajmy jakiś czas z decyzjami.<br />
- Poczekajmy. A co u Teresy?<br />
- Ma nowego faceta.<br />
- Poważnie?! Kto to?<br />
- Jakiś Niemiec. Przysłała mi maila z jego zdjęciem. Przystojny. Chcesz zobaczyć?<br />
- Może potem. Ależ ta kaczka smaczna.<br />
***<br />
Spali, przytuleni do siebie jak dzieci. Paweł nie pojechał do Gdańska w niedzielę rano.<br />
Nie spał całą noc z soboty na niedzielę. Myślał intensywnie. Nad ranem zdecydował, że musi<br />
się podzielić z Marylą całą swoją wiedzą. Chciał żeby wiedziała, co im może grozić i żeby<br />
wzięła na siebie jakąś część odpowiedzialności, żeby znalazła jakieś rozwiązanie. Ona zawsze<br />
to robiła.<br />
Nie pojechał do Gdańska w niedzielę rano, bo zobaczył zdjęcie nowego faceta Teresy.<br />
Zobaczył i chciał żeby to była nieprawda.<br />
Podeszli go z najmniej spodziewanej strony.<br />
Z ekranu komputera uśmiechał się chłodno Adrian Makowski. Ktoś, kogo Paweł znał<br />
pod tym nazwiskiem. Mężczyzna, którego spotkał w willi w Pabianicach.<br />
Musiał powiedzieć Maryli o wszystkim. Przy okazji przyznał się do romansu na<br />
Krecie. Maryla mu wybaczyła.<br />
Dyskutowali całą niedzielę, roztrząsali drobiazgowo najmniejszy szczegół i Maryla<br />
znalazła wyjście z sytuacji. Jedyne i tak proste, że aż genialne.<br />
Spali, przytuleni do siebie jak dzieci. Paweł miał sen. Latał.<br />
25.<br />
- Wszystkie wyniki ma pan w normie – laborantka wręczyła Pawłowi plik druczków<br />
zawierających wyniki badania krwi. Paweł zapłacił w kasie i wyrzucił kartki do kosza.<br />
Zrobił badanie w poniedziałek z rana, zaraz po dojechaniu do Gdańska. Chociaż nie<br />
doszło do niczego z tymi dziewczynami w Warszawie, bo jak zwykle po alkoholu nabierał<br />
zainteresowania seksem, ale tracił możliwości, to jednak wolał być pewien, że nie złapał<br />
żadnego świństwa. I bez tego życie było dosyć skomplikowane.<br />
We wtorek przystąpił do realizowania planu, ustalonego wspólnie z Marylą.<br />
Zredagowanie ogłoszenia do prasy, o tym, że Financial Brokers w Gdańsku poszukuje<br />
kandydata na stanowisko księgowego zajęło tylko chwilę. Poprosił Kasię o sprawdzenie<br />
cenników ogłoszeń we wszystkich lokalnych dziennikach i wybranie najdroższego wariantu.<br />
Nie widział powodu do oszczędzania na tak istotnej dla oddziału kwestii.<br />
Tak jak się spodziewał, informacja przeciekła niemal natychmiast. Pół godziny potem<br />
Paprocki zapukał do drzwi jego gabinetu.<br />
- Pan dyrektor poszukuje księgowego do oddziału? – zapytał ponurym tonem, stojąc<br />
przed biurkiem. Paweł nie poprosił go żeby usiadł.<br />
- Tak. Myślę, że nadszedł czas na zmiany. Nie możemy się porozumieć, więc musimy<br />
się rozstać – Paweł patrzył prosto w spuszczone oczy Paprockiego.<br />
- Czy to jest decyzja dyrektora Jasińskiego? – Paprocki mówił w podłogę.<br />
- To jest moja decyzja, bo ja tu jestem dyrektorem i ja decyduję z kim będę pracował.<br />
– Tym razem ich oczy spotkały się na krótką sekundę.<br />
- Rozumiem – wyrzucił księgowy przez zaciśnięte zęby i wyszedł bez słowa<br />
pożegnania.<br />
Nic nie rozumiesz, pomyślał Paweł. W gruncie rzeczy współczuł trochę Paprockiemu.<br />
Facet pracował z całych sił i starał się. Po prostu nie pasowali do siebie. Paweł przeczuwał, że<br />
krótka rozmowa, którą odbył przed chwilą, może być początkiem sporych kłopotów.<br />
Nie mógł się doczekać.<br />
Zwalnianie ludzi nie było przyjemne. Za każdym stała jakaś prywatna historia, życie i<br />
problemy i Paweł, chociaż starał się o tym nie myśleć, czuł się jakby rozjeżdżał kogoś<br />
buldożerem. Nie miał jednak wyjścia. Albo on niektórych rozjedzie albo sam zostanie<br />
rozjechany.<br />
Z Mariuszem Winiarskim nie poszło tak lekko. Jednak lubił go najbardziej z całego<br />
oddziału.<br />
Tym razem Paweł nie patrzył na rozmówcę, gdy informował go, że może sobie od<br />
następnego tygodnia poszukać nowej pracy.<br />
Mariusz był tak zaskoczony decyzją dyrektora, że na początek zdołał tylko wydusić:<br />
- Dlaczego?<br />
Paweł zmusił się do zachowania spokoju i marsowej miny. Pomimo wszystko miał<br />
satysfakcję. Tracił doskonałego managera i sprzedawcę, ale takie posunięcie z całą pewnością<br />
zmieni jego pozycję. Żałował teraz, że wcześniej nie podejmował tak zdecydowanych<br />
decyzji. Wszystko mogłoby wyglądać inaczej. A już na pewno czułby się lepiej.<br />
- Dlaczego? Dlatego, że ja nie chcę pracować z ludźmi, do których nie mam zaufania i<br />
którzy, za moimi plecami, dogadują się z kimś innym. Wozisz wnioski do Ferenca, więc<br />
może on cię przyjmie do siebie. Jestem nawet pewien, że cię przyjmie. Masz doskonałe<br />
wyniki.<br />
- Ale ja tu zbudowałem dobry unit i &#8230; i &#8230; i mam wysoką sprzedaż&#8230;<br />
- Trzeba było o tym myśleć zanim zacząłeś kręcić się przy Ferencu – Paweł wszedł<br />
mu w słowo. Przedłużanie egzekucji nie miało sensu. I tak by nie zmienił swojej decyzji, bo<br />
sprawy zaszły już zbyt daleko.<br />
- Oficjalne przyczyny zwolnienia masz w piśmie, które Kasia ci zaraz da w<br />
sekretariacie. Twoim unitem będzie teraz kierował Bzdęga. &#8211; Paweł wstał i podszedł do okna.<br />
Odwrócił się plecami do Mariusza, dając do zrozumienia, że spotkanie jest skończone. Stał<br />
jeszcze chwilę po tym, jak drzwi cicho zamknęły się za Winiarskim. Bzdęga potrafił<br />
spieprzyć najprostszy kontrakt i bez przerwy balansował na granicy wylania na zbity pysk.<br />
Mianowanie go managerem powinno odnieść oczekiwany skutek.<br />
Następne decyzje były już dużo łatwiejsze.<br />
Managerowie, wszyscy oprócz Mariusza, wezwani na krótkie zebranie, oczekiwali w<br />
napięciu na jego słowa. Widzieli, że coś się dzieje, ale nie mogli się zorientować co. Bzdęga<br />
rozglądał się niepewnie, pierwszy raz w nowej roli.<br />
- Do świąt zostały dwa tygodnie. Chciałbym żeby maksymalna liczba agentów i<br />
wszyscy spośród państwa wykorzystali teraz urlopy. Po świętach ruszamy do ataku i<br />
chciałbym, żeby wszyscy byli dobrze do tego przygotowani. Proszę pozamykać wszystkie<br />
rozpoczęte negocjacje i nie zaczynać nic nowego przez najbliższe dwa tygodnie.<br />
- Ale teraz zaczyna się spory ruch i jest okazja do poprawienia wyników –<br />
zaprotestowała Ewelina Pająk. – Wszystkie oddziały pracują teraz na pełnych obrotach, a my<br />
pójdziemy na urlop? Stracimy duże prowizje, panie dyrektorze.<br />
- Odbijemy sobie to z nawiązką po świętach. Od jutra, z przyczyn technicznych, nie<br />
będę akceptował żadnych nowych umów. Żadnych.<br />
- Ale&#8230; &#8211; jeden z managerów chciał coś powiedzieć.<br />
- Nie ma żadnego ale – Paweł nie dał mu dokończyć. – To wszystko. Proszę wykonać.<br />
Wychodzili z gabinetu z ponurymi minami. Wiedział, że większość z nich zawiśnie<br />
zaraz na telefonach. Miał taką nadzieję.<br />
Pozostała ostatnia sprawa. Wezwał Kasię do siebie i poprosił ją o zamówienie<br />
wszystkich materiałów. Pięć razy więcej niż zwykle.<br />
- Ale my już mamy limit na ten miesiąc wyczerpany – zaprotestowała Kasia. – Wie<br />
pan jak Warszawa pilnuje, żeby się trzymać limitów. Nie możemy poczekać te kilka dni do<br />
zakończenia miesiąca?<br />
- Nie. I chciałbym, żeby faktury dotarły do nas w ciągu dwóch dni, więc proszę<br />
zamówić wszystko zaraz. Rozumie pani?<br />
- Tak. To znaczy, nie &#8230; – Kasia była zdezorientowana.<br />
- Nic nie szkodzi. Potem pani wyjaśnię.<br />
- No dobrze. Aha, Paprocki zostawił u mnie wszystkie gotowe wnioski z zeszłego<br />
tygodnia. Mogę je teraz przynieść do podpisu?<br />
- Tak. Niech pani przyniesie.<br />
Kasia wróciła z naręczem dokumentów. Chwilę czekała aż dyrektor, jak zwykle<br />
zacznie podpisywać, ale Paweł powiedział, że jeszcze chce rzucić okiem na nie.<br />
Po jej wyjściu otworzył dolną szufladę biurka, na dnie której leżały trzy wnioski<br />
Jasińskiego. Wepchnął tam pozostałe papiery i zamknął szufladę na kluczyk. Znajomi<br />
Jasińskiego będą musieli trochę poczekać, razem z innymi. Teraz on dyktował warunki.<br />
26.<br />
- Ja mam z Niemcem przy jednym stole siedzieć? I jeszcze się jajkiem dzielić? Nie<br />
lepiej było w domu zostać? – Otocki, ubrany w garnitur, co już było dostatecznym powodem<br />
do zdenerwowania, sadowił się na tylnym siedzeniu samochodu Maryli. Stara, wytarta<br />
reklamówka z brzęczącą zawartością, spoczęła pod jego nogami.<br />
- Tato! Nie marudź! Będzie fajnie. To nie żaden Niemiec, tylko Polak taki sam jak ty i<br />
ja. Tyle tylko,że z niemieckim paszportem. Mało to takich w Polsce? Może byś te butelki<br />
wstawił do bagażnika? Jak się któraś stłucze, to mi cały samochód zasmrodzi.<br />
- Nic się nie stłucze. – Otocki wstrząsnął się z oburzenia. – Już ja ich tu przypilnuję.<br />
W bagażniku mogłoby się właśnie coś stać.<br />
Otocka, która od kilkunastu minut siedziała nieruchomo na przednim siedzeniu w<br />
pełnej gotowości do podróży, wzruszyła lekko ramionami.<br />
- Po jaką cholerę taszczysz ze sobą to świństwo? – zapytała, nie odwracając głowy. –<br />
Tylko nam wstydu narobisz przy obcych. U Teresy na pewno będzie dosyć alkoholu. Przecież<br />
to zajazd.<br />
- Ja tam byle czego nie będę pił. Sam zrobiłem&#8230;<br />
- I sam wypijesz! – Otocka nie dała mu dokończyć.<br />
- Dam radę – odmruknął pod nosem i pomacał reklamówkę, sprawdzając czy się<br />
czasami któraś z butelek nie przewróciła. Czuł się źle w garniturze. Cholera nadała te święta<br />
poza domem. Tylko się człowiek musi męczyć. I jak tu z tym Polako &#8211; Niemcem gadać, żeby<br />
nie wyjść na prostaka? Próbował przypomnieć sobie wszystkie znane niemieckie słowa, ale<br />
wszystko, co mu do głowy przychodziło to: „raus” i „maul halten”. Był pewien, że to po<br />
niemiecku, ale nie sądził, że będzie miał okazję popisać się nimi przy stole wielkanocnym.<br />
Dzieci otworzyły drzwi z drugiej strony i zaczęły się sadowić koło niego. Pomacał<br />
butelki jeszcze raz. Wszystko w porządku. Dam radę, pomyślał. Chciał żeby już było po<br />
świętach.<br />
***<br />
- Jak to zwolnili? – Teresa popatrzyła na Marylę pytająco.<br />
- Normalnie. To znaczy, pismo dostał i ochroniarze przyjechali dopilnować żeby<br />
opuścił oddział jak najszybciej.<br />
Teresa przyglądała się jej z niedowierzaniem.<br />
- Ale co się stało?! Przecież tak szybko awansował, robił karierę i w ogóle. I tak nagle<br />
z dnia na dzień go wyrzucają. Jakieś pieniądze przynajmniej dostał?<br />
- Dostał dużą odprawę, ale musiał podpisać jakieś dokumenty. Że nie będzie<br />
wykorzystywał informacji o firmie i jej klientach i że nie będzie pracował dla konkurencji<br />
przez najbliższe dwa lata.<br />
Elegancki partner Teresy wszedł do pokoju ze szklanym dzbankiem kawy w ręku.<br />
Podniósł go pod światło i uśmiechnął się zadowolony.<br />
- Taka jak lubię mocna i aromatyczna – powiedział z uśmiechem. – O kim<br />
plotkujecie?<br />
- O Pawle – odpowiedziała Teresa. – Zwolnili go i ma zakaz pracy w instytucjach<br />
finansowych przez najbliższe dwa lata.<br />
- Naprawdę? Jak to możliwe? – Mężczyzna zatrzymał się przed swoim krzesłem i nie<br />
siadał. Już się nie uśmiechał.<br />
- Możliwe. Niestety. Zresztą on tam nigdy naprawdę nie pasował – mruknęła Maryla,<br />
bardzo zajęta zawartością swojego talerza.<br />
- Uważaj! – krzyknęła Teresa. – Kawę rozlewasz na podłogę!<br />
- Tisze jediesz, dalsze budiesz – Otocki popisał się swoją znajomością języków<br />
obcych. Nalał w kieliszki i podszedł do „Niemca”.<br />
- No to raus i maul halten! – powiedział z namaszczeniem i stuknął w kieliszek<br />
mężczyzny.<br />
Wypili jednym haustem.<br />
Szpakowate włosy na skroniach mężczyzny pokryły się potem. Wypuścił powietrze<br />
gwałtownie, odstawił kieliszek i wyszedł z pokoju.<br />
- Co mu się stało? – zapytał zdziwiony Otocki.<br />
- Zawsze ojcu mówiłam, że ojca samogon jest za mocny – rzuciła Teresa.<br />
- Za mocny? – zdziwił się Otocki. – Paweł zawsze mówi, że za słaby. Właściwie mógł<br />
z nami przyjechać, zamiast pilnować domu. Trzeba było Kondyrową poprosić, żeby zajrzała<br />
kilka razy.<br />
- Kondyrowa nie mogła. Pojechali z całą rodziną do Ornety. Siostrę tam ma –<br />
odpowiedziała Maryla.<br />
Teresa wstała i podeszła do okna. Na dziedzińcu zajazdu jej facet chodził nerwowo i<br />
rozmawiał z kimś przez komórkę, gestykulując gwałtownie.<br />
***<br />
- Ale się zalał – mruknął fryzjer, spoglądając na Pawła, drzemiącego na taborecie w<br />
kącie zakładu.<br />
− Wcale tak dużo nie wypił – ze zdziwieniem dorzucił Gacek. Siedział na fotelu,<br />
ściskając w ręku butelkę piwa. Tadeo przyjął go na praktykę i Jarek niemalże<br />
zamieszkał w zakładzie.<br />
− Rzadko go ostatnio widać. Gdzie te czasy, kiedy przesiadywał tu co sobota. Teraz go z<br />
domu nie wygonisz.<br />
Telefon komórkowy w kieszeni Pawła zabrzęczał natarczywym dzwonkiem.<br />
- Może coś ważnego? – Gacek popatrzył pytająco na mistrza Tadeo. – Odebrać?<br />
- Odbierz.<br />
Zanim Jarek uporał się z wyciągnięciem telefonu z kieszeni spodni Pawła, dzwonek<br />
ucichł. Na wyświetlaczu nie pokazał się żaden numer.<br />
- Jakiś anonim – mruknął i aż podskoczył, bo komórka znowu zawibrowała w jego<br />
dłoni.<br />
- Halo – powiedział niezdecydowanie i słuchał przez moment. – To chyba do pana. –<br />
Spojrzał na Tadeo.<br />
- Do mnie? – zapytał zaskoczony fryzjer.<br />
- No. Powiedział, że jakiś łysy chce się z zobaczyć. To chyba do pana, co?<br />
- Łysy?! Daj no ten telefon! – Tadeo złapał komórkę.<br />
Paweł przekręcił się na krzesełku.<br />
- Exitus – mruknął niewyraźnie i uśmiechnął się przez sen.<br />
Popołudniowe, wiosenne słońce zaglądało do zakładu mistrza Tadeo i grzało go<br />
przyjemnie w twarz. Znowu śniło mu się, że lata.<br />
KONIEC</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/144/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/144/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=144&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-iii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>WIKTORIA II</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-ii/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 10:48:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=141</guid>
		<description><![CDATA[1 CZĘŚĆ II. VIDI 28. Po niecałej godzinie lotu schodzili do lądowania na lotnisku w Heraklionie - stolicy Krety. Odnosiło się wrażenie, że wiszą w powietrzu nieruchomo. Paweł obserwował przez okno zbliżające się wolno brzegi wyspy. Po chwili samolot usiadł delikatnie na pasie startowym i pasażerowie nagrodzili brawami sprawność pilota. Ruchome schody podjechały do Boeinga [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=141&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>1<br />
CZĘŚĆ II. VIDI<br />
28.<br />
Po niecałej godzinie lotu schodzili do lądowania na lotnisku w Heraklionie -<br />
stolicy Krety. Odnosiło się wrażenie, że wiszą w powietrzu nieruchomo. Paweł<br />
obserwował przez okno zbliżające się wolno brzegi wyspy. Po chwili samolot usiadł<br />
delikatnie na pasie startowym i pasażerowie nagrodzili brawami sprawność pilota.<br />
Ruchome schody podjechały do Boeinga i stewardessa otworzyła drzwi.<br />
Paweł siedział blisko wyjścia i poczuł podmuch gorącego powietrza, które wdarło<br />
się do klimatyzowanego wnętrza. Kiedy stanął na brzegu schodów, poczuł się tak jakby<br />
miał wejść do pieca. Do tego pachniało jakoś dziwnie, jakby zmieszał się aromat<br />
wszystkich znanych mu przypraw.<br />
Elżbieta czekała na swoją grupę przed wyjściem z odpraw, które odbywały się w<br />
ekspresowym tempie. Greccy urzędnicy ograniczali się tylko do oglądania okładek<br />
paszportów, bo samoloty lądowały jak opętane, wypluwając co chwila setki,<br />
spragnionych słońca turystów z całej Europy.<br />
Niewielka grupka Polaków sprawnie zapakowała się do podstawionego autobusu.<br />
Czekała ich krótka podróż do odległej o pół godziny jazdy miejscowości, która<br />
nazywała się raczej swojsko &#8211; Agia Pelagia. Dojechali już po zmroku i po krótkim<br />
zamieszaniu z rozdziałem apartamentów, mogli się rozpakowywać.<br />
Elżbieta wchodziła do każdego apartamentu i sprawdzała czy wszystko jest w<br />
porządku. Do Pawła zajrzała na końcu. Ich mieszkania sąsiadowały ze sobą. Chwilę<br />
porozmawiali o tym co słychać w Polsce i u ich wspólnych znajomych w Financial<br />
Brokers. Po pewnym czasie Paweł poczuł się bardzo senny i miał napad ziewania,<br />
którego nie mógł opanować. Umówili się na następny wieczór, na dłuższą pogawędkę i<br />
Elżbieta, też zmęczona całodziennym bieganiem, poszła do siebie.<br />
Po jej wyjściu Paweł szybko rozebrał się i wskoczył do łóżka. Zasnął, zanim<br />
zdążył się zastanowić nad wydarzeniami mijającego dnia. Za jego przykładem poszła<br />
chyba reszta wczasowiczów, bo nad okazałym domem zapadła cisza. Tylko cykady<br />
darły się jak opętane, jakby chciały maksymalnie wykorzystać nocne, trochę<br />
chłodniejsze godziny.<br />
Obudził się rano, tak samo jak co dzień w domu, o siódmej. Chwilę leżał,<br />
rozglądając się leniwie po pokoju. Białe ściany, kolorowa terakota na podłodze,<br />
2<br />
drewniane meble i karnisze nad oknami &#8211; wszystko sprawiało wrażenie jakby było tu od<br />
wczoraj. Czysto i świeżo. Drzwi balkonowe prowadzące na niewielki taras. Bezmyślnie<br />
rejestrował przesuwające się przed oczami obrazy. Nagle poczuł gwałtowny lęk. Usiadł<br />
na łóżku z nogami opuszczonymi na chłodne płytki. Zastanawiał się nad źródłem<br />
niepokoju. Machinalnie zaczął rozglądać się za organizerem. Wziął do ręki komórkę,<br />
zastanawiając się do kogo musi dzisiaj zadzwonić. Była wyłączona. Odruchowo<br />
uruchomił telefon i wpisał swój PIN. Z pewnym zdziwieniem stwierdził, że nazwa jego<br />
sieci nie pokazała się na wyświetlaczu.<br />
I wtedy go puściło. Jesteś na Krecie, głupku, powiedział jego wewnętrzny głos.<br />
Rzucił telefon na fotel i zwalił się z powrotem na poduszkę. Zamruczał jak kot,<br />
naciągnął cienkie prześcieradło na głowę i zasnął. Spał do południa.<br />
Obudził się mokry od potu. Było potwornie gorąco. Wstał i otworzył drzwi<br />
balkonowe, ale to tylko pogorszyło sprawę. Powietrze na zewnątrz było jeszcze bardziej<br />
rozgrzane. Leniwie powlókł się pod prysznic.<br />
Łazienka była tak samo zadbana jak cały apartament. Wszystko lśniło i pachniało.<br />
Białe, grube ręczniki frote, które wisiały na wieszaku, były miłe w dotyku i pachnące.<br />
Szkoda, że Maryla tego nie widzi, pomyślał.<br />
Ktoś zapukał delikatnie do drzwi wejściowych. Paweł wyskoczył spod strumienia<br />
wody, przepasał się ręcznikiem i otworzył. Na zewnątrz, na kamiennej posadzce, stała<br />
Elżbieta, ubrana w ciemne szorty i białego t-shirta z logo jej firmy. Jasne włosy<br />
ściągnęła z tyłu głowy kolorową frotką. Delikatna opalenizna doskonale pasowała do<br />
koloru jej włosów i brązowych oczu. Wczorajszy, pracowity dzień nie pozostawił śladu<br />
na jej twarzy. Wyglądała na wypoczętą i uśmiechała się promiennie.<br />
- Doszedłeś już do siebie po podróży? &#8211; zapytała.<br />
- Tak. Właśnie próbowałem zmyć z siebie resztę Polski, Financial Brokers,<br />
Kotasa i całej reszty &#8211; odpowiedział. Woda kapała z niego na posadzkę i przyjemnie<br />
chłodziła stopy.<br />
- Za bardzo się nie szoruj. To tylko kilkanaście dni.<br />
- Wejdziesz? &#8211; zaprosił ją gestem do środka i odsunął się, aby zrobić przejście.<br />
- Nie, dziękuje. Chciałam ci tylko przypomnieć o spotkaniu w tawernie na plaży.<br />
Podam wszystkim parę istotnych i pożytecznych informacji i zapoznam was z<br />
właścicielem tawerny. Będziecie tam jedli obiady.<br />
- A o której to spotkanie? &#8211; zapytał.<br />
- Już! Wskakuj w jakieś ubranie i schodź na plażę!<br />
3<br />
- Właśnie zamierzałem się ogolić.<br />
- Po co? Tak też ci ładnie. Wyluzuj się, masz wakacje! &#8211; uśmiechnęła się i poszła.<br />
Spoglądał za nią, jak oddala się, boso, wymachując trzymanymi w ręku<br />
sandałami, dopóki nie zniknęła za rogiem budynku.<br />
Plaża była niewielka. Ze wszystkich stron otaczały ją wysokie skały, porośnięte<br />
jakimiś pnączami. Biały piasek kończył się dwa &#8211; trzy metry przed wodą, ustępując<br />
miejsca drobnym kamykom. Plaża była otoczona ze wszystkich stron tarasami<br />
restauracji, kawiarni czy &#8211; jak powiedziała Elżbieta &#8211; tawern. Która jest moja? –<br />
rozglądał się bezradnie. Zaraz jednak dostrzegł jasne włosy Elżbiety na niewielkim<br />
tarasie skrajnej knajpki. Siedziała przy stole, otoczona przez grupkę wczasowiczów.<br />
Przed każdym stała potężna szklanka.<br />
Pomachała do niego ręką, wskazując gestem miejsce koło siebie. Jakby<br />
przekomarzając się zdjął z nóg klapki i wszedł najpierw do wody, żeby sprawdzić czy<br />
bardzo jest ciepła.<br />
Szedł brzegiem w stronę tawerny, ozdobionej tandetnym szyldem, na którym<br />
greckimi literami wypisano nazwę – „Hefajstos”. Jakaś młoda, uśmiechnięta Niemka<br />
podeszła do niego i pokazując coś w wodzie powiedziała kilka słów. Zrozumiał tylko,<br />
że ma na coś uważać, machinalnie odpowiedział: „danke schön” i uśmiechnął się do<br />
niej. Była bez biustonosza. Nie zatrzymując się spojrzał za jej palcem, który wskazywał<br />
coś w wodzie i zobaczył czarne kolce jeżowca wystające spomiędzy kamieni. Podniósł<br />
rękę w geście podziękowania i wyszedł na brzeg.<br />
Zebranie mieszkańców „polskiego” bungalowu było krótkie. Właściciel tawerny<br />
przedstawił się jakoś po grecku, ale kazał do siebie mówić Jan. Okazało się, że zna kilka<br />
słów po polsku, w tym sakramentalne „kurwa”. Postawił gościom po szklance wina,<br />
serdecznie zapraszając na wszystkie posiłki, nie tylko te opłacone z góry. Wezwany z<br />
kuchni chłopak przyniósł kilka talerzy z pokrojonym w kostkę arbuzem. Arbuz był<br />
bardzo dojrzały i lekko schłodzony &#8211; smakował wspaniale. Paweł zauważył, że po<br />
szklance wina i kilku kawałkach arbuza przestał odczuwać głód, jakby zjadł duży obiad.<br />
To pewnie przez ten upał, pomyślał.<br />
Elżbieta objaśniła jak można się z nią kontaktować i przekazała kilka<br />
stereotypowych uwag w rodzaju: proszę uważać na słońce &#8211; jest mocniejsze niż w kraju.<br />
Spotkanie dobiegło końca i ludzie leniwie, bez pośpiechu, rozchodzili się. Po chwili<br />
siedzieli sami w towarzystwie Jana, który coś nerwowo wyjaśniał Elżbiecie. Paweł nic<br />
nie rozumiał, bo rozmowa toczyła się w połowie po grecku i angielsku. Z nudów wyjął<br />
4<br />
z kieszeni telefon komórkowy i włączył, żeby zobaczyć czy jest sygnał.<br />
- No! Teraz trochę przesadziłeś! &#8211; zaprotestowała Elżbieta. Jan oddalił się do<br />
kuchni.<br />
- Nie miałem zamiaru dzwonić. Zresztą tu i tak nie ma zasięgu. &#8211; Pokazał jej<br />
aparat z wyświetlonym napisem: NO NETWORK.<br />
- Tam będziesz miał zasięg, jeśli ci bardzo zależy. &#8211; Wskazała ręką na szczyt<br />
wzgórza, w połowie którego stał ich bungalow. &#8211; Ale taniej wychodzi dzwonienie z<br />
automatu na plaży.<br />
- O.K. będę pamiętał. Co ten facet tak nadawał?- zainteresował się<br />
- To u nich normalne. Chodzi o to, że zawsze sprzedawał posiłki dla wszystkich<br />
gości z tych apartamentów gdzie teraz mieszkamy. Teraz część z was nie chce jeść u<br />
niego. Ostatnio Kreta jest mniej popularna i musiał się zgodzić na taki układ, żeby<br />
przynajmniej sprzedać miejsca w apartamentach &#8211; należą także do niego. Nie byłby sobą<br />
gdyby nie próbował tego teraz odkręcić.<br />
- No i co ty na to?<br />
- Nic. Jestem przyzwyczajona do tych jego krzyków. Niech się cieszy, że ma<br />
komplet w bungalowach. U sąsiadów większość pokoi stoi pusta.<br />
- A skąd tu tylu ludzi na plaży? &#8211; zapytał zdziwiony.<br />
- Trochę miejscowych, a reszta to turyści. Przeważnie Niemcy z tego hotelu. -<br />
Znowu wyciągnęła rękę w kierunku wzgórza. Na szczycie stał bardzo duży, elegancki<br />
budynek, otoczony kępami tropikalnych roślin.<br />
- Jedną z jego mieszkanek miałeś okazję już poznać – mruknęła znacząco.<br />
Paweł odruchowo spojrzał w kierunku plaży. Niemka z gołymi piersiami akurat<br />
spoglądała w jego kierunku i uśmiechała się przyjaźnie, bez cienia zażenowania.<br />
Odpowiedział uśmiechem i przebiegł wzrokiem po plaży, żeby przekonać się, że nie<br />
tylko ona była w takim niekompletnym stroju.<br />
- A..ty też&#8230;? &#8211; Jak zwykle u niego, dociekliwość zwyciężyła nad taktem.<br />
- Czasami. Raczej rzadko. Tam dalej miedzy skałami są takie miejsca, gdzie<br />
można cały dzień przeleżeć samotnie i opalać się nawet nago. O ile ktoś ma taką<br />
potrzebę. Coś mi się wydaje, że ta pani ma taką potrzebę i to dość silną. Przygląda się<br />
jakby chciała ci pokazać te miejsca.<br />
- Niemożliwe!? &#8211; Paweł zaczerwienił się i zaczął intensywnie oglądać dno swojej<br />
szklanki. Kątem oka zerknął w stronę Niemki. Rzeczywiście, co chwila ostentacyjnie<br />
spoglądała w jego stronę.<br />
5<br />
- Drogie to wino? &#8211; zapytał, żeby przerwać tę kłopotliwą sytuację. &#8211; Może<br />
napijemy się jeszcze po szklaneczce?<br />
- Nie mogę. Muszę już jechać. Mam jeszcze jedną grupę do obskoczenia. Wpadnij<br />
do mnie wieczorem. Mam coś lepszego niż ten sikacz. Na razie. Korzystaj ze słońca<br />
ostrożnie. Marcin by mi nie wybaczył, gdyby coś się stało jego najlepszemu<br />
konsultantowi. &#8211; Podniosła się z fotela, zebrała swoje papiery i poszła w kierunku<br />
wyjścia z plaży.<br />
Paweł spojrzał w stronę brzegu. Niemka dalej zerkała w jego kierunku. Niezbyt<br />
wysoka, miała błyszczące, ciemne włosy i raczej pełne kształty. Musiała być tu dłużej,<br />
bo jej skóra miała już przyjemny jasnobrązowy odcień. Całkiem ładna, pomyślał.<br />
Przesiedział cały dzień do wieczora, spoglądając jak ludzie się kąpią. Co jakiś<br />
czas na plaży pojawiał się sprzedawca słodkich bułek z nadzieniem i wykrzykując szedł<br />
wzdłuż plaży. Przystawał tylko na chwilę, gdy zbliżył się ktoś z monetami w garści.<br />
W pobliżu musiała być jakaś szkoła nurkowania, bo czasami niewielkie grupki<br />
nurków wchodziły do morza, albo się z niego wyłaniały. Paweł zaobserwował, że<br />
wchodzący do wody adepci nurkowania robili sporo zamieszania. Śmiali się głośno,<br />
pryskali na siebie wodą i popychali. Wracali w absolutnym milczeniu, z pochylonymi<br />
głowami i skupionymi minami. Ciekawe, co oni tam widzą, pomyślał. Muszę też tak<br />
spróbować. Jeśli będzie mnie stać.<br />
Posiłek, który przyniósł mu chłopiec kuchenny, składał się z pieczonego kawałka<br />
kurczaka, frytek i sałatki, a do tego, na deser &#8211; oczywiście &#8211; arbuz pokrojony na kawałki,<br />
podany przez uśmiechającego się od ucha do ucha Jana.<br />
Przyjemnie najedzony, zamówił sobie piwo, a potem siedział bezczynnie<br />
przysypiając i spoglądając zza słonecznych okularów na plażę. Powoli się wyludniała.<br />
Wreszcie i jemu się znudziło. Niespiesznie, krok za krokiem rozpoczął wspinaczkę po<br />
kamiennych schodach, do bungalowu.<br />
Z wieczornego wina u Elżbiety nic nie wyszło. Położył się na chwilę na łóżku,<br />
żeby poczytać, kupiony na Okęciu przewodnik po Krecie i zasnął. Obudził się w środku<br />
nocy, spocony jak w saunie. Prawie nie otwierając oczu ściągnął ubranie i wsunął się<br />
nagi pod prześcieradło. Spał do rana jak dziecko.<br />
29.<br />
Całe następne przedpołudnie przeleżał na plaży, nie ruszając się, jeśli nie liczyć<br />
krótkiej przerwy na posiłek w tawernie Jana.<br />
6<br />
Rano doszło do małego incydentu z młodzieńcem, który był kimś w rodzaju<br />
ratownika i porządkowego. Paweł nieświadomy niczego zszedł wcześnie na plażę i zajął<br />
jeden z leżaków, których kilkadziesiąt stało nad wodą. Na drugim położył torbę<br />
plażową i zabrane z Polski czasopisma. Po pewnym czasie plaża zapełniła się i brunatny<br />
młodzian przechadzał się pomiędzy leżakami i parasolami zbierając jakieś pieniądze.<br />
Paweł leżał z półprzymkniętymi oczami i właśnie rozmyślał nad tym, dlaczego<br />
tak ciągle chce mu się spać, gdy usłyszał nad sobą natarczywy głos. Chłopak w<br />
kąpielówkach, najpierw po angielsku, a potem po niemiecku, zażądał cztery euro.<br />
Dopiero po dłuższej rozmowie Paweł zrozumiał, że ma zapłacić za używanie dwóch<br />
leżaków. Pozdejmował swoje rzeczy z drugiego leżaka i podał Grekowi dwa euro. Ten<br />
wziął pieniądze i zapytał czy turysta życzy sobie parasol. Paweł skinął głową, na co<br />
chłopak wyciągnął rękę i poprosił o kolejną dwójkę. To cwaniaki, pomyślał Paweł.<br />
Plaża za darmo, ale leżaki i parasole za pieniądze, a na tych kamieniach chyba tylko<br />
fakir by wytrzymał. Zapłacił, bo słońce tak piekło, że nie dałoby się długo leżeć bez<br />
jakiejś osłony. Po chwili miał parasol, wbity w kilkoma wprawnymi ruchami<br />
brązowych rąk.<br />
Ten mały incydent rozbudził go. Postanowił zadzwonić do domu. Obiecał Maryli,<br />
że skontaktuje się z nią zaraz po przylocie, ale najpierw nie miał drobnych na telefon, a<br />
potem działo się tyle nowych, ciekawych rzeczy, że jakoś mu to wyszło z głowy. Poza<br />
tym chodził na mocno zwolnionych obrotach. Wysoka temperatura i brak jakichkolwiek<br />
obowiązków totalnie rozleniwiały.<br />
W domu wszystko było w porządku, o ile nie liczyć potwornego hałasu, który<br />
słychać było nawet w słuchawce automatu telefonicznego na kreteńskiej plaży.<br />
- Co tam się dzieje? Chcesz obrócić w gruzy dorobek życia moich rodziców? -<br />
zapytał.<br />
- Nie żartuj! Po powrocie nie poznasz naszego domu.<br />
- Tego się właśnie obawiam. A jak dzieci?<br />
- Podrzuciłam je mamie. Muszę mieć wolne ręce, żeby sprzątać po fachowcach.<br />
- No to remontuj, remontuj. Tylko postaraj się zakończyć wszystko do mojego<br />
przyjazdu.<br />
- Przyrzekam. A co u ciebie? Jak lot?<br />
- Fantastycznie. Strasznie tu gorąco, ale ogólnie nieźle.<br />
- To odpoczywaj i bądź grzeczny! Zadzwoń przed odlotem stamtąd to<br />
wyjedziemy po ciebie.<br />
7<br />
- A z firmy nikt nie dzwonił do mnie? – zapytał na koniec.<br />
- Nie. Nikt w ogóle do ciebie nie dzwonił. Chyba wszyscy dają ci trochę wolnego.<br />
Powiesił wolnym ruchem słuchawkę telefonu i wrócił na leżak. Przejrzał<br />
wszystkie czasopisma i zaczął się nudzić. Ostatnio odzwyczaił się od bezczynności i<br />
teraz czuł się dziwnie. Nic nie musiał robić, donikąd nie musiał się śpieszyć. Postanowił<br />
znaleźć w przewodniku jakieś ciekawe miejsca na wyspie i obejrzeć je.<br />
Po południu zjadł obiad w „Hefajstosie” i wrócił do swojego apartamentu. Na<br />
podjeździe przed budynkiem stało kilka małych samochodów, pooblepianych naokoło<br />
reklamami wypożyczalni aut i motocykli. Z domu wyszło małżeństwo mieszkające z<br />
nim na parterze. Kobieta uśmiechnęła się do Pawła i zapytała:<br />
- Pan jeszcze nie wynajął samochodu?<br />
- Nie myślałem o tym. Zdaje się, że to dosyć drogo wychodzi. &#8211; odpowiedział<br />
odwzajemniając uśmiech.<br />
- Nic podobnego. Wyjątkowo tanio &#8211; zaprzeczył mężczyzna. &#8211; Teraz jest mało<br />
turystów i auto można mieć za grosze. Oczywiście, jeśli się trochę pochodzi i poszuka.<br />
- A ile kosztuje taki samochód, jak państwo wzięli? &#8211; zainteresował się przez<br />
grzeczność.<br />
- Niecałe czterysta za tydzień &#8211; na nasze pieniądze. To przecież prawie darmo -<br />
objaśnił mężczyzna.<br />
- Zgadza się &#8211; przytaknął Paweł &#8211; muszę pomyśleć. A gdzie jest ta wypożyczalnia?<br />
- To jest po drugiej stronie Agii Pelagii. Trochę z boku, ale łatwo trafić, bo jest<br />
dobrze oznaczona. Taki duży żółty szyld. – Paweł słuchał jednym uchem. Zza domu<br />
wyszła Elżbieta.<br />
Sąsiedzi wsiedli do samochodu i odjechali, machając im na pożegnanie.<br />
- Cześć! Znudziło ci się leżenie na plaży? – zapytała Elżbieta. Była ubrana bardzo<br />
elegancko, jak na taką pogodę.<br />
- Tak. A ty dokąd, taka wystrojona? Umówiłaś się?<br />
- Chciałbyś wiedzieć co?! Zaraz byś zadzwonił do Marcina, ty łobuzie -<br />
przekomarzała się.<br />
- No jasne! &#8211; odpowiedział w tym samym tonie.<br />
- Niestety, to tylko spotkanie z heterą z centrali. Raz na miesiąc przylatuje do<br />
Heraklionu wyspowiadać nas i skontrolować na miejscu.<br />
- No to nie zazdroszczę ci. Ja jestem prawie goły, a czuję się jak kurczak na<br />
rożnie. Ty w tym ubraniu chyba pływasz.<br />
8<br />
- Nie jest tak źle. Zresztą to tylko raz na miesiąc. Jakoś wytrzymam. Co masz<br />
zamiar teraz robić? &#8211; zapytała.<br />
- Nie wiem. Plaży mam dosyć na dziś. Może poczytam. Jeśli da się wysiedzieć w<br />
pokoju.<br />
- Możesz iść na basen. Jest koło tego dużego hotelu na górze. To taki moloch, że<br />
nikt się nie zorientuje, że nie jesteś gościem hotelowym. No lecę. Trzymaj się.<br />
Paweł powlókł się do swojego pokoju. Upał był nieludzki. Postanowił jednak<br />
skorzystać z rady Elżbiety i pójść na basen.<br />
Trochę się zasapał, wspinając się na szczyt wzgórza, gdzie stał hotel. Miesiące<br />
siedzenia za kierownicą samochodu dawały znać o sobie. Najmniejszy wysiłek kończył<br />
się zadyszką jak u emeryta i gwałtownym biciem serca. Muszę wykorzystać urlop na<br />
poprawienie kondycji, pomyślał, spoglądając na kryształowo czystą, błękitną wodę<br />
basenu. Na przykład przepłynąć codziennie dwadzieścia długości . Albo trzydzieści.<br />
Tutaj też stały leżaki, tyle, że ładniejsze, wyściełane miękkimi poduszkami. Kilka<br />
osób opalało się w popołudniowym słońcu. Było cicho, tylko od stolików zacienionego<br />
ogródka kawiarni, przylegającej niemalże do samego basenu, dochodził szmer,<br />
prowadzonych po niemiecku rozmów i pojedyncze głośniejsze śmiechy. Leżak, w<br />
przeciwieństwie do plażowego, był wyjątkowo wygodny. Nikt nie chodził i nie zbierał<br />
należności za zajęcie miejsca. Coraz bardziej mu się tu podobało. Tanio, wygodnie i<br />
absolutny spokój, pomyślał układając się na leżaku.<br />
- Entschuldigung. Ist dieser Platz frei? &#8211; zapytał jakiś kobiecy głos. Paweł spojrzał<br />
znad okularów. Przed nim, uśmiechając się i wskazując ręką na sąsiedni leżak, stała<br />
Niemka z plaży. Tym razem była w biustonoszu.<br />
30.<br />
Obudził się z dziwnym uczuciem, że coś jest nie tak. Było nie tak. Bolała go<br />
głowa i leżał nago na potężnym tapczanie. Obok spała jakaś kobieta. Podniósł się na<br />
łokciach i spojrzał na jej twarz. To była Julieta &#8211; ta Niemka z basenu.<br />
Ładnie się zaczyna ten urlop, pomyślał. Miałem odpoczywać, a tu tak. Ciekawe<br />
co tu się działo? I ile razy!?<br />
Naciągnął prześcieradło na głowę i opadł na poduszkę. Przypomniał sobie.<br />
Zaczęło się niewinnie. Przedstawiła się zaraz jak tylko usiadła na sąsiednim<br />
leżaku. Rozmowa o niczym. Z początku trzy czwarte tego, co mówiła było dla niego<br />
niezrozumiałe. Miał długą przerwę w posługiwaniu się jej językiem. Potem jakaś klapka<br />
9<br />
w pamięci otworzyła się i zaczęło im się rozmawiać o wiele lepiej.<br />
Trochę popływali w basenie. Julieta była bardzo wesoła. Dużo mówiła.<br />
Opowiedziała mu, że jest managerem w firmie farmaceutycznej w Essen. Emanowała z<br />
niej jakaś energia i pewność siebie. Paweł czuł, że przestaje myśleć. A właściwie<br />
myślał, ale tylko o tym jak ona mówi, jak się porusza, jak się uśmiecha. Kiedy<br />
zaproponowała pójście na kolację do miasteczka, przystał bez zastanowienia.<br />
Chciał najpierw iść do siebie, zanieść ręcznik i przebrać się, ale powiedziała żeby<br />
zostawił rzeczy u niej, a przebierać się nie było sensu &#8211; mieli iść do „Pool Baru”.<br />
Miasteczko znajdowało się po drugiej stronie wzgórza, o piętnaście minut spaceru<br />
od hotelu. Szli ścieżką wśród skał, spoglądając z góry na leżące w dole uliczki. Widok<br />
rozciągający się przed nimi nadawał się na pocztówkę. Słońce zachodziło powoli,<br />
nadając wszystkiemu pięknego złotego połysku. Prawie się do siebie nie odzywali,<br />
chłonąc ten uroczy obraz.<br />
„Pool Bar” był na brzegu miasteczka. Tak jak się domyślał, okazał się lokalem z<br />
basenem w środku. Rozśmieszył Julietę do łez, kiedy stwierdził, że to cokolwiek<br />
niebezpieczne, bo goście, którzy będą mieli trochę w czubie mogą się potopić.<br />
Wycierając łzy, oświadczyła, że w razie czego będzie go ratowała.<br />
Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że pamiętał tylko pierwsze drinki przy<br />
barze i jej coraz piękniejszą, coraz mniej wyraźną twarz. Resztkami świadomości<br />
zarejestrował, że barman był Polakiem i że jednak musiała go chyba ratować. Był<br />
pewien, że siedział na stołku przy barze i patrzył jak woda ścieka z niego na kamienną<br />
posadzkę, a Julieta śmiała się rozbawiona. Za to w ogóle nie pamiętał jak dotarli do<br />
hotelu i co się potem działo.<br />
Poszukał wzrokiem swojego ubrania. Leżało porozrzucane po całym pokoju.<br />
Wstał ostrożnie i podniósł bluzkę. W kieszeni powinien być portfel. Nie było go.<br />
Podniósł spodenki. Kieszenie były puste. Stał nagi na środku pokoju, zastanawiając się<br />
gdzie mogą być jego pieniądze i dokumenty. Julieta przebudziła się, spojrzała na niego i<br />
uśmiechnęła się.<br />
- Halo Paul! Nie denerwuj się &#8211; powiedziała &#8211; musiałam ci zarekwirować portfel,<br />
żebyś nie stracił wszystkiego. Twoja polska natura kazała ci stawiać wszystkim drinki.<br />
Usiadła na łóżku i owinęła się prześcieradłem.<br />
- Leży na szafce &#8211; pokazała ręką. Portfel i zegarek leżały koło siebie.<br />
- Dziękuje &#8211; odpowiedział trochę bezradnie.<br />
Czuł się głupio. Założył ubranie. Kiwnął ręką jakoś niezdecydowanie i wymruczał<br />
10<br />
pod nosem pożegnanie. Miał kaca fizycznego i moralnego i chciał szybko coś z tym<br />
zrobić. Prawie wybiegł z pokoju.<br />
Zszedł na plażę i wypił u Jana szklankę zimnej lemoniady. Trochę pomogło na<br />
pragnienie, ale dalej czuł się podle. Miał ochotę wrócić do Polski najbliższym<br />
samolotem. Zostawić to wszystko i zapomnieć. Po prostu uciec. Ale dokąd? Przecież<br />
nie do domu, poskarżyć się żonie. Siłował się tak sam ze sobą, gdy zobaczył Elżbietę.<br />
Weszła na taras tawerny i usiadła koło niego.<br />
- Co się z tobą działo? Wyglądasz jak duch. &#8211; Przyglądała mu się uważnie.<br />
- E&#8230;trochę przybalowałem. &#8211; Nie patrzył jej w oczy. &#8211; Nie ma o czym gadać. Co u<br />
ciebie słychać?<br />
- Wybieramy się po obiedzie do Wodnego Miasteczka. Masz ochotę pojechać?<br />
- My &#8211; to znaczy kto? &#8211; zapytał.<br />
- Ja i dwoje moich znajomych. Przylecieli tym samym samolotem, co ty, ale<br />
mieszkają gdzie indziej. Bardzo miłe małżeństwo.<br />
- Tak. Chętnie pojadę &#8211; odpowiedział bez entuzjazmu.<br />
- No, nie był to gejzer radości &#8211; Elżbieta wstała &#8211; Nie zmuszaj się. Jeśli nie masz<br />
ochoty to po prostu powiedz.<br />
- Przepraszam. Nie czuję się zbyt dobrze. Mam nadzieję, że do obiadu mi<br />
przejdzie.<br />
- Na pewno. Na razie pomocz się trochę w wodzie. Jest taka słona, że pomaga na<br />
wszystko. Na kaca też. Sprawdziłam.<br />
Poszedł za jej radą i przesiedział do obiadu w morzu. Pragnienie i ssanie w<br />
żołądku ustąpiły, ale ta cała historia z Julietą tkwiła mu w głowie jak cierń.<br />
Po południu pojechali do Wodnego Miasteczka. Znajomi Elżbiety &#8211; młode<br />
małżeństwo &#8211; mieli wynajęty terenowy samochód, więc jechało im się bardzo<br />
wygodnie.<br />
On był początkującym aktorem. Paweł miał wrażenie, że już go widział w<br />
telewizji, ale nie mógł sobie przypomnieć w czym. Jego żona uczyła angielskiego w<br />
prywatnej szkole. Mówili bardzo dużo, żartowali i w ogóle świetnie się bawili w swoim<br />
towarzystwie. Paweł poczuł się zwolniony z obowiązku konwersacji, co mu bardzo<br />
odpowiadało. Spędzili popołudnie, wylegując się na ogromnych kołach gumowych,<br />
wrzuconych do powoli płynącego sztucznego strumienia. Paweł cały czas myślał o<br />
Julietcie.<br />
Wieczorem, po powrocie, pożegnał się szybko i poszedł do siebie. Chciał zasnąć z<br />
11<br />
nadzieją, że obudzi się w lepszym nastroju. Wziął gorący prysznic i wskoczył do łóżka.<br />
Nie mógł zasnąć. Było mu gorąco, cykady hałasowały, a w głowie, jak boląca<br />
zadra, siedziała Julieta. Po kilku godzinach przewracania się z boku na bok postanowił,<br />
że po prostu zapomni o wszystkim i koniec. Incydent. Ta myśl go jakoś uspokoiła i<br />
zasnął.<br />
Wstał, kiedy słońce przetoczyło się już na wieczorną stronę nieba. Zszedł do<br />
telefonu na plaży. Aparat nie działał. Wisiała na nim tabliczka z jakimś angielskim i<br />
greckim tekstem. Wrócił do apartamentu po komórkę i wspiął się na górę do hotelu.<br />
Złapał zasięg. Ku jego zdziwieniu, telefon odebrał Gacek.<br />
- Pani Maryli nie ma w domu. Pojechała do Gdańska po płytki do łazienki -<br />
oświadczył zdumionemu Pawłowi.<br />
- A ty, co u nas robisz?<br />
- Pilnuję majstrów. Remont na całego.<br />
- Gipsują ściany? &#8211; zapytał Paweł.<br />
- Nie. Przerabiają łazienkę.<br />
- Co?! &#8211; Paweł aż krzyknął. Dopiero teraz do niego dotarł sens słów Gacka.<br />
Łazienka była niedawno remontowana i pochłonęła masę pieniędzy &#8211; Jak to przerabiają?<br />
- No, teraz będzie dwa razy większa. Przepraszam, ale muszę iść, bo coś ode mnie<br />
chcą.<br />
- Nie wiesz czy są dla mnie jakieś wiadomości z Pabianic?<br />
- Nie wiem. Chyba nie. Do widzenia – Gacek odłożył słuchawkę.<br />
Żadnych wiadomości. Co tam się dzieje? Financial Brokers zawiesiło działalność<br />
na czas wakacji, czy co? Postanowił, że zadzwoni do domu jeszcze raz, wieczorem.<br />
Wyłączył komórkę, żeby się bateria nie rozładowywała. Stał przez chwilę<br />
niezdecydowanie nad brzegiem basenu. Zastanawiał się czy najpierw pójść coś zjeść,<br />
czy się wykąpać.<br />
Stał tak i myślał co robić, gdy ją zobaczył. Szła sprężystym krokiem w jego<br />
kierunku. Miała na sobie jasny jednoczęściowy opalacz. Kiedy go zobaczyła zwolniła.<br />
Popatrzyła niezdecydowanie i zatrzymała się dwa kroki przed nim.<br />
Jezu! Jaka ona piękna, pomyślał. Jej piersi unosiły się szybko pod kostiumem.<br />
Bezwiednie wyciągnął rękę. Podała mu swoją dłoń. Jej błyszczące oczy znalazły się<br />
bardzo blisko i poczuł jej oddech. Ich usta dotknęły się delikatnie, miękko. Przylgnęła<br />
do niego całym ciałem. Całował ją powoli, po całej twarzy, jakby chciał posmakować<br />
każdy jej centymetr.<br />
12<br />
Ciche oklaski przywróciły ich do rzeczywistości. Siedzący na leżakach<br />
mieszkańcy hotelu spoglądali na nich z życzliwymi uśmiechami i delikatnie bili brawo<br />
pięknej scenie.<br />
Trzymając się za ręce poszli do jej pokoju. Kochali się szybko, nerwowo, jakby<br />
chcieli nadrobić stracony czas. Potem powoli, coraz wolniej i czulej, aż do totalnego<br />
zmęczenia.<br />
Następnego dnia spali do późnego popołudnia. Wieczorem poszli coś zjeść i<br />
znowu kochali się do późna.<br />
Nikt w hotelu nie zwracał uwagi na to, że Paweł w nim praktycznie mieszka.<br />
Chodził do siebie tylko żeby zmienić ubranie. Przez recepcję hotelową przewalało się<br />
tylu turystów, że nie sposób było nad tym ruchem panować czy kontrolować go. Nikt<br />
chyba nawet nie próbował. Recepcjonistki profilaktycznie uśmiechały się do<br />
wszystkich.<br />
Trzeciego dnia, trochę już zmęczeni przebywaniem w łóżku, wybrali się,<br />
wynajętym przez niego autem, do Knossos, obejrzeć starożytne ruiny. Skorzystał z rady<br />
sąsiadów z bungalowu i odszukał tanią wypożyczalnię z żółtym szyldem. Julieta była<br />
pod wrażeniem jego zapobiegliwości.<br />
- Wy Polacy zawsze wynajdziecie jakąś okazję, żeby zaoszczędzić. Albo<br />
wyrzucić pieniądze w błoto. Zależy jaką macie akurat fantazję.<br />
Podczas zwiedzania Paweł niewiele widział, bo cały czas gapił się na Julietę.<br />
Wykorzystywał każdą okazję żeby ją przytulić i pocałować. Nie zastanawiał się nad<br />
tym za bardzo, ale chwilami sam się nie poznawał. Julieta obudziła w nim uczucia,<br />
których istnienia nie spodziewał się. Po prostu oszalał na jej punkcie.<br />
Tylko chwilami był w stanie oderwać myśli od niej. Podziwiał wtedy spokój,<br />
chłodne dostojeństwo i prostotę murów pałacu króla Minosa. Nie zakłócały ich nawet<br />
chmary turystów obsiadające każdy kamień i stopień. W głębi duszy zazdrościł<br />
ludziom, którzy przed wiekami wiedli tutaj proste życie, otoczeni prostymi, pięknymi<br />
budowlami. Mieli takie nieskomplikowane potrzeby, nie otaczała ich ta cała technika.<br />
Po prostu byli.<br />
Następnego dnia pojechali na drugi koniec Krety oglądać jaskinie, zajmowane<br />
kiedyś przez hipisów, a obecnie opuszczone. Kiedy tak spacerowali, przytulając się do<br />
siebie, Paweł doszedł do wniosku, że chciałby tu zamieszkać z Julietą tak jak poprzedni<br />
lokatorzy. Całkowicie wolni i niezależni, żyjący tylko miłością, trawką i rock and<br />
rollem. Podzielił się tą myślą z Julietą.<br />
13<br />
- To by było bardzo nudne &#8211; zaprotestowała.<br />
- Ja bym tak mógł żyć z tobą do końca świata &#8211; wymruczał i przytulił ją delikatnie<br />
do siebie.<br />
W sobotę wieczorem poszli znowu do jej ulubionego „Pool Baru”.<br />
Niespodziewanie Julieta powiedziała, że następnego dnia musi wracać do domu, do<br />
Niemiec. Paweł odebrał to tak, jakby przejechał po nim czołg. Wszystko zaczęło go<br />
boleć i poczuł, że chyba ma gorączkę. Wiedział, że to bez sensu, ale poprosił żeby<br />
jeszcze trochę została.<br />
- Nie mogę Mam urlop tylko do jutra. W poniedziałek rano muszę być w pracy -<br />
powiedziała smutno.<br />
- Rozumiem – odpowiedział głuchym głosem. Czuł, że siły opuściły go całkiem.<br />
Nie spali całą noc, na zmianę kochając się i rozmawiając.<br />
Rano Paweł siedział na łóżku, patrząc bezmyślnie jak Julieta bierze prysznic i<br />
pakuje walizki.<br />
Autokar, odwożący gości hotelowych na lotnisko, podjechał punktualnie.<br />
Całowali się na pożegnanie tak długo, że aż grecki kierowca zaczął trąbić i denerwować<br />
się, że nie dojedzie na czas do Heraklionu.<br />
Paweł stał jak zdrętwiały, patrząc na oddalający się tył autobusu. Zupełnie nie<br />
wiedział co teraz robić.<br />
Spojrzał na zegarek. Zegarka nie było. Złapał się za kieszeń. Portfela też nie miał.<br />
O jasna cholera! Został w pokoju, pomyślał. Pobiegł szybko do recepcji.<br />
Babka za kontuarem uśmiechała się, ale nie wiadomo dlaczego, nie miała ochoty<br />
mu wierzyć, że odprowadzał znajomą i przez nieuwagę zostawił w jej pokoju zegarek i<br />
portfel. Wreszcie jakoś ją uprosił i poszła z nim do pokoju Juliety. Zegarek i portfel<br />
leżały sobie na szafce. Poprosiła go o pokazanie paszportu i dopiero po porównaniu<br />
zdjęcia z wyglądem Pawła uspokoiła się.<br />
Cały czas jednak przyglądała mu się jakoś dziwnie. Czego ta cholera tak się gapi,<br />
pomyślał. Kiedy wracali zerknął w lustro, wiszące na korytarzu. No tak. Spodenki<br />
założone na lewą stronę, pod oczami worki, mogące pomieścić po sto kilo kartofli<br />
każdy, a na głowie istny „irokez”. Z przepraszającym uśmiechem wszedł do toalety. Po<br />
chwili wyskoczył jak oparzony. To była damska toaleta.<br />
31.<br />
Dyrektor Kotas jechał do Warszawy. Drugi raz w ciągu kilku dni. Miał dosyć<br />
14<br />
podchodów Jasińskiego i postanowił podjąć jakieś radykalne kroki. Pismo Pawła<br />
Filipowskiego wyglądało na jakiś podstęp i wyraźnie było widać, że dyrektor Działu<br />
Rozwoju Struktur maczał w tym palce.<br />
Na początek Kotas zamierzał zobaczyć się z prezesem, zanim kto inny będzie<br />
miał okazję przedstawić swój punkt widzenia.<br />
Zadzwonił z samego rana i uprosił sekretarkę prezesa o wciśniecie go w jakąś<br />
przerwę, chociaż piętnastominutową.<br />
Nie było łatwo dostać się przed oblicze Kocinskiego. Dzień miał szczelnie<br />
wypełniony. Oprócz sektora zajmującego się leasingiem, Financial Brokers zamierzało<br />
niedługo rozwinąć w Europie Środkowej i Wschodniej sieć banków obsługujących<br />
klientów indywidualnych. Prezes Kocinski koordynował przygotowania do wejścia na<br />
te rynki. Na szczęście miał dziś wolne pół godziny przed lunchem i zgodził się przyjąć<br />
dyrektora Kotasa.<br />
Dyrektor Kotas o mało co się nie spóźnił. Do czasu przejazdu zapomniał doliczyć<br />
stanie w korkach. I po co ja chcę tu wracać? &#8211; pomyślał z sarkazmem, posuwając się w<br />
żółwim tempie Wybrzeżem Gdyńskim. Głupie pytanie &#8211; odpowiedział sobie<br />
natychmiast. &#8211; Po prostu kocham to miasto.<br />
Wlokąc się w korku, nie zamierzał tracić czasu. Powtarzał w myślach<br />
przygotowaną argumentację, słowo po słowie. Poskarży się, że dyrektor Jasiński stara<br />
się, kolejny raz, wtrącać w sprawy jego oddziału. Nakłania ludzi do podejmowania<br />
istotnych decyzji i kroków bez porozumienia z własnym przełożonym. Prowadzi za jego<br />
plecami jakieś rozmowy z konsultantami gdańskiego oddziału i nie informuje go o<br />
niczym. W tych warunkach nie można pracować. Managerowie i on sam tracą<br />
motywację do pracy i szkolenia nowych kadr. Czują się pomijani przy planowaniu<br />
awansów. I tak dalej, cały czas w tym samym tonie. Jeśli prezes zażąda szczegółów i<br />
dowodów, wyjmie pismo Filipowskiego i powie, co myśli o tej miernocie Jasińskim.<br />
Nagle wpadł na genialny pomysł. Zaśmiał się głośno do siebie. Jest okazja<br />
załatwić obu naraz. Zatarł ręce. Z Filipowskim trzeba się pożegnać, bo za sprytny, no i<br />
już nigdy więcej nie będzie mu Jasiński mieszał w oddziale. Da mu teraz nauczkę.<br />
Sekretarka prezesa kazała mu chwilę poczekać. Ktoś był w środku. Aż go ścisnęło<br />
w dołku, kiedy drzwi się wreszcie otworzyły. Z gabinetu Kocinskiego wyszedł<br />
uśmiechnięty Jasiński.<br />
- Jak się masz Dobromir? &#8211; przywitał się przyjaźnie.<br />
- A dziękuję &#8211; odpowiedział zdawkowo Kotas.<br />
15<br />
- Wpadnij do mnie po spotkaniu z prezesem. Musimy porozmawiać.<br />
- Oczywiście. Sam się do ciebie wybierałem. Będę za piętnaście minut.<br />
- Masz taką krótką sprawę do prezesa?<br />
- Sprawa jest poważna, ale time is money, rozumiesz?<br />
- Rozumiem, że czas prezesa, bo twój chyba raczej nie. Jechałeś pewnie ze trzy<br />
godziny, żeby porozmawiać z nim piętnaście minut. Nie wydaje ci się, że użycie<br />
telefonu byłoby ekonomiczniejsze?<br />
- Nic nie zastąpi osobistej rozmowy z szefem. Zazwyczaj jest bardzo pouczająca i<br />
daje szybkie efekty. &#8211; Spojrzał przeciągle na Jasińskiego.<br />
Sekretarka zaczęła dawać mu znaki, żeby się pospieszył. Złapał swoją aktówkę i<br />
delikatnie zapukał zanim z namaszczeniem nacisnął klamkę.<br />
- Wejdź, proszę bardzo &#8211; zachęcał swoim „amerykańskim” polskim Kocinski.<br />
Podniósł się zza biurka i wyciągnął rękę na powitanie. Kotas ucisnął jego dłoń z<br />
szacunkiem. Usiedli w ogromnych fotelach. Prezes wyjął papierosy i poczęstował go.<br />
- Dziękuję bardzo panie prezesie. Nie palę. Mimo to nie chciałbym pozostać<br />
dłużny.<br />
Sięgnął do swojej torby i wyjął niewielkie, podłużne zawiniątko.<br />
- Proszę o przyjęcie tego drobnego upominku. Jako dowód mojego szacunku dla<br />
wielce szanownego pana prezesa &#8211; powiedział i skłonił głowę.<br />
- Ależ Dobromir! To niepotrzebne! &#8211; Kocinski rozwinął papier, a Kotas poczuł jak<br />
robi mu się gorąco.<br />
Co za niedopatrzenie!! Nadruk firmowy ośrodka wypoczynkowego był bardzo<br />
widoczny. Na szczęście prezes chyba nie zwrócił na to uwagi.<br />
- To bourbon! Four Roses! Skąd wiedziałeś, że lubię ten gatunek whisky? –<br />
zapytał zdziwiony.<br />
- Intuicja. Staram się panie prezesie. Niełatwo ją zdobyć w Polsce. To znaczy<br />
whisky Four Roses, nie intuicję.<br />
- To miło z twojej strony. No to w takim razie napijmy się. Wolisz z wodą czy<br />
bez? &#8211; pytał, stojąc przy barku. Był odwrócony plecami.<br />
- Poproszę z wodą, panie prezesie. &#8211; Kotas skrzywił się nieznacznie. Nie lubił<br />
whisky i nie rozumiał ludzi, którzy ją pili i do tego płacili drogo za tą „przyjemność”.<br />
- Zrobiłem ci taką jak sam lubię. Mało wody, dużo alkoholu. Twoje zdrowie -<br />
Kocinski usiadł w fotelu i pociągnął spory łyk ze szklanki.<br />
- Zdrowie pana prezesa. &#8211; Kotas ledwie umoczył usta. Zamierzał niedługo wracać<br />
16<br />
samochodem do Gdańska. Prezes mógł pić, bo miał kierowcę.<br />
- No, ale chyba nie przejechałeś taki kawał drogi z Gdańska, żeby dostarczyć mi<br />
butelkę bourbona. Od tego mamy firmy kurierskie. – Prezes uśmiechnął się przyjaźnie.<br />
Kotas rozpoczął monolog, który wcześniej sobie przygotował. Kocinski słuchał ze<br />
skupioną, nieprzeniknioną miną. Nie przerwał ani razu. Palił papierosa, popijał drinka i<br />
słuchał. Kotas mówił kilka minut, bez przerwy. Na koniec wyjął pismo Pawła i położył<br />
na stoliku przed sobą. Prezes nawet nie spojrzał na nie. Zerknął na zegarek.<br />
- Dyrektor Jasiński działa w porozumieniu ze mną – powiedział chłodno.<br />
Kotasa zamurowało. Ładna wpadka.<br />
- Niepotrzebnie się denerwujesz Dobromir. Doskonale wiem, ze ciężko pracujesz<br />
i doceniam to. Obiecuję ci, że będziesz o wszystkim informowany na bieżąco i nic nie<br />
zrobimy bez twojej zgody. Musisz jednak zrozumieć, że Jerry, to znaczy dyrektor<br />
Jasiński, jest odpowiedzialny za rozwój firmy i musi szukać odpowiednich ludzi. Taka<br />
jest logika systemu, który staramy się tu budować. Wybieranie najlepszych i dawanie<br />
im szansy. Nie pamiętasz jak było z tobą?<br />
Jasiński pracuje pod dużą presją. Bez przerwy jesteśmy naciskani z L.A. żeby<br />
zwiększać obroty. Aby to osiągnąć musimy rozwijać struktury w terenie. Poza tym teraz<br />
mamy nowe zadanie. Financial Brokers zamierza wejść na rynek polski z usługami<br />
typowo bankowymi. Musimy myśleć perspektywicznie i wcześniej przygotować<br />
odpowiednich ludzi.<br />
- Rozumiem panie prezesie &#8211; Kotas wycofywał się na całej linii.<br />
- Cieszę się, że cię przekonałem. Dla każdego z nas powinno być jasne, że kiedy<br />
firma rozwija się wszyscy zyskują. Jeśli ten chłopak, o którym rozmawiamy sprawdzi<br />
się, to ty też na tym zyskasz.<br />
Kotas milczał. Nie widział tu żadnego zysku dla siebie, ale w tej sytuacji<br />
dyskutowanie było bez sensu.<br />
- Opisz jednak to wszystko, co mówiłeś i zostaw u mnie w sekretariacie. Będę<br />
mógł wystąpić na zebraniu zarządu z wnioskiem o opracowanie i wprowadzenie<br />
bardziej jasnych i czytelnych zasad awansowania. Teraz muszę cię już przeprosić. Mam<br />
za chwilę spotkanie w Ministerstwie Finansów. Dziękuje za bourbona. Zrobiłeś mi dużą<br />
przyjemność.<br />
Kotas wyszedł od prezesa zadowolony. Spotkanie potoczyło się trochę inaczej niż<br />
planował, ale i tak nie było źle. Zwrócił na siebie uwagę Kocinskiego. A Filipowskiego<br />
i tak udupi. Razem z Jasińskim. Dwie pieczenie na jednym ogniu. W doskonałym<br />
17<br />
nastroju skierował się do gabinetu dyrektora Działu Rozwoju Struktur.<br />
W sekretariacie czekała go mała, ale niezbyt miła niespodzianka. Przywitał go<br />
nowy asystent dyrektora – Kuba Ferenc. Agent, którego dwa lata temu z hukiem<br />
wyrzucił ze swojego oddziału.<br />
32.<br />
Cztery dni, które pozostały mu do wyjazdu, Paweł przesiedział na plaży. Ambitne<br />
plany zwiedzenia reszty ciekawszych miejsc na wyspie, padły. Miał mało pieniędzy i<br />
nie chciało mu się samotnie jeździć w tym upale. Leżał na leżaku, rozmyślając o oczach<br />
Juliety, włosach Juliety, piersiach Juliety i całej reszcie. Rozpamiętywa każde jej słowo,<br />
każdy uśmiech, każdy gest. Aż do bólu. Chciał z kimś porozmawiać i podzielić się<br />
swoimi myślami. Czuł, że w przeciwnym razie, od nadmiaru myśli pęknie mu głowa.<br />
Problemy z Kotasem i Financial Brokers wydawały mu się teraz tak odległe jak alfa<br />
centauri.<br />
Elżbietę widywał rzadko i na ogół z daleka. Najpierw doszedł do wniosku, że go<br />
unika, ale potem pomyślał, że chyba nie ma specjalnej przyczyny, by się z nim nie<br />
widywać. Prawdopodobnie uznała, że nie musi się nim opiekować, skoro sam potrafił<br />
sobie aktywnie zapełnić pierwszy tydzień pobytu.<br />
Tylko raz zeszła na plażę popływać, w tym samym czasie co on. Leżeli na<br />
sąsiednich leżakach i opalali się. Morze szumiało usypiająco.<br />
- Nie wydaje ci się, że to wszystko jest bez sensu? &#8211; odezwał się niespodziewanie.<br />
Elżbieta podniosła się na łokciach i chwilę obserwowała go w milczeniu. Pocierała rękę,<br />
na której wysychająca woda pozostawiła słony osad.<br />
- To znaczy co? &#8211; zapytała wreszcie.<br />
- Bieganie od rana do wieczora i zarabianie pieniędzy, których nie ma czasu<br />
nawet wydać. Takie życie, jakie prowadzimy.<br />
- Moje mi odpowiada. A ty nie jesteś zadowolony ze swojego?<br />
Paweł wzruszył ramionami i nic nie odpowiedział. Wpatrywał się w słońce przez<br />
zamknięte powieki.<br />
- Zdaje mi się, że rozpoznaję normalny syndrom wczasowicza. Urlop się kończy i<br />
trzeba wracać do pracy. O to chodzi? &#8211; zapytała.<br />
- Niezupełnie. Powiedz mi, czy ty&#8230; kochasz Marcina?<br />
- Aa&#8230; o to chodzi. Tak, kocham go. – Ułożyła się wygodniej na leżaku.<br />
- To dlaczego nie jesteście razem? Dlaczego zgadzasz się na bycie daleko od<br />
18<br />
niego przez kilka miesięcy w roku?<br />
- Słuchaj Paweł! Taką mam pracę i po prostu muszę!<br />
- Nie musisz. Mogłabyś pracować w Gdańsku i być z nim cały czas. Albo wcale<br />
nie pracować. Marcin zarabia dość dużo, żeby utrzymać na niezłym poziomie dwie<br />
osoby.<br />
- No wiesz, to nie jest takie proste. My nie jesteśmy małżeństwem. Nie mamy<br />
dzieci. Poza tym ja lubię swoją pracę. Mam okazję zwiedzać świat i jeszcze mi za to<br />
płacą. Źle bym się czuła w roli kury domowej, uzależnionej od jakiegoś mężczyzny.<br />
Nawet ukochanego. Praca pozwala mi być sobą. I dużo podróżować. Nienawidzę<br />
siedzenia w jednym miejscu.<br />
- A co z miłością? Po prostu, wyłączasz ją na pół roku, jak telewizor przed<br />
zaśnięciem?<br />
Elżbieta nie odezwała się. Bawiła się drobnymi kamykami i patrzyła w przeciwną<br />
stronę. Paweł poczuł się głupio.<br />
- Przepraszam. Nie chciałem cię dotknąć. Nie wiem co mnie napadło? –<br />
powiedział.<br />
- Nic się nie stało. Po prostu, zastanawiam się, o co ci chodzi. Przecież jesteś<br />
dorosłym facetem i rozumiesz chyba, że tak naprawdę miłość to nie jest tylko trzymanie<br />
się za rączkę i spacerowanie brzegiem morza – mówiła nie patrząc w jego stronę.<br />
Paweł zaczerwienił się. Akurat teraz miłość to było dla niego właśnie<br />
spacerowanie i patrzenie sobie w oczy.<br />
- No co? Nie mam racji? – Nagle odwróciła twarz w jego kierunku. &#8211; Czy już nie<br />
kochasz swojej żony i dzieci tylko dlatego, że jesteście oddaleni od siebie o dwie<br />
godziny lotu? A może dlatego, że zapomniałeś się na chwilę i masz wyrzuty sumienia?<br />
– patrzyła na Pawła z domyślnym uśmiechem na twarzy. &#8211; Nie warto. Widziałam już<br />
dziesiątki wakacyjnych romansów i nigdy dwa razy tych samych. Każdemu może się<br />
zakręcić w głowie, ale potem wraca się do domu, do osób, które naprawdę się kocha.<br />
Spotykam tu wielu atrakcyjnych mężczyzn, ale tak naprawdę żaden z nich nie może mi<br />
zastąpić Marcina. Tylko on jest dla mnie prawdziwym przyjacielem. Zna mnie,<br />
rozumie, potrafi poklepać po plecach i przytulić, kiedy tego potrzebuję. To bardzo<br />
ważne dla mnie. Nawet jeśli robi to tylko przez telefon.<br />
- Zazdroszczę ci&#8230;<br />
- Nie ma czego. Na pewno masz takiego przyjaciela w domu, tylko jak większość<br />
facetów jesteś ślepy i nie widzisz tego, co naprawdę ważne.<br />
19<br />
- Ale&#8230;<br />
- Daj spokój – przerwała mu. &#8211; Nie psuj sobie ostatnich dni takimi rozmyślaniami.<br />
Będziesz miał na to mnóstwo czasu w domu. Lepiej chodźmy do wody. – Wstała i<br />
pociągnęła go za rękę.<br />
Któregoś wieczoru zaszedł do „Pool Baru”. Usiadł na wysokim stołku i zamówił<br />
piwo. Roześmiani ludzie zapełniali bar. Musiał szybko wyjść. Zrobiło mu się strasznie<br />
pusto na duszy i coś go ścisnęło za gardło. Więcej nie próbował tam chodzić. Łaził<br />
samotnie po miasteczku, bez określonego celu.<br />
Ta samotność była mu potrzebna. Chciał jakoś odreagować Julietę. Musiał się<br />
sam ze sobą zgodzić, czy to była tylko &#8211; jak mówiła Elżbieta &#8211; przelotna, wakacyjna<br />
znajomość i tylko tyle, czy będzie z tego coś jeszcze. Niewiele o niej wiedział. Tylko<br />
tyle, że ma na imię Julieta i pracuje jako manager w koncernie farmaceutycznym w<br />
Essen. Nic poza tym. Taki kolos mógł zatrudniać setki albo tysiące ludzi. Nie<br />
powiedziała mu gdzie mieszka, ani jak ma na nazwisko. Inna sprawa, że ani razu nie<br />
zapytał. Wiadomość o jej wyjeździe spadła na niego jak grom z jasnego nieba i nie<br />
pomyślał o tym. Jeśli chciał myśleć o kontynuowaniu znajomości to jedyna nadzieja<br />
była w tym, że nie wyrzuci jego wymiętej wizytówki, którą pod wpływem jakiegoś<br />
impulsu włożył po kryjomu do stojącej w łazience kosmetyczki.<br />
Ostatniej nocy, przewracając się w łóżku zmęczony upałem i nadmiarem myśli,<br />
doszedł do wniosku, że się nim po prostu bawiła. Przyjechała na wakacje na Kretę,<br />
poderwała go (to było pewne &#8211; inicjatywa cały czas była po jej stronie) i wyjechała, nie<br />
zostawiając żadnej informacji o sobie. Typowy wakacyjny flirt bez zobowiązań.<br />
Mimo wszystko poczuł się jakoś swobodniej i lżej. Wewnętrzny przymus<br />
rozmyślania o niej stawał się już zbyt męczący.<br />
Rano wstał wypoczęty, w doskonałym humorze. Pobiegł do miasteczka po<br />
zakupy. Chciał przywieźć Maryli i dzieciakom jakieś pamiątki z wakacji. Spacerował<br />
po sklepach, oglądając różne drobiazgi, aż wreszcie miał w torbie prezent dla każdego.<br />
Nawet dla Waldka kupił koszulkę z nadrukowaną mapą Krety.<br />
W ostatnim sklepiku sprzedawca poznał go i chcąc być grzeczny zapytał po<br />
niemiecku:<br />
- Dzisiaj sam? A gdzie dziewczyna?<br />
- Wyjechała &#8211; odpowiedział Paweł. &#8211; Do domu.<br />
- Ach tak! Wyjechała. &#8211; Ni to stwierdził, ni zapytał sklepikarz i uśmiechnął się<br />
jakoś tak porozumiewawczo.<br />
20<br />
Paweł pokiwał głową i szybko wyszedł, nic nie kupując. Zabolało. To wszystko<br />
nie było takie łatwe. Nie miał żadnego doświadczenia w zapominaniu wakacyjnych<br />
kochanek.<br />
Po powrocie do swojego apartamentu założył czyste ubranie, przygotowane<br />
specjalnie na powrót. Podczas pakowania odkrył na dnie walizki swój telefon<br />
komórkowy. Po pierwszej nocy z Julietą rzucił go tam i zapomniał.<br />
Autobus na lotnisko był na szczęście klimatyzowany, bo popołudniowe słońce<br />
piekło niemiłosiernie. Elżbieta, przy pożegnaniu, dała mu list do Marcina i prosiła, żeby<br />
wrzucił go na Okęciu do skrzynki pocztowej. Teraz kusiło go, żeby zajrzeć do środka.<br />
Był ciekawy czy coś tam o nim napisała. Nie mogła znać szczegółów jego znajomości z<br />
Julietą, ale na pewno domyślała się, że nie zajmowali się wyłącznie zwiedzaniem<br />
starożytnych ruin. Dopiero teraz pomyślał, że taka wiadomość może być cenna dla<br />
Kotasa. Miałby na niego niezłego haka. Oczywiście, pod warunkiem, że Elżbieta<br />
napisała coś o tym w swoim liście, i że Marcin powie dyrektorowi. To drugie było mało<br />
prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Marcin miał swoje plany i w jego interesie na<br />
pewno leżało łapanie plusów u Kotasa.<br />
Samolot się spóźniał, wiec Paweł rozmyślał, spacerując po hali odlotów i<br />
przystając co jakiś czas przed wielkimi szybami, żeby jeszcze trochę popatrzeć na<br />
Kretę.<br />
Wreszcie ogłoszono odlot i podróż nabrała tempa. Wewnątrz Boeinga zauważył<br />
znajomych, z którymi był w Wodnym Miasteczku. Uśmiechali się do niego, zadowoleni<br />
i opaleni. W ogóle, wszyscy pasażerowie wyglądali na wypoczętych, rozluźnionych i<br />
zrelaksowanych. Większość w lekkich plażowych ubraniach i okularach<br />
przeciwsłonecznych. Głośne rozmowy i śmiechy dobiegały z każdego miejsca. Nikt nie<br />
słuchał zbyt uważnie stewarda, który objaśniał jak należy się zachować na wypadek<br />
jakiejś awarii.<br />
Paweł miał miejsce koło pary młodych ludzi. Chłopak i dziewczyna, chyba<br />
studenci, przeglądali jakiś przewodnik po Krecie i rozmawiali o miejscach, które<br />
obejrzeli. Poczuł się jakiś rozdrażniony, kiedy zaczęli wspominać Knossos. Na<br />
szczęście pilot ogłosił start samolotu, poproszono wszystkich o zapięcie pasów, światła<br />
przygasły i zaczęli rozpędzać się po pasie startowym. Po chwili Kreta była już tylko<br />
wspomnieniem.<br />
Lądowali w Warszawie w lekkim deszczu. Kontrast między rozpaloną słońcem<br />
wyspą, a chłodną Polską był przykry. Trzęsąc się z zimna wczasowicze wciągali długie<br />
21<br />
spodnie i swetry. Rozmowy przycichły. Każdy kontemplował w milczeniu koniec<br />
urlopu.<br />
Taksówka dowiozła Pawła do Dworca Centralnego. Przeżył lekkie zaskoczenie,<br />
kiedy kierowca podał mu kwotę należności za kurs. Wsiadł do pociągu w podłym<br />
nastroju.<br />
Zimno, chciwy sałaciarz, tylko brakuje, żeby mnie ktoś okradł w pociągu i będzie<br />
piękne przywitanie w ojczyźnie, pomyślał zajmując miejsce w pustym przedziale.<br />
Deszcz nasilał się w miarę posuwania się pociągu na północ.<br />
Przemoczony do suchej nitki dotarł do domu. Na ulicy panowały totalne<br />
ciemności. Ani jedna latarnia nie świeciła. Burmistrz oszczędzał pieniądze podatników.<br />
Lampa przed domem też nie była włączona. Potknął się o jakąś deskę i wywrócił jak<br />
długi na stertę piasku, usypaną tuż przy drzwiach wejściowych. Klnąc jak szewc<br />
otworzył drzwi swoim kluczem.<br />
W domu nie było nikogo. Rozebrał się w łazience, przebudowanej po raz kolejny<br />
i wziął gorący prysznic. Ze szklanką kawy usiadł w fotelu, którego wcześniej też tu nie<br />
było i włączył telewizor. Czuł się straszliwie samotny. Nie miał z kim porozmawiać,<br />
dom wydawał mu się okropnie pusty, szary i zimny. Gówniane życie, pomyślał i<br />
spoglądając bezmyślnie w telewizor zasnął na siedząco. W tej pozycji zastała go<br />
Maryla, która wróciła z dziećmi od matki.<br />
33.<br />
Następnego dnia rano, po śniadaniu opowiedział trochę o Krecie. Jakoś udało mu<br />
się nie spuszczać wzroku, kiedy opisywał swój urlop. Miał wrażenie, że kłamstwo ma<br />
wypisane na twarzy. Jednak Maryla nie zauważyła jego wewnętrznych rozterek.<br />
Wydawało mu się, że jest jakaś rozkojarzona. Gdy już rozdał prezenty powiedziała:<br />
- Waldek pytał co z „Wiktorią”. Potrzebuje pieniędzy. Dałam mu wczoraj trzy<br />
tysiące, bo strasznie naciskał.<br />
- Nie wiem czy dobrze zrobiłaś. A może Financial Brokers nie zechce podpisać<br />
umowy z „Wiktorią”? Makowski też mógł się wycofać z pomysłu, albo skorzystać z<br />
usług innej firmy i co wtedy? &#8211; zapytał.<br />
- Waldek powiedział, że w razie czego odda. Tak mnie nachodził, że nie miałam<br />
już cierpliwości i dałam mu te pieniądze na odczepnego. To tylko trzy tysiące. &#8211; Broniła<br />
się.<br />
Paweł, milcząc, wstał od stołu i nastawił na kuchni wodę na kawę. Za oknem<br />
22<br />
padał drobny deszcz. Dzieci zjadły śniadanie i poszły do swojego pokoju. Martynka<br />
przed wyjściem przytuliła się mocno i pocałowała go w policzek.<br />
- Ja też cie kocham – wyszeptała mu w ucho i pobiegła za Patrykiem.<br />
Paweł odszukał numer Makowskiego i zadzwonił. Chwilę czekał, aż ktoś po<br />
drugiej stronie podniesie słuchawkę. Odebrała sekretarka Makowskiego.<br />
Maryla zaczęła zmywać naczynia po śniadaniu i jednym uchem słuchała rozmowy<br />
męża. Po chwili uderzył ją jakiś dziwny ton w jego głosie. Prawie krzyczał. Wreszcie<br />
rzucił gwałtownie słuchawkę.<br />
- Co się stało? – zapytała niespokojnie.<br />
- Co się stało!? Te kutasy ukradły mi kontrakt! &#8211; wykrzyknął.<br />
- Paweł! – Maryla zamknęła drzwi od pokoju dzieci &#8211; Jak to?<br />
- Tak to! Kotas i Król podpisali kontrakt z „Wiktoria” i już. Nie czekali na mnie,<br />
tylko po prostu podpisali. Babka mówi, że wyjątkowo szybko i sprawnie zostali<br />
obsłużeni przez panów z Financial Brokers. Jej szef spodziewał się, że będzie musiał<br />
czekać tygodniami na załatwienie sprawy, a tu po kilku dniach już po wszystkim.<br />
Rzadko spotykana dbałość o klienta. To gnoje! Ukradli nam czterdzieści tysięcy<br />
złotych!<br />
Paweł wystukał numer do oddziału. Odebrała Agata. Poza nią i jednym z<br />
managerów, w oddziale nie było nikogo. Sobota. Zapytała jak było na Krecie, ale Paweł<br />
nie miał ochoty wdawać się w rozmowy. Odpowiedział coś na odczepnego i rozłączył<br />
się. Wystukał numer komórki Marcina Króla, ale odezwała się tylko poczta głosowa.<br />
- No i masz teraz! Dałaś Waldkowi trzy tysiące za darmo &#8211; powiedział ze złością.<br />
Maryla nic nie odpowiedziała. Wiedziała, że i tak go nie przegada. Musiała<br />
przeczekać, aż mu złość minie. Na ogół trwało to bardzo krótko. Teraz też, posiedział<br />
chwile w milczeniu, powzdychał i zapytał już całkiem spokojnie:<br />
- A jak w sklepie?<br />
- Nijak. Zlikwidowałam sklep &#8211; odpowiedziała po krótkim wahaniu.<br />
- Co!? &#8211; Paweł wbił w nią wzrok.<br />
- Sam wiesz, że latem obroty spadają prawie do zera. Nadarzyła się okazja do<br />
pozbycia się reszty tego, co w sklepie zostało, to skorzystałam &#8211; tłumaczyła się cicho. -<br />
Po co płacić za wynajęcie lokalu, do tego pensja i ubezpieczenie Jarka. Koszty duże, a<br />
dochody żadne. Po tej kradzieży jakoś nie mogliśmy się odbić od dna. Poza tym,<br />
zanosiło się, że „Wiktoria” pozwoli nam nieźle żyć jakiś czas.<br />
- No to mamy kłopot. Nie wiem jak teraz będę mógł pracować z tymi palantami.<br />
23<br />
Nawet mi się jechać nie chce w poniedziałek do tego zasranego oddziału.<br />
- Będziesz chyba musiał &#8211; powiedziała bardzo cicho. Dzieci hałasowały za ścianą.<br />
Paweł wyszedł przed dom i usiadł na ławce. Deszcz przestał padać i wyszło<br />
słońce. Ziemia parowała, zrobiło się ciepło. Musiał teraz wszystko przetrawić na<br />
spokojnie. Właściwie jeszcze nie wiedział dokładnie jak odbyło się podpisanie umowy z<br />
„Wiktorią”. Dochodził do wniosku, że Marcin Król musiał mieć jakieś istotne powody,<br />
żeby podpisać ten kontrakt tak szybko. I bez niego. Zamiast się denerwować bez sensu i<br />
rozmyślać, postanowił poczekać do poniedziałku na konkrety.<br />
Mimo wszystko nie mógł opanować dręczących go myśli. Dotarło do niego z całą<br />
jasnością to, co próbował mu wytłumaczyć Marcin Król. Kotas miał nad nim władzę i<br />
mógł ją wykorzystać tak, jak mu to odpowiadało. Teraz żałował, że pośpieszył się z tym<br />
wnioskiem o awans.<br />
Nurtowała go myśl, że coś dziwnego dzieje się z Marylą. Nie poznawał jej.<br />
Zawsze to ona myślała o tym skąd będą mieli pieniądze na dalsze przeżycie, a teraz<br />
zachowywała się jakoś nieodpowiedzialnie. Wydawała bez sensu tysiące złotych na<br />
niepotrzebne remonty domu, dała swojemu bratu pieniądze na poczet umowy, która<br />
jeszcze nie była podpisana i wreszcie pozbyła się sklepu, chociaż wiedziała, że jego<br />
sytuacja w Financial Brokers, po złożeniu podania o awans, będzie niejasna. Teraz<br />
płakała.<br />
Czy to możliwe, żeby się czegoś domyślała? Nie zdradził się nawet słowem.<br />
Coś się z nią dziwnego działo , tylko nie wiedział co. Powinien z nią szczerze<br />
porozmawiać, ale nie miał teraz siły na takie rozmowy. Chciał poczekać, aż<br />
wspomnienie Krety przyschnie. Na razie było zbyt świeże. Czuł się za bardzo winny,<br />
żeby spojrzeć jej śmiało w twarz i wysłuchać.<br />
Wyprowadził z garażu rower, obejrzał dokładnie i zawołał Martynkę. Posadził ją<br />
na specjalnie dla niej zainstalowanym siodełku i pojechali połazić do lasu, pogadując po<br />
drodze.<br />
Wrócił z lasu jakoś wewnętrznie oczyszczony. Przemyślał jeszcze raz wszystko i<br />
postanowił nie poddawać się. Poczuł się silny i odpowiedzialny za dzieci i Marylę.<br />
Elżbieta miała rację, że miłość to nie jest łażenie po plaży i trzymanie się za<br />
rączkę.<br />
Co ja teraz mogę? &#8211; pytał sam siebie. Jednak nie jestem nieudacznikiem. Waldek<br />
się mylił. Od pół roku jestem najlepszy w oddziale, liczącym ponad trzydziestu<br />
agentów. Po roku pracy dla Financial Brokers potrafię zarobić ponad dziesięć tysięcy w<br />
24<br />
miesiącu. Mam poparcie ważniaka z centrali. Przestałem się upijać bez sensu.<br />
Tylko, po co była mi ta Kreta? Nie mogę teraz spojrzeć w oczy Maryli i dzieciom.<br />
I dlaczego ona płacze?<br />
Po południu zadzwonił Jasiński. Był na polowaniu w pobliżu i zapraszał go do<br />
leśniczówki. Paweł miał ochotę pojechać, ale ponieważ byli już umówieni na kolacje u<br />
teściów, poprosił Jasińskiego o spotkanie następnego dnia przed południem.<br />
- Jak chcesz. Strzeliłem pięknego dzika. Już go rozbierają i będzie niezła wyżerka.<br />
Trunki też zakupiliśmy przednie &#8211; kusił Jasiński.<br />
- Domyślam się, ale naprawdę nie mogę. Wczoraj wróciłem z dwutygodniowych<br />
wczasów&#8230;.<br />
- Wiem, wiem. Był u mnie Kotas i wspominał, że złożyłeś podanie o awans i<br />
wyjechałeś &#8211; przerwał mu Jasiński.<br />
- Tak? I co jeszcze mówił?<br />
- Opowiem ci jutro, bo to dłuższa historia &#8211; odpowiedział enigmatycznie Jasiński i<br />
rozłączył się.<br />
Chyba nie jest źle &#8211; pomyślał Paweł. &#8211; Gdybym miał wylecieć, to Jasiński by nie<br />
dzwonił.<br />
Następnego dnia, w niedzielę, pojechał na spotkanie. Jasiński, mocno skacowany<br />
siedział na tarasie i popijał jakieś soki. Zobaczył z daleka nadjeżdżający samochód<br />
Pawła i pomachał przyjaźnie ręką. Gospodyni przyniosła im po potężnej porcji gulaszu<br />
z dziczyzny, który tak pachniał, że Paweł natychmiast zabrał się do jedzenia, chociaż<br />
był po śniadaniu.<br />
- Wspaniale wyglądasz. Jak ci się udał urlop?- zapytał dyrektor.<br />
- Nieźle. Byłem na Krecie. Słońce, ciepłe morze. Fajnie było.<br />
- Żonie się podobało?<br />
- Byłem sam.<br />
- A&#8230;to gratuluję. Rozumiem, że jakieś kreteńskie łzy się lały, gdy wyjeżdżałeś?<br />
- Raczej niemieckie &#8211; mruknął Paweł i zaczerwienił się. To była ostatnia rzecz, o<br />
której chciałby teraz rozmawiać.<br />
- No tak. Niemcy panują latem na Morzu Śródziemnym. Byłem w zeszłym roku<br />
na Korfu. Też się nieźle bawiłem.<br />
Paweł nie odezwał się. Chwilę posilali się w milczeniu.<br />
- To jak wygląda teraz moja sytuacja? &#8211; przerwał męczącą ciszę.<br />
25<br />
- No cóż&#8230; &#8211; Jasiński odsunął niedojedzony gulasz. &#8211; Obiektywnie mówiąc,<br />
chwilowo wygląda tak, że stoisz w miejscu. Ani do przodu, ani do tyłu.<br />
- A pismo o awans?<br />
- Pismo zostało przyjęte do wiadomości &#8211; odpowiedział powoli Jasiński.<br />
- Nie rozumiem. – Paweł odłożył łyżkę i spojrzał uważnie na rozmówcę.<br />
- To znaczy, że dyrektor przyjął do wiadomości twoją chęć budowania grupy i<br />
będzie to brał pod uwagę przy wnioskach o awans.<br />
- Tylko tyle? &#8211; Paweł wydawał się być rozczarowany. Wyjął papierosa i zapalił.<br />
- Tylko tyle i aż tyle. Sytuacja wyjściowa była taka, że Kotas chciał cię od razu<br />
zwolnić. Wściekł się na to, że postawiłeś go jakby przed faktem dokonanym. Przyjechał<br />
do mnie wysondować, co ja na to. Wyglądał jakby coś wiedział o naszych<br />
uzgodnieniach. Mówiłeś komuś o tym?<br />
- Wprost nie. Dałem do zrozumienia mojemu managerowi, Marcinowi Królowi,<br />
że mam twoje poparcie.<br />
- No tak. Wszystko jasne. Król to zausznik Kotasa. Musisz uważać, co przy nim<br />
mówisz. W każdym razie udało mi się przekonać Kotasa, że rozwiązanie z tobą umowy<br />
przyniesie mu więcej strat niż korzyści.<br />
Paweł milczał. Myśli, które wczoraj wydawały się być poukładane, teraz znowu<br />
kłębiły się jak wściekłe.<br />
- Muszę powiedzieć, że spodziewałem się nieco innej wiadomości &#8211; powiedział<br />
wreszcie.<br />
- No cóż&#8230; &#8211; Jasiński też wyciągnął papierosa i zapalił.<br />
- Nie chciałbym być źle zrozumiany, ale &#8230; Kotas wspomina o jakichś czynnikach<br />
pozaprodukcyjnych i cały czas zasłania się dobrem firmy, ty z kolei w imię tego samego<br />
dobra firmy walczysz z nim. A ja jestem pośrodku tej bitwy i kompletnie nie wiem o co<br />
chodzi. Czy naprawdę wszystko da się wytłumaczyć dobrem firmy? Ja&#8230; po prostu<br />
chciałbym wiedzieć, co jest grane. Nie rozumiem dlaczego moje pismo wywołuje takie<br />
emocje. – Paweł aż się zaczerwienił od tej oracji.<br />
Jasiński skrzywił się i zdusił papierosa w popielniczce.<br />
- Tak. Są rzeczy, o których nie wiesz, ale zapewniam cię, że w swoim czasie<br />
dowiesz się wszystkiego. Na razie jeszcze za wcześnie. Po prostu musisz mi zaufać. O<br />
ile dalej jesteś gotowy iść do przodu ze mną – powiedział dobitnie.<br />
- Oczywiście, że jestem. Chociaż chwilami zastanawiam się ile osób będę musiał<br />
po drodze zabić. Nigdy nie myślałem, że pokonanie pierwszego stopnia będzie takie<br />
26<br />
trudne. Wolę nie wyobrażać sobie, co będzie dalej.<br />
- No wiec zaufaj mi i rób to, co ci mówię. I nie przejmuj się tak.<br />
Łatwo powiedzieć. Ale to ja nadstawiam karku, a nie ty, pomyślał Paweł.<br />
- Ale co mam teraz właściwie robić? &#8211; zapytał głośno.<br />
- Teraz spróbuj nie zepsuć tego co jest. Pracuj tak jak do tej pory i staraj się<br />
utrzymywać poprawne stosunki z dyrektorem. Myślę, że jakoś się dogadacie. Dałem mu<br />
wyraźnie do zrozumienia, że zależy mi na twoim awansie i jeśli nie będzie robił<br />
problemów, to poprę jego starania o stanowisko w centrali &#8211; odpowiedział Jasiński.<br />
Paweł wstał, pożegnał się i wsiadł do samochodu. Dyrektor patrzył długo za<br />
znikającym autem. Zastanawiał się, czy postawił na dobrego konia w tej gonitwie.<br />
Kocinski jest już stary i niedługo odejdzie, rozmyślał. Fotel prezesa będzie dla niego.<br />
Faceci z LA już mu to obiecali. Teraz musiał się otoczyć swoimi ludźmi, żeby potem<br />
bez problemów kontrolować sytuację. Nie miał zamiaru puszczać wszystkiego na<br />
żywioł, tak jak Kocinski. Pod jego kierownictwem Financial Brokers Polska zacznie się<br />
liczyć na rynku. Potrzebował do tego najlepszych. W końcu nie będzie do końca życia<br />
siedział w tym szarym kraju. Musiał wydusić z tych mazgai trochę energii. Co za ludzie<br />
tu mieszkają?! Każdy oczekuje dla siebie nie wiadomo jakich profitów, ale nie chce dać<br />
nic w zamian. Daj mu cukierka, to zamiast się ucieszyć, będzie narzekał, że nie<br />
czekoladowy.<br />
A tego Filipowskiego trzeba jednak dalej pchać. Pracowity jak mrówka i<br />
niespecjalnie inteligentny. Idealny kandydat na dyrektora. Potem nie będzie rył jak<br />
świnia.<br />
Wzdrygnął się pod wpływem nagłej fali chłodnego powietrza. Miasto Aniołów<br />
ma zdecydowanie milszy klimat. Polska to tylko etap. Celem był gabinet na<br />
trzydziestym piętrze, w lśniącym, czarnym klocku ze szkła i stali. Z widokiem na całe<br />
Los Angeles.<br />
34.<br />
Paweł siedział w fotelu, w sekretariacie oddziału i czekał na rozmowę z<br />
dyrektorem. Obserwował jak Agata krząta się w swoim kącie, porządkując papiery. Na<br />
jej miejscu przy biurku siedziała jakaś dziewczyna i przyjmowała telefony.<br />
Agata awansowała. Przenosiła się do centrali w Warszawie, na stanowisko<br />
osobistej sekretarki jednego z dyrektorów.<br />
Kotas był na cotygodniowym zebraniu unit managerów. Zza drzwi sali<br />
27<br />
konferencyjnej słychać było jego głos. Mówił coś podniesionym tonem.<br />
Nowa sekretarka zerkała ciekawie na Pawła. Miała na imię Kasia i była<br />
całkowitym przeciwieństwem Agaty. Szczupła, a właściwie chuda, włosy związane<br />
ciasno z tyłu, okulary na nosie. Jeszcze się nie nauczyła, tak jak Agata, modulować<br />
głosu przy odbieraniu telefonu. Może dlatego wydawała się Pawłowi naturalna i<br />
sympatyczna.<br />
Zebranie dobiegło końca. Kierownicy grup wysypali się na korytarz.<br />
Marcin Król podszedł do Pawła, podał mu rękę na powitanie i bez słowa poszedł<br />
do siebie. Pozostali wyczuli, że sytuacja jakoś zgęstniała, bo rozpierzchli się jak stado<br />
wróbli. Kotas ruchem ręki wskazał Pawłowi drzwi do swego gabinetu. Agata kątem oka<br />
obserwowała całą sytuację.<br />
- Może zrobić kawę panie dyrektorze? &#8211; wyrwała się nowa sekretarka.<br />
Kotas przeszył ją wzrokiem bazyliszka i spojrzał na Pawła, który bez słowa<br />
pokręcił przecząco głową. W milczeniu weszli do gabinetu.<br />
- Pierwsza wpadka &#8211; powiedziała półgłosem Agata, kiedy zniknęli za lustrzanymi<br />
drzwiami.<br />
- Jaka wpadka?- zapytała nerwowo Kasia.<br />
- Nie proponuje się kawy, kiedy dyrektor Kotas kogoś zwalnia!<br />
- A to on go zwalnia? &#8211; zdziwiła się Kasia.<br />
- Nie widziałaś co tu się działo? Jak wszyscy uciekali jak od jakiejś zarazy? -<br />
zdziwiła się tym razem Agata.<br />
- Nie!<br />
- No to musisz się jeszcze dużo uczyć. Najlepiej nie wyrywaj się z niczym, tylko<br />
czekaj na polecenia. W ten sposób najmniej sobie zaszkodzisz &#8211; skończyła i odwróciła<br />
się do półki z segregatorami.<br />
W gabinecie dyrektora atmosfera stwardniała jak beton. Kotas patrzył na Pawła<br />
zimnym wzrokiem. Ten zaś, pamiętając słowa Jasińskiego, siedział spokojnie i czekał<br />
na rozwój sytuacji.<br />
- No i co słychać u pana, panie Pawle? &#8211; niespodziewanie słodkim głosikiem<br />
zapytał Kotas &#8211; Jak się udał urlop? Słyszałem, że pan szlifował język niemiecki na<br />
Krecie. Czy to prawda?<br />
Paweł spoglądał niezdecydowanie, trochę zaskoczony. Do tej pory byli na „ty” i<br />
to z inicjatywy Kotasa. Teraz znowu są na „pan”? To było coś nowego. Poza tym,<br />
zastanawiał się, skąd Kotas mógł wiedzieć co on robił na Krecie? No tak &#8211; Elżbieta.<br />
28<br />
Sam wysłał jej list z Okęcia. Pewnie od niej dowiedział się Marcin, a od niego dyrektor.<br />
Wniosek nasuwał się sam. Nie można wierzyć nikomu.<br />
- Dziękuje. Urlop się udał i czułbym się doskonale gdyby nie to, że po powrocie z<br />
niego dowiedziałem się, że mój najlepszy kontrakt został przejęty i zrealizowany przez<br />
kogoś innego &#8211; odbił piłeczkę.<br />
Tym razem Kotas wyglądał na nieco zdezorientowanego. Trwało to jednak bardzo<br />
krótko.<br />
- Sprawę „Wiktorii” zrelacjonuje panu Marcin Król. Przekona się pan, że sytuacja<br />
wymagała podjęcia szybkich decyzji. Nie mogliśmy czekać, aż pan konsultant łaskawie<br />
wróci z wojaży i zajmie się milionowym klientem. Ale zapewniam pana, że pańska rola<br />
w podpisaniu kontraktu z „Wiktorią” będzie doceniona. I to niedługo. – Uśmiechnął się<br />
szyderczo.<br />
Paweł nic z tego nie zrozumiał. Co ten Kotas pieprzy, zastanawiał się.<br />
- Przejdźmy teraz do pańskiego pisma, czy raczej p r o p o z y c j i &#8211; Kotas<br />
przeciągnął ostatnie słowo.<br />
Paweł skurczył się w sobie. Dalej pamiętał, co powiedział Jasiński, ale nie mógł<br />
powstrzymać ogarniającego go zdenerwowania. Tłuste policzki Kotasa przybrały<br />
wiśniową barwę. Wstał i zaczął chodzić po gabinecie.<br />
- Pan mnie zaskoczył i zasmucił panie Pawle – zaczął. &#8211; Myślałem, że podczas<br />
szkolenia początkowego, dałem jasno do zrozumienia, że najbardziej cenię sobie<br />
lojalność wobec firmy. Teraz widzę, że coś robiłem nie tak. Pan nic nie zrozumiał!<br />
Wysmażone przez pana pismo dobitnie o tym świadczy!<br />
- Nie widzę związku między lojalnością, a moim pismem, panie dyrektorze -<br />
zaoponował Paweł.<br />
- Ale on jest! Ja jestem przedstawicielem firmy i należy mi się lojalność ze strony<br />
wszystkich moich podwładnych &#8211; Kotas znowu uniósł głos &#8211; A pan próbuje mnie<br />
szantażować!<br />
- To chyba jakieś nieporozumienie&#8230;.<br />
- Proszę mi nie przerywać! &#8211; wykrzyknął dyrektor. Wyglądał jakby lada chwila<br />
miał dostać zawału. Oddychał szybko i obcierał pot, który pokrył mu czoło. Dłuższą<br />
chwilę spoglądali na siebie bez słowa. Kotas powoli się uspokajał.<br />
- No nieważne &#8211; przerwał milczenie. &#8211; Chce pan iść do przodu? Proszę bardzo!<br />
Dam panu szansę. Nie podoba mi się ten styl, ale nie mogę odmówić panu skuteczności.<br />
Usiadł za swoim biurkiem i uśmiechnął się do swoich myśli.<br />
29<br />
- Umówmy się, że jeśli w ciągu najbliższego pół roku sfinalizuje pan<br />
przynajmniej trzy takie kontrakty jak „Wiktoria”, to podpisze wniosek o awans na<br />
managera grupy – kontynuował. – Oczywiście, pańska produkcja miesięczna nie może<br />
spaść poniżej normalnego, wysokiego poziomu.<br />
Uśmiechnął się rozluźniony. Lubił panować nad sytuacją. I panował. Paweł czuł<br />
jak mu szczęka opada. Trzy takie kontrakty jak „Wiktoria”!? Tego mu Jasiński nie<br />
powiedział.<br />
- I jeszcze jedno. Od dzisiaj oczekuję, że będziesz ze mną ściśle współpracował i<br />
informował mnie o wszystkich oficjalnych pismach, które masz zamiar złożyć.<br />
Gdziekolwiek. Także do mnie. W przeciwnym wypadku uznam, że odstąpiłeś od naszej<br />
umowy.<br />
Znowu byli na „ty”. Kotas czuł się już całkowicie zrelaksowany i pozwolił sobie<br />
na mały „żart”, którym chciał dobić ofiarę:<br />
- Mam nadzieję, że papiery „Wiktorii” sprawdziłeś tak samo dokładnie jak<br />
wszystkie inne do tej pory?<br />
Co za palant, pomyślał Paweł. Wyszedł z gabinetu, trzymając w garści, podpisany<br />
przez siebie kawałek papieru, który zawierał wyrok. Kotas czuł się tak pewnie, że kazał<br />
sporządzić na piśmie umowę o warunkach awansu.<br />
Marcin Król nie czuł się tak pewnie. Nie ukrywał, że prowizja z „Wiktorii” jest<br />
częścią ceny, którą Paweł musi zapłacić, żeby awansować. Nie miał wpływu na decyzje<br />
Kotasa. Mimo to było mu trochę głupio. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie.<br />
- Cały kontrakt przejął i nadzorował dyrektor. Ja tylko jeździłem z nim i<br />
podpisywałem papiery. Wiesz, że przy takiej kwocie kontraktu musi być od nas dwóch<br />
ludzi. Nie wiem czy ci to osłodzi żal po stracie tego klienta, ale ja też nie dostałem na<br />
razie ani grosza. I pewnie nie zobaczę nawet złotówki. Ewentualnie jakieś ochłapy.<br />
Wydaje mi się, że na zleceniach prowizyjnych Kotas wpisywał wszędzie tylko swoje<br />
dane. Nawet nie dał mi dobrze zajrzeć do papierów.<br />
- To po co się podkładasz? A jak coś będzie nie tak? Jeśli klient okaże się<br />
niewypłacalny, albo zwyczajnie nieuczciwy? Mówiłem ci, że to nie jest zwykła sprawa.<br />
- Po pierwsze, nie miałem wyjścia, a po drugie tam są takie zabezpieczenia, że nic<br />
się nie może stać. Ja wolę siedzieć cicho. A pieniędzy mam dosyć ze swoich<br />
kontraktów. Jeśli chcesz zostać managerem, to lepiej też zapomnij o sprawie „Wiktorii”.<br />
- Przecież to jest zwykła kradzież. Nie widzisz?!<br />
Marcin tylko wzruszył ramionami i nic nie odpowiedział.<br />
30<br />
- Czy w centrali wiedzą jak tu się odbywa awansowanie? &#8211; zapytał rozgoryczony<br />
Paweł.<br />
- Jasne, że wiedzą. Nikt się nie będzie wtrącał w sprawy oddziału, dopóki<br />
produkcja rośnie. Jasiński ci nie powiedział?<br />
- Nie. W ogóle nie wspominał o żadnych układach.<br />
- Widocznie to pasowało do jego aktualnej koncepcji. Możesz pracować całe<br />
życie jako agent i być nieprzemakalnym na te sprawy. Zarobisz może trochę mniej, ale<br />
będziesz miał spokój. Jeśli jednak chcesz wyciągnąć więcej albo podskoczyć wyżej,<br />
musisz nie tylko wejść w różne układy, ale także aktywnie je tworzyć. Taka jest logika<br />
systemu.<br />
- Ja pieprzę taki system. Jestem prostym człowiekiem. Nie chce myśleć o żadnych<br />
układach. Chcę, po prostu, dobrze pracować i dobrze zarabiać.<br />
- To jedź do kopalni!! I nie udawaj takiego niewiniątka. Ostatecznie, to nie ja<br />
prowadzę jakieś tajne rozmowy z Jasińskim.<br />
W drodze powrotnej do domu Paweł przeprowadził kolejny wewnętrzny dialog,<br />
który pozwolił mu ocenić swoją pozycję w tym całym zamieszaniu. Doszedł do<br />
wniosku, że mimo wszystko nie jest źle. Miał pół roku na wykazanie się. Kotas postawił<br />
trudne warunki, ale nie beznadziejne. Gdyby ich nie wykonał, w konsekwencji nie<br />
dostanie teraz awansu. Jasiński naciskał, ale wcale to jednak nie oznaczało, że w<br />
przyszłości nie zostanie kierownikiem grupy, a potem dyrektorem oddziału. Bardziej<br />
obawiał się, że znowu, dla dobra sprawy, będzie musiał poświęcić jakiś niezły kontrakt.<br />
Nie chciał pozbywać się pieniędzy bez sensu. Stracił na „Wiktorii” dostatecznie dużo.<br />
Po powrocie z oddziału wziął się ostro do pracy. Telefon grzał się do<br />
czerwoności. Pani Basia z banku dostała podwyżkę i obiecała dostarczać częściej<br />
wydruki z danymi klientów. Poza tym Paweł kupił kilka informatorów z adresami firm i<br />
zaczął rozsyłać swoje oferty gdzie się da. Czasami myślał, że to nawet dobrze, że musi<br />
się sprężać. Dzięki temu prawdopodobieństwo, że załapie się do pierwszej piątki i<br />
dostanie wyróżnienie na konwencji w Marriotcie bardzo wzrastało.<br />
Waldka ostatnio często nie było w domu. Trzeba go będzie jakoś zmotywować,<br />
żeby poszukał więcej klientów, rozmyślał Paweł. Teraz zaczęła się liczyć każda<br />
złotówka.<br />
Wrócił do praktyki codziennego dzwonienia do kilku starych klientów. Czasami<br />
to dawało niezłe efekty.<br />
Po kilku dniach odezwał się Jasiński. Okazało się, że jest decyzja o otworzeniu w<br />
31<br />
listopadzie, oddziału w Poznaniu. Wyścig do dyrektorskiego stołka już się rozpoczął.<br />
Jeśli Paweł chce myśleć o awansie, to musi się sprężyć. Nawet jeśli nie uda się teraz<br />
przeforsować jego kandydatury, to sam fakt brania jej pod uwagę będzie bardzo istotny<br />
w przyszłości. Paweł obiecał, że zrobi co w jego mocy, miał jednak dużo wątpliwości.<br />
Była połowa lipca. Do listopada zostało mniej niż pół roku. Poza tym, trzeba by podjąć<br />
jakieś radykalne decyzje w sprawie mieszkania, szkoły Patryka i paru innych. Na razie<br />
nie był psychicznie do tego przygotowany. Jak zwykle jednak, przejmował się tym<br />
tylko przez kilkanaście minut. Wspomniał mimochodem o „Wiktorii”. Jasiński<br />
niespodziewanie bardzo się tym zainteresował.<br />
- Słuchaj! To może być jakaś szansa dla nas. Może będziemy mieli hak na Kotasa.<br />
Opisz mi dokładnie całą transakcję od początku. Na razie nieoficjalnie. Chodzi o to,<br />
żeby ustalić jaką pracę wykonałeś przy tym kontrakcie ty, a jaką on. Dobrze by było,<br />
żebyś skontaktował się z klientem i dyskretnie wypytał o przebieg negocjacji. To też<br />
chciałbym mieć na piśmie.<br />
- Postaram się &#8211; obiecał Paweł.<br />
Zaraz potem telefon odezwał się ponownie i nowa sekretarka &#8211; Kasia<br />
zaanonsowała rozmowę z Kotasem. Dyrektor poinformował Pawła, że postanowił<br />
jednak pomóc mu w szybkim awansie i dlatego wyznaczył go, jako przedstawiciela<br />
oddziału, do uczestniczenia w kilku najbliższych szkoleniach wyjazdowych. Pierwsze -<br />
kilkudniowe, miało się odbyć pod koniec miesiąca. Dyrektor sądził, że udział w<br />
szkoleniach pozwoli Pawłowi jeszcze lepiej poznać techniki zdobywania klienta. Poza<br />
tym, wiedza nabyta w trakcie wykładów będzie przydatna, kiedy już zajmie stanowisko<br />
kierownika grupy.<br />
Po drugie, zaproponował aby Paweł rozważył możliwość poświęcania jednego<br />
dnia w tygodniu na dyżur w oddziale. Każdy kierownik grupy musiał obowiązkowo,<br />
dwa razy tygodniowo, odbywać taki dyżur. Poświęcali go na konsultacje z agentami i<br />
udzielanie informacji zgłaszającym się osobiście klientom.<br />
W pierwszym odruchu Paweł chciał zadzwonić do Jasińskiego, żeby<br />
poinformować go o zmianie stanowiska Kotasa. Po zastanowieniu dostrzegł jednak, co<br />
może oznaczać „pomoc” , wymyślona przez dyrektora. Prawdopodobnie chciał<br />
wypełnić mu maksymalnie dużo czasu, który normalnie byłby przeznaczy na<br />
zdobywanie klientów.<br />
Szkolenia były dobre dla początkujących. Starzy agenci jeździli na nie wyłącznie<br />
po to, żeby odreagować stres i zabawić się. Nie mógł jednak odmówić, żeby nie dać<br />
32<br />
Kotasowi do ręki argumentu, że nie współpracuje z dyrektorem oddziału. Czuł, że to<br />
będzie bardzo pracowite pół roku.<br />
Postanowił jak najszybciej pojechać do Łodzi. Może uda się dać Jasińskiemu<br />
dodatkową broń do ręki.<br />
Jak na złość Astra odmówiła posłuszeństwa. Chyba musiał nalać gdzieś<br />
fałszowanego paliwa. Taka była diagnoza miejscowego magika. Ponieważ auto było na<br />
gwarancji, musiał odtransportować je do serwisu i odczekać kilka dni w kolejce<br />
chętnych do naprawy.<br />
35.<br />
Waldek zaczynał się bać. Czuł, że grząski grunt, po którym poruszał się do tej<br />
pory, radząc sobie całkiem nieźle, powoli zamieniał się w bagno. Podczas<br />
comiesięcznych wizyt w urzędzie skarbowym, miał wrażenie, że na jego widok cichną<br />
rozmowy i jest obserwowany. Ktoś wypytywał szwaczki o zakład. Nie mógł ustalić kto.<br />
Ktoś obcy, nieznajomy. Czasami zdawało mu się, że kilka razy w ciągu dnia widzi ten<br />
sam samochód jadący za nim. Coraz mniej mu się to podobało. Papiery miał w<br />
idealnym porządku, ale ostatnio odwiedziło go kilka dziwnych kontroli. Z Biura Pracy,<br />
ZUS-u, Sanepidu. Miał wrażenie, że coś tego za dużo w tak krótkim czasie.<br />
Przychodzili trójkami i podczas, gdy dwie osoby rozmawiały z nim, oglądały<br />
papiery i pisały protokół z kontroli, trzecia łaziła mu po zakładzie i wszędzie wtykała<br />
nos. To nie było normalne. Zwykle przychodziły dwie osoby i siedziały na tyłku,<br />
popijając kawę. Do tego z ostatnią kontrolą przyszedł rudy facet. Jak marchewka.<br />
Waldek nie był w zasadzie przesądny, ale tego było już za dużo.<br />
Makowski poprosił go, żeby znalazł nabywców na nowe maszyny szwalnicze,<br />
które dostarczano mu od kilku dni w drewnianych skrzyniach. Pozbywał się ich za<br />
połowę ceny. Proponował mu dużą prowizję.<br />
Waldek szybko znalazł kilku chętnych. Fabrycznie nowe maszyny za pół ceny nie<br />
trafiają się codziennie. Sam na tym zarabiał, ale wcale go te pieniądze nie cieszyły.<br />
Wyglądało na to, że Makowski zwija interes zamiast go rozwijać. Całkiem<br />
zamknął szwalnię i z niej też wszystko wyprzedawał. Waldek spotykał się z nim kilka<br />
razy w ciągu ostatnich dni i widział, że tamten jest jakiś dziwny. Wreszcie zdobył się na<br />
odwagę i zapytał:<br />
- Co się dzieje?<br />
- W jakim sensie? &#8211; odpowiedział pytaniem Makowski.<br />
33<br />
- W takim, że pozbywasz się wszystkiego, jakbyś chciał gdzieś uciec.<br />
- Nie przesadzaj! Postanowiłem tylko zmienić branżę. W krawiectwie idzie coraz<br />
gorzej. Trzeba pomyśleć o zainwestowaniu w co innego. Trzeba być elastycznym!<br />
- A kontrakt z Niemcami? Przecież podpisałeś umowę z Bundeswehrą. Mieliśmy<br />
szyć tysiące koszul co miesiąc.<br />
- Doszedłem do wniosku, że ich warunki są nie do przyjęcia. Rezygnuję z tego<br />
kontraktu.<br />
Waldek głośno wciągnął powietrze. Co za bzdura! Tyle negocjacji i nic?<br />
- To po co bawiłeś się w ten leasing? Z czego będziesz teraz spłacał raty? -<br />
zapytał.<br />
- Nie twój problem – odpowiedział obcesowo Makowski.- To ja będę spłacał. Nie<br />
znasz starej żydowskiej mądrości, że na plajcie też można nieźle zarobić?<br />
- A przewałki dla Zdunka. Z tego też wychodzisz? – indagował dalej Waldek.<br />
- Co ty?! Głupi jesteś? Mam zrezygnować z takich łatwych pieniędzy? Po prostu<br />
do tego nie potrzebuję szwalni. Otwieram teraz jednoosobowe biuro doradztwa<br />
gospodarczego.<br />
Waldek nie wierzył w ani jedno słowo. Zdunek zagadnięty o to zasugerował mu,<br />
żeby przestał się interesować i robił swoje. Tak będzie najlepiej.<br />
Coś się działo. Tylko co? Nie mógł się doszukać sensu w tym, co widział.<br />
Dlaczego Makowski nie chce mu nic powiedzieć? Przecież byli po jednej stronie tej<br />
barykady. Po drugiej była policja i urzędy skarbowe.<br />
****<br />
Paweł miał dylemat. Dostał cynk od kolegi &#8211; Darka Jackowskiego, który pracował<br />
jako księgowy w hucie szkła, produkującej na automatach hutniczych butelki i słoiki.<br />
Państwowe, ledwo utrzymujące się na powierzchni, prowincjonalne przedsiębiorstwo,<br />
sprzedano prywatnemu właścicielowi, który radził sobie nieźle i właśnie planował<br />
wymianę dużej części parku maszynowego.<br />
Szykował się poważny kontrakt, dzięki któremu Paweł mógłby zdecydowanie<br />
poprawić swoją pozycję w rozgrywce z Kotasem.<br />
Dylemat polegał na tym, że teraz bał się informować Marcina i dyrektora o<br />
przebiegu negocjacji i o wysokości kontraktu. Nie chciał, aby powtórzył się scenariusz<br />
„Wiktorii”. Z drugiej strony, powinien to zrobić, żeby zmniejszyć ryzyko ponoszone<br />
przez Financial Brokers. Takie były wytyczne centrali.<br />
34<br />
Ostatecznie postanowił czekać do końca, kiedy wszystko będzie pewne i zapięte<br />
na ostatni guzik. Na razie musiał się sprężyć i przeprowadzić bardzo dobrą prezentację<br />
swojej oferty. Huta rozesłała wezwanie do składania ofert do kilku firm. Zapowiadała<br />
się ciężka walka.<br />
Pozycje startową miał dobrą. Jackowski, pracujący w księgowości, po nieźle<br />
zakrapianej kolacji, zdradził mu na jakie elementy ofert będą w hucie zwracali<br />
największą uwagę.<br />
To nie była uczciwa konkurencja i być może w innych okolicznościach Paweł<br />
miałby przynajmniej wyrzuty sumienia. Teraz jednak był za bardzo zdeterminowany,<br />
żeby się dłużej zastanawiać nad moralnymi i prawnymi konsekwencjami swojego<br />
postępowania. Na prowincji nie takie rzeczy przechodzą niezauważone. Albo są<br />
przemilczane.<br />
Pojechał do huty, jak tylko oddali mu auto z serwisu. Mechanik uprzedził go, że<br />
powinni się zobaczyć jeszcze raz. I koniecznie powinien zmienić stację paliw.<br />
Jeszcze nigdy nie był tak perfekcyjnie przygotowany, jak do tej rozmowy. Mimo<br />
to, przed spotkaniem nie mógł opanować drżenia rąk i nóg. W trakcie prezentacji czuł<br />
jak strużka potu spływa mu środkiem pleców. Zupełnie jak wtedy, kiedy zaczynał<br />
prace. Wówczas każda rozmowa go stresowała, bo był niedoświadczony i czuł się<br />
niepewnie. Teraz stawka była wysoka.<br />
Na pewno była to jedna z najlepszych prezentacji w jego karierze. Widział, że<br />
zainteresował słuchaczy i był niemal pewien, że ma w ręku ten kontrakt. Na pożegnanie<br />
główny księgowy huty uścisnął mu wylewnie rękę i poprosił o telefon za czternaście<br />
dni. W tym czasie wszystkie firmy powinny już złożyć swoje propozycje i będzie<br />
podjęta decyzja o wyborze partnera.<br />
Zbliżał się termin pierwszego szkolenia, które Paweł musiał „zaliczyć”, dzięki<br />
„uprzejmości” Kotasa.<br />
W czwartek wieczorem zapakował się i cały następny dzień wlókł się na drugi<br />
koniec Polski. Ponieważ na Śląsku miały powstać dwa nowe oddziały, szkolenie<br />
zorganizowano w zajeździe, w okolicach Bielska Białej.<br />
Paweł miał wrażenie, że ciągnęło się w nieskończoność. Nowi agenci<br />
dowiadywali się tutaj o rzeczach dla niego oczywistych. Jedynym plusem była<br />
możliwość totalnego wyspania się. Mieszkał w jedynce. Wykorzystał te kilka dni na<br />
odpoczynek i przemyślenia.<br />
Niespodziewanym dodatkowym prezentem okazała się informacja, którą<br />
35<br />
usłyszał od Janusza – managera z Warszawy, którego poznał rok temu przy okazji<br />
szkolenia nad Zalewem Zegrzyńskim.<br />
Janusz, jak zwykle, wykorzystywał wyjazd na totalne oczyszczenie organizmu z<br />
bakterii przy pomocy kuracji spirytusowej oraz na zawiązanie jak najbliższej przyjaźni<br />
z kandydatkami i nowo upieczonymi agentkami. Obydwie rzeczy udawało mu się<br />
osiągnąć bez większych problemów. Nie bez znaczenia był fakt, że przyjechał z<br />
Warszawy i miał do sprzedania dużo informacji, których nie zawierały wykłady,<br />
prowadzone przez pracowników działu szkoleń. Wieczorem zawsze znalazł się ktoś<br />
chętny, kto chciał uciąć z nim pogawędkę i w zamian postawić w barze kilka drinków.<br />
Paweł miał dosyć swoich problemów i nie interesował się plotkami z centrali. W<br />
nocnej balandze uczestniczył tylko ostatniego wieczoru. Rozluźniony, po kilku<br />
drinkach, zdradził Januszowi, że Jasiński zaproponował mu poparcie w wyścigu do<br />
stołka dyrektora oddziału w Poznaniu. Janusz zaczął się hałaśliwie śmiać. Ledwo<br />
siedział na barowym stołku.<br />
- Poznań już jest dawno obsadzony. Szczuje cię tylko, żebyś jeszcze bardziej tyrał<br />
- objaśnił z lekką drwiną w głosie. Spółgłoski wychodziły mu coraz niewyraźniej.<br />
- Jak to obsadzony? Przecież otwarcie dopiero za pół roku.<br />
- Zapomnij o Poznaniu. Poznań kaputt. Kosmos – wybełkotał Janusz.<br />
- A kto ma być tam dyrektorem?<br />
- Gdzie? – Janusz kiwał się coraz bardziej. Rozglądał się na wszystkie strony w<br />
poszukiwaniu potencjalnej zdobyczy.<br />
- No w Poznaniu.<br />
Janusz zbliżył usta do ucha Pawła i scenicznym szeptem wybełkotał:<br />
- Ferenc. Tylko cii&#8230; – Próbował położyć palec na usta, ale cholerne usta ciągle<br />
uciekały na boki.<br />
- Co za Ferenc? Kto to jest?<br />
Odpowiedzi już nie usłyszał. Janusz zsunął się ze stołka i pożeglował w kierunku<br />
upatrzonego stolika. Paweł stracił ochotę na dalszą imprezę. Poszedł do siebie do<br />
pokoju i próbował zasnąć.<br />
Albo Jasiński mnie oszukuje, albo Janusz pieprzy bzdury, rozmyślał. Jeśli Janusz<br />
mówi prawdę, to znaczy, że metody stosowane przez Kotasa są w Financial Brokers w<br />
powszechnym użyciu. Bat i marchewka w klasycznym wydaniu. Możliwe też, że Janusz<br />
sam chce awansować i kłamie, żeby zniechęcić potencjalną konkurencję. A więc po<br />
zasadzie numer jeden – nie wierzyć nikomu, nadszedł czas na zasadę numer dwa –<br />
36<br />
prawda sprawdza się tylko w konfesjonale.<br />
Podczas podróży powrotnej myślał o tym znowu, ale nie doszedł do żadnych<br />
wniosków. Nie mógł zrozumieć celu i sensu gry prowadzonej przez Jasińskiego.<br />
Ostatecznie postanowił robić swoje i nie przejmować się plotkami. Co będzie, to będzie.<br />
Maryla przywitała go chłodno. Znowu zaczęła narzekać na jego stałą nieobecność<br />
w domu. Ostatnio kłócili coraz częściej. Nawet zwykłe drobiazgi wywoływały<br />
awantury. Wyglądało na to, że przestają się kompletnie rozumieć.<br />
Maryla często była rozdrażniona. Dzieci przesiadywały całe dnie u dziadków,<br />
Paweł był wiecznie u klienta, a ona samotnie w domu. Koleżanki zapraszała teraz<br />
rzadziej. Już się znudziła ciągłym obgadywaniem tych samych spraw i słuchaniem ich<br />
narzekań. One też już się tak nie ekscytowały jej problemami. Spowszedniała w ich<br />
oczach. Szczególnie od kiedy przestała już demolować dom kolejnymi przeróbkami.<br />
Paweł często zastanawiał się, gdzie się podział jej dawny spokój i dobry humor.<br />
Podejrzewał, że wszystkiemu może być winna zmiana jej sytuacji w ich związku.<br />
Kiedyś wszystko zależało od niej i każda, nawet drobna decyzja musiała mieć jej<br />
błogosławieństwo. Teraz on był najważniejszy. Zarabiał na utrzymanie rodziny i<br />
podejmował samodzielnie wiele ważnych decyzji. Miał wyrzuty sumienia, że<br />
rozmawiają tak rzadko, ale w tej codziennej gonitwie nie umiał znaleźć chwili na<br />
spokojną rozmowę.<br />
Po powrocie do domu otrzymał dwie wiadomości z huty. Jedną poufną, od kolegi.<br />
Jego oferta leżała cały czas na wierzchu. To był dobry znak.<br />
Druga wiadomość była oficjalna. Zarząd huty poprosił o dodatkowe informacje.<br />
Wybrano trzy firmy leasingowe i właściciel huty chciał wiedzieć, na jakie bonusy i<br />
zniżki, poza przedstawionymi we wstępnej ofercie, może liczyć. Od tego zależała<br />
ostateczna decyzja o podjęciu współpracy.<br />
Teraz Paweł musiał przedstawić sprawę wyżej. Normalnie poszedłby z tym do<br />
Marcina, który po konsultacji z Kotasem, za zgodą Warszawy, podjąłby jakąś decyzję.<br />
Teraz jednak postanowił obejść tę drogę na skróty i zadzwonił do Jasińskiego.<br />
Jasińskiego nie było. Pojechał do Stanów na jakieś spotkanie władz Financial<br />
Brokers Ltd.<br />
Bardzo uprzejmy sekretarz dyrektora przełączył Pawła do Działu Akceptacji<br />
Kontraktów. Tutaj, dla odmiany, został potraktowany bardzo chłodno. Młoda kobieta,<br />
która z nim rozmawiała, zastanawiała się bardzo długo i wypytała go o wszystkie<br />
szczegóły kontraktu, zanim udzieliła mu kilku ogólnikowych informacji. Była<br />
37<br />
zdziwiona, że szeregowy agent kontaktuje się bezpośrednio z nią, zamiast zrobić to za<br />
pośrednictwem swojego oddziału.<br />
Powiedziała wprost, że rozmawia z nim tylko dlatego, że zwrócił się o to sekretarz<br />
dyrektora Jasińskiego. Kiedy Paweł poprosił o przesłanie potrzebnych informacji na<br />
piśmie, otrzymał grzeczną ale stanowczą odmowę.<br />
- Proszę przesłać, za pośrednictwem oddziału, skrócone założenia kontraktu,<br />
wtedy wyślemy żądane informacje &#8211; poinstruowała go z lekką nutą zniecierpliwienia w<br />
głosie.<br />
- A czy mogę przesłać te założenia bezpośrednio. Mieszkam daleko od oddziału i<br />
nie chciałbym tracić czasu. Mam go niewiele, bo klient naciska i niecierpliwi się -<br />
próbował wpłynąć na nią grzecznym tonem.<br />
- Niestety, informacje, o które pan prosi są poufne i mogę je przekazać tylko<br />
drogą służbową. Jeśli to wszystko, to pożegnam już pana. Mam bardzo dużo pracy -<br />
odpowiedziała tym samym co poprzednio, zimnym głosem i odłożyła słuchawkę.<br />
Głupia pinda &#8211; pomyślał ze złością. Dla niej taki kontrakt to pewnie codzienność.<br />
Kilka kartek papieru z danymi, zebranymi przez anonimowego agenta. Ale dla niego to<br />
była wielka szansa i nie chciał jej stracić.<br />
Napisał grzeczne pismo, w którym zamieścił informacje uzyskane w trakcie<br />
rozmowy, wydrukował i wysłał do huty. Miał nadzieję, że przełkną brak papieru<br />
firmowego i pewną ogólnikowość treści.<br />
Sprawa huty i szkolenie zajęły go tak bardzo, że po raz pierwszy od dłuższego<br />
czasu nie podpisał ani jednego kontraktu. Poza tym było jeszcze lato, ludzie jeździli na<br />
wakacje i mniej zajmowali się interesami. Dostał już dwa telefony od zaniepokojonego<br />
Marcina Króla. Obrót unitu spadał dramatycznie. Kotas dostawał białej gorączki.<br />
36.<br />
Waldek po raz kolejny tego dnia otworzył niewielki sejf, ukryty w ścianie biura,<br />
które miał obok szwalni. Nawet Teresa o nim nie wiedziała. Jeszcze raz obejrzał wizę i<br />
przeliczył dolary. Piętnaście tysięcy. Nie było tego za dużo, ale Zdunek powiedział, że<br />
nie ma już na co czekać. Zadzwonił i ostrzegł go, że trzeba pryskać. Prawdopodobnie<br />
policja już wie o ich przewałkach i lada dzień zaczną się aresztowania. Do niego też za<br />
jakiś czas dotrą. O ile już nie dotarli. Makowski też się zwijał. Cwaniak, opowiadał że<br />
zmienia branżę. Widocznie wyczuwał coś wcześniej. Tylko dlaczego cały czas udaje<br />
38<br />
głupiego? Dzisiaj przez telefon też udawał zdziwionego, że Zdunek zwija interes.<br />
Zresztą, jego sprawa. Zdunek był bardziej rozmowny. Waldek nie mógł wyjść z<br />
podziwu nad genialną prostotą przekrętu z leasingiem maszyn. Tylko niepotrzebnie<br />
Pawła w to mieszał. Ostatecznie Maryla to siostra i można jej było oszczędzić stresu.<br />
No, ale teraz nie czas myśleć o innych. Trzeba pomyśleć o sobie.<br />
A tak ładnie się kręciło. Żałował teraz, że nie oszczędzał każdej złotówki. Ta<br />
Teresa! Potrafiła wydać dowolną ilość gotówki i ciągle chciała więcej.<br />
Swoją drogą, Zdunek miał niezłe kontakty. Załatwić amerykańską wizę w ciągu<br />
tygodnia nie każdy by potrafił. Kosztowała słono, ale za to miała tam już na niego<br />
czekać robota i jakieś tymczasowe miejsce do spania. Teresie powiedział, że wyjedzie<br />
teraz na kilka dni w interesach, żeby się nie denerwowała.<br />
Tym, że zostawi rodzinę bez środków do życia nie przejmował się. Za parę<br />
miesięcy skontaktuje się z nimi dyskretnie, a jak się sytuacja trochę uspokoi ściągnie<br />
Teresę i dzieciaka do siebie.<br />
Szkoda mu było tych wszystkich maszyn stojących w szwalni. Można by za nie<br />
dostać na szybko ze sto tysięcy. Trochę by zostawił w domu, a resztę zabrał ze sobą.<br />
Trzeba spokojnie pomyśleć. Cholera, mało czasu! Volvo też przydałoby się sprzedać,<br />
pomyślał. Drogie auto. Nie będzie łatwo. Trzeba obdzwonić wszystkich znajomych i<br />
wycisnąć ile się da.<br />
Głośne, zdecydowane pukanie do drzwi zabrzmiało jak seria z pistoletu. Waldek<br />
podskoczył na fotelu. Nie czekając na zaproszenie, do środka wszedł Paweł, ubrany w<br />
niebieskie dżinsowe spodnie i luźny sweter. Waldek spokojnym ruchem przymknął<br />
drzwiczki sejfu i zaciągnął zasłonę. Paweł pewnie coś zauważył, ale to już nie miało<br />
znaczenia.<br />
- Cześć szwagier. Co się włóczysz po nocy? – zapytał.<br />
- Jaka to noc? &#8211; zaprotestował Paweł. &#8211; Dopiero dziewiąta. Przyszedłem pogadać.<br />
Nie widziałem cię ze sto lat.<br />
- Pogadać? O czym? Chyba nie o mojej prowizji od „Wiktorii”? Nie ma sprawy,<br />
nie musisz mi dopłacać. Ja, co prawda, zrobiłem swoje, ale rozumiem, że ty też jesteś<br />
do tyłu. Nic na to nie poradzę. &#8211; Waldek rozłożył ręce w geście bezradności.<br />
- Przyszedłem pogadać bardziej ogólnie &#8211; Paweł przysunął sobie drugi fotel i<br />
usiadł wygodnie. Wyjął papierosa i zapalił.<br />
- Co to znaczy ogólnie? &#8211; Waldek spojrzał niespokojnie. Co ten głupek znowu<br />
kombinuje, pomyślał. Ostatnio wszystko go jakoś denerwowało.<br />
39<br />
- No, jakie masz plany? Coraz rzadziej się odzywasz, a ja właśnie teraz potrzebuję<br />
więcej zleceń &#8211; powiedział Paweł.<br />
- Kupujecie coś? Samochód zmieniasz?<br />
- Nie. Dogadałem się ze swoim dyrektorem i mam szanse na awans, ale muszę się<br />
wykazać.<br />
- Dogadałeś się!? &#8211; Waldek pierwszy raz słyszał, żeby Paweł się z kimś dogadał. I<br />
to w takiej sprawie.<br />
Paweł pokiwał głową w milczeniu. Nie chciało mu się tłumaczyć zawiłości<br />
układu z Kotasem.<br />
- Ja bym z nim uważał. W takim stylu zwinął ci „Wiktorię” sprzed nosa. Zdaje<br />
się, że nie jesteście najlepszymi kolegami? &#8211; Waldek zarechotał złośliwie.<br />
- Mam wszystko na piśmie, spokojna głowa. Ale, o co ci chodzi z tym stylem? Co<br />
ty wiesz o tym?<br />
Paweł uniósł się lekko w fotelu. Waldek nieświadomie sprowokował temat, który<br />
był jednym z powodów jego wizyty. Zbieranie informacji o tym jak wyglądało<br />
podpisanie kontraktu z „Wiktorią” chciał zacząć od szwagra.<br />
- Śpieszył się. Najbardziej ze wszystkich zainteresowanych. Wyglądało to tak,<br />
jakby celowo chciał ci zaszkodzić. Nie byłem przy tym, ale Makowski opowiadał, że<br />
Kotas skarżył się na ciebie. Mówił, ze jesteś nieodpowiedzialny, wyjeżdżasz w trakcie<br />
załatwiania sprawy i takie tam bzdury. Psuł ci opinię jak mógł. Dziwne, przecież<br />
pracujecie dla jednej firmy.<br />
- Jeszcze zobaczymy, komu zaszkodził tym kontraktem. &#8211; Paweł uśmiechnął się<br />
ponuro. &#8211; Mam nieformalne polecenie z centrali, żeby sprawdzić jak doszło do<br />
podpisania umowy z „Wiktorią”. Jeszcze będzie mi oddawał prowizję! – powiedział z<br />
naciskiem.<br />
- Szwagier! Ja cię nie poznaję! &#8211; Waldek pokręcił głową z podziwem. Druga<br />
niespodzianka. Paweł nauczył się walczyć o swoje.<br />
- Właściwie mam dwie sprawy do ciebie. O pierwszej już mówiłem, potrzebuję<br />
klientów na gwałt. Mogą być klientki. – Zachichotał. &#8211; Druga sprawa pośrednio dotyczy<br />
„Wiktorii”.<br />
Waldek nadstawił ciekawie uszu.<br />
- Muszę jechać do Łodzi, a moja Astra znowu padła. Pożyczysz mi samochód na<br />
jeden dzień?<br />
- Znowu! Kiedy ja się od was uwolnię!?<br />
40<br />
Paweł podniósł się z fotela. W milczeniu zdusił papierosa w czystej popielniczce<br />
stojącej na biurku.<br />
- Tylko pytałem. Nie to nie. &#8211; Skierował się do drzwi.<br />
- Poczekaj! Gdzie idziesz?! Żartowałem!<br />
Waldek zerwał się z fotela i złapał Pawła za rękaw swetra.<br />
- Nie mam zamiaru cię prosić. Może kiedyś robiłeś nam łaskę, ale teraz już nie.<br />
Zresztą zarobiłeś na mnie tyle, ze jesteśmy kwita. – Paweł szarpnął rękę.<br />
- Paweł, uspokój się. Naprawdę żartowałem. Bierz nawet na tydzień.<br />
37.<br />
Volvo niosło jak marzenie. Paweł rozkoszował się przyjemnością jazdy.<br />
Pomiędzy Toruniem a Włocławkiem sprawdził ile pójdzie. Przy stu dziewięćdziesięciu<br />
na godzinę dał sobie spokój i zdjął nogę z gazu. Pierwszy raz w życiu jechał tak szybko.<br />
Poprzedniego wieczoru Waldek złożył mu bardzo kuszącą propozycję.<br />
Potrzebował pieniędzy. Coś mu tam nie wyszło w interesach i miał jakieś nagłe<br />
płatności. Zaproponował sprzedaż Volvo za bardzo dobrą cenę. Czterdzieści tysięcy.<br />
Według niego za połowę wartości, ale Paweł sprawdził wieczorem ogłoszenia w<br />
Internecie. To było około siedemdziesięciu procent ceny wywoławczej za ten model. I<br />
tak nieźle. Taki samochód! Skórzana tapicerka i wszystkie bajery.<br />
Astra była jeszcze niespłacona, ale to nie miało znaczenia. Umiał sobie radzić z<br />
takimi sytuacjami. Wystarczyło przenieść zabezpieczenie leasingu na nowe auto i<br />
Financial Brokers nie robiło problemów przy sprzedaży starego. Pomógł już w ten<br />
sposób kilku klientom, którzy chcieli zmienić pojazd w trakcie spłacania rat.<br />
Wjechał do Zgierza. Zastanawiał się czy dobrze zrobił wybierając się dzisiaj do<br />
Łodzi. Telefon szwalni i komórka Makowskiego nie odpowiadały. Właściciel<br />
„Wiktorii” mógł gdzieś wyjechać, ale jego asystentka powinna być raczej na miejscu.<br />
Może biega po mieście pod nieobecność szefa, pomyślał. Tylko, dlaczego komórka nie<br />
odpowiada. Cały czas włączała się poczta głosowa. Nagrał się dla pewności dwa razy.<br />
Postanowił podjechać od razu do willi w Pabianicach i poczekać, aż ktoś się<br />
pokaże. Zresztą dokładnej lokalizacji szwalni i tak nie mógł sobie przypomnieć.<br />
Podczas pierwszej wizyty tak był zaabsorbowany Martą, że słabo kojarzył trasę<br />
przejazdu.<br />
Wjechał w Aleję Włókniarzy. Przycisnął pedał gazu i samochód posłusznie<br />
skoczył do przodu, jak koń ukłuty ostrogami. Zrobiło się luźniej i można było jechać<br />
41<br />
szybciej.<br />
Nawet lepiej by było porozmawiać na początek z Martą, pomyślał. Delikatnie ją<br />
wypytać. Makowski może nie będzie chciał udzielać żadnych informacji.<br />
W Pabianicach wjechał w znajomą uliczkę. Brama wjazdowa była zamknięta.<br />
Zaparkował obok starego, pordzewiałego forda transita. Skojarzył, że to ten sam, który<br />
poprzednio stał na podjeździe, przed domem. Żywopłot wydawał się jeszcze bardziej<br />
zaniedbany. Długie odrosty sterczały na wszystkie strony. Na podjeździe widać było<br />
granatowe BMW. Chyba mam szczęście, Makowski jest w domu, pomyślał Paweł i<br />
pchnął energicznie metalową furtkę. Skrzywił się, oczekując na przeciągły jęk, który<br />
zapamiętał z poprzedniej wizyty. Otworzyła się bezgłośnie. Na zawiasach lśniły tłuste<br />
kawały smaru. Drugi dobry znak, pomyślał.<br />
Drzwi wejściowe nie były zamknięte na klucz. Zrezygnował z dobijania się<br />
kołatką i od razu wszedł do środka.<br />
Zza drzwi gabinetu usłyszał podniesiony głos Makowskiego. Powoli zbliżył się<br />
do nich i nadstawił ucha.<br />
- Po co dzwoniłeś do Dąbrówki? &#8211; zapytał Makowski<br />
- Przecież zwijamy interes. Tak kazałeś. Maszyny sprzedane &#8211; odpowiedział jakiś<br />
męski głos. Paweł przyłożył ucho do drzwi, żeby lepiej słyszeć.<br />
- Nic nie mówiłem o dzwonieniu do Waldka &#8211; powiedział Makowski.<br />
- Myślałem, że to oczywiste. &#8211; bronił się głos.<br />
- Oczywiste jest to, że on cię zastrzelił, a potem popełnił samobójstwo.<br />
Paweł usłyszał metaliczny trzask i poczuł jak strużka potu płynie mu środkiem<br />
pleców.<br />
- Adrian co ty! Przecież on prawie nic nie wie o tobie! Myśli, że to ja kręcę tym<br />
pierdolonym interesem! &#8211; mężczyzna krzyczał przerażony.<br />
- Wszyscy tak myślą&#8230; i bardzo dobrze &#8211; cicho powiedział Makowski.<br />
Dwa szybkie strzały zabrzmiały jak ciche klaśnięcia.<br />
Paweł skoczył do drzwi wejściowych, pchnął je mocno i wypadł na dwór. Żwir<br />
pod stopami hałasował niesamowicie. Dopadł Volvo i wskoczył do środka. Ręce trzęsły<br />
mu się tak, że nie mógł trafić kluczykiem w otwór w stacyjce. Odpalił i opony<br />
zagwizdały na asfalcie, zostawiając za sobą czarną smugę. Kątem oka zerknął w<br />
lusterko wsteczne. Poza Polonezem, powoli wytaczającym się na ulicę z jakiegoś<br />
podwórka, nic nie było widać. Volvo z piskiem opon weszło w zakręt.<br />
42<br />
****<br />
Zaparkował na ulicy i wbiegł do domu Waldka. Szwagier jadł kolację. Bardzo<br />
niechętnie zgodził się przerwać posiłek.<br />
- Co ty Paweł!? Goni cię ktoś czy co?<br />
- Tak. Chodźmy pogadać na osobności – rzucił przez ściśnięte gardło.<br />
Teresa była wyraźnie zaciekawiona. Paweł wolał jednak nie mówić nic przy niej.<br />
Weszli do biura koło szwalni.<br />
- Dobrze znasz tego Makowskiego? &#8211; zaczął bez wstępów Paweł.<br />
- Bo co?<br />
- Widziałem jak zastrzelił kogoś. Właściwie nie widziałem. Słyszałem. –<br />
opowiadał chaotycznie.<br />
- Co ty kurwa, pierdolisz?! &#8211; Waldek wytrzeszczył na niego oczy.<br />
Paweł opowiedział mu wszystko po kolei, od momentu wejścia do willi<br />
Makowskiego do chwili ucieczki.<br />
- To był Zdunek &#8211; ponuro powiedział Waldek. Wsadził ręce do kieszeni, żeby nie<br />
było widać jak bardzo mu się trzęsą.<br />
- Kto to jest Zdunek? – zapytał Paweł.<br />
- Taki tam. Sam już teraz nie wiem kto to jest. Ale z tego wynika, że ja mam być<br />
następny. Widział cię?<br />
- Nie wiem. Chyba tak. To znaczy, samochód chyba widział.<br />
Paweł zapalił papierosa. Też mu się ręce trzęsły. Waldek zaczął chodzić nerwowo<br />
po pokoju. Usiadł na chwilę i zamyślił się.<br />
- Muszę uciekać. I to szybko. On pomyśli, że to byłem ja &#8211; powiedział wreszcie.<br />
- Może trzeba iść na policję?<br />
- No jasne! Głupi jesteś!?<br />
- Waldek! Ja byłem świadkiem morderstwa!<br />
- Po pierwsze, tylko słyszałeś jakieś niepokojące odgłosy, prawda?<br />
- No&#8230;tak, ale&#8230;<br />
- A po drugie&#8230; skoro ci tak zależy i chcesz być w porządku, to idź na policję. Za<br />
dwa dni.<br />
- Dlaczego dopiero za dwa dni? &#8211; zdziwił się Paweł.<br />
Waldek podszedł do sejfu, otworzył go i wyjął paszport. Otworzył na stronie,<br />
gdzie była wbita wiza amerykańska i rzucił na stół.<br />
43<br />
- Dlatego.<br />
Paweł wziął do ręki paszport i oglądał bezmyślnie. Nigdy nie widział wizy<br />
amerykańskiej. Żadnej wizy.<br />
- Co to jest? &#8211; zapytał.<br />
- Wiza Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wyjeżdżam za dwa dni.<br />
Dzisiaj pozbyłem się praktycznie wszystkich maszyn. Wieczorem przyjeżdża kupiec i<br />
zabiera część. Jutro kto inny weźmie resztę. Muszę uciekać niezależnie od tego, co<br />
zrobi Makowski. Policja mi nie pomoże. Może tylko zaszkodzić.<br />
- Dlaczego?<br />
- Lepiej żebyś za dużo nie wiedział. Muszę stąd znikać i tyle. Może kiedyś ci<br />
wszystko opowiem.<br />
- Zdunek wspominał coś o sprzedanych maszynach, nie wiesz o co chodzi?<br />
- Makowski pozbył się za pół ceny wszystkich maszyn, które kupił za<br />
pośrednictwem twojej firmy. On też ucieka, ale nie wiem przed kim.<br />
- Skąd wiesz, że sprzedał te maszyny?<br />
- Część transakcji odbyła się z moim udziałem. Miałem z tego parę groszy.<br />
Zamilkli obaj. Paweł zastanawiał się jakie konsekwencje mogą wyniknąć z tej<br />
informacji. Kotas będzie musiał się dobrze tłumaczyć w Warszawie z zawarcia<br />
kontraktu z „Wiktorią”. A on? Przecież „Wiktoria” to był jego klient. Wszystkie<br />
wstępne informacje pochodziły z jego rozpoznania. Tyle, że nikt ich potem nie<br />
zweryfikował. Kotas za bardzo się śpieszył i popełnił błąd. No to mają na niego hak.<br />
Oby.<br />
- A Teresa? Co ona mówi na twój wyjazd?- zapytał.<br />
- Ona nic nie wie. Za jakiś czas odezwę się do niej ze Stanów. Gorsza sprawa z<br />
Makowskim. Jeśli cię widział, to nie mam na co czekać. Nie zostawi mnie w spokoju.<br />
Waldek podszedł do wnęki w ścianie i odsunął zasłonę. Stały tam dwie eleganckie<br />
walizy.<br />
- Jestem już z grubsza spakowany. Poczekam dzisiaj na klienta od maszyn i<br />
wieczorem znikam. Samolot mam zarezerwowany na pojutrze. Muszę się gdzieś ukryć.<br />
- powiedział.<br />
- Może u mnie? &#8211; zaproponował Paweł.<br />
- Nie. To zbyt oczywiste. Na pewno cię sprawdzi. Pojadę do Warszawy i zaszyję<br />
się w jakimś małym hoteliku, gdzie nie pytają za dużo.<br />
- Chcesz żebym cię odwiózł?<br />
44<br />
- To też, ale chciałem cię prosić o co innego. Jutro przyjedzie Bieniek po<br />
maszyny. Znasz go. To ten z Elbląga.<br />
- Tak, pamiętam. Jeden z pierwszych moich&#8230; naszych klientów.<br />
- No właśnie. Weźmiesz od niego pieniądze i podrzucisz mi do Warszawy. Nie<br />
chcę żeby Bieniek dawał gotówkę Teresie. Ja teraz będę jej bardziej potrzebował. Dam<br />
ci za to parę złotych. A jak z Volvo? Kupujesz?<br />
- Sam nie wiem.<br />
- Opuszczę ci do trzydziestu tysięcy. To jak za darmo.<br />
- No tak, ale i tak nie mam teraz takich pieniędzy. Poza tym muszę porozmawiać z<br />
Marylą.<br />
- Zapomniałem, że ty bez jej zgody nie podrapiesz się w tyłek &#8211; zakpił Waldek.<br />
Paweł popatrzył na niego. Wykonał gest jakby chciał coś powiedzieć, ale<br />
zrezygnował. Wstał i podszedł do drzwi.<br />
- O której po ciebie przyjechać? &#8211; zapytał.<br />
- Znowu się obraziłeś? Nie przesadzaj&#8230; &#8211; Waldek podniósł się z fotela.<br />
- Nie obraziłem się &#8211; przerwał mu Paweł. &#8211; Nie chce mi się teraz gadać. Jestem za<br />
bardzo zmęczony. O której podjechać?<br />
Waldek spojrzał na zegarek.<br />
- Jest piąta. Zaraz pewnie będzie facet po maszyny. Podjedź za dwie godziny.<br />
Będę gotowy. Nie ma na co czekać. Poczekaj &#8230; chciałem ci coś powiedzieć.<br />
- Co?<br />
- Lepiej zostaw to wszystko.<br />
- O czym ty mówisz?<br />
- Pieprz tą firmę i jej pieniądze. Rzuć to wszystko i wracaj do Dąbrówki. To jedno<br />
wielkie bagno, a ty tam nie pasujesz. Jesteś za uczciwy. Zjedzą cię.<br />
- Nie dam się zjeść. &#8211; Paweł otworzył drzwi i aż podskoczył. Na zewnątrz stała<br />
Teresa.<br />
- Waldek, telefon jest do ciebie w domu. Jakiś mężczyzna w sprawie maszyn.<br />
Sprzedajesz jakieś maszyny? – Teresa spoglądała ciekawie na dwie walizy za odsłoniętą<br />
kotarą i na paszport, leżący na biurku.<br />
- Tak. Niektóre chcę sprzedać. – powiedział zmieszany Waldek. Obojętnym<br />
ruchem wziął do ręki paszport i wrzucił do sejfu. Przymknął drzwiczki.<br />
- Człowiek czeka przy telefonie – ponagliła go Teresa i wyszła.<br />
Waldek popatrzył na Pawła i uśmiechnął się.<br />
45<br />
- Cała Teresa. Można jej przejechać czołgiem przez kuchnię i nie zauważy tego,<br />
bo akurat ogląda swój serial. Tym razem to akurat dobrze. Poczekaj chwilę na mnie.<br />
Może facet się rozmyślił i przyjedzie dopiero jutro. Zaraz wracam.<br />
Waldek wyszedł a Paweł zaczął chodzić w tę i z powrotem. Bezmyślnie spoglądał<br />
na segregatory stojące na półkach. Faktury „Zdunek” s.c., faktury „Polstok” sp. z oo.<br />
odczytywał napisy na grzbietach.<br />
„Polstok” sp. z oo. Skądś znał tą nazwę. No tak! Teraz sobie przypomniał. To ten<br />
facet z Białegostoku, od którego wziął ubrania w komis. Najpierw gadał, że nie ma<br />
pośpiechu z płaceniem, a potem nagle zaczął domagać się pieniędzy. Akurat wtedy, gdy<br />
złodzieje wynieśli cały jego towar. Ale co Waldek ma wspólnego z hurtownią<br />
używanych ubrań? Obejrzał się za siebie i powoli zdjął segregator z półki.<br />
Przekartkował faktury. Wszystkie wystawione przez Waldka dla „Polstok”. Dziwne.<br />
Makowski też miał jakieś interesy z nimi. Paweł przypomniał sobie, że w Pabianicach<br />
też widział tą nazwę segregatorze. Bardzo dziwne.<br />
Waldek wszedł po cichu i patrzył. Paweł zamknął segregator.<br />
- Przepraszam, że bez pytania&#8230; – zaczął się usprawiedliwiać<br />
- Nic się nie stało – przerwał mu Waldek. – Znasz tą firmę?<br />
- No właśnie. To oni sprzedali mi ten transport ubrań&#8230;<br />
- A potem cię okradli. – Waldek znowu wszedł mu w słowo.<br />
- Jak to? To oni!? Skąd wiesz?!<br />
- Miałem ci o tym jutro powiedzieć. Zdunek się niechcący wygadał.<br />
- Ten, który&#8230;? &#8211; Paweł zawiesił głos.<br />
- Tak. Ten, który już więcej nic nie powie. „Polstok” to jedna z firm -<br />
przykrywek. Chcieli cię odpowiednio przygotować do podpisania umowy.<br />
- Nie widzę sensu. Kto? Jakiej umowy?<br />
- Makowski i Zdunek. Chcieli cię tak ogolić, żebyś to ty starał się podpisać<br />
umowę z „Wiktorią”. Bez względu na pojawiające się wątpliwości. Najpierw sklep,<br />
potem samochód, dom. Znalazłbyś się w tak trudnej sytuacji, że z radością podpisałbyś<br />
umowę i zrobiłbyś wszystko, żeby ją przepchnąć w Financial Brokers.<br />
- Ale to bez sensu! Przecież ja nie decyduję o podpisaniu umowy. Ja tylko<br />
dostarczam dokumenty klienta i czekam na decyzję dyrektora.<br />
- Oni o tym nie wiedzieli. Na twoje szczęście wyjechałeś na Kretę, a twój<br />
dyrektor aż się palił do podpisania umowy z Makowskim.<br />
- To znaczy&#8230;<br />
46<br />
- To znaczy, że jak zwykle, miałeś więcej szczęścia niż rozumu. Mówię ci jeszcze<br />
raz – pieprz te pieniądze i tych baranów w eleganckich garniturach. Wracaj, bo będziesz<br />
żałował.<br />
- A gdybyś ty był na moim miejscu, co byś zrobił?<br />
- Ja? Ee&#8230;Nie wiem.<br />
38.<br />
Maryla czekała na Pawła z kolacją. Chodziła po kuchni zdenerwowana. Od<br />
tygodnia chciała z nim poważnie porozmawiać. To miała być trudna rozmowa.<br />
Jakoś nie było ostatnio okazji. Dopiero dzisiaj. Przygotowała specjalnie jego<br />
ulubione danie &#8211; kaczkę nadziewaną jabłkami. Po raz kolejny otworzyła piekarnik i<br />
polała kaczkę tłuszczem z brytfanny. Ręce jej się trzęsły.<br />
Tak głupio postąpiła, że sama się sobie dziwiła. Chwilami próbowała się<br />
rozgrzeszyć, że to wina Pawła. Bez przerwy jest poza domem, a ona sama, ze<br />
wszystkim na głowie. Potrzebowała wsparcia, bratniej duszy, kogoś zaufanego. I tym<br />
kimś okazał się w jakiś sposób Gacek, ale to wszystko poszło za daleko.<br />
Żałowała teraz, że nie była bardziej stanowcza i dała się podejść chłopakowi.<br />
Wykorzystał jej zły nastrój. Poza tym, Paweł od powrotu z Krety nie wykazywał w<br />
łóżku żadnej inicjatywy. Przychodził wieczorem zmęczony i zasypiał od razu. Nie<br />
kochali się w ogóle od jego powrotu z wczasów. Pracował dużo, potem pojechał na to<br />
cholerne szkolenie. No i stało się. Niepotrzebnie.<br />
Paweł podjechał pod dom samochodem Waldka. Wszedł do kuchni, usiadł ciężko<br />
na krześle i oparł głowę o ścianę.<br />
- Jestem wykończony &#8211; powiedział z zamkniętymi oczami.<br />
- Pewnie głodny też, co? &#8211; zapytała Maryla.<br />
- Jak wilk. Co tak pachnie? Kaczka! Co to za święto?<br />
Maryla nic nie odpowiedziała tylko zajęła się nakładaniem jedzenia na talerz.<br />
Nie mogła powstrzymać łez spływających po jej policzkach. Postawiła talerz przed<br />
Pawłem i odwróciła się do kuchni.<br />
- Jak ci poszło w Łodzi? &#8211; zapytała.<br />
- Sprawy się trochę skomplikowały.<br />
Paweł pochylił się nad jedzeniem i zamilkł. Zastanawiał się czy obciążać ja tym,<br />
co sam wiedział. Maryla nie odzywała się. Spojrzał na nią spod oka. Zauważył ślady<br />
47<br />
łez. Znowu płakała, pomyślał. Postanowił opowiedzieć jej o wszystkim.<br />
Zaczął od końca, czyli wyjazdu Waldka. Maryla słuchała z coraz większym<br />
zdenerwowaniem, a kiedy doszedł do swojej ucieczki z Pabianic ręce jej się trzęsły.<br />
- On tu za tobą przyjedzie &#8211; powiedziała.<br />
- Myślę, że nie. Może poznał samochód, ale na pewno nie kierowcę. Będzie<br />
szukał Waldka.<br />
Maryla zamyśliła się na moment.<br />
- Trzeba mu pomóc. Kupmy to jego auto. Mam w domu trochę pieniędzy.<br />
Możesz mu dać już dzisiaj. Resztę jutro trzeba będzie załatwić &#8211; powiedziała.<br />
Paweł skinął głową. Był straszliwie zmęczony i czuł piasek pod powiekami.<br />
Oczy zaczęły mu się zamykać.<br />
- Prześpię się godzinkę. Obudź mnie o wpół do siódmej. &#8211; Położył się na leżance<br />
w jadalni i zasnął niemal natychmiast. Maryla przykryła go kocem.<br />
Rozmowa o Gacku została odłożona na później. Teraz i tak było dosyć stresów.<br />
Paweł obudził się sam po półgodzinnej drzemce. Podniósł się zaspany i stuknął<br />
się w głowę, jakby sobie coś przypomniał. Wziął do ręki telefon i wybrał numer<br />
komórki Jasińskiego.<br />
Rozmowa była krótka. Jasiński był na jakimś posiedzeniu i nie miał czasu.<br />
- To bardzo ważne &#8211; nalegał Paweł.<br />
- No dobrze, ale w dwóch zdaniach &#8211; zgodził się niechętnie Jasiński.<br />
- „Wiktoria” śmierdzi i to bardzo. Uważam, że firma powinna wysłać tam kogoś,<br />
kto sprawdzi jeszcze raz wszystko dokładnie. I to szybko.<br />
- Dlaczego tak sadzisz?<br />
- Mam informację, że pozbyli się już wszystkich maszyn kupionych za naszym<br />
pośrednictwem&#8230;<br />
- To niedobrze &#8211; wszedł mu w słowo Jasiński. &#8211; Wyślemy tam kogoś jak<br />
najszybciej.<br />
- Tylko niech będzie ostrożny. Tam się używa broni jako argumentów. Widziałem<br />
dzisiaj niezłą akcję.<br />
Po drugiej stronie słuchawki zaległa cisza. Jasiński rozmawiał z kimś poza<br />
telefonem. Słychać było kilka głosów.<br />
- Dobrze Paweł. Mieliśmy już sygnały, że coś jest nie tak. Zajmiemy się tą<br />
sprawą, a ty nic nie rób na własną rękę. Dziękuję za telefon &#8211; powiedział wreszcie<br />
Jasiński.<br />
48<br />
Paweł odłożył słuchawkę i poszedł do łazienki.<br />
****<br />
Lecąca z nieba mżawka otuliła Dąbrówkę delikatną mgiełką. Paweł podjechał pod<br />
dom Waldka. W odległości kilkunastu metrów od bramy stał zaparkowany duży<br />
dostawczy samochód. Silnik pracował i cała uliczka była zasmrodzona spalinami.<br />
Spojrzał na rejestrację i poczuł ucisk w żołądku. Samochód był z Łodzi. Po krótkiej<br />
chwili ruszył i zaczął się oddalać. Paweł powoli wysiadł z samochodu i obserwował<br />
światła busa, które stawały się coraz mniej widoczne i wreszcie zniknęły za zakrętem.<br />
Pobiegł do szwalni. Światła w biurze były pozapalane. W środku nikogo nie<br />
znalazł. Dla pewności zawołał cicho szwagra, ale nikt mu nie odpowiedział.<br />
Wyszedł przed dom i zastanawiał się co robić. Wrócił do szwalni i odsunął kotarę<br />
we wnęce. Walizki stały na swoim miejscu. Sejf był uchylony. Zajrzał do środka.<br />
Paszport i pieniądze zniknęły. Segregatory z dokumentacją szwalni Waldka, które stały<br />
przedtem na regale też zniknęły.<br />
Na ścianie za biurkiem dostrzegł szeroki szary ślad, jakby obtarcia jakimś dużym<br />
przedmiotem. Teraz zauważył, że dywan był jakoś dziwnie pofałdowany. Wyglądało to<br />
wszystko na ślady szamotaniny. Usiadł w fotelu i popatrzył na klawiaturę od<br />
komputera. Kabel też jakoś tak dziwnie zwisał. Zajrzał pod biurko. Z komputera został<br />
tylko monitor i klawiatura.<br />
Wyjął z kieszeni komórkę i wybrał numer Waldka. Czekał chwilę, ale szwagier<br />
nie odbierał.<br />
Wszystko wskazywało na to, że odjechał busem z łódzką rejestracją, razem z<br />
papierami i komputerem,. Pytanie tylko czy żywy?<br />
Co mnie to właściwie obchodzi, pomyślał Paweł. Wielki cwaniak Waldek<br />
wpieprzył się w bagno. Taki spryciarz! Nigdy nie przepuścił okazji żeby mi udowodnić,<br />
że jestem głupszy od niego. Zobaczymy jak teraz sobie poradzi. O mało co mnie nie<br />
załatwił tą „Wiktorią”.<br />
Paweł wstał i zaczął spacerować po biurze.<br />
A jeśli Waldkowi coś się stanie? To jednak brat Maryli. Jezu, ale mi się chce<br />
spać!<br />
****<br />
Dogonił busa dopiero pod Toruniem.<br />
Postanowił sprawdzić ile się da. Bez niepotrzebnego ryzykowania. Martwemu<br />
Waldkowi nie był potrzebny trup szwagra, do kompletu. W razie czego zadzwonię po<br />
49<br />
policję, postanowił i skupił się na obserwacji busa.<br />
Mżawka ograniczała widoczność, ale miało to też swoją dobrą stronę &#8211; on sam nie<br />
był zbyt widoczny dla tamtych. Ruch był dosyć duży i mógł trzymać się busa bez<br />
zwracania uwagi na siebie. Czasami zostawał trochę z tyłu, żeby nie wzbudzać<br />
podejrzeń.<br />
Jakiś czarny ford mondeo zaczął bawić się z nim w wyprzedzanie. Siedziało w<br />
nim dwóch młodych ludzi w skórzanych kurtkach. Wyprzedzali go, potem pozwalali się<br />
minąć i tak parę razy. Najwyraźniej nieźle się bawili. W Toruniu wreszcie odczepili się<br />
od niego.<br />
Za mostem bus nie skręcił na Łódź, tylko skierował się w stronę Szczecina,<br />
obwodnicą Bydgoszczy. Na zakręcie Paweł zauważył, że w furgonetce siedzi dwóch<br />
ludzi. Kierowca miał na głowie czarną czapkę z daszkiem.<br />
Po chwili ostatnie zabudowania Torunia uciekły do tyłu. Gęsty las po obydwu<br />
stronach jezdni potęgował ciemności. Jechali długimi odcinkami prostej szosy i musiał<br />
trzymać się z daleka. Zrobiło się późno i droga opustoszała. Z rzadka mijały ich<br />
samochody osobowe.<br />
Prawy kierunkowskaz busa nagle zamrugał i samochód zaczął zjeżdżać na stację<br />
paliw. Paweł wcisnął pedał hamulca. Volvo posłusznie zwolniło i zatrzymało się na<br />
jezdni.<br />
Gorączkowo zastanawiał się co teraz. Czekać aż bus się zatankuje i jechać za nim<br />
dalej czy ryzykować próbę uwolnienia Waldka? Minęły go dwa samochody osobowe i<br />
skręciły na stację benzynową.<br />
Jeszcze nie miał pomysłu jak to zrobi, ale postanowił zaryzykować póki byli na<br />
neutralnym gruncie. Na stacji, gdzie kręciło się trochę ludzi ryzyko było mniejsze. Miał<br />
nadzieję, że szwagier jeszcze jest w tym busie. Chyba, że wyrzucili ciało w lesie, zaraz<br />
za Dąbrówką, zanim ich dogonił. Był tylko jeden sposób żeby to szybko sprawdzić.<br />
Zajrzeć do busa.<br />
Powoli wjechał na rozległy plac. Bus stał koło dystrybutora paliwa. Nikogo przy<br />
nim nie było. Kierowca najwyraźniej poszedł już płacić za paliwo. Drugiego mężczyzny<br />
też nie było widać. Widocznie poszedł do kibla, pomyślał Paweł.<br />
Na parkingu obok zatrzymało się kilka samochodów. Paweł zaparkował po<br />
drugiej stronie dystrybutora, obok busa, wziął do ręki długi śrubokręt, który znalazł w<br />
schowku i wysiadł z samochodu.<br />
Przez chwilę obserwował ludzi w budynku stacji. Tylko jedna osoba miała na<br />
50<br />
głowie czapkę z daszkiem. Niski, krępy facet. Stał w kolejce do kasy. Plecy miał jak<br />
nosorożec.<br />
Paweł podszedł do odsuwanych drzwi busa po swojej stronie. W ten sposób był<br />
niewidoczny dla ludzi w budynku stacji. Z parkingu było widać jego zabiegi, ale liczył,<br />
ze nikt nie będzie się tym zbyt nachalnie interesował.<br />
Pociągnął za uchwyt w drzwiach. Były zamknięte. Musiał coś wykombinować, bo<br />
manipulowanie przy tylnych drzwiach nie wchodziło w rachubę. Były za bardzo<br />
widoczne od strony budynku.<br />
Rozejrzał się ostrożnie. W jednym z zaparkowanych samochodów siedzieli jacyś<br />
ludzie, ale przez zaparowane szyby nic nie było widać. Miał nadzieję, że nie będą<br />
strugać bohaterów.<br />
Ostrożnie zajrzał przez okno do kabiny furgonetki. Pomiędzy kabiną kierowcy a<br />
resztą samochodu była niewielka szybka. Za mała żeby się przecisnąć, ale<br />
wystarczająca do obserwowania wnętrza pojazdu. Zdawało mu się, że dostrzega zarys<br />
głowy leżącego Waldka. Wytężył wzrok, ale w samochodzie było za ciemno.<br />
Nagle poczuł na karku dotknięcie czegoś chłodnego i twardego. Zimny pot oblał<br />
go od samego czubka głowy. Śrubokręt wypadł mu z dłoni.<br />
- Nie ruszaj się misiu, bo ci odstrzelę łeb przy samych jajach &#8211; poinstruował go<br />
cichy, zdecydowany głos.<br />
Stał z twarzą przyciśniętą do szyby i obserwował jak drzwi wejściowe do<br />
budynku stacji otwierają się i wychodzi z niej kierowca busa. Zauważył Pawła i<br />
przyśpieszył kroku. Schował coś do kieszeni spodni i prawą ręką sięgnął pod swoją<br />
pachę. Paweł dostrzegł zarys pokrowca od pistoletu.<br />
Drzwi stacji gwałtownie otworzyły się. Rudy mężczyzna w skórzanej kurtce<br />
wyskoczył z nich jak tygrys i uderzył czymś w sam czubek czapki z daszkiem.<br />
Kierowca upadł na ziemię jak ścięty kosą. Paweł tak był zaabsorbowany tą sceną,<br />
że na moment zapomniał o swoim położeniu.<br />
- Może pan się odwrócić &#8211; usłyszał.<br />
Powoli obejrzał się za siebie. Drugi mężczyzna z busa klęczał z wykręconymi do<br />
tyłu rękami. Obok niego leżał na ziemi pistolet. Facet w skórzanej marynarce skuwał<br />
mu ręce kajdankami.<br />
Paweł poczuł, że siły go opuszczają i usiadł na mokrym asfalcie. Rudy podszedł<br />
do niego i uśmiechnął się.<br />
- Policja &#8211; powiedział i pokazał swoją legitymację. Oddychał z wysiłkiem.<br />
51<br />
39.<br />
Pierwsze przesłuchanie odbyło się zaraz po dojechaniu do Torunia. Ponure<br />
korytarzyki i pokoiki należały do miejscowej delegatury ABW. Niestety, ku<br />
niezadowoleniu policjantów, Paweł był tak zmęczony, że miał problem z<br />
przypomnieniem sobie własnego nazwiska. Do tego, po chwili rozmowy po prostu<br />
zasłabł. Dali mu spokój i po rewizji i spisaniu danych przesłuchanie odłożono do rana.<br />
Policjanci wzięli się za oprychów z busa.<br />
Zadzwonił do Maryli,ale powiedział jej tylko, że nie może wrócić na noc. Nie<br />
chciał jej stresować i wolał przemyśleć wszystko, tak żeby sam będzie dobrze wiedział<br />
co się dzieje.<br />
Noc spędził w ubraniu, na niewygodnym łóżku i po przebudzeniu wszystko go<br />
bolało.<br />
Rano posilił się kawą, przyniesioną do celi przez sympatyczną policjantkę w<br />
cywilnym ubraniu i zaraz wezwano go do pokoju na przesłuchanie.<br />
- Niech pan siada? &#8211; zarządził rudy i podsunął mu energicznie drewniane krzesło.<br />
Paweł usiadł i rozejrzał się po pokoju. Podniszczone meble pamiętały pewnie lata<br />
komuny. Ściany pomalowano niestarannie i to bardzo dawno. Po chwili do pokoju<br />
wszedł drugi z policjantów, który wczoraj też brał udział w akcji. Rudy podsunął<br />
Pawłowi swoją legitymację pod nos. Michał Orłowski. Komisarz.<br />
- Pokazywałem panu legitymację wczoraj, ale coś mi się wydaje, że nie bardzo<br />
pan kontaktował &#8211; powiedział z uśmiechem.<br />
Drugi policjant bez słowa wyjął z kieszeni dyktafon, uruchomił i położył na stole.<br />
- Nieźle pan nam namieszał panie Filipowski &#8211; powiedział Orłowski, bez pretensji<br />
w głosie. Po prostu stwierdzał fakt. Cały czas się uśmiechał.<br />
- Nie rozumiem.<br />
- Co pan tam robił? &#8211; zapytał ponury.<br />
Paweł milczał i zbierał myśli. Zastanawiał się, ile powiedzieć tym dwóm, żeby nie<br />
zaszkodzić Waldkowi.<br />
Może by tak wezwać adwokata, pomyślał. Namąciłby ile wlezie, a może w tym<br />
czasie by się wyjaśniło co z Waldkiem. Ale skąd tu wziąć adwokata? To nie film<br />
amerykański, że zaraz ktoś się pojawia i broni praw aresztowanego.<br />
- Dlaczego jechał pan za tym busem panie Filipowski? Proszę odpowiadać na<br />
52<br />
pytania &#8211; spokojnym głosem ponaglił rudy.<br />
- A wy? Dlaczego go śledziliście? &#8211; odpowiedział pytaniem.<br />
Ponury wyjął papierosa i zapalił. Patrzył na Pawła coraz smutniejszym wzrokiem.<br />
Orłowski poczerwieniał na twarzy i przestał się uśmiechać.<br />
Wstał, zdjął skórzaną marynarkę i z namaszczeniem powiesił na oparciu swojego<br />
krzesła. Podszedł do okna i uchylił je lekko. Zaczął zawijać rękawy koszuli. Paweł<br />
poczuł nieprzyjemne kłucie w żołądku.<br />
- Czy mogę o coś zapytać?<br />
Ponury wzruszył ramionami. Rudy skinął głową.<br />
- Jak się czuje Waldek? Co z nim jest?<br />
- Jaki Waldek? – zapytał ponury<br />
- Waldemar Otocki, mój szwagier.<br />
Policjanci popatrzyli na siebie.<br />
- A co on ma, według pana, wspólnego z tymi dwoma ptaszkami, których pan<br />
wczoraj śledził?<br />
- No przecież porwali go.<br />
Policjanci znów spojrzeli na siebie. Orłowski wyłączył dyktafon.<br />
- Pański szwagier został wczoraj wieczorem zatrzymany. Jest w areszcie śledczym<br />
w Warszawie. Mamy na niego taki materiał, że mucha nie siada. Obserwowaliśmy to<br />
całe towarzystwo od dawna.<br />
Paweł popatrzył nieprzytomnym wzrokiem na nich i zaczął grzebać po<br />
kieszeniach. Smutny podsunął mu otwartą paczkę papierosów i uśmiechnął się szeroko.<br />
Orłowski wpatrywał się w Pawła intensywnie. Uruchomił dyktafon.<br />
- Dlaczego, według pana, mieliby go porywać, panie Filipowski? – zapytał z<br />
naciskiem.<br />
Paweł zaciągnął się mocno i poczuł pulsowanie w skroniach. Udawanie głupiego<br />
nie miało sensu. Mieli Waldka pod kluczem.<br />
Opowiedział im po kolei cały wczorajszy dzień. Od wizyty w Pabianicach,<br />
zabójstwa Zdunka, do wydarzeń na stacji paliw za Toruniem. Nic nie wspomniał o<br />
planach wyjazdu Waldka, ale to już raczej nie miało znaczenia.<br />
- Pan ma kolosalne szczęście, panie Filipowski &#8211; powiedział smutny, który już się<br />
znów zachmurzył.<br />
- Gdyby nie zbieg okoliczności, leżałby pan już zakopany w lesie pod Bydgoszczą<br />
- kontynuował.<br />
53<br />
Paweł wzdrygnął się pod wpływem myśli o tej nieprzyjemnej perspektywie.<br />
- Możecie mnie panowie oświecić? O co tu chodzi? Kim byli ci dwaj w busie?<br />
Czy coś mi grozi?<br />
Smutny po raz kolejny wyłączył dyktafon. Popatrzył na Orłowskiego, który skinął<br />
głową.<br />
- Sami nie wiemy czy panu coś grozi. Pana tu w ogóle nie powinno być –<br />
powiedział, wzruszając ramionami.<br />
- Ale jestem.<br />
- Zgadza się. I do tego opowiada pan ciekawe rzeczy. Bardzo ciekawe,<br />
powiedziałbym nawet.<br />
- Mówię prawdę &#8211; żachnął się Paweł.<br />
- Nie wątpię, ale nasza prawda jest trochę inna &#8211; odezwał się Orłowski<br />
- Rozpracowujemy tą grupę od kilku miesięcy. Nasz człowiek obserwował<br />
wczoraj willę Zdunka w Pabianicach i widział podjeżdżający samochód marki Volvo,<br />
który należy do Waldemara Otockiego &#8211; kontynuował.<br />
- A nie widział podjeżdzającego BMW? &#8211; zdenerwował się Paweł &#8211; przecież<br />
Makowski też nie przyszedł na piechotę z Łodzi! Musiał przyjechać samochodem.<br />
- BMW, o którym pan mówi, należy do Tadeusza Zdunka, więc nawet jeśli<br />
podjechało to nie było w tym nic dziwnego, prawda? Natomiast naszemu człowiekowi<br />
dziwne wydało się zachowanie kierowcy Volvo, który wybiegł nagle z willi i odjechał<br />
jakby goniło go stado diabłów. Ruszył natychmiast za uciekającym samochodem, ale<br />
zaraz zgubił Volvo. Ruch był spory.<br />
Nasza ekipa, która po kilkunastu minutach zjawiła się w wilii, odkryła zwłoki<br />
Tadeusza Zdunka. W tej sytuacji, z nakazem aresztowania Waldemara Otockiego nie<br />
było żadnych problemów. Wszystko wskazywało, na to, że zabił Zdunka i uciekł. Teraz<br />
pan nam tu trochę miesza w koncepcji.<br />
- Bardzo mi przykro. Ale jednego nie rozumiem. Jak można mnie pomylić z<br />
Waldkiem? Czy ten wasz człowiek nie był czasami lekko tego&#8230;? – Paweł wykonał ręką<br />
ruch w stronę szyi.<br />
- Niech pan sobie z nas nie żartuje! &#8211; zaprotestował smutny. Rudy uspokoił go<br />
ruchem ręki.<br />
- Nie można oczywiście wykluczyć pomyłki. Obserwację willi prowadził młody,<br />
początkujący aspirant. To nie jest bardzo odpowiedzialne zadanie i nie musimy<br />
wykorzystywać zaraz asów wywiadu. Mógł akurat patrzeć w inna stronę albo oddalić<br />
54<br />
się na chwilę za potrzebą. Ale ja też kilku spraw nie rozumiem i chciałbym żeby pan<br />
mnie oświecił. Na początek chciałbym wiedzieć, co pan wie o tym Makowskim, a po<br />
drugie, co pan tam właściwie robił?<br />
- Myślałem że wiecie wszystko o Makowskim.<br />
- Wiemy bardzo dużo. Gdybyśmy wiedzieli wszystko, nie pytalibyśmy o niego.<br />
- A ci dwaj? Co to za typy?<br />
Rudy wstał z krzesła i oparł ręce o blat stołu. Popatrzył złym wzrokiem na Pawła.<br />
- Panie Filipowski! Pan ma wkurwiający zwyczaj przeciągania struny. Jak z<br />
panem wytrzymują w pracy?<br />
- Mam chyba prawo wiedzieć kim są faceci, którzy chcieli mnie pozbawić życia?<br />
- No dobrze – westchnął ciężko Orłowski. &#8211; Należą do tego samego gangu.<br />
Prawdopodobnie przyjechali oczyścić biuro pańskiego szwagra ze wszystkiego, co w<br />
jakikolwiek sposób łączyło go ze Zdunkiem. Spóźnili się. My byliśmy tam przed nimi.<br />
Na pana szczęście, postanowiliśmy poprzyglądać się chwilę i zobaczyć kto odwiedza<br />
sympatyczny domek Waldemara Otockiego. Gdyby nie to&#8230;<br />
Nie wiadomo dlaczego, smutny zaczął się znowu uśmiechać.<br />
- No wiec jeszcze raz &#8211; rzucił rudy. – Co pan wie o Makowskim i co pan tam<br />
robił?<br />
- To dłuższa historia &#8211; odpowiedział Paweł.<br />
- My mamy dużo czasu. – Szeroki uśmiech smutnego mógłby zdobić reklamę<br />
pasty do zębów.<br />
40.<br />
Z kontraktu w hucie nic nie wyszło. Paweł zadzwonił w umówionym terminie.<br />
Sekretarka nie chciała z nikim łączyć. Poinformowała go, że zgodnie z jej wiedzą, firma<br />
leasingowa została już wybrana i nie jest to Financial Brokers. Ktoś inny zaproponował<br />
lepsze warunki. Stosowne pismo huta wyśle niebawem do wszystkich<br />
zainteresowanych.<br />
Wieczorem spotkał się z Darkiem Jackowskim. Poszli do „Pawiego Oka”. Po<br />
kilku kieliszkach wódki, rozluźniony Darek wyznał Pawłowi, że głupio zrobił nie dając<br />
nikomu w hucie prezentu. To by zdecydowanie zwiększyło jego szanse. Ktoś inny<br />
pomyślał o tym i kontrakt prawdopodobnie dostanie inna firma leasingowa z<br />
Warszawy.<br />
55<br />
Darek szybko się upił, zostawił go i przysiadł się do grupki swoich znajomych.<br />
Paweł siedział przy barze i rozmyślał nad tym wszystkim. Wizja własnego oddziału<br />
odsunęła się w nieokreśloną przyszłość. Z takimi umiejętnościami i orientacją w<br />
sytuacji mógł go sobie wybić z głowy.<br />
Kotas dobrze wiedział, że sobie nie poradzi. Jeśli ktoś wypuszcza z ręki taki<br />
kontrakt jak ta huta&#8230;<br />
Komórka w kieszeni Pawła odezwała się natarczywą melodyjką i przerwała jego<br />
ponure rozmyślania. To był Marcin Król.<br />
- Słuchaj, dostałem właśnie wiadomość z centrali. „Wiktoria” nie zapłaciła<br />
pierwszej raty. Prezes zarządził dokładne śledztwo. Na razie wiadomo na pewno, że<br />
maszyny wcięło razem z całą resztą firmy. Ministerstwo Obrony Niemiec nic nie wie o<br />
żadnym kontrakcie na szycie koszul i w ogóle nie chce udzielać informacji &#8211; Marcin był<br />
dosłownie „zagotowany”.<br />
- No i co z tego? Może mi powiesz, co mnie to może obchodzić? &#8211; zapytał<br />
obojętnie Paweł. Był już lekko wstawiony.<br />
- Jak to co!? To przecież ty wynalazłeś tą „Wiktorię” i sprawdzałeś jej<br />
wiarygodność! Spieprzyłeś sprawę i teraz wszyscy mamy problem! Będziesz miał<br />
poważne kłopoty. Kotas jest nieprzytomny ze złości! &#8211; krzyczał w telefonie Marcin.<br />
- Po pierwsze, nie daliście mi nawet szansy na dokładne sprawdzenie tej firmy. Po<br />
drugie, nie dam się w nic wrobić, a po trzecie, mam to wszystko w dupie &#8211; powiedział<br />
flegmatycznie Paweł i rozłączył się. Wypił zawartość stojącego przed nim kieliszka i<br />
gestem nakazał barmanowi ponowne napełnienie go.<br />
- Oliwa zawsze sprawiedliwa &#8211; mruknął do siebie.<br />
- Zgadza się &#8211; przytaknął usłużnie barman. Poczekał aż klient wypije i znowu mu<br />
nalał.<br />
Klient upił się prawie do nieprzytomności.<br />
Po raz pierwszy od bardzo dawna.<br />
Jak kiedyś, z dużymi trudnościami wracał do domu.<br />
Do domu zupełnie innego niż kiedyś. Rozlatujący się płot był teraz eleganckim<br />
ogrodzeniem. Podwórze wyłożone kostką, trawniki i iglaki zamiast warzyw i rabatek.<br />
Wiele razy wykrzyczał swoje „exitus” i śmiał się na cały głos.<br />
Maryla nie powiedziała mu nawet słowa. Niech biedak odreaguje, pomyślała.<br />
Miał ostatnio okropny okres. Jak dawniej ściągnęła z niego ubranie, w którym zwalił się<br />
na sofę i przykryła kocem, żeby nie zmarzł.<br />
56<br />
Teresa, która przyszła porozmawiać z Marylą, patrzyła na to wszystko w<br />
milczeniu.<br />
- Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz się tak upił – Maryla próbowała<br />
usprawiedliwić swoją troskliwość.<br />
- Daj spokój. Nawet wtedy, kiedy pił jak szewc, był sto razy lepszy od Waldka.<br />
Przynajmniej cię kocha. Masz kogoś bliskiego. A ja&#8230; – Głos uwiązł jej w gardle.<br />
- I co ty teraz zrobisz? Z czego będziesz żyła? – Maryla wzięła jej dłoń i zaczęła<br />
głaskać. – Może jakoś będziemy mogli ci pomóc? Zresztą, co ja wygaduje? Jakoś sobie<br />
razem poradzimy.<br />
Teresa powoli opanowywała się. Cofnęła rękę. Nie lubiła takich czułych gestów.<br />
Krępowały ją. Wyjęła z torebki chusteczkę higieniczną i głośno wytarła nos.<br />
- Sama sobie poradzę. Myślisz, że się nie zabezpieczyłam na taką okoliczność?<br />
Czułam, że ten&#8230; że Waldek coś kombinuje i odkładałam trochę pieniędzy na czarną<br />
godzinę. Poza tym niedawno sprzedał prawie wszystkie maszyny. Mogę tę całą<br />
gotówkę włożyć do banku i długo żyć z procentów. Może nie na takim poziomie jak do<br />
tej pory, ale dla mnie i Mateuszka wystarczy.<br />
- Chyba trzeba będzie załatwić jakiegoś adwokata dla Waldka – powiedziała<br />
Maryla.<br />
- To nie moja sprawa. Niech ojciec i matka się martwią.<br />
- Teresa! Jesteś jego żoną. To jest twoja sprawa!<br />
Teresa wstała bez słowa. Otworzyła drzwi do pokoju dzieci i zawołała syna.<br />
Ubrała go w sweterek i wypchnęła na dwór. W drzwiach odwróciła się do Maryli.<br />
- Ty jesteś żoną Pawła. Macie jakieś wspólne cele i kochacie się. Ja jestem&#8230;<br />
byłam tylko maszynką do pieprzenia. Nic mnie nie obchodzi co się z nim stanie.<br />
Potraktował mnie jak ostatnią dziwkę. Chciał mnie zostawić bez niczego i wyjechać do<br />
Stanów. Może siedzieć w więzieniu do końca życia – powiedziała spokojnie i wyszła.<br />
Maryla siedziała jak skamieniała. Nie spodziewała się takiego wybuchu<br />
nienawiści.<br />
Zaczęła się zastanawiać nad tym, co powiedziała Teresa. Wspólne cele? Jakie my<br />
z Pawłem mamy wspólne cele? Po prostu żyjemy razem i mamy dzieci. Czy to trzeba<br />
zaraz koniecznie mieć jakieś cele?<br />
No, on niby miał jakieś swoje cele. Cały czas mówił o rozwoju, o awansowaniu,<br />
ale to był raczej tylko jego cel.<br />
Ganiał za pieniędzmi, ale ich wydawanie wcale go nie interesowało. W ogóle go<br />
57<br />
nie cieszyło, kiedy ich domek stawał się coraz ładniejszy i przytulniejszy.<br />
Maryla uświadomiła sobie, że nigdy nie rozmawiali o tym, czego oczekują od<br />
życia i od siebie. Takie rozmowy można było usłyszeć w telewizji albo w kinie. Ale w<br />
prawdziwym życiu? A może to ich życie nie jest prawdziwe? Może to tylko udawanie<br />
prawdziwego życia?<br />
Paweł obudził się z bólem głowy i mocnym postanowieniem, które zakiełkowało<br />
wczorajszego wieczoru. Zanim się upił, doszedł do wniosku, że musi coś zmienić w<br />
swoim życiu. Jasiński okazał się za słaby i Kotas zrobi teraz to, co obiecywał Marcin<br />
Król. Znajdzie hak, a raczej już znalazł i wyrzuci Pawła z oddziału, ale przedtem tak da<br />
w kość, że prawdopodobnie lepiej od razu zrezygnować z pracy.<br />
Po raz pierwszy zaczął się poważnie zastanawiać nad tym, ile siebie jest w stanie<br />
poświęcić żeby osiągnąć swoje własne cele.<br />
Jak bardzo trzeba przestać być sobą, żeby stać się kimś.<br />
Wielkie biurko, limuzyna i piersiasta sekretarka. Ile trzeba znieść, żeby chociaż na<br />
chwilę wejść w posiadanie tych trzech elementów.<br />
I jak bardzo trzeba zbliżyć się do poziomu Kotasa, żeby utrzymać je jak najdłużej.<br />
Czy nie lepiej być szarym „nikim” i pozostać sobą?<br />
Po raz pierwszy zaczął poważnie rozważać możliwość zrezygnowania z pracy dla<br />
Financial Brokers i powrót do spokojnego życia w Dąbrówce.<br />
Istniało jednak małe „ale”.<br />
Nie da się ukryć, że z pieniędzmi poprawiło się teraz znacznie. Już nie muszą<br />
zastanawiać się nad każdym wydatkiem. Dzieci mają nowy komputer i dom wygląda<br />
teraz o wiele lepiej niż wtedy, gdy prowadzili „szmateks”. Do tego jeszcze niespłacony<br />
samochód.<br />
Rezygnacja z Financial Brokers to rezygnacja z dochodów i poziomu życia, do<br />
którego już się przyzwyczaili.<br />
Ja może bym to przełknął, ale dzieci i Maryla na pewno nie, pomyślał.<br />
Jeszcze niedawno pewnie dałby się ponieść biegowi wypadków, liczył na łut<br />
szczęścia albo wielkoduszność Kotasa. Teraz nie potrafił siedzieć bezczynnie i czekać<br />
na telefon z Gdańska.<br />
Rozwiązanie narzucało się samo. Ostatecznie, w dużej firmie, która zatrudniała<br />
kilkaset osób w całej Polsce, był jednym z najlepszych specjalistów od wyszukiwania<br />
klientów. A najlepszą obroną jest atak!<br />
58<br />
Wyjął wizytownik i zaczął przeglądać strona po stronie. Wreszcie znalazł to,<br />
czego szukał. Telefon do faceta z firmy ubezpieczeniowej, którego poznał w<br />
leśniczówce, przy okazji spotkania z Jasińskim. Tomasz Rydzyniak – wicedyrektor<br />
działu kontroli struktur, odczytał. Telefon w Warszawie.<br />
Sekretarka poprosiła o chwilę cierpliwości. Po chwili odezwał się Rydzyniak.<br />
Paweł upewnił się, czy dyrektor go pamięta.<br />
- Oczywiście, że pamiętam – odpowiedział Rydzyniak – Zresztą Jurek Jasiński<br />
często o panu wspomina. W czym mogę pomóc?<br />
Paweł zastanawiał się przez chwilę jak przejść do rzeczy. Uwaga o Jasińskim nie<br />
ułatwiła mu sprawy. Czuł się trochę jak zdrajca. Nie mógł jednak przeciągać milczenia<br />
w nieskończoność.<br />
- Pozwoliłem sobie zadzwonić do pana, żeby zapytać o to&#8230; jakie są możliwości &#8230;<br />
współpracy z waszą firmą? – zaczął dyplomatycznie.<br />
- Nie rozumiem. Chce pan nam zaproponować jakiś leasing? – głos Rydzyniaka<br />
nieco ochłódł.<br />
- Nie! Myślałem o współpracy w sensie dosłownym. Jako wasz agent.<br />
Tym razem krótka cisza zapadła po tamtej stronie linii.<br />
- Czy ja dobrze rozumiem? Pan chce dla nas pracować? Nie chciałbym być<br />
niedyskretny, ale Jasiński wspominał, że ma pan duże szanse na awans w „Financial<br />
Brokers”.<br />
- To już nieaktualne. Moje plany się trochę zmieniły. Myślałem, że zechce pan mi<br />
pomóc.<br />
- Oczywiście. Pan jest doskonałym sprzedawcą, a my takich potrzebujemy. Proszę<br />
chwilę poczekać. Zorientuję się kiedy jest najbliższe szkolenie podstawowe.<br />
W słuchawce odezwała się melodyjka, a Paweł poczuł się doskonale. Nareszcie<br />
ktoś go docenia i nie robi wielkiej łaski.<br />
- Ma pan szczęście. Jutro zaczyna się szkolenie w jednym z naszych oddziałów w<br />
Warszawie. – odezwał się Rydzyniak – Może pan przyjechać?<br />
- Tak. Dziękuję bardzo. Przepraszam za kłopot.<br />
- To żaden kłopot. Moja sekretarka poda panu adres i telefon do managera, z<br />
którym powinien się pan skontaktować w naszym oddziale. Życzę powodzenia. Proszę<br />
do mnie zadzwonić gdy skończy pan szkolenie.<br />
Sekretarka Rydzyniaka podała Pawłowi numer telefonu, nazwisko managera i<br />
adres oddziału.<br />
59<br />
- Będzie pan musiał przejechać całą Warszawę. Oddział jest na Ursynowie –<br />
powiedziała na koniec i pożegnała się.<br />
41.<br />
Po kilkunastu minutach kluczenia po Ursynowie znalazł budynek ze szkła i<br />
aluminium. Zdecydowanie różnił się od starej kamienicy w Gdańsku, w której mieścił<br />
się oddział Financial Brokers. Wewnątrz Paweł wyczuł jednak tą samą atmosferę.<br />
Ruch na korytarzu był spory. Ludzie biegali z zaaferowanymi twarzami, nie<br />
patrząc na siebie. Chuda, nerwowa sekretarka stukała w klawiaturę komputera,<br />
odbierała telefony, wykłócała się z agentami o zbyt długie zajmowanie kserokopiarki i<br />
jednocześnie rozmawiała z Pawłem. Fotele były większe i wygodniejsze niż w<br />
Gdańsku.<br />
- Jest pan już na liście kandydatów na szkolenie podstawowe. Dzwoniła do mnie<br />
wczoraj sekretarka dyrektora Rydzyniaka. Zaraz ktoś z panem porozmawia.<br />
Wystukała numer na klawiaturze i warknęła do telefonu:<br />
- Marek, poproszę cię do sekretariatu. Jest pan na szkolenie podstawowe.<br />
Zajmiesz się nim. &#8211; Odłożyła słuchawkę, nie czekając na odpowiedź.<br />
Po chwili nadszedł lekko siwiejący mężczyzna w nieokreślonym wieku. Poprawił<br />
rozpięty krawat, popatrzył psim wzrokiem na sekretarkę i zaprosił Pawła do swego<br />
pokoju.<br />
- Coś ją dzisiaj ugryzło – wymruczał, gdy byli w bezpiecznej odległości od<br />
sekretariatu.<br />
W pokoju managera Paweł przeżył deja vu. Jakby znalazł się w gabinecie Marcina<br />
Króla. Identyczne biurko, szafka i krzesełko dla agenta. Manager przedstawił się i<br />
położył przed Pawłem jakieś kartki.<br />
- Niech pan to wypełni – powiedział sucho i wyszedł.<br />
Paweł popatrzył na kartki. Ankieta. Imię, nazwisko, przebieg pracy zawodowej.<br />
Dalej te same pytania, na które odpowiadał, siedząc w pokoju Marcina Króla.<br />
Patrzył bezmyślnie na papier. W ogóle nie czuł teraz tego entuzjazmu, który miał<br />
wtedy. Raczej zmęczenie.<br />
Wrócił manager i usiadł naprzeciw Pawła. Spojrzał na puste rubryki.<br />
- Niech pan się pospieszy. Za pół godziny zaczyna się szkolenie, a jeszcze<br />
dyrektor będzie chciał pana obejrzeć – powiedział bez cienia uprzejmości w głosie.<br />
Paweł wyjął powoli długopis i zaczął wypełniać ankietę. Telefon na biurku<br />
60<br />
zabrzęczał i manager odebrał. Słuchał chwilę i bez słowa odłożył słuchawkę.<br />
- Później pan dokończy. Dyrektor ma teraz piętnaście minut i chce pana widzieć –<br />
powiedział i zgarnął papiery do szuflady.<br />
Drzwi do gabinetu dyrektora pokryte były lustrzaną folią. Przekraczając je Paweł<br />
odczuł jakiś niepokój. Za progiem stanął osłupiały.<br />
Zza wielkiego biurka podnosił się niski, gruby facet. Uśmiechał się serdecznie,<br />
zaczerwieniony na tłustej twarzy. Rzadkie włosy zaczesane na środek głowy.<br />
Podobieństwo do Kotasa było tak wielkie, że Paweł stał jak sparaliżowany.<br />
- Proszę bardzo, niech pan spocznie &#8211; zachęcał dyrektor, zapinając guzik od<br />
przyciasnej marynarki.<br />
- Jak pan do nas trafił? – zapytał, uśmiechając się cały czas szeroko.<br />
- E&#8230;z polecenia pana dyrektora Rydzyniaka – odpowiedział Paweł.<br />
Uśmiech dyrektor stał się zdecydowanie węższy. Spojrzał na managera. Ten<br />
patrzył w podłogę nie podnosząc wzroku.<br />
- Czy dyrektor Rydzyniak to jakiś pana krewny? – zapytał dyrektor. Prawie<br />
przestał się uśmiechać.<br />
- Raczej znajomy – odpowiedział Paweł. Zaczął wyczuwać napięcie powstałe w<br />
gabinecie po wymienieniu nazwiska Rydzyniaka. Znowu trafiłem na jakiś układ,<br />
pomyślał. Głowa go rozbolała. Popatrzył z rezygnacją na lśniące policzki dyrektora.<br />
Nagle jego telefon komórkowy zabrzęczał w kieszeni. Przeprosił i nacisnął klawisz NO,<br />
nie wyjmując telefonu z kieszeni.<br />
- Za chwilę zaczyna się szkolenie, więc nie będę pana długo trzymał. Bardzo<br />
dobrze się pan prezentuje w garniturze i ma pan w sobie spokój, który wzbudza<br />
zaufanie. Bez tego, w biznesie polegającym na sprzedaży, ciężko osiągnąć sukces.<br />
Paweł przestał słuchać prawie natychmiast. Wiedział już co będzie dalej. To<br />
samo, co w Financial Brokers – firma jest stara i bogata, liczy się duża sprzedaż i<br />
absolutna uczciwość.<br />
Kątem oka obserwował ilustracje na ścianach. Dokładnie na wprost wisiała biała<br />
tablica z nagłówkiem: Najlepsi sprzedawcy. Dwadzieścia nazwisk i kwoty obok nich.<br />
Zaczął słuchać uważniej, bo głos dyrektora wyraźnie zmienił brzmienie, a manager<br />
wpatrywał się w niego z napięciem.<br />
- Poza tym wszystkim tworzymy tu zwarty kolektyw i nie wyobrażam sobie żeby<br />
ktoś chciał się wyłamywać. Od razu pana uprzedzam, że próby zbyt wielkiej<br />
samodzielności są z góry skazane na porażkę. Ubezpieczenia na życie sprzedaje się tak<br />
61<br />
trudno jak lód Eskimosom i trzeba naprawdę dużej mobilizacji, żeby osiągnąć sukces.<br />
Pozbywamy się natychmiast każdego, kto nie chce tego zaakceptować. Proszę to dobrze<br />
przemyśleć podczas szkolenia.<br />
Następny kapral z wielkimi ambicjami, pomyślał Paweł. Dyrektor wstał, dając do<br />
zrozumienia, że spotkanie dobiegło końca. Paweł spojrzał na managera. Facet wstał bez<br />
słowa i patrzył na dyrektora. Nie odezwał się ani razu, jakby bał się, że powie coś<br />
niestosownego.<br />
Dyrektor uścisnął mu dłoń i na pożegnanie rzucił ni to ironicznie, ni uprzejmie:<br />
- Pozdrowienia dla dyrektora Rydzyniaka.<br />
Jeszcze dobrze nie wyszli z gabinetu za lustrzanymi drzwiami, kiedy sekretarka<br />
odezwała się tonem nieznoszącym sprzeciwu:<br />
- Marek! Za piętnaście minut chcę mieć twój raport za poprzedni miesiąc.<br />
- Muszę jeszcze nad nim trochę popracować – zaprotestował płaczliwie Marek.<br />
- Nic mnie to nie obchodzi. Dyrektor chce mieć za godzinę zestawienie. Miałeś<br />
wczoraj cały dzień.<br />
Manager nawet nie spojrzał na Pawła i szybkim krokiem ruszył w kierunku<br />
swojego pokoju. Sekretarka odezwała się o jeden ton grzeczniejszym głosem:<br />
- Pana poproszę do siebie za dziesięć minut. Z wypełnioną ankietą. Dostanie pan<br />
materiały na szkolenie i wpłaci mi dwieście złotych na koszty.<br />
Paweł skinął powoli głową i rozejrzał się po korytarzu. We wszystkich firmach<br />
sekretarkom zdaje się, że są najważniejsze. Czasami to prawda.<br />
Dostrzegł drzwi z dwoma kółkami i wszedł do środka. Stanął nad umywalką i<br />
zaczął obmywać twarz zimną wodą. W skroniach mu pulsowało. Chyba trafiłem z<br />
deszczu pod rynnę, myślał gorączkowo. To miało być rozwiązanie problemów, a nie ich<br />
początek. W porównaniu z tym co tu się dzieje, u Kotasa jest obóz skautów. To<br />
wszystko nie ma sensu.<br />
Poczuł się beznadziejnie samotny i bezradny.<br />
Komórka zabrzęczała w kieszeni. Paweł spojrzał na wyświetlacz. Dzwonił<br />
Jasiński. Wytarł ręce papierem toaletowym i odebrał.<br />
- Witaj Paweł! Możesz rozmawiać? – zapytał Jasiński. W jego głosie słychać było<br />
napięcie.<br />
- Tak, tak. – Wolną ręką Paweł przekręcił zatrzask w drzwiach od toalety.<br />
- Musisz jutro podjechać do oddziału. Są ważne sprawy do omówienia –<br />
poinformował Jasiński, dalej tym samym tonem.<br />
62<br />
- Czy to ma coś wspólnego z „Wiktorią”?<br />
- Pośrednio, ale zdecydowanie tak. To nie jest rozmowa na telefon. Dowiesz się<br />
na miejscu.<br />
- A nie mógłbym podjechać do ciebie do centrali? Jestem teraz w Warszawie.<br />
- Nie bardzo. Dzwonię z Poznania i wracam późnym wieczorem. A co robisz w<br />
Warszawie? – zainteresował się Jasiński.<br />
- Ogólnie mówiąc, szukam nowych szans – odpowiedział wykrętnie.<br />
- To doskonale. Będziesz teraz potrzebował sukcesu bardziej niż kiedykolwiek –<br />
Jasiński zrozumiał go po swojemu.<br />
- A co? Kotas znowu coś wymyślił? &#8211; zapytał ponuro.<br />
- Niezupełnie. Można powiedzieć, że Kotasa masz już z głowy. Szczegóły jutro.<br />
Do widzenia<br />
Jasiński rozłączył się. Paweł stał jak wmurowany.<br />
Kotasa masz już z głowy, powtórzył w myślach ostatnie zdanie Jasińskiego.<br />
Poczuł narastającą falę radości. A więc jednak! Odszukał w pamięci telefonu numer<br />
Marcina Króla i wybrał go. Może on będzie wiedział coś konkretnego. „Wybrany<br />
numer jest nieprawidłowy” – poinformował go miły głos. Spróbował jeszcze raz. To<br />
samo.<br />
Przygnębienie wyparowało całkowicie. Czuł się doskonale. To co ja tutaj jeszcze<br />
robię? &#8211; pomyślał i uśmiechnął się do swoich myśli.<br />
Wyszedł z toalety. Sekretarka popatrzyła na niego złym, zmęczonym wzrokiem.<br />
- Tutaj są materiały na szkolenie – wyciągnęła w jego kierunku gruby plik kartek<br />
- Wypełnił pan już ankietę?<br />
- Nie. Nie wypełniłem.<br />
- To na co pan czeka? – jej głos wszedł na trochę wyższe rejestry.<br />
- Na nic. Po prostu rozmyśliłem się. Doszedłem do wniosku, że pomimo<br />
wspaniałych perspektyw roztaczanych przede mną przez dyrektora nie mam ochoty na<br />
pracę dla niego.<br />
- To po co pan ludziom głowę zawraca? – sekretarka wzruszyła ramionami i<br />
energicznie wrzuciła materiały do szuflady. Odwróciła się do klawiatury i przestała<br />
zwracać uwagę na Pawła.<br />
Miał zamiar coś dosadnie odszczeknąć, ale rozmyślił się. Z jej punktu widzenia<br />
jego zachowanie rzeczywiście było nieracjonalne. Mruknął tylko: do widzenia i<br />
wyszedł.<br />
63<br />
42.<br />
- Co pani taka zdenerwowana? &#8211; Paweł obserwował jak Kasia miota się po<br />
sekretariacie, pomiędzy dzwoniącym bez przerwy telefonem, rozgrzanym prawie do<br />
czerwoności kserografem i porozkładanymi wszędzie segregatorami.<br />
- Jak to co? Nie wie pan dlaczego pana wezwali? – zapytała konfidencjonalnym<br />
szeptem.<br />
- Nic nie wiem. &#8211; Paweł wzruszył ramionami. &#8211; Pewnie chodzi o „Wiktorię”<br />
Drzwi od gabinetu dyrektora otworzyły się, ale zamiast Kotasa wyszedł jakiś<br />
mężczyzna. Jego twarz wydała się Pawłowi znajoma.<br />
- Jest pan Paweł Filipowski, panie dyrektorze &#8211; zaanonsowała Kasia.<br />
Panie dyrektorze? Paweł nic nie rozumiał. A gdzie Kotas?<br />
- Proszę do mnie &#8211; mężczyzna wskazał gestem drzwi do gabinetu.<br />
- Widzę, że dziwi pana moja obecność tutaj. Już wyjaśniam. Nazywam się Jakub<br />
Ferenc. Jestem tutaj tylko tymczasowo. Niedługo zostanie otwarty nowy oddział naszej<br />
firmy w Poznaniu i tam będę na stałe. Gdańsk jest dla mnie czymś w rodzaju poligonu.<br />
- A dyr&#8230; to jest, pan Kotas?<br />
- Pan Dobromir Kotas został zwolniony za dopuszczenie do podpisania,<br />
sprzecznego z procedurami, kontraktu z „Wiktorią” i narażenie firmy na duże straty.<br />
Poza tym „Financial Brokers” zamierza mu wytoczyć sprawę sądową o celowe<br />
działanie na niekorzyść firmy. Na polecenie dyrektora Jasińskiego, zajmowałem się<br />
osobiście dochodzeniem w tej sprawie. Szczegółowa analiza dokumentacji kontraktu<br />
wykazała, że większość dokumentów była sfałszowana. Można to było odkryć przy<br />
bardziej dokładnym prześwietleniu klienta. Pan dyrektor Kotas, nie wiadomo dlaczego,<br />
uważał to za stratę czasu. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że był w zmowie z<br />
właścicielem „Wiktorii”. Do tego zachowywał się bardzo dziwnie w trakcie zawierania<br />
kontraktu. Absolutnie nieprofesjonalnie. Notabene, pańska rola w tej sprawie też była<br />
badana.<br />
Paweł zakręcił się niespokojnie w fotelu.<br />
- Ale oczyszczono pana z wszelkich podejrzeń. Dużo zawdzięcza pan dyrektorowi<br />
Jasińskiemu, który osobiście nadzorował dochodzenie. Zresztą, jeszcze będzie pan<br />
proszony o złożenie pewnych wyjaśnień w centrali. Co ciekawsze, na dokumencie<br />
wstępnej analizy kontraktu z „Wiktorią” dyrektor Jasiński odkrył, z pewnym<br />
zdziwieniem, swój własny podpis i odręczną adnotację.<br />
64<br />
- Jaką adnotację? – zapytał Paweł. Jasiński w ogóle nie miał do czynienia z<br />
kontraktami.<br />
- Brzmiała mniej więcej tak: „Wstępna analiza kontraktu, sporządzona przez pana<br />
Pawła Filipowskiego jest na najwyższym profesjonalnym poziomie. Proszę o jak<br />
najszybsze zawarcie umowy leasingu.”<br />
- Ja nie robiłem wstępnej analizy.<br />
- Wiem. Wyjaśnił to już pan Marcin Król. Tym niemniej dyrektor Kotas uparcie<br />
twierdzi, że po otrzymaniu od pana wstępnej analizy, opatrzonej pozytywną opinią<br />
dyrektora Jasińskiego, starał się o jak najszybsze doprowadzenie do zawarcia kontraktu.<br />
Dziwny człowiek. Musiał być mocno zdesperowany. – Ferenc uśmiechnął się<br />
pobłażliwie.<br />
- A co z Marcinem?<br />
- Pan Marcin Król jest zwolniony z funkcji managera grupy, ale może pozostać w<br />
firmie, z tym, że nie będzie na razie mógł sam finalizować kontraktów. O ile oczywiście<br />
pojawi się w pracy. Od kilku dni nie pokazuje się w oddziale i nie można go nigdzie<br />
namierzyć.<br />
Paweł czekał, co dalej. Dyrektor stwierdził, że wobec degradacji Marcina Króla<br />
mianuje Pawła managerem grupy. Pismo z centrali w tej sprawie, podpisane przez<br />
dyrektora Jasińskiego, przywiózł ze sobą.<br />
Umowę managerską podpisali w absolutnym milczeniu.<br />
- Będę tu prawdopodobnie tylko trzy miesiące, a potem centrala mianuje<br />
dyrektorem jednego z managerów tego oddziału. Najpoważniejszym warunkiem<br />
nominacji jest oczywiście wyróżniająca się skuteczność, to znaczy jak najwyższe obroty<br />
kandydata i jego grupy. Zdaje się, że był pan zainteresowany? &#8211; zakończył z uśmiechem<br />
Ferenc.<br />
Paweł wyszedł z gabinetu dyrektora. Usiadł w fotelu i zaczął rozmyślać nad<br />
zmiennością losu. Wczoraj wydawało mu się, że jest skończony, a przed chwilą właśnie<br />
awansował na kierownika grupy i miał szansę na stołek dyrektorski w Gdańsku.<br />
Nurtowała go myśl, że Janusz miał jednak rację. Stanowisko dyrektora oddziału w<br />
Poznaniu zajmie Ferenc. Pewnie od dawna było to ustalone. Tylko dlaczego Jasiński tak<br />
go zwodził?<br />
Znowu może się okazać, że istnieją jakieś czynniki pozaprodukcyjne i dyrektorem<br />
w Gdańsku zostanie ktoś zaufany. Może nie warto się szarpać? Sam nie wiedział, co<br />
teraz myśleć i robić. Żaden poważniejszy kontrakt nie rysował się na horyzoncie.<br />
65<br />
Waldek, który był dostawcą największych zleceń, siedzi w więzieniu. Poza tym w<br />
domu wszystko się popsuło. Potrzebowali z Marylą trochę czasu dla siebie i trochę<br />
spokoju. Dzieci już zapomniały jak wygląda ojciec.<br />
Kasia coś powiedziała do niego ale nie usłyszał. Popatrzył na nią rozkojarzony.<br />
- Co pani mówiła? &#8211; Uśmiechnął się niepewnie.<br />
- Dzwonili przed chwilą do pana z jakiejś huty, że chcą się jeszcze raz spotkać.<br />
Najlepiej dzisiaj. Czy to coś ważnego?<br />
Odpowiedział jej tylko trzask gwałtownie otwieranych drzwi. Kasia pokręciła<br />
głową. Banda wariatów. Za czym oni tak pędzą?<br />
****<br />
Telefon dzwonił długo i nie miał zamiaru przestać. Marcin Król zapalił lampkę<br />
nocną i spojrzał na budzik. Wskazywał trzecią w nocy.<br />
Co za dureń nie może spać o tej porze? &#8211; pomyślał. Podniósł słuchawkę i rzucił z<br />
niechęcią w głosie:<br />
- Słucham!<br />
- To ty Marcin?<br />
- Tak, Marcin Król. Kto mówi?<br />
- To ja, Dobromir. Nie poznajesz?<br />
- Skąd dzwonisz? Słychać cię jak spod ziemi.<br />
- Z Warszawy. Wyjaśniam kilka spraw w centrali. Zatrzymałem się u żony.<br />
Przepraszam, że cię budzę w środku nocy, ale dzieje się coś dziwnego. Ktoś mnie<br />
obserwuje cały czas. Zastanawiam się czy to nie Makowski.<br />
- Zdaje się, że go aresztowali.<br />
- Nie wiadomo. W sprawach gospodarczych to idzie wolno. Może się mścić.<br />
Może się bać naszych zeznań.<br />
- Chyba twoich zeznań. Mnie to raczej nie dotyczy.<br />
- Jak to nie?! Nie udawaj głupiego! To ty mi wystawiłeś tą „Wiktorię”.<br />
Przeklinam ten dzień, kiedy po raz pierwszy usłyszałem tą nazwę.<br />
- Ja też żałowałem, że pozwoliłem ci wciągnąć się w tą rozgrywkę. Teraz mi<br />
wszystko jedno – sucho powiedział Marcin.<br />
- Nie bądź taki stoik. Jeszcze możemy obydwaj porządnie dostać w dupę.<br />
Powinniśmy trzymać się razem. Uzgodnić zeznania&#8230;<br />
- Ja wyjeżdżam &#8211; przerwał mu Marcin.<br />
- Jak to? Dokąd?<br />
66<br />
- Nie twoja sprawa. Za granicę. Myślałeś, że całe życie będę się patrzył na twój<br />
tłusty pysk i śmiał z głupawych dowcipów.<br />
Kotas usłyszał trzask odkładanej słuchawki. Odłożył telefon i poszedł do kuchni.<br />
Poczuł się słabo. Grzebał w szafce w poszukiwaniu aspiryny, gdy schwycił go<br />
silny ból w piersiach.<br />
Przewracając się, ściągnął na siebie garnek z bigosem.<br />
Lekarz pogotowia wezwany przez żonę, rzucił „dowcipnie”:<br />
- Niezły tu mamy bigos.<br />
Po czym stwierdził zgon na skutek rozległego zawału serca.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/141/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/141/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=141&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>WIKTORIA I</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-i/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-i/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 10:44:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[WIKTORIA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=139</guid>
		<description><![CDATA[CZĘŚĆ I. VENI. 1. Agent ubezpieczeniowy uśmiechał się półgębkiem i milczał. Siedział w głębokim skórzanym fotelu starannie ogolony i pachnący. Ciemny garnitur, koszula z niemodnym kołnierzykiem i spokojny krawat. Wyglądał jak profesjonalista i był nim w rzeczywistości. Doświadczenie podpowiadało mu, że trzeba dać tym ludziom trochę czasu. Klienci często spierali się przy nim. Potrafił to [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=139&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>CZĘŚĆ I. VENI.<br />
1.<br />
Agent ubezpieczeniowy uśmiechał się półgębkiem i milczał. Siedział w głębokim<br />
skórzanym fotelu starannie ogolony i pachnący. Ciemny garnitur, koszula z niemodnym kołnierzykiem i spokojny krawat. Wyglądał jak profesjonalista i był nim w<br />
rzeczywistości. Doświadczenie podpowiadało mu, że trzeba dać tym ludziom trochę czasu. Klienci często spierali się przy nim. Potrafił to wykorzystać. Umiał słuchać i po krótkiej chwili na ogół wiedział, kto w domu trzyma kasę i będzie decydował o zawarciu umowy ubezpieczenia na życie. W stosownym momencie wtrącał się do dyskusji małżonków i prowadził ich jak na sznurku.<br />
Tutaj było prawie tak samo jak w wielu innych podobnych przypadkach.<br />
Mężczyzna zadzwonił i poprosił o spotkanie, ale decyzję podjęła ona, jego żona. Teraz<br />
nie mogli się zdecydować jak wysoka ma być składka. Musiał czekać aż Teresa i<br />
Waldemar Otoccy &#8211; tak się przedstawili &#8211; wygadają się.<br />
Na razie miał trochę czasu żeby dyskretnie ocenić kondycję fizyczną i finansową<br />
klientów. Otocki miał wykupić ubezpieczenie na życie dla siebie, ale gdyby agent miał<br />
decydować wolałby sprzedawać polisę dla niej. Wyglądała zdrowo i była zadbana. Jej<br />
świeżość kontrastowała z jego szarą, nalaną twarzą. Miał lekką nadwagę. Ciekawe czy<br />
nie cukrzyk ? &#8211; pomyślał z zawodową ciekawością. Ubrany pospolicie, w tanie bazarowe ubrania. Wytarte niedrogie dżinsy i sweter, powypychany na rękawach. Nie wyglądał na intelektualistę, raczej drobny handlarz albo rzemieślnik. Palce pobrudzone smarami.<br />
Ciekawe czy nie jakiś rękodzielnik albo nie daj Boże, mechanik samochodowy? To<br />
mogło oznaczać komplikacje przy ustalaniu ryzyka ubezpieczeniowego. Agent<br />
dyskretnie rozejrzał się po pokoju. Umeblowanie świadczyło o niezłych dochodach<br />
właścicieli. Skórzane fotele i kanapa. Dębowe, solidne meble. Po szczegółach<br />
wywnioskował, że dochody domowników muszą być stałe i na więcej niż średnim<br />
poziomie. Nowa plazma. Pewnie ma ze czterdzieści cali, ocenił na oko. Kuchnia,<br />
widoczna przez otwarte drzwi w końcu krótkiego korytarza, umeblowana nowocześnie,<br />
chyba niedawno&#8230;<br />
1<br />
2<br />
Przedłużająca się cisza przerwała mu obserwacje. Małżonkowie wpatrywali się w<br />
niego intensywnie.<br />
- Proszę wybaczyć, zamyśliłem się &#8211; powiedział z przepraszającym uśmiechem.<br />
- Pytałem, ile według pana, warte jest moje życie? &#8211; zaczepnie rzucił Otocki.<br />
- Dla pana rodziny jest nieocenione &#8211; odpowiedział machinalnie, wyuczonym<br />
tekstem.<br />
- No dobra, dobra, może pan sobie darować te frazesy!<br />
- Waldek&#8230;! &#8211; Kobieta teatralnym szeptem strofowała męża.<br />
- Ile się płaci w moim wieku? Chodzi mi o składkę za cały rok &#8211; kontynuował<br />
ofensywę niezrażony Waldek.<br />
- To zależy, jaką kwotę chciałby pan zabezpieczyć dla rodziny, na wypadek swojej<br />
śmierci albo trwałej utraty zdrowia. &#8211; Agent nie dawał za wygraną i unikał konkretów.<br />
Wolał czekać na propozycje. W tej chwili nie mógł jeszcze ocenić prawdziwych<br />
możliwości finansowych tych ludzi. Powoli wyjął z kieszeni marynarki swoją wizytówkę i położył na stole.<br />
- Niech pan poda jakąś liczbę, żebym mógł ocenić, na co mnie stać. &#8211; Mężczyzna<br />
zaczynał być poirytowany.<br />
Twarda sztuka, pomyślał agent. Trzeba zaryzykować. Otworzył laptopa, stojącego<br />
przed nim na stole i chwilę udawał, że coś tam wylicza. Był trochę zły na siebie za<br />
dopuszczenie do sytuacji, w której miał mało możliwości manewrowania. Zbyt mała<br />
kwota była tak samo zła jak zbyt wysoka. Albo zarobi jakąś śmieszną prowizję albo<br />
wystraszy niezłą sztukę, która kręci się już blisko sieci.<br />
- Myślę, że w pańskiej sytuacji odpowiednia byłaby suma ubezpieczenia w<br />
wysokości trzystu tysięcy złotych? &#8211; powiedział wolno i spojrzał spod oka. Najpierw na<br />
nią.<br />
- Co powiesz na to Teresa? W razie mojej śmierci dostaniesz trzy bańki. &#8211; Otocki<br />
zaczął się śmiać.<br />
Wydaje się palantowi, że będzie żył wiecznie, pomyślał agent i też zaśmiał się<br />
uprzejmie.<br />
−<br />
To teraz niech pan powie ile to kosztuje &#8211; zarządził Waldek &#8211; Tylko niech<br />
pan się streszcza. Dziś sobota. Chcę iść do fryzjera. Jutro w kościele muszę wyglądać<br />
przyzwoicie<br />
2<br />
3<br />
Teresa, czerwona na twarzy, spoglądała w okno. Agent spokojnie zaczął rozkładać<br />
swoje papiery. Był zbyt blisko zawarcia umowy ubezpieczenia, żeby przejmować się<br />
takimi drobnymi nietaktami. W takich miasteczkach jak ta Dąbrówka, rzadko trafiał się<br />
dobry klient. Większość już powymiatały duże firmy, które miały agentów dosłownie w<br />
każdej wsi. Nawet lepiej, że jest mało czasu. Nie będzie musiał odpowiadać na dziesiątki<br />
głupich pytań.<br />
2.<br />
U fryzjera zawsze siedzieli ci sami, stali bywalcy. W co drugą sobotę mistrz Tadeo<br />
strzygł wyjątkowo starannie. Przed jego zakładem, położonym nad dużym stawem na<br />
końcu Dąbrówki, zatrzymywał się &#8211; jak zawsze, co dwa tygodnie – potężny, chociaż już<br />
trochę leciwy „japończyk”. Wytaczał się z niego gruby facet. Kołeczek &#8211; najbogatszy<br />
rolnik w okolicy. Strzygł się regularnie i płacił podwójną stawkę. Nieśmiałe, nieszczere<br />
protesty balwierza ucinał niezmiennie krótkim &#8211; stać mnie i z namaszczeniem wysupływał<br />
dwa banknoty dziesięciozłotowe ze starego, wytartego portfela.<br />
Normalnie zakład funkcjonował trochę na zasadzie pogotowia ratunkowego.<br />
Mistrz jako zapalony wędkarz, całe dnie spędzał na stawku, przed zakładem, wpatrując<br />
się w spławiki wędek wrzuconych do stawu i popijając piwo. Potencjalny klient, który<br />
miał życzenie ostrzyc się w takim dniu, sporo ryzykował. Tadeo, podenerwowany<br />
słabym braniem, mógł bardzo obcesowo odmówić wykonania usługi albo zrobić<br />
nieszczęśnikowi fryzurę a’la „Szopen po ostatnim koncercie”. Zdarzały się też przypadki<br />
obcięcia fragmentów uszu. Kto nie chciał czekać i musiał się ostrzyc natychmiast mógł<br />
iść do salonu damskiego, jedynego w Dąbrówce. Tam młode praktykantki, na takich<br />
przypadkowych klientach, uczyły się sztuki władania nożyczkami. Nauka ta opierała się<br />
przeważnie na własnych błędach. Wybór zatem nie był wielki, a różnica tylko taka, że u<br />
mistrza Tadeo było znacznie taniej.<br />
Kto o tym wiedział, starał się odwiedzać jego zakład tylko w sobotę. Wtedy bywał<br />
tu Kołeczek, Tadeo był trzeźwy i przykładał się do pracy. Musiał. W przeciwnym<br />
wypadku umarłby pewnie z głodu. Ryby nie brały nadzwyczajnie.<br />
Paweł Filipowski wiedział o tym i po prostu dostosował się. Lubił te soboty u<br />
fryzjera. Schodziło się sporo ludzi &#8211; jedni ostrzyc się, inni pogadać, a jeszcze inni spotkać<br />
się z Kołeczkiem i pożyczyć od niego parę złotych. Można było przeglądać całe sterty<br />
starych gazet albo po prostu siedzieć, słuchać i patrzeć. A było na co. Małe miasteczka<br />
3<br />
4<br />
pełne są ludzi nietuzinkowych. Niekoniecznie normalnych. Czasami zaglądał do zakładu<br />
chłopak trudniący się głównie żebractwem i włóczęgostwem. Znosił ciekawe informacje<br />
z całego powiatu. Ludzie słuchali jego sensacji z rozdziawionymi gębami, dopóki w<br />
odpowiedzi na pytanie: jak się wabi jego nowy pies, który też wcisnął się do środka, nie<br />
usłyszeli odpowiedzi, poprzedzonej dłuższym namysłem:<br />
- Nieźle.<br />
Paweł Filipowski miał dwadzieścia dziewięć lat i był właścicielem sklepu z<br />
używaną odzieżą. Prowadził go razem z żoną. A właściwie to Maryla &#8211; tak miała na imię,<br />
decydowała o najistotniejszych sprawach, a on zajmował się transportem towaru. To<br />
było jedyne źródło ich, prawdę powiedziawszy, mizernych dochodów.<br />
Dzisiaj była sobota i handel skończył się wcześniej. Paweł zamknął sklep o drugiej.<br />
Teraz mógł spokojnie posiedzieć w zakładzie mistrza Tadeo, czekając na swoją kolejkę.<br />
Kołeczek już się ostrzygł i pojechał. Fryzjer posłał chłopaka z psem po piwo do sklepu i<br />
atmosfera nabrała rumieńców. Trzech ostatnich klientów, oczekujących na strzyżenie,<br />
też dorzuciło się do piwa i chłopak miał polecone przynieść dwa sześciopaki.<br />
Paweł zaczął czytać z nudów ogłoszenia w różnych gazetach. Przeglądał<br />
najczęściej rubrykę &#8211; „dam pracę”. Nie szukał jakiejś konkretnej oferty. Brak dużych<br />
pieniędzy nie był dla niego tak bardzo stresujący. Marzył, tak jak każdy, żeby je kiedyś<br />
zdobyć, ale nie za wszelką cenę. Lubił życie spokojne, bez nerwów i pośpiechu. Dobrze<br />
się czuł w Dąbrówce, znał tu każdy kąt i prawie wszystkich ludzi. To raczej Maryla –<br />
jego żona, cierpiała prawdziwe psychiczne katusze z powodu ich marnej sytuacji<br />
finansowej, a co za tym idzie &#8211; towarzyskiej. Marzyła o mieszkaniu w dużym mieście,<br />
najlepiej w Gdańsku, który trochę znała i bardzo lubiła. Chciała być kimś, imponować<br />
innym i wzbudzać zazdrość. W Dąbrówce &#8211; małym miasteczku na prowincji, trudno było<br />
czymś imponować. Uzdolnienia artystyczne, czy też przymioty umysłu nie były tu<br />
specjalnie w poważaniu. Po pierwsze nie było gdzie ich eksponować, a po drugie<br />
audytorium jakby nieprzygotowane. Zresztą obydwoje zakończyli kariery naukowe na<br />
szkole średniej, a co się tyczy uzdolnień artystycznych to ewentualnie można by tu<br />
zaliczyć uliczne happeningi wokalno &#8211; taneczne, wykonywane przez Pawła od czasu do<br />
czasu. Bez względu zresztą na porę dnia czy nocy. Nietrudno się domyślić, że raczej<br />
chłodno traktowane przez Marylę, nie wspominając o sąsiadach. Na pewno nie była to<br />
droga do osiągnięcia popularności czy bogactwa.<br />
4<br />
5<br />
W tej sytuacji jedyna szansa na bycie kimś sprowadzała się do zaimponowania<br />
posiadaniem czegoś. Dobrego samochodu, dużego domu i drogiego futra. Dla Maryli,<br />
tak samo zresztą jak dla większości jej przyjaciółek i znajomych, odwieczny<br />
egzystencjalny dylemat &#8211; być czy mieć &#8211; nie istniał. Mieć znaczyło być. Inna filozofia<br />
życiowa, uważana była w Dąbrówce za objaw słabości umysłowej, a najłagodniejszym<br />
określeniem osoby prezentującej ją był epitet &#8211; oryginał.<br />
Chłopak przyniósł piwo. Tadeo dał mu złotówkę napiwku i wypchnął z zakładu.<br />
Przekręcił klucz w zamku i oświadczył:<br />
- Koniec na dzisiaj! Więcej głów nie wytrzymam. Za duży upał. Gdyby się ktoś<br />
dobijał, możecie mu dać w pysk. Na moją odpowiedzialność.<br />
Odpowiedział mu pomruk zadowolenia. Tadeo miał ochotę napić się w<br />
kameralnym gronie. Był u siebie i jego życzenie było świętością.<br />
- Ewentualnie można wpuścić, jeśli wylegitymuje się pół litrem – dorzucił fryzjer.<br />
Nerwowe śmiechy, siedzących na zdezelowanych taboretach mężczyzn,<br />
świadczyły, że przyjęliby takiego delikwenta z otwartymi ramionami. Tadeo wypił<br />
duszkiem piwo i pełnym kurtuazji gestem zaprosił następnego klienta na stary,<br />
powycierany fotel.<br />
Kiedy wszyscy byli już ostrzyżeni, piwo też się skończyło. Upał dawał się we znaki<br />
i mężczyźni porozbierali się do podkoszulek. Paweł wyjął z kieszeni mały zwitek<br />
banknotów i zaczął liczyć.<br />
- Tylko tyle dzisiaj utargowałeś? – zapytał Tadeo.<br />
Paweł pokiwał głową.<br />
- Nie jest tego za dużo – zauważył fryzjer.<br />
- Na pół litra na pewno wystarczy. Napijemy się wódeczki?<br />
Pytanie zostało potraktowane jako retoryczne. Zawołali chłopaka, który kręcił się<br />
w pobliżu i posłali go po flaszkę. Tadeo poszedł na zaplecze i przyniósł kieliszki.<br />
Nastroje osiągnęły wysoki poziom. Paweł czuł się doskonale. Był fundatorem i pozostali<br />
podświadomie okazywali mu szacunek.<br />
Dochody ze sklepu pozwalały na życie skromne, ale bez konieczności<br />
zastanawiania się nad wydaniem każdej złotówki. Z drugiej strony klienci ich interesu<br />
należeli do najuboższych i nie należało liczyć na to, że uda się zbić majątek, starając się<br />
zaspokoić ich niewielkie wymagania. Tym bardziej, że konkurencyjne „salony” w tej<br />
branży powstawały jak grzyby po deszczu, wykańczając się wzajemnie. To był jeden z<br />
5<br />
6<br />
powodów, dla których Paweł kupował codziennie gazetę i studiował ogłoszenia o pracy.<br />
Szczególnie namiętnie oddawał się tej lekturze po każdym, hałaśliwym wykładzie na<br />
temat celu i sensu ich egzystencji w rodzinnym stadle. Czasami silnym katalizatorem tych<br />
tyrad był fakt skonsumowania przez Pawła skromnego utargu ich sklepiku w miejscowej<br />
restauracji „Pawie Oko”. Jego tłumaczenia, że musiał zgubić pieniądze, wobec zgodnych<br />
zeznań personelu „Pawiego Oka” i jego błogiego stanu, wyglądały żałośnie i tylko<br />
dodatkowo rozsierdzały Marylę. Początkowo rozładowywała stres przy pomocy różnych<br />
narzędzi kuchennych, potem już tylko krzyczała.<br />
Całe szczęście, że jej brat &#8211; Waldek Otocki był lepiej ustawiony w życiu i w<br />
krytycznych sytuacjach wspomagał ich niewielkimi, nieoprocentowanymi pożyczkami.<br />
Nie żałował przy tym szwagrowi słów krytyki za bezczynność i brak energii w<br />
zdobywaniu majątku, a także dobrych rad jak go zdobyć. Wydawałoby się, że jego uwagi<br />
nie robią na Pawle żadnego wrażenia, ale były to tylko pozory. W rzeczywistości miał ich<br />
serdecznie dosyć i po każdym takim wykładzie rozmyślał nad sposobem zdobycia<br />
większej gotówki i uniezależnienia się od łaski szwagra. To był drugi, zasadniczy powód,<br />
dla którego chciał być bogaty. Chciał, ale nic nie robił, aby ten cel osiągnąć. Może tylko<br />
nie umiał się zmobilizować, a może przyczyna leżała gdzieś głębiej w jego<br />
nieskomplikowanej psychice.<br />
Było już późno, kiedy uczestnicy libacji u fryzjera rozeszli się. Paweł wlókł się do<br />
domu powoli. Przeszkadzały mu własne nogi i wyrzuty sumienia. Chłopak z psem biegał<br />
do sklepu jeszcze dwa razy. Za każdym razem płacił Paweł. W kieszeni zostało mu tylko<br />
kilka monet.<br />
Podszedł do domu i po cichu go okrążył. Potem zajrzał do środka przez kuchenne<br />
okno. Maryla siedziała przy stole i mieszała łyżką w szklance herbaty. Co chwila<br />
spoglądała na zegarek. Widać było, że jest zła i tylko siłą woli powstrzymuje się przed<br />
wyruszeniem na poszukiwania męża. Odwróciła się do okna i zauważyła głowę Pawła.<br />
Podskoczyła ze strachu, wydając okrzyk przerażenia. Otworzyła drzwi wejściowe z<br />
trzaskiem i wybiegła na dwór.<br />
- Zidiociałeś do reszty?! Chcesz żebym dostała zawału?! – krzyknęła.<br />
Paweł patrzył z miną skruszonego nieszczęśnika. Maryla wyciągnęła rękę.<br />
- Pieniądze! &#8211; Zażądała stanowczo.<br />
Paweł zaczął niezdarnie grzebać w kieszeniach.<br />
- Chyba zgubiłem- wybełkotał.<br />
6<br />
7<br />
- Tak jak w zeszłym miesiącu?! No to do widzenia! &#8211; odwróciła się na pięcie i weszła do<br />
domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadła z powrotem przy stole kuchennym, zasłoniła twarz<br />
dłońmi i zaczęła cicho płakać.<br />
Pod oknem Paweł ułożył się do snu na ogrodowej ławce.<br />
- Exitus – wymruczał i zasnął.<br />
3.<br />
Kilkanaście dni później, pięknego lipcowego poranka, Paweł jak zwykle wyszedł z<br />
parterowego domku, odziedziczonego po rodzicach. Jak co dzień, zajrzał do skrzynki na<br />
listy, kupił w kiosku gazetę i udał się piechotą do sklepu. W korespondencji była między<br />
innymi pocztówka od szwagra. Przesyłał pozdrowienia z wczasów w Tunezji.<br />
Widokówka przedstawiała parę zakochanych, siedzących pod palmami na piaszczystej<br />
plaży. Paweł z zazdrością pomyślał, że Waldek właśnie wyleguje się na gorącej plaży nad<br />
Morzem Śródziemnym, podczas gdy on musi tu siedzieć w tym nędznym, zapyziałym<br />
sklepiku. Poczuł silną potrzebę odmiany swego losu. Z determinacją sięgnął po gazetę,<br />
obiecując sobie w duchu, że wreszcie się na coś zdecyduje.<br />
Jak zwykle zaczął od przeglądania ogłoszeń ramkowych. Zamieszczały je duże<br />
firmy, poszukujące ludzi do pracy na stanowiska, których angielskie nazwy na nic mu nie<br />
mówiły, na przykład: Sales Manager, Accountant i tym podobne. Lubił je czytać dla<br />
samego ekscytowania się perspektywami, roztaczanymi przez pracodawców przed<br />
kandydatami, którzy spełnią określone warunki. Oczami wyobraźni widział się za<br />
ogromnym biurkiem, popijającego kawę, zrobioną przez seksowną sekretarkę i<br />
spoglądającego przez okno na swoją służbową limuzynę. Limuzyna ostatecznie mogłaby<br />
być jego własna.<br />
Jego rozmyślania przerwało wejście klientki. Starsza kobieta z ciężkimi torbami.<br />
Rower zostawiła przed sklepem, a torby ułożyła równo w kącie. Zaczęła grzebać w<br />
koszu z bluzkami. Wyciągnęła wreszcie jakiś ciuch i podniosła blisko do oczu.<br />
- Ile ta bluzka? &#8211; zapytała skrzekliwym głosem.<br />
- Cztery złote &#8211; odpowiedział niechętnie Paweł.<br />
Kobieta popatrzyła jeszcze chwilę na trzymaną w ręku bluzkę i powoli odłożyła ją<br />
do kosza. Zagłębiła się jeszcze bardziej i znowu coś wyciągnęła.<br />
- A ta ile? – jeszcze raz zapytała.<br />
- Ta też cztery złote. &#8211; Paweł z wysiłkiem oderwał się od lektury.<br />
7<br />
8<br />
- Nie może być trochę taniej?<br />
- Taniej?! Za darmo to jest w opiece społecznej, a tu jest sklep &#8211; odezwał się<br />
opryskliwie.<br />
Babka rzuciła bluzkę i zaczęła zbierać z kąta swoje manatki. Pawłowi zrobiło się<br />
jej szkoda. Pewnie staruszka nie ma za wiele grosza przy duszy, pomyślał.<br />
- Niech już będzie moja strata. Sprzedam pani za dwa złote &#8211; rzucił ugodowo.<br />
Kobieta obejrzała się na niego z wahaniem. Powoli postawiła torby na podłodze,<br />
podeszła do kosza i wyciągnęła obie bluzki. Wepchnęła je do swojej torby i wyjęła z<br />
kieszeni cztery złote. Położyła bez słowa na biurku i wyszła. Paweł pokręcił głową.<br />
Wziął się znów do czytania ogłoszeń. Czuł, że mógłby jeszcze czegoś w życiu<br />
dokonać, coś zmienić, zrealizować jakiś śmiały projekt, ale do tej pory nie nadszedł<br />
jeszcze jego czas. Mimo że formalne wykształcenie miał marne, nie był głupi. Raczej<br />
charakteryzował się pewnym lenistwem umysłowym i minimalizmem. Maryla twierdziła,<br />
że cechy te odziedziczył po ojcu, który w swoim krótkim życiu zajmował się głównie<br />
spożyciem produktów Polskiego Monopolu Spirytusowego i walką z nadmiernymi,<br />
według niego, ambicjami żony. Na jego zasługi można zapisać, że nigdy nie wykorzystał<br />
w tej walce swej przewagi fizycznej. Koncentrował się raczej na pacyfikowaniu<br />
nastrojów żony krótkimi celnymi ripostami, czym doprowadził ją do chronicznego<br />
nadciśnienia i migreny. Męczyli się razem krótko i dokonując żywota w tym samym<br />
roku, osierocili syna niedługo po osiągnięciu przez niego pełnoletności.<br />
Po śmierci rodziców Paweł na jakiś czas zaczepił się u wujostwa w Gdańsku,<br />
potem próbował szczęścia w Niemczech, a wreszcie wpadł w objęcia Maryli i już się z<br />
nich nie wydostał. Zresztą zbyt mocno się nie opierał. Inicjatywa była po jej stronie, a on<br />
poddawał się biegowi wypadków. Małżeństwo zaakceptował jako element znajomej<br />
rzeczywistości, tak jak rozlatujące się płoty sąsiadów, zapach skoszonej trawy, poranne<br />
mgły na łąkach, widocznych z okien jego sypialni i senne uliczki Dąbrówki. Jego<br />
stosunek do Maryli był mieszaniną miłości dorosłego mężczyzny do kobiety i chłopca do<br />
matki. Przynajmniej do czasu urodzenia się ich syna &#8211; Patryka, a potem córki &#8211; Martyny.<br />
Poza skromnymi dobrami doczesnymi pozostawionymi przez rodziców, Paweł<br />
odziedziczył po matce przyzwyczajenie do czystości, a po ojcu umiejętność<br />
przedstawienia każdej, nawet najbardziej kompromitującej sytuacji, w korzystnym dla<br />
siebie świetle. Tak samo jak on miał też w zwyczaju komentowanie swego stanu krótkim<br />
słówkiem „exitus”, które padało z jego umęczonego gardła tuż przed całkowitą utratą<br />
8<br />
9<br />
świadomości. Bywało, że wracając do domu w środku nocy, wykrzykiwał je na ulicy.<br />
Lojalnie uprzedzał żonę i sąsiadów, że jego późniejszy powrót nie jest wynikiem natłoku<br />
obowiązków zawodowych.<br />
Po ogłoszeniach ramkowych czytał drobne. Były mniej atrakcyjne i wydawały się<br />
bardziej przyziemne. Praca w charakterze spawacza, akwizytora, robotnika budowlanego<br />
czy kelnera nie leżała w obszarze zainteresowań Pawła. Co leżało w tym obszarze nie<br />
wiedział nikt, z nim samym włącznie.<br />
Tego dnia trafił jednak na tekst, który go zaciekawił. Duża międzynarodowa firma,<br />
sprzedająca usługi finansowe, poszukiwała przedstawicieli na terenie całego kraju.<br />
Oferowała niezależność finansową, prestiż i możliwość szybkiego awansu w strukturach<br />
firmy. Wykształcenie nie grało roli, liczyły się tylko chęci i determinacja w działaniu. W<br />
ogłoszeniu podano numery telefoniczne, pod którymi można było nawiązać kontakt i<br />
uzyskać wszystkie informacje. W podpisie widniały obco brzmiące słowa &#8211; unit manager.<br />
Paweł odczytał kilka razy tekst ogłoszenia, aby upewnić się, że niczego nie<br />
przeoczył. Był zaintrygowany. Największe wrażenie zrobiło na nim jedno słowo -<br />
prestiż. Obiecywało wielkie biurka, limuzyny, piękne kobiety, bankiety i sławę. Miał<br />
wrażenie, że do tej pory nie spotkał się z podobną ofertą. Zastanawiające było tylko to,<br />
że przecież wiele firm używa w swych ogłoszeniach słowa prestiż i musiał już wcześniej<br />
czytać anonse obiecujące tę niewymierną korzyść. Uznał ten fakt za znak od Boga i<br />
postanowił zadzwonić pod wskazane numery, aby poznać szczegóły.<br />
Do tej pory nie miał kontaktu z nikim, kto pracowałby dla takiej firmy. Dąbrówka<br />
leżała na uboczu wielkich wydarzeń i pieniędzy. Agenci pracujący dla dużych firm nie<br />
docierali tutaj, a jeśli nawet docierali to Paweł, ze względu na swój niski status<br />
materialny, nie leżał w kręgu ich zainteresowań.<br />
W sklepie nie było telefonu, a komórki przeważnie nie zabierał ze sobą. Musiał<br />
czekać do siedemnastej, żeby zamknąć i pójść do domu zadzwonić. Jeszcze kilkakrotnie<br />
odczytywał ogłoszenie, coraz bardziej umacniając się w swej decyzji. To było to! Wielkie<br />
pieniądze i prestiż!<br />
Pod koniec dnia przyszła Maryla. Postawiła plastikową torbę z zakupami na stole i<br />
usiadła na krześle.<br />
- Dużo utargowałeś? – zapytała zmęczonym głosem.<br />
Paweł pokręcił przecząco głową. Rozłożył gazetę i spojrzał na nią spod oka<br />
9<br />
1<br />
- Posłuchaj: „Firma świadcząca usługi finansowe poszukuje współpracowników. Praca w<br />
domu. Wysokie zarobki.” – odczytał na głos.<br />
Maryla wzruszyła ramionami.<br />
- No i co? Ty się nie nadajesz do stałej pracy. Pamiętasz co było dwa lata temu w<br />
szpitalu? Wyrzucili cię po dwóch miesiącach.<br />
- To było dawno. Zresztą, co to była za praca?! To co innego. &#8211; Uderzył dłonią w gazetę.<br />
Maryla nic nie odpowiedziała. Podniosła się i zbierała do wyjścia.<br />
- Matka dzwoniła żebyśmy przyszli dziś do nich na kolację. Kupili sobie nowy<br />
samochód. Po pracy nigdzie nie chodź.<br />
- Dobrze. Ale na to ogłoszenie i tak zadzwonię. Przynajmniej dowiem się o co chodzi.<br />
Może to jest właśnie moje przeznaczenie. Może muszę tam pojechać, żeby los się wypełnił i<br />
żebym osiągnął w życiu sukces.<br />
- Jak chcesz – powiedziała obojętnie i wyszła ze sklepu.<br />
Tego dnia jednak nie udało mu się skontaktować z „unit managerem”, który<br />
zamieścił ogłoszenie. Najpierw pod podanym numerem nikt nie odpowiadał, potem<br />
Maryla okupowała aparat, relacjonując którejś ze swoich koleżanek ostatnią, niedzielną<br />
wycieczkę na zakupy do Gdańska. Paweł nienawidził tych wyjazdów. Cały dzień musiał<br />
chodzić za Marylą i bez przerwy odpowiadać na głupie pytania, na temat jej wyglądu w<br />
różnych ubraniach. Do tego, najczęściej nic w końcu nie kupowała.<br />
Wieczorem wyszli do teściów na proszoną kolację. Teść uważał, że nowy zakup<br />
trzeba opić.<br />
4.<br />
Otoccy – teściowie Pawła, mieszkali w domu jednorodzinnym. Pobudowali go za<br />
komuny. W tych wspaniałych czasach powszechnego dobrobytu, gdy dom musiał być<br />
brzydki, a wszelkie przejawy nonkonformizmu i oryginalności były tępione z urzędu. Stał<br />
przy ulicy w centrum miasta, początkowo otoczony podobnymi, obskurnymi klockami<br />
bez wyrazu. Ojciec Maryli, człowiek niezwykle oszczędny, nie zamierzał wydawać ani<br />
grosza na remonty, dopóki nie będzie zmuszony do tego absolutną koniecznością.<br />
Sąsiedzi powoli zmieniali elewacje na bardziej nowoczesne, energooszczędne albo<br />
przynajmniej ładniejsze, ale Otocki nie zamierzał, jak twierdził, wydawać pieniędzy bez<br />
sensu. Mamy wnuki i one będą się o to martwić, mówił często.<br />
10<br />
1<br />
Paweł starał się, aby oględziny pojazdu wypadły po myśli teścia, który do tej pory<br />
eksploatował kilkunastoletniego „malucha” i nowy nabytek stanowił w jego oczach<br />
prawdziwy szczyt geniuszu ludzkiego.<br />
Centralne miejsce, w odmalowanym na tą okoliczność garażu, zajmował nowy<br />
samochód. Paweł usiadł za kierownicą i oglądał pojazd od środka. Teść stał na zewnątrz i z<br />
niepokojem czekał na opinię. Szyba od strony kierowcy była otwarta.<br />
- Niezłe cacko, co? Aż pachnie nowością – zagaił teść.<br />
- Ładny &#8211; odpowiedział z wahaniem w głosie Paweł. &#8211; Na raty?<br />
- Na raty&#8230; Co tak patrzysz na mnie? – zapytał niespokojnie Otocki.<br />
- Zastanawiam się czy będzie dobrze chodził. Tak bez smarowania&#8230;<br />
- Aaa&#8230; &#8211; Teść odwrócił się i wyjął z szafki, zawieszonej na ścianie, szklankę i butelkę z<br />
grubego szkła, wypełnioną przezroczystym płynem.<br />
- Będzie śmigał jak błyskawica. Powąchaj jak to pachnie. Trzy razy przepuszczałem. Po<br />
prostu koniak. Courvasier, jak to mówią. &#8211; Podstawił Pawłowi pod nos otwartą butelkę.<br />
- Niech ojciec nie przeklina, tylko poleje.<br />
Delektowali się namiętnie, zakąszając ogórkami kiszonymi, stojącymi w słoikach<br />
na półkach. Wymieniali przy tym coraz bardziej zdecydowane uwagi, na tematy związane<br />
początkowo z motoryzacją, a potem życiem w ogóle. Ich rozważania przerwało nagłe<br />
wezwanie z góry. Paweł o mało nie udusił się wychylanym właśnie napitkiem, gdy<br />
teściowa, swoim donośnym głosem niespodziewanie ryknęła ze schodów:<br />
- Co wy tam do cholery robicie tyle czasu! Kotlety już się zimne zrobiły!<br />
- To nie hulajnoga, trzeba dokładnie obejrzeć &#8211; teść, bardziej przyzwyczajony, dał<br />
spokojnie wymijającą odpowiedź i rozpoczęli odwrót „na łono” małżonek.<br />
Ponieważ obydwaj panowie palili papierosy, jeszcze kilkakrotnie mieli okazję zejść<br />
„na dymka” do piwnicy. Zostali jednak nieuchronnie zdemaskowani, gdy po kolejnym<br />
wyjściu wrócili w czułych objęciach, ze śpiewem na ustach. Ich oddechy nabrały mocy<br />
uśmiercania przelatujących much i komarów, a wzrokiem &#8211; wydawało się &#8211; przenikali<br />
ściany.<br />
W tej sytuacji panie wprowadziły całkowitą prohibicję, zakaz palenia oraz<br />
zaordynowały mężom po wielkim kubku rosołu. Imprezę zakończono i Paweł z Marylą i<br />
dziećmi wrócili do domu. Stan Pawła nie był tak fatalny, żeby uniemożliwiać<br />
jakiekolwiek rozmowy, z telefonicznymi włącznie, ale na pewno mocno je utrudniał.<br />
Tego wieczoru ograniczył się tylko do tradycyjnego „exitus” i zasnął. Maryla położyła<br />
11<br />
1<br />
dzieci do łóżek i kiedy wszystkie domowe odgłosy ucichły, usiadła przed telewizorem.<br />
Była zadowolona z minionego dnia. Paweł oczywiście musiał się upić z ojcem, ale poszli<br />
do rodziców razem i razem wracali. Paweł niósł Martynkę na rękach, a ona prowadziła<br />
Patryka za rączkę. W takich chwilach czuła, że są rodziną i kochała Pawła jeszcze<br />
bardziej niż zwykle.<br />
Wiele razy zastanawiała się nad swoim stosunkiem do Pawła i zawsze na końcu<br />
dochodziła do wniosku, że nie wyobraża sobie życia bez niego. Nienawidziła go tylko<br />
czasami, kiedy przychodził późno, pijany i nawet nie próbował się usprawiedliwić.<br />
Często zastanawiała się dlaczego to robi. Co jest takiego ekscytującego w tych głupich<br />
rozmowach z jakimiś zapijaczonymi typami? Dlaczego woli siedzieć w obskurnej budzie,<br />
zwanej szumnie zakładem fryzjerskim Tadeo, niż z nią w czystym domu? Jej brat –<br />
Waldek nie zachowywał się tak. Zarabiał z całych sił na rodzinę i nigdy nie włóczył się<br />
wieczorami po mieście. Żył jak inni normalni ludzie, w niedziele i święta obowiązkowo<br />
był w kościele, raz na rok wyjeżdżał z rodziną na wczasy. Paweł nawet w niedzielę nie<br />
był zbyt chętny do odwiedzenia Domu Bożego, a na wspomnienie o wczasach tylko się<br />
uśmiechał i pytał &#8211; za co? Mimo wszystko kochała go. Kiedy przytulał ją i mówił coś<br />
miłego wiedziała, że to prawda, że mówi to szczerze, z potrzeby serca. Mimo tego nie<br />
zamierzała zrezygnować z walki o życie lepsze niż to, które teraz prowadzili.<br />
****<br />
Przez kilka następnych dni byli bardzo zajęci. Oczekiwali na nowy transport ubrań,<br />
który miał nadejść do hurtowni. Maryla stała w sklepie, a Paweł spędzał wiele godzin,<br />
oczekując pod hurtownią na „Tir-a”, który wreszcie po kilku dniach nadjechał.<br />
Oczekiwanie opłaciło się. Towar był pierwsza klasa, posortowany, w dobrym stanie.<br />
Paweł był pierwszy w kolejce i miał prawo wybrać najlepsze ubrania. Przywiózł towar w<br />
sobotę z samego rana, pożyczonym od szwagra „Żukiem”. Kolejka klientów,<br />
czekających przed sklepem, świadczyła, że jego działania promocyjne zadziałały jak<br />
zwykle. Działania promocyjne polegały na rozpuszczaniu w Dąbrówce plotki, że pod<br />
koniec tygodnia będzie nowy towar.<br />
Tego dnia utarg był niezły. Paweł, zajęty targowaniem się i liczeniem pieniędzy nie<br />
miał czasu na rozmyślania o przyszłości. Zresztą, zawsze po lepszym dniu w sklepie jego<br />
zapotrzebowanie na zmiany życiowe gwałtownie spadało. Maryla, podrzuciła dzieci<br />
matce i przezornie przyszła do sklepu przed zamknięciem, uniemożliwiając Pawłowi<br />
zadysponowanie gotówką w jakiś nieodpowiedzialny sposób. Wrócili do domu w miłych<br />
12<br />
1<br />
nastrojach. Paweł, zmęczony całodziennym handlem, poświęcił się rozmyślaniom nad<br />
zmiennością losu i przesiedział, patrząc bezmyślnie w telewizor, całe popołudnie i<br />
wieczór.<br />
Wieczorem, przy kolacji, Maryla zagadnęła go:<br />
- Musimy odłożyć jakieś pieniądze i kupić samochód.<br />
- Musimy – przytaknął. &#8211; Waldek coś mówił, że chce sprzedać swojego „Żuka”.<br />
Ale tak szybko mu się chyba nie uda. Teraz ciężko sprzedać samochód.<br />
- Tak czy tak, całe życie nie będziemy od niego pożyczać.<br />
- Tylko skąd odłożyć? Handel idzie marnie.<br />
- Przestań opuszczać każdemu, kto tylko się skrzywi to może jakoś będzie.<br />
- Co będzie, co będzie!? &#8211; żachnął się Paweł. &#8211; W tygodniu sprzedałem parę bluzek<br />
i to wszystko. Dobrze, że dzisiaj trochę lepiej było, inaczej na chleb by nie starczyło!<br />
- Nie przesadzaj! Aż tak źle nie jest&#8230;<br />
- Źle nie, a dobrze wcale &#8211; przerwał jej. &#8211; Z takimi obrotami możemy o aucie tylko<br />
pomarzyć!<br />
- To co zrobimy? Przecież jak Waldek sprzeda Żuka, to nie polecisz do hurtowni<br />
pieszo i nie przyniesiesz towaru na plecach.<br />
- Trzeba by jakoś zarobić. &#8211; Zamyślił się. Przypomniało mu się ogłoszenie.<br />
Postanowił zadzwonić na podany w nim numer.<br />
Tym razem, mimo soboty, miał szczęście. Pod numerem komórki męski głos<br />
poinformował go, że firma jest bardzo bogata, z tradycjami, prowadzona profesjonalnie,<br />
a zarobki zależą wyłącznie od aktywności zainteresowanego. Pracuje się we własnym<br />
domu i w związku z tym czas pracy jest nielimitowany. W zasadzie poszukuje się ludzi<br />
do sprzedaży usług leasingowych, ale oferta firmy jest bardzo bogata. Głos był miły i<br />
sugerował osobiste spotkanie w siedzibie firmy w Trójmieście, w poniedziałek. Po<br />
krótkim wahaniu, Paweł przystał na propozycję, ustalając z Marylą poza słuchawką, że<br />
w poniedziałek ona posiedzi w sklepie.<br />
Teraz problemem był odpowiedni strój dla Pawła. Na rozmowę w poważnej firmie<br />
nie mógł jechać w dresie, czy też ubrany byle jak. W ich sklepie, na szczęście nie<br />
brakowało spodni, na które był spory popyt. Dopasowanie marynarki powinno się też<br />
udać. Jedyny problem stanowiły buty. Paweł nie przywiązywał wagi do wyglądu obuwia.<br />
Latem najchętniej chodził w tzw. „cichobiegach”- made in China. W pozostałych porach<br />
roku preferował buty sportowe, ze swej natury nie pasujące do eleganckiego stroju. Miał<br />
13<br />
1<br />
wprawdzie pantofle, używane na szczególnie uroczyste okazje, ale ich stan pozostawiał<br />
niestety wiele do życzenia. Nawet wyczyszczone i wypastowane nie wyglądały najlepiej.<br />
Kupno nowych butów było jednak trudne z kilku powodów. Po pierwsze była<br />
sobota wieczorem &#8211; sklepy w Dąbrówce do poniedziałku nieczynne. Po drugie, buty nie<br />
były ujęte w planie finansowym na ten miesiąc. Po trzecie mogło się okazać, że Paweł nie<br />
spodoba się firmie i vice versa. Na miejscowe, nieliczne okazje, stare kamasze mogły<br />
jeszcze wystarczyć. Maryla zadecydowała, że Paweł założy &#8211; modne ostatnio &#8211; nieco<br />
dłuższe i szersze na dole spodnie, które ukryją mizerię jego obuwia. Poza tym miał<br />
starannie ukrywać stopy w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej.<br />
Generalnie, radziła mu nie afiszować się ze strojem, a raczej starać się zrobić<br />
wrażenie swoim właściwym zachowaniem i ogólną kulturą osobistą. Tego mu nigdy nie<br />
brakowało, ale stanęło przed nim trudne zadanie, zważywszy, że spodnie były lekko za<br />
długie i za szerokie, a jedyna, sensownie wyglądająca, marynarka o numer za mała i<br />
musiał co chwila obciągać rękawy, aby zasłonić wystające mankiety koszuli. W tej<br />
sytuacji postanowił założyć jaskrawy krawat, którego zadaniem miało być odwrócenie<br />
uwagi od pewnej dysharmonii pozostałych elementów stroju. Wreszcie, średnio<br />
zadowolony ze swego wyglądu, po całej niedzieli dopasowywania, poszedł spać.<br />
Po kilku godzinach nerwowego snu przebudził się i nie mógł zasnąć. Przewracał<br />
się w łóżku, rozmyślając o możliwych scenariuszach czekającego go spotkania. Jego<br />
nastrój oscylował od skrajnego pesymizmu i wtedy walił głową w poduszkę i myślał o<br />
tym, żeby w ogóle nie jechać, do radosnego optymizmu powodującego, że chciał budzić<br />
Marylę, aby podzielić się z nią radością z otwierających się przed nimi wspaniałych<br />
perspektyw. W ten sposób na przemian waląc głową w poduszkę i podskakując na<br />
łóżku, dotrwał do rana. Wszyscy domownicy jeszcze spali, gdy postanowił wziąć<br />
prysznic i ogolić się.<br />
Szerokie cienie pod oczami były świadectwem stoczonej w nocy wewnętrznej<br />
walki.<br />
5.<br />
Dzień wstał piękny, słoneczny, bez jednej chmurki na niebie. Paweł szedł raźnym<br />
krokiem na dworzec kolejowy. Ostatecznie przełamał swoje wątpliwości. Postanowił<br />
pokazać się z jak najlepszej strony i osiągnąć maksymalnie dużo. Obiecał sobie, że już<br />
nigdy nie pozwoli Waldkowi na kpiny. Będzie ważny i bogaty. W bojowym nastroju<br />
14<br />
1<br />
nabył bilet drugiej klasy i kiedy nadjechał dalekobieżny do Gdyni zajął wolne miejsce w<br />
przedziale. Rytmiczne kołysanie pociągu uśpiło go, tak samo zresztą jak pozostałych<br />
pasażerów. Kiedy pociąg dotarł do Gdańska, ubranie Pawła poprzedniego dnia starannie<br />
prasowane i czyszczone, wyglądało jak wyjęte z samego dna szafy. Na dworcu wszedł<br />
do toalety, żeby się trochę obmyć i uczesać. Udało mu się częściowo zniwelować<br />
najbardziej widoczne defekty stroju i twarzy i po posileniu się kawą w dworcowym<br />
barze, ruszył po swe przeznaczenie.<br />
Przyjechał za wcześnie i miał sporo czasu, szedł więc piechotą nie spiesząc się,<br />
podziwiając wystawy sklepów i fasady biurowców. Rozmyślał o tym, że jeśli uda mu się<br />
dzisiaj przekonać do swej kandydatury unit managera z ogłoszenia, to będzie miał szansę<br />
pracować w jednym z takich wspaniałych budynków. Na pewno mają tam klimatyzację,<br />
pomyślał. Mimo wczesnej godziny zaczynało się już robić upalnie.<br />
Wreszcie doczłapał się pod właściwy adres. Trochę się zdziwił bo firma mieściła<br />
się w starej trzypiętrowej kamienicy i o jej istnieniu informowała tylko niewielka<br />
metalowa tablica przy drzwiach wejściowych. Widniała na niej wygrawerowana starannie<br />
nazwa &#8211; FINANCIAL BROKERS POLSKA Ltd. II p.<br />
Przez chwilę zastanawiał się, co to może znaczyć &#8211; II p. Wreszcie zorientował się,<br />
że to chodzi o drugie piętro. Zmyliła go ta angielska nazwa firmy. Nacisnął klamkę, ale<br />
drzwi były zamknięte. Spojrzał na zegarek. Godzina dziesiąta piętnaście. Umówił się na<br />
dziesiątą trzydzieści. Stał bezradnie przed drzwiami zastanawiając się jak by się tu dostać<br />
do środka. Wreszcie dostrzegł koło drzwi coś w rodzaju domofonu, tylko niepodobne do<br />
tych, jakie widywał do tej pory. Nacisnął guzik obok rzymskiej cyfry II i po chwili<br />
usłyszał miły kobiecy głos:<br />
- Dzień dobry. Słucham?<br />
- Jestem umówiony &#8211; odpowiedział niepewnie.<br />
- Proszę pchnąć drzwi i wejść na drugie piętro &#8211; polecił głos.<br />
Drzwi zabrzęczały. Paweł pchnął je energicznie. Otworzyły się dziwnie lekko, jak<br />
na tak solidną konstrukcję. Wszedł po schodach na drugie piętro. Minął następne solidne<br />
wrota i znalazł się w pomieszczeniu, które jak się domyślił inteligentnie, musiało być<br />
sekretariatem tej firmy. Ściany były pokryte idealnie białym i gładkim tynkiem. W głębi<br />
zauważył kilka par drzwi, między którymi co chwila przechodzili mężczyźni ubrani w<br />
garnitury. Za biurkiem, które odgradzało go od korytarzyka wiodącego do tych drzwi,<br />
siedziała ładna, starannie uczesana, uśmiechnięta dziewczyna. Ocenił jej wiek na jakieś<br />
15<br />
1<br />
dwadzieścia lat. Nie mógł oderwać wzroku od jej dużych pełnych piersi, z powodu<br />
wysokiej temperatury, ukrytych jedynie pod cienką przewiewną bluzką. Jego koszula<br />
była już wilgotna pod grubą wełnianą marynarką.<br />
- W czym mogę panu pomóc? &#8211; zapytała z uprzejmym wyrazem twarzy.<br />
Paweł odwrócił wreszcie wzrok od przedmiotu swego zafascynowania i z pewnymi<br />
problemami, próbując dobierać starannie słowa, objaśnił sekretarkę co do celu swojej<br />
wizyty. Nazwiska „unit managera” nie pamiętał, chociaż tamten przedstawił mu się przez<br />
telefon. Po krótkich konsultacjach telefonicznych, cycatka ustaliła kto ma umówione<br />
spotkanie z Pawłem i wskazała mu fotel, aby usiadł i chwilę zaczekał. Manager grupy<br />
nazywał się Marcin „jakiś tam” &#8211; Paweł nie usłyszał dokładnie nazwiska &#8211; i miał w tej<br />
chwili spotkanie z szefem. Szefem czego, sekretarka nie powiedziała.<br />
Po chwili, siedząc i słuchając jak odbiera telefony, zorientował się, że ma na imię<br />
Agata. Kiedy odbierała rozmowę z miasta śmiesznie modulowała głos, starając się<br />
mówić niskim słodkim tonem, który kontrastował bardzo z jej autentycznym sposobem<br />
mówienia &#8211; raczej wysokim i nerwowym. Telefon dzwonił prawie bez przerwy i Paweł<br />
zauważył, że po podniesieniu słuchawki mówi za każdym razem to samo &#8211; coś w rodzaju<br />
formułki powitalnej. Starała się być miła kiedy dzwonił ktoś obcy i była raczej chłodna<br />
dla znajomych. Prowadząc i przełączając rozmowy jednocześnie pisała coś na<br />
komputerze. Do tego, kątem oka, obserwowała ruch na korytarzu, co, jak sądził Paweł,<br />
miało służyć przełączeniu rozmowy do pokoju, w którym akurat znajdował się ten ktoś,<br />
do kogo był telefon. Ponieważ milczenie wydało mu się niezręczne, rzucił:<br />
- Dużo ma pani pracy.<br />
Agata spojrzała przelotnie na niego i uśmiechając się znad komputera stwierdziła:<br />
- Dziś jest raczej spokojnie.<br />
Zza ściany dochodził podniesiony głos. Ktoś nerwowo pokrzykiwał. Treści nie<br />
można było jednak zrozumieć. Paweł spojrzał pytająco na Agatę, ale na jej twarzy nie<br />
widać było najmniejszego grymasu. Spokojnie stukała w klawisze.<br />
Paweł zerknął na zegarek &#8211; pokazywał dziesiątą trzydzieści. Pierwsze drzwi za<br />
biurkiem sekretarki otworzyły się i wyszedł z nich młody, przystojny blondyn w<br />
nienagannie skrojonym ciemnym garniturze, eleganckim krawacie i śnieżnobiałej koszuli.<br />
Był czerwony na twarzy.<br />
- Marcin. Pan do ciebie. &#8211; zaanonsowała sekretarka.<br />
16<br />
1<br />
Mężczyzna zajrzał do trzymanego w ręku kalendarza, uśmiechnął się z wysiłkiem<br />
do Pawła i podając mu rękę przedstawił się:<br />
- Marcin Król. Czy pan Paweł Filipowski?<br />
Paweł wydusił z siebie krótkie „tak”- na więcej nie pozwoliła mu suchość w gardle<br />
i jakiś dziwny szczękościsk. Mimo dużej tremy zauważył, że na ręce, która wyciągnęła<br />
się do niego na powitanie, zapięty był cieniutki złoty zegarek, niewątpliwie bardzo drogi.<br />
Zarejestrował też doskonale wyczyszczone eleganckie buty i niewielki złoty sygnet na<br />
drugiej dłoni. Przeszli korytarzem wzdłuż kilku par drzwi i weszli do pokoju, w którym<br />
stało tylko spore biurko z telefonem i regał na dokumenty. Paweł został poproszony o<br />
zajęcie miejsca na dodatkowym krześle, stojącym obok biurka, co bardzo mu<br />
odpowiadało, ponieważ był zasłonięty do pasa i rozmówca nie widział dolnych partii<br />
jego garderoby. Marcin Król zaproponował kawę albo wodę mineralną, a gdy Paweł<br />
odmówił, usiadł i poprosił go o kilka słów o sobie. Skąd jest, czym się zajmuje, czy ma<br />
rodzinę itd.<br />
Paweł był przygotowany na taką ewentualność, więc pokrótce opisał swoją<br />
sytuację rodzinną i materialną, niektóre rzeczy przemilczając &#8211; w jego opisie sklep, który<br />
prowadził z żoną był to „sklep odzieżowy”. Inne jak niezłą znajomość języka<br />
niemieckiego, zdobytą podczas kilkunastomiesięcznego pobytu na „saksach”,<br />
podkreślając. Manager grupy zdawał się być myślami gdzie indziej, chociaż cały czas<br />
uśmiechał się sympatycznie i zachęcał Pawła do kontynuowania. Co chwila spoglądał<br />
przez szklaną ścianę na korytarz, na którym trwał nieustanny ruch. Jakby nie chciał<br />
przepuścić czyjegoś przejścia. Wreszcie Paweł skończył swój monolog i zawiesił<br />
niepewny wzrok na ustach rozmówcy, czekając na płynącą z nich opinię. Czuł, że po<br />
plecach ścieka mu strużka potu. Teraz żałował, że nie poprosił o coś do picia &#8211; z<br />
wrażenia zaschło mu w gardle.<br />
- Proszę się nie denerwować &#8211; rzucił przyjaźnie Marcin Król &#8211; to co pan powiedział<br />
nie podlega mojej ocenie. To tylko fakty, które muszę znać. Raczej staram się ocenić<br />
sposób mówienia ponieważ w naszej pracy to bardzo istotna umiejętność. Nieźle pan<br />
sobie radzi. Może powiem parę słów o naszej firmie, żeby zorientował się pan jak<br />
wygląda praca tutaj i przejdziemy do następnego punktu.<br />
- A jaki to punkt?<br />
- Chciałbym przedstawić go panu, po usłyszeniu wstępnej zgody na współpracę z<br />
nami.<br />
17<br />
1<br />
- Zgadzam się &#8211; rzucił szybko Paweł, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy<br />
Marcina Króla. Dawno nie miał do czynienia z takim entuzjazmem.<br />
- Myślę, że jednak powinien pan usłyszeć parę istotnych informacji i dopiero<br />
zadecydować. Po pierwsze chciałbym uprzedzić, że to nie jest łatwa praca. Bardzo<br />
obciąża fizycznie i psychicznie. Ale za to zarabiamy dużo. Na tyle dużo, że<br />
rekompensuje to poniesiony wysiłek. Zapewniam pana, że za pół roku w pańskim<br />
miasteczku trudno będzie znaleźć kogoś, kto zarabia tyle co pan. Pod jednym tylko<br />
warunkiem &#8211; Paweł wciągnął głośno powietrze &#8211; Będzie pan, przez co najmniej osiem<br />
godzin dziennie, realizował program, który panu zaproponuję. Ten program to efekt<br />
pracy tysięcy ludzi, którzy do tej pory pracowali w tej branży i pracują w niej nadal.<br />
Financial Brokers Polska jest częścią światowego imperium Financial Brokers, które<br />
dysponuje ogromnym potencjałem finansowym i kadrowym. Praca dla takiej firmy może<br />
być to szalony jakościowy skok dla pana kariery osobistej i sytuacji materialnej. Może<br />
pozwolić panu na osiągnięcie niezależności finansowej już za kilka miesięcy, a także<br />
podnieść pański prestiż osobisty. Firma rozwija się dynamicznie i droga kariery w jej<br />
strukturach stoi otworem przed ludźmi dynamicznymi, operatywnymi i<br />
zaangażowanymi. Takich ludzi właśnie szukamy.<br />
Mówił tak przez kilka minut, po czym przerwał żeby zobaczyć jakie wrażenie<br />
zrobił na słuchaczu. Oczy jak spodki i lekko otwarte usta mówiły same za siebie. Paweł<br />
miał wrażenie, że siedzi w wannie. Pomimo działającej w pokoju klimatyzacji był cały<br />
mokry.<br />
- Czy ma pan jakieś pytania? &#8211; zapytał uprzejmie Marcin Król.<br />
Paweł przełknął ślinę, uśmiechnął się i zapytał niepewnie:<br />
- Ile to jest „dużo zarabiać”?<br />
- To pan sam zadecyduje o tym. Zarobki w Financial Brokers zależą wyłącznie od<br />
naszej aktywności. Jest to prowizja od kontraktów, które zawrzemy w imieniu naszej<br />
firmy. W tej chwili mogę powiedzieć tylko, że jest to duża prowizja. Przy niezłej<br />
aktywności może to być od razu kilka tysięcy miesięcznie. Szczegóły będę mógł zdradzić<br />
dopiero po podpisaniu wstępnej umowy. Jeśli w dalszym ciągu jest pan zdecydowany, to<br />
poproszę o wypełnienie czegoś w rodzaju ankiety personalnej.<br />
Paweł skinął głową na znak zgody i otrzymał kilka kartek papieru z rubrykami do<br />
wypełnienia. Właściwie nie wiedział, na czym ma polegać jego praca, ale coraz bardziej<br />
miał ochotę na podjęcie tej próby. Kilka tysięcy złotych miesięcznie, pomyślał. -<br />
18<br />
1<br />
Waldkowi by szczęka opadła. Skończyłoby się dogadywanie i uszczypliwe uwagi na<br />
temat leni i nieudaczników, którzy nie potrafią zarobić grosza.<br />
Podczas gdy biedził się nad odpowiedziami na pytania w rodzaju: „ Co uważa<br />
pan/pani za największą porażkę życiową? ”, Marcin Król wyszedł na korytarz, aby<br />
porozmawiać ze stojącym tam księgowym oddziału &#8211; Paprockim, który przez szybę robił<br />
głupie miny.<br />
- Co to za cudak?- zapytał Paprocki, kiedy Marcin zamknął za sobą drzwi. &#8211; Nie<br />
szkoda ci czasu? Od razu widać, że nic z niego nie będzie.<br />
- A co mam robić!? Szef podniósł mi limit przyjęć w tym miesiącu. Byłem dziś na<br />
dywaniku. Co drugie słowo padające z jego szanownych, to jest chciałem powiedzieć -<br />
zaśmiał się cicho &#8211; w i e l c e s z a n o w n y c h ust, to REKRUTACJA!!!. Wścieka się, bo<br />
spadamy w rankingu oddziałów. Nasi agenci zawierają coraz mniej kontraktów. Muszę<br />
brać każdego chętnego, który nie ucieka zaraz po tym jak powiem, że nie ma stałej<br />
pensji, tylko prowizja. Ludzie zrobili się strasznie wygodni. Niby jest wielkie bezrobocie,<br />
ale na moje ogłoszenie, które idzie w prasie od dwóch tygodni, odpowiedziało tylko<br />
kilka osób.<br />
Przez chwilę obaj stali w milczeniu i patrzyli na piszącego Pawła.<br />
- Rzeczywiście kmiotek, ale strasznie napalony na pracę &#8211; mruknął wreszcie<br />
Marcin.<br />
- Co tam panowie szepczecie? &#8211; Agata wyrosła koło nich jak spod ziemi.<br />
- Podziwiamy wspaniałego kandydata na współpracownika, który zaszczycił nasze<br />
niskie progi &#8211; ironizował Paprocki.<br />
- Według mnie wzbudza sympatię i zaufanie. Kiedy założy przyzwoity garnitur<br />
będzie wyglądał zupełnie dobrze. A jeśli jeszcze zdobędzie umiejętność „aktywnego<br />
nicnierobienia” tak samo szybko jak wy, to wróżę mu niezłą karierę &#8211; zaśmiała się i<br />
wróciła do komputera. W Paprockiego jakby piorun strzelił. Skoczył do drzwi swego<br />
gabinetu i zatrzasnął je z impetem.<br />
- Głupia cipa &#8211; mruknął pod nosem Marcin i wszedł do swojego pokoju. Paweł<br />
skończył właśnie pisać i ciekawie rozglądał się dookoła.<br />
6.<br />
19<br />
2<br />
Wieczorem Maryla siedziała w kuchni z bratem i bratową, którzy wrócili z<br />
wczasów w Tunezji. Ich sześcioletni syn Mateusz bawił się w pokoju z Patrykiem i<br />
Martyną. Był jedynakiem i lubił wizyty u cioci. W domu nudził się okropnie, a tu<br />
przynajmniej przez jakiś czas, miał towarzystwo i mógł robić co mu się podobało.<br />
Martyna i Patryk nie mieli dużo zabawek, ale i tak było zdecydowanie ciekawiej niż w<br />
domu.<br />
Waldek rozparł się na rozklekotanym krześle i wodził wzrokiem po skromnych<br />
meblach i dawno nie malowanych ścianach. Miał czterdzieści lat, ale wyglądał na<br />
starszego. Worki pod oczami i zmarszczki na twarzy były świadectwem intensywnego<br />
trybu życia, który prowadził. Teresa, młodsza o pięć lat, jakby nieświadomie starając się<br />
dostosować swój wygląd do niego, pielęgnowała lekką nadwagę, nadającą jej trochę<br />
wygląd matrony. Była ładna i na wizytę ubrała się w drogie, eleganckie ciuchy, które<br />
podkreślały jej urodę.<br />
Przywieźli z Afryki drobne upominki i zdjęcia. Maryla zrobiła kawę i podała<br />
upieczone na tę okazję ciasto. Siedzieli przy stole kuchennym i przeglądali fotografie -<br />
Maryla z zazdrością, Waldek i Teresa ze słabo ukrywaną satysfakcją i miłym poczuciem<br />
wyższości kogoś zamożniejszego nad kimś biedniejszym. W całej Dąbrówce tylko kilka,<br />
najwyżej kilkanaście osób było stać na takie wyjazdy. Małżeństwo lekarzy prowadzących<br />
miejscowy ośrodek zdrowia, magister z apteki, kilku prywatnych przedsiębiorców i to<br />
wszystko.<br />
Waldek radził sobie w życiu nieźle. Prowadził małą, kilkoosobową szwalnię.<br />
Głównie szył na potrzeby bazarów na wschodniej granicy, ale czasami udało mu się<br />
załatwić zlecenia od dużych firm produkujących koszule na zamówienie armii &#8211; polskiej<br />
czy niemieckiej. To lubił najbardziej, bo nie musiał wtedy nic ryzykować. Wypoczynek w<br />
Afryce był efektem ostatniego udanego kontraktu. Siedzieli teraz opaleni i wypoczęci, to<br />
znaczy Waldek opalony, bo Teresa miała jasną skórę i nie lubiła słońca.<br />
- Wspaniałe mieliście wakacje &#8211; westchnęła Maryla, odkładając zdjęcia i nalewając<br />
wszystkim kawy z dzbanka stojącego na stole. &#8211; Nas na takie podróże niestety nie stać.<br />
- Pogoń Pawła trochę do roboty to się wam poprawi. Z tych używanych szmat nie<br />
da się wyciągnąć przyzwoitych dochodów &#8211; brat jak zwykle przyjął mentorski ton.<br />
- On nie bardzo się pali do szukania jakiejś pracy. W zeszłym roku próbował w<br />
szpitalu, jako sanitariusz, ale zwolnili go po dwóch miesiącach.<br />
20<br />
2<br />
- Dziwisz się? Przecież nie może tak być, że sanitariusz jest bardziej zalany niż<br />
pijak podnoszony z ulicy. Po co mieli go trzymać, jak na jego miejsce czeka kilku takich,<br />
którzy mogą poczekać z piciem do fajrantu. Tylko ojciec się wstydu najadł, że takiego<br />
artystę zaprotegował we własnej firmie &#8211; perorował dalej Waldek.<br />
- Akurat! &#8211; obruszyła się Maryla. &#8211; Ojciec z nim najwięcej pił. To się nazywało, że<br />
go wprowadza. Paweł nie potrafi odmówić.<br />
- To ciekawe, że mi odmówił. Proponowałem, że załatwię mu pracę akwizytora w<br />
Łodzi, u kogoś znajomego. Powiedział, że nie potrzebuje. Widocznie ma coś lepszego na<br />
oku. Może do stoczni pójdzie pracować?<br />
- Żebyś wiedział. Właśnie dziś pojechał do Gdańska na rozmowę kwalifikacyjną do<br />
jakiejś firmy. &#8211; Maryla spojrzała na zegarek. &#8211; Nawet nie wiem czym ta firma się zajmuje.<br />
Stocznia to to nie jest na pewno. Ale powinien zaraz być, to nam wszystko szczegółowo<br />
opowie. On może nie jest taki energiczny&#8230; &#8211; przerwała nagle. Przed domem rozległ się<br />
jakiś głuchy łomot i po dłuższej chwili z hukiem otworzyły się drzwi. Wszyscy spojrzeli<br />
wystraszonym wzrokiem i ujrzeli Pawła ściskającego koniec rynny, który najwyraźniej<br />
oderwał od ściany. Jego ubranie przedstawiało żałosny widok.<br />
- Wpadłeś pod pociąg? &#8211; zainteresował się uprzejmie Waldek.<br />
Paweł rozejrzał się po kuchni nieprzytomnym wzrokiem, delikatnie odstawił rynnę<br />
do kąta, wyprostował się i rzucił: „exitus”. Z pewnymi trudnościami wtoczył się do<br />
pokoju i zamknął za sobą drzwi.<br />
- Za dużo nam nie opowiedział &#8211; zauważyła Teresa.<br />
- Jak się nazywa ta firma? &#8211; zapytał Waldek. Jego brzuch trząsł się od<br />
powstrzymywanego rechotu. – Stocznia nie, to może browar albo gorzelnia?<br />
Maryla odwróciła się do lodówki i coś tam długo w środku ustawiała. Jej plecy<br />
drgały, szarpane cichym szlochem. Nienawidziła teraz Pawła z całych sił, brzydziła się<br />
nim i nie chciała więcej znać.<br />
Waldek nie ustawał w dowcipnym, jak mu się zdawało, komentowaniu całego<br />
zajścia.<br />
- Ja bym na twoim miejscu nie wypuszczał go poza Dąbrówkę. Przecież to jest<br />
totalna kompromitacja&#8230;<br />
- Zamknij się idioto! – przerwała mu Teresa. – Bierz Mateusza i idziemy do domu.<br />
7.<br />
21<br />
2<br />
Następnego dnia Maryla podrzuciła dzieci do sąsiadki i poszła sprzedawać w<br />
sklepie. Ruch był bardzo słaby, więc zamknęła przed trzecią, zrobiła jakieś zakupy na<br />
obiad i wracała wolnym krokiem do domu. Rozkoszowała się letnim słońcem, które<br />
mocno grzało ją w plecy. Już z ulicy dostrzegła męża naprawiającego rynnę. Przeszła<br />
obok niego bez słowa. Paweł obejrzał się za nią dyskretnie. Miał od rana silne pragnienie<br />
i wyrzuty sumienia.<br />
Wypić czasem w „Pawim Oku”, po pracy &#8211; to było coś normalnego. Wprawdzie<br />
nie akceptowanego przez Marylę, ale po kilku latach małżeństwa zdołała się oswoić, tym<br />
bardziej, że przecież nie upijał się co dzień. Teraz jednak czuł, że przesadził. Zamiast<br />
wrócić jak człowiek i podzielić się z żoną swoją radością, zalał się w trupa w wagonie<br />
restauracyjnym pociągu. Co gorsza, świadkiem jego nieodpowiedzialnego zachowania<br />
był szwagier z żoną, a poza tym w ogóle nie pamiętał swego powrotu do domu. Obawiał<br />
się, że mógł powiedzieć coś niewłaściwego. Może i będzie zarabiał niedługo kilka tysięcy<br />
złotych miesięcznie, ale na razie to nie jest nic pewnego. Jednak Waldek często ratował<br />
ich budżet domowy.<br />
Do tej pory, kiedy życie toczyło się leniwym rytmem, Maryla wybaczała mu takie<br />
wyskoki dosyć szybko. Może dlatego, że niespecjalnie przejmował się jej nerwami i<br />
czekał spokojnie aż jej przejdzie złość. Teraz było inaczej. Chciał podzielić się z nią<br />
informacjami o nowej pracy, musiał usłyszeć jej zdanie na ten temat. Bez jej zgody nie<br />
uczyniłby dalej ani jednego kroku. Potrzebował wsparcia i bodźca. Tylko ona nadawała<br />
jakiś sens szukaniu pracy i zarabianiu pieniędzy. Sam na pewno nie zdecydowałby się na<br />
żaden wysiłek. Nie widział większego sensu w szarpaniu się i zdobywaniu majątku za<br />
wszelką cenę. Jeśli czasami w rozmowach przy wódce mówił co innego, to tylko<br />
dlatego, że tak mówili wszyscy i nie chciał się wyróżniać. W rzeczywistości wolałby<br />
wyjechać, na przykład do Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie albo nawet w Bieszczady i<br />
żyć prosto i spokojnie. Pojechał do Gdańska do tej firmy, żeby uniknąć uszczypliwości<br />
Waldka i pokazać mu, że też coś potrafi. Ale tak naprawdę zrobił to żeby Maryla nie<br />
musiała ich wysłuchiwać. Kochał ją i nie chciał patrzeć na jej łzy, ale to oznaczało, że<br />
musi poświęcić jakiś fragment siebie, zacząć myśleć jej kategoriami. Westchnął ciężko,<br />
zawiesił, urwany wczoraj, kawałek rynny i powoli wszedł do domu.<br />
Maryla obierała ziemniaki na obiad. Usiadł przy stole i zastanawiał się jak tu<br />
zagadać. Patrzył na jej starannie uczesane jasne włosy i drobne dłonie, szybko<br />
poruszające się nad garnkiem. Zawsze w takich razach próbował powiedzieć coś<br />
22<br />
2<br />
dowcipnego, żeby skruszyć lody. Tym razem dowcipkowanie wydawało mu się jakieś<br />
głupie. Niespodziewanie ona odezwała się pierwsza:<br />
- Dlaczego się wczoraj upiłeś? &#8211; zapytała całkiem spokojnie.<br />
- Nie wiem &#8211; odpowiedział cicho &#8211; chyba chciałem uspokoić nerwy.<br />
- Zrobiłeś mi wielką przykrość. Było mi wstyd przed Waldkiem i Teresą. Właśnie<br />
im opowiadałam o tym, że się zmieniasz na lepsze i że chcesz pracować w Gdańsku,<br />
kiedy wszedłeś pijany jak świnia! &#8211; zaczynała się nakręcać i używać coraz dosadniejszych<br />
określeń. Zapadła cisza i Paweł ze zdziwieniem zauważył, że Maryla płacze. Do tej pory<br />
nie zdarzało jej się płakać z powodu jego wybryków. Owszem &#8211; krzyczała, złościła się<br />
albo nic nie mówiła, ale nigdy nie płakała. Kiedy rzucała w niego czym popadło &#8211; uciekał.<br />
Teraz nie wiedział jak się zachować. Czuł się podle.<br />
- Mam tego dosyć &#8211; powiedziała cicho. &#8211; Mam dosyć szarpania się z tym sklepem,<br />
z domem i z tobą. Wszystko na mojej głowie, a ty ciągle u s p o k a j a s z n e r w y!<br />
- Przepraszam cię, ale naprawdę zdarzyło się tak dużo, że wracałem bardzo<br />
napakowany emocjami. Spotkałem w pociągu Jurka Zawidzkiego i chciałem mu<br />
opowiedzieć o wszystkim. Zaproponował żebyśmy wypili po piwie w restauracyjnym i<br />
kiedy mu wszystko opisywałem on postawił jeszcze po jednym, a potem ja mu<br />
odstawiłem, no i tak jakoś&#8230;<br />
- Ledwo wszedłeś do domu. Szkoda, że nie widziałeś się wczoraj. Wyglądałeś<br />
obrzydliwie.<br />
Paweł spuścił głowę. Maryla przestała płakać i znowu było niby tak jak przedtem,<br />
ale Paweł czuł się jakoś inaczej niż zawsze. Tym razem naprawdę było mu głupio. Miał<br />
ochotę opowiedzieć jej wszystko o spotkaniu w Financial Brokers Polska, ale nic nie<br />
powiedział. W gardle stał mu wielki kluch. Nie mógł się zdobyć na żaden gest ani słowo.<br />
Obiad zjedli w milczeniu. Nawet dzieci zachowywały się przy stole wyjątkowo<br />
spokojnie, jakby wyczuwały napięcie wiszące pomiędzy rodzicami.<br />
Dopiero po posiłku, kiedy siedzieli rozleniwieni nad kawą, atmosfera się<br />
poprawiła. Maryla nie potrafiła długo trzymać w sercu urazy. Powoli Paweł zaczął<br />
relacjonować przebieg poprzedniego dnia. Opowiedział o tym jak znalazł siedzibę firmy,<br />
jak został miło przyjęty przez sekretarkę a potem managera grupy, o ankiecie pełnej<br />
dziwnych, niezrozumiałych pytań, wreszcie o tym, że został zaakceptowany i zaproszony<br />
na jednodniowy kurs, poprzedzający podjęcie pracy.<br />
23<br />
2<br />
- A jak z zarobkami? &#8211; zainteresowała się Maryla. To była dla niej jedna z<br />
najistotniejszych informacji.<br />
- Pieniądze są chyba duże, ale nie ma stałej pensji. Żeby zarabiać trzeba wykazać<br />
się aktywnością &#8211; to chyba logiczne prawda. No i sprawiedliwe. Nie pracujesz &#8211; nie<br />
zarabiasz. &#8211; Paweł powtórzył niemal słowo w słowo to, co usłyszał od Marcina Króla.<br />
- Może to i logiczne i sprawiedliwe, ale trochę nieludzkie. Przecież każdy z nas ma<br />
lepsze i gorsze okresy w życiu. Nie można pracować cały czas na pełnych obrotach,<br />
czego, jak wynika z tego co mówisz, wymaga ta firma.<br />
- Ale czas pracy jest dowolny! Pracuję kiedy zechcę, a że prowizja od zawartych<br />
kontraktów jest bardzo wysoka, to można sobie pozwolić na trochę bezczynności -<br />
przekonywał Paweł.<br />
- Jak wysoka jest ta prowizja?<br />
- Tego niestety nie chcieli mi powiedzieć, zanim nie podpiszemy umowy, ale po<br />
nich widać, że musi być niezła. Wszyscy w garniturach, szwajcary na rękach, drogie<br />
komórki, niezłe samochody.<br />
- No tak, ale to przecież pracownicy centrali.<br />
- Jakiej centrali?! To tylko niewielki oddział. Centrala jest w Warszawie. Zresztą,<br />
co mi szkodzi spróbować. Jak się nie uda to najwyżej stracę parę złotych na przejazdy i<br />
trochę czasu. – Paweł odzyskał energię i widać było, że jest podekscytowany.<br />
- A co to za papiery przywiozłeś ze sobą?<br />
Maryla wyjęła z szuflady pogniecione kartki, które wydobyła poprzedniego<br />
wieczoru z kieszeni jego marynarki.<br />
- To są wstępne informacje, z którymi kazali mi się zapoznać &#8211; Paweł wziął do ręki<br />
pierwszą z brzegu kartkę, rozprostował na stole i przeczytał głośno nagłówek:<br />
„Właściwy strój do pracy”.<br />
- No tak &#8211; rzuciła Maryla. &#8211; Jednak trzeba ci kupić nowe buty. Stare całkiem<br />
zniszczyłeś wczoraj. Zaliczyłeś chyba wszystkie psie kupy w okolicy. Spodnie też mają<br />
wydarte kolana. Chodziłeś na czworakach, czy co?<br />
Paweł zaczerwienił się i nic nie odpowiedział. Wpatrywał się intensywnie w dno<br />
szklanki po kawie, jakby chciał w fusach znaleźć odpowiedź. Nic nie pamiętał.<br />
- Kiedy to szkolenie się zaczyna? &#8211; zapytała Maryla.<br />
- Za tydzień, w poniedziałek.<br />
- No to mamy trochę czasu.<br />
24<br />
2<br />
8.<br />
Tydzień minął nie wiadomo kiedy. W czasie wakacji ruch w ich sklepie praktycznie<br />
zamierał. Pracy było niewiele. Lato przypiekało ostrym słońcem i ludzie chętniej się<br />
rozbierali niż ubierali. Dzięki wcześniejszemu zamykaniu interesu, mieli dużo czasu żeby<br />
skompletować strój, w którym Paweł mógłby się pokazać na szkoleniu, bez wzbudzania<br />
ironicznych uśmieszków. Kupili nowe buty, koszulę i krawat. Udało im się wybrać w<br />
swoim sklepie, idealnie leżącą, mało zniszczoną marynarkę i tylko trochę za duże<br />
spodnie. Matka Maryli, która miała maszynę do szycia, przerobiła je zięciowi tak, że<br />
pasowały jak ulał i z wypiekami na twarzy wypytywała córkę o nowe zajęcie Pawła.<br />
Cieszyła się razem z Marylą, chociaż nie omieszkała wyrazić swoich wątpliwości czy<br />
„Pawełek sobie poradzi, ze swoją skłonnością do alkoholu”. Maryla stwierdziła, że<br />
według niej nie ma co przesadzać. Przecież każdemu się zdarzy wypić, a z tego, że<br />
Paweł ostatnio miał parę wpadek nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków.<br />
Poparł ją ojciec przysłuchujący się ich rozmowie, stwierdziwszy autorytatywnie, że<br />
Paweł jest jego najlepszym zięciem.<br />
- Bo nie masz innego, pijaku! &#8211; rzuciła złośliwie matka i poszły z Marylą ocenić na<br />
Pawle efekt przeróbki spodni. Potem Otocka pobiegła do kościoła pomodlić się w<br />
intencji zięcia, a Otocki nastawił nowy gąsiorek zacieru, żeby by przygotowanym na<br />
imprezę z okazji przyjęcia Pawełka do nowej pracy.<br />
On sam spędził tydzień na zapoznawaniu się z materiałami szkoleniowymi, które<br />
przywiózł z firmy. Trochę siedział w sklepie i próbował rozszyfrowywać niektóre,<br />
niezrozumiałe dla niego pojęcia, na które natknął się podczas lektury. Ani razu nie<br />
zaszedł do „Pawiego Oka”. Trochę przez wzgląd na Marylę, a trochę przez brak<br />
gotówki &#8211; ruch w sklepie był beznadziejny. Poza tym miał ciekawe zajęcie na całe<br />
popołudnia &#8211; marzenia o gabinecie, przynajmniej takim samym jak Marcina Króla,<br />
szwajcarskim zegarku na rękę i złotym sygnecie.<br />
Miał zamiar trochę popracować przy domu &#8211; tynk na jednej ze ścian odpadał<br />
całymi płatami, drewniany płot wyglądał jak zęby emeryta, a trawnik przed domem<br />
przypominał pastwisko, ale nie mógł się zmobilizować. Kiedy już się wziął do pracy,<br />
przerywał ją długimi okresami rozmyślań. Z materiałów, które dostał w firmie, zdążył się<br />
ogólnie zorientować na czym będzie polegała jego praca.<br />
25<br />
2<br />
Financial Brokers Polska była częścią światowego imperium Financial Brokers Ltd.<br />
Światowa centrala firmy znajdowała się w Los Angeles, a oddziały mieściły się<br />
praktycznie w każdej stolicy na świecie, wyjąwszy państwa o ustrojach totalitarnych,<br />
gdzie „Financial Brokers” Ltd nie angażowała swoich kapitałów. Zakres usług<br />
finansowych firmy był bardzo szeroki, ale w Polsce na razie oferowano tylko usługi<br />
leasingowe.<br />
Financial Brokers Polska dysponowała potężnym kapitałem i zachęcała swoich<br />
agentów, których nazywano konsultantami finansowymi, do finalizowania jak<br />
największych kontraktów. Na każde żądanie firma mogła, o ile uznałaby to za niezbędne,<br />
uruchomić kapitał równy średniemu rocznemu budżetowi województwa.<br />
Jak zrozumiał z broszury, miał szukać firm, które będą chciały skorzystać z<br />
dobrodziejstwa leasingu, to znaczy kupią jakby na raty, za pośrednictwem Financial<br />
Brokers Polska, urządzenia albo maszyny. W materiałach, które przeglądał traktowano<br />
tę pracę jak posłannictwo. Wiele pisano o tym jak ważne dla firm jest finansowanie ich<br />
rozwoju poprzez leasing, jaka to dla nich ogromna szansa na dogonienie Europy i świata<br />
i jak to korzystnie wpływa na rozwój gospodarczy kraju. Najlepszym konsultantom<br />
finansowym obiecywano karierę w szybko rozwijających się strukturach firmy, liczne<br />
szkolenia &#8211; także w USA, no i rzecz jasna duże pieniądze. Paweł miał o czym rozmyślać.<br />
Z tego wszystkiego pieniądze rajcowały go najmniej. Za to reszta była naprawdę<br />
fascynująca.<br />
W poniedziałek rano, ubrany zdecydowanie lepiej niż przed tygodniem,<br />
przekroczył ciężkie drzwi biura Financial Brokers Polska w Gdańsku. Znów, czekając na<br />
rozpoczęcie szkolenia, nie mógł się oprzeć urokowi piersi sekretarki &#8211; Agaty. Teraz<br />
zauważył, że właściwie nie tyle są takie duże, co mocno sterczące. Nie chciał przyglądać<br />
się jej zbyt nachalnie, ale skupienie wzroku na czymś innym kosztowało go dużo<br />
wysiłku.<br />
Agata obserwowała Pawła z pewnym zaskoczeniem. Zmienił się tak mocno, że aż<br />
się sama zdziwiła jak trafnie oceniła go przed tygodniem. Na miejscu tamtego<br />
przebierańca siedział atrakcyjny, przystojny mężczyzna. Może nie od razu James Bond,<br />
ale całkiem blisko.<br />
Sekretariat był właściwie fragmentem, rozszerzającego się w tym miejscu,<br />
korytarza, więc ruch pracowników był tu spory. Większość kierowała się w stronę,<br />
gdzie, jak domyślał się Paweł, były pokoje managerów.<br />
26<br />
2<br />
Po pewnym czasie w sekretariacie zrobiło się tłoczniej &#8211; pojawili się kolejni<br />
kandydaci do pracy. Wszystkie fotele były zajęte przez, spoglądających na siebie<br />
ukradkiem, pięciu mężczyzn. Paweł zauważył z satysfakcją, że nie wygląda przy nich<br />
najgorzej. Dwóch było młodszych od niego &#8211; chyba zaraz po maturze, a dwóch<br />
zdecydowanie starszych &#8211; wyglądali obaj na emerytów. Jeden z nich swym wejściem<br />
wzbudził wesołość pozostałych kandydatów. Wszedł do sekretariatu zdecydowanym<br />
krokiem, stanął na baczność przed biurkiem Agaty i wykonał prawą ręką taki ruch jakby<br />
chciał zasalutować, ale w ostatniej chwili zrezygnował i ręka wykonawszy dziwny<br />
wygibas opadła wzdłuż ciała. Niezrażony tym, zameldował się zdecydowanym głosem i<br />
zasiadł sztywno na wskazanym przez sekretarkę fotelu. Emeryt mundurowy, pomyślał<br />
Paweł i uśmiechnął się pod nosem.<br />
Wreszcie poproszono ich do małej sali konferencyjnej. Dwaj prowadzący szkolenie<br />
managerowie rozpoczęli od przedstawienia się i poprosili o parę słów o sobie każdego z<br />
kandydatów. Okazało się, że Paweł słusznie ocenił dwóch młodzieńców, którzy okazali<br />
się świeżo upieczonymi maturzystami i byłego oficera Wojska Polskiego, od dwóch<br />
miesięcy na emeryturze. Drugi ze starszych mężczyzn nie powiedział o sobie nic poza<br />
tym, że jest z Sopotu, ma pięćdziesiąt sześć lat i że nazywa się Leon Bzdęga.<br />
Szkolenie było przewidziane na jeden dzień, więc toczyło się w tempie<br />
ekspresowym. Prowadzący, na zmianę referowali zagadnienia, dotyczące technicznych<br />
szczegółów transakcji leasingowych, zawieranych za pośrednictwem Financial Brokers<br />
Polska. Opisali dokładnie strukturę i funkcjonowanie firmy. Paweł dowiedział się, że<br />
centrala mieści się w Warszawie, a w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu i Szczecinie są<br />
oddziały, kierowane przez dyrektorów. Oddziały dzielą się na unity czyli kilkuosobowe<br />
grupy konsultantów finansowych, kierowane przez unit managerów czyli po polsku -<br />
kierowników grup. Paweł znalazł się w grupie Marcina Króla, a wszystkich grup w<br />
oddziale było pięć. W sumie oddział liczył około trzydziestu stałych współpracowników.<br />
Dyrektorem był facet, który nazywał się Dobromir Kotas. Pod koniec dnia miał wygłosić<br />
dla nich wykład na temat etycznej strony pracy konsultanta finansowego oraz niektórych<br />
aspektów technik sprzedaży.<br />
W trakcie przerw w szkoleniu Paweł starał się kręcić w okolicach sekretariatu,<br />
żeby pogadać z Agatą, a przynajmniej popatrzeć na jej zgrabną sylwetkę. Działo się z<br />
nim coś dziwnego. Nie był podrywaczem. Maryla napracowała się ciężko zanim skłoniła<br />
go do zawarcia bliższej znajomości. Za to potem nie miała żadnych problemów żeby<br />
27<br />
2<br />
doprowadzić go przed oblicze księdza, który pobłogosławił i zalegalizował ich związek.<br />
Właściwie można było powiedzieć, że nigdy jej nie zdradził. Wprawdzie zdarzało mu się<br />
flirtować z różnymi panienkami, które bywały w „Pawim Oku”, ale nigdy te przytulanki<br />
nie kończyły się w łóżku. Najczęściej dlatego, że wolał sobie wypić i pogadać z<br />
kumplami, niż wysilać się na jakiś bajer. Kiedy już go trochę zakręciło nabierał więcej<br />
ochoty, ale jego stan na ogół uniemożliwiał jakiekolwiek zdecydowane i skoordynowane<br />
ruchy żadnym z członków.<br />
Teraz, być może dlatego, że sytuacja była niecodzienna &#8211; był daleko od domu, sam<br />
- coś go ciągnęło do tych pięknych pagórków, wyraźnie rysujących się pod cienkim<br />
sweterkiem Agaty. Być może szukał tylko przyjaznej duszy, która pomogłaby mu<br />
zaaklimatyzować się w obcym miejscu, a Agata uśmiechała się tak sympatycznie i<br />
ciepło.<br />
Szansę na miłą pogawędkę były żadne. Telefon ciągle dzwonił, a dyrektor co<br />
chwila miał jakąś sprawę, ale i tak zdążył się dowiedzieć trochę o niej i opowiedzieć parę<br />
słów o sobie &#8211; starannie omijając temat rodziny.<br />
Pod koniec dnia cała potrzebna wiedza znalazła się w głowach, albo przynajmniej<br />
w notatnikach kursantów i rozpoczęła się ostatnia godzina, z dyrektorem w roli<br />
wykładowcy.<br />
Dobromir Kotas okazał się niewysokim mężczyzną, który miał sporą nadwagę.<br />
Prawdopodobnie większość tej nadwagi umiejscowiła się w sterczącym przed nim<br />
okazałym brzuchu. W trakcie wykładu zrobił się czerwony na twarzy, jakby się okropnie<br />
męczył. Marynarka zapięta na jeden guzik i niedopasowane, pogniecione spodnie,<br />
nadawały mu jowialny, dobroduszny wygląd. Pomimo nieciekawej fizjonomii, Kotas był<br />
bardzo dobrym mówcą i potrafił skupić zainteresowanie słuchaczy na sobie. Opowiedział<br />
parę słów o amerykańskich właścicielach firmy i o kilku ważniejszych kontraktach<br />
zawartych przez “Financial Brokers Polska”. Potem przeszedł do właściwego tematu<br />
wykładu. Słuchacze nie spuszczali wzroku z jego ust, kiedy z zaangażowaniem mówił<br />
jak ważna jest uczciwość w kontaktach z klientami, właściwa ocena kondycji finansowej<br />
kontrahenta, unikanie wciskania zbyt dużych kontraktów słabym firmom albo forsowania<br />
krótkich terminów spłaty rat leasingowych. Sprawa właściwego wyważenia interesu<br />
klienta, własnego i firmy przewijała się wielokrotnie w trakcie wykładu, przeplatanego<br />
licznymi anegdotami i przykładami z życia.<br />
28<br />
2<br />
- Pamiętajcie panowie o tym, że to firma, czyli Financial Brokers płaci wam<br />
prowizję i w waszym interesie jest dbanie o jak najlepszą kondycję finansową firmy.<br />
Każdego klienta trzeba dokładnie prześwietlić, wszystkie dokumenty dokładnie<br />
sprawdzić i zrobić dokładną analizę finansową całego planowanego przez klienta<br />
przedsięwzięcia. Musimy zrobić wszystko, żeby ograniczyć ryzyko do minimum &#8211; mówił.<br />
Na koniec sprzedał im trochę praktycznych informacji na temat sposobu<br />
zdobywania klientów oraz prowadzenia negocjacji i zakończył:<br />
- Panowie! Firma rozwija się dynamicznie i każdy z was może uczestniczyć w jej<br />
sukcesie. Każdy z was może zostać managerem grupy, a w przyszłości może nawet<br />
dyrektorem oddziału. Są dwa najważniejsze kryteria awansowania: po pierwsze &#8211; duża<br />
produkcja, po drugie &#8211; absolutna uczciwość. Wobec firmy i wobec klienta. Poza tym<br />
trzeba pamiętać, że jesteśmy jako oddział grupą ludzi, którzy powinni sobie wzajemnie<br />
pomagać i wspierać się w każdy możliwy sposób. Z mojej strony możecie liczyć na<br />
pomoc o każdej porze dnia i nocy. Jestem w stanie zaakceptować nawet najbardziej<br />
niekonwencjonalne metody pracy, o ile przyniosą skutek w postaci wzrostu obrotów<br />
oddziału. Dla najlepszych z was drzwi mojego gabinetu są zawsze otwarte.<br />
Paweł był pod wrażeniem wykładu i osoby dyrektora. Miał ochotę wstać i już w tej<br />
chwili zacząć szukać klientów. Energia go dosłownie rozpierała.<br />
Okazało się, że podpisanie umów i odebranie pełnomocnictw odbędzie się<br />
następnego dnia i przed Pawłem stanął problem noclegu. Miał do wyboru albo jechać do<br />
domu i jutro rano wrócić do Gdańska na podpisanie umowy, albo nocować u stryja,<br />
który mieszkał z żoną na Przymorzu. Ponieważ nie chciało mu się „tłuc” w pociągu w tę<br />
i z powrotem, zadzwonił do Maryli, że wraca jutro. Miał ochotę zaprosić Agatę do<br />
kawiarni, ale kiedy szkolenie się zakończyło nie było jej już w pracy.<br />
Zadzwonił do stryjostwa, żeby upewnić się czy będą w domu i czy go przenocują.<br />
Stryj Stefan, który odebrał telefon bardzo się ucieszył z możliwości goszczenia bratanka.<br />
Był rencistą, byłym stoczniowcem i nudził się w domu okropnie. Wizyta Pawła była dla<br />
niego miłą niespodzianką. Znali się dobrze. Po śmierci rodziców, Paweł bywał u nich<br />
bardzo często, a nawet mieszkał jakiś czas, próbując studiować zarządzanie. Znudziło<br />
mu się po pierwszym semestrze i wyjechał do Niemiec na saksy. Stryjostwo nie mieli<br />
własnych dzieci, więc traktowali go trochę jak syna. Ponieważ różnica wieku między<br />
Pawłem, a nimi nie była duża &#8211; stryj był najmłodszym bratem ojca Pawła &#8211; mówili sobie<br />
na ty.<br />
29<br />
3<br />
Nie chciał być u nich za wcześnie. Jak znał Stefana, który był nieodrodnym bratem<br />
jego ojca, zaraz na stół wyjadą ogromne ilości alkoholu i jedzenia, a wykręcanie się od<br />
ich spożycia nic nie da. Wolał być na jutro w formie. Dyrektor Kotas &#8211; jak sam<br />
powiedział, miał zwyczaj przy podpisywaniu umowy przeprowadzać rozmowę z każdym<br />
nowym agentem. Ta rozmowa mogła być ważna, więc wolał nie przesadzać z jedzeniem<br />
i piciem. Chciał mieć świeży umysł i oddech. Poszedł do kina.<br />
Wieczorem Stefan oczywiście wyciągnął z barku flaszkę, ale po dwóch kieliszkach<br />
Paweł wykręcił się silnym zmęczeniem i poszedł spać, do przygotowanego wcześniej dla<br />
niego łóżka. Naprawdę był zmęczony całodziennym szkoleniem. Zasnął błyskawicznie i<br />
nie słyszał głośnych dyskusji Stefana i jego żony, którzy dopijali, rozpoczętą butelkę<br />
wódki.<br />
9.<br />
Kiedy rano wstał z łóżka stwierdził z miłym zdziwieniem, że jego koszula i<br />
skarpetki są wyprane i wysuszone. Po wyjściu spod prysznica zastał ciotkę przy<br />
prasowaniu koszuli i spodni, a gotowe śniadanie na stole.<br />
Podpisanie umowy odbyło się bardzo sprawnie. Agata miała przygotowany w<br />
komputerze gotowy schemat, w którym zmieniała tylko daty, nazwiska i adresy<br />
agentów. Paweł czuł się świetnie. Siedząc w skórzanym fotelu w sekretariacie Financial<br />
Brokers pomyślał, że podjął słuszną decyzję o pozostaniu na noc u stryjostwa. Czekając<br />
na rozmowę z dyrektorem Kotasem wyspany, wymyty i w odświeżonym ubraniu czuł się<br />
o wiele pewniej.<br />
Powoli schodzili się pozostali adepci sztuki sprzedaży. Emerytowany oficer znów<br />
wykonał swój dziwny taniec przed biurkiem Agaty. Dwaj młodzieńcy przyszli razem i<br />
teraz rozmawiali z Agatą, wybuchając co chwila śmiechem z własnych żartów.<br />
Wyglądało na to, że traktują pracę dla Finnancial Brokers jako łatwą okazję do<br />
zarobienia gotówki w czasie wakacji i niespecjalnie podniecała ich możliwość robienia<br />
kariery. W dżinsowych spodniach i sweterkach jakoś nie pasowali do tego<br />
pomieszczenia. Leon Bzdęga przyszedł bardzo elegancko ubrany. Nosił niemodny<br />
garnitur i koszulę z malutkim kołnierzykiem, ozdobiona wąziutkim krawatem. W<br />
milczeniu podpisał umowę, nie reagując na sympatyczne zaczepki Agaty i zasiadł z<br />
godnością w fotelu. Jaki nabzdyczony, prawdziwa Bzdęga, pomyślał Paweł.<br />
30<br />
3<br />
Telefon na biurku Agaty zadzwonił i Paweł został poproszony o wejście do<br />
gabinetu szefa. Poczuł, że zaczyna się nerwowo pocić. Dyskretnie wytarł ręce o spodnie<br />
i otworzył drzwi &#8211; jedyne na całym korytarzu nieprzezroczyste, pokryte lustrzaną folią.<br />
Przez głowę przeleciała mu myśl, że to bardzo sprytne &#8211; nikt nie widzi, co się dzieje w<br />
gabinecie, a od środka można doskonale obserwować cały sekretariat i korytarz.<br />
Pierwsze wrażenie po przekroczeniu drzwi, to był silny zapach wody toaletowej.<br />
Najwyraźniej dyrektor lubił zdecydowane wonie i polewał się obficie. Paweł<br />
błyskawicznie omiótł wzrokiem całe pomieszczenie, jakby szukając najbezpieczniejszego<br />
kąta. Czuł się niepewnie i chciał już mieć za sobą rozmowę z szefem.<br />
Kotas podniósł się zza potężnego biurka, za którym wydawał się jeszcze mniejszy i<br />
okrąglejszy niż w rzeczywistości. W biegu zapinał guzik od marynarki i zapraszał Pawła:<br />
- Proszę bardzo panie &#8230; Pawle. Serdecznie zapraszam. Napije się pan kawy albo<br />
herbaty?<br />
- Nie. Dziękuję bardzo &#8211; odpowiedział machinalnie, nieprzygotowany na taką<br />
propozycję.<br />
- A ja się napiję. Pani Agato, poproszę kawę! &#8211; rzucił do sekretariatu i zamknął<br />
drzwi.<br />
- Proszę bardzo! Proszę usiąść gdzie panu wygodnie &#8211; zachęcał, obserwując<br />
jednocześnie bardzo uważnie zachowanie nowicjusza. Zajmowanie odpowiedniego<br />
miejsca należało do kanonu sztuki walki z klientem.<br />
Paweł usiadł na pierwszym z brzegu fotelu, przy stojącym na środku gabinetu<br />
okrągłym, niskim stole.<br />
- Jakie wrażenia po szkoleniu? Wszystko jest dla pana jasne? &#8211; Dyrektor usiadł<br />
naprzeciwko i z pewną trudnością założył jedną nogę na drugą. Uśmiechał się<br />
zachęcająco nie przestając jednak przewiercać Pawła oczami, jakby nie chciał uronić<br />
żadnego grymasu twarzy albo gestu.<br />
- Wydaje mi się, że wszystko jest raczej proste. No i panowie opisaliście nam to<br />
bardzo dobrze. Myślę, że teraz potrzebna jest mi tylko praktyka – odpowiedział z<br />
wahaniem w głosie. Niepotrzebnie. Trafił w dziesiątkę.<br />
- Słusznie! &#8211; Kotas podskoczył w fotelu. &#8211; Jak najwięcej spotkań z potencjalnymi<br />
klientami, a w krótkim czasie zdobędzie pan potrzebne doświadczenie i wzrośnie pańska<br />
skuteczność w negocjacjach, a to się przełoży wprost proporcjonalnie na pańskie<br />
zarobki.<br />
31<br />
3<br />
Przerwał, gdy weszła Agata z kawą. Cały czas uśmiechając się promiennie,<br />
postawiła filiżankę na stole i wyszła. W tym czasie Paweł, który poczuł się już trochę<br />
pewniej, z ciekawością rozejrzał się dookoła. Gabinet dyrektora był urządzony o wiele<br />
bogaciej niż gabinety managerów. Na podłodze leżał gruby, miękki dywan, a ściany<br />
ozdobiono kilkoma grafikami. Szafki z segregatorami były proste, ale eleganckie. Na<br />
kolosalnych rozmiarów biurku, obok komputera i stert papierów, stały dwa aparaty<br />
telefoniczne i fax.<br />
- Jeśli chodzi o zarobki &#8211; kontynuował dyrektor &#8211; mam tutaj przygotowaną dla<br />
pana umowę prowizyjną. Do 100.000 złotych wartości przedmiotu leasingu otrzyma pan<br />
3 procent od jego wartości netto. Powyżej 100.000 otrzyma pan 2 procent. Oczywiście<br />
pod warunkiem, że klient będzie wpłacał kolejne raty &#8211; zaśmiał się krótko, jakby<br />
powiedział dowcip.<br />
Paweł słyszał wczoraj, że bywają klienci, którzy unikają płacenia rat leasingowych.<br />
Dział prawny Finnancial Brokers miał jednak jakieś swoje sposoby, żeby wyegzekwować<br />
od nich należności. Agenci dostawali swoje prowizje liczone od wysokości ostatniej<br />
wpłaconej raty.<br />
- I to tyle &#8211; mówił dalej Kotas. &#8211; Resztę ma pan w umowie o współpracy i w<br />
pełnomocnictwie, które dostanie pan od Agaty za chwilę. Jeżeli warunki odpowiadają<br />
panu to proszę tu podpisać. &#8211; Podsunął Pawłowi umowę i długopis. Paweł podpisał w<br />
milczeniu. Sam nie wiedział czy warunki umowy mu odpowiadają. Wszystko działo się<br />
zbyt szybko jak na jego możliwości percepcji. Zdawał się całkowicie na swą intuicję.<br />
Zresztą, nawet gdyby umowa mu nie odpowiadała to miałby tylko jedno wyjście &#8211; nie<br />
podpisywać i nie pracować. Negocjacje nie wchodziły w rachubę.<br />
Dyrektor złożył przy nim swój zamaszysty podpis i wręczył mu jeden egzemplarz<br />
umowy.<br />
- Wspaniale! W takim razie życzę powodzenia i obyśmy jak najszybciej mieli<br />
okazję do spotkania. To będzie znaczyło, że znalazł pan dużego klienta &#8211; mówił,<br />
podnosząc się z fotela. Cały czas się uśmiechał.<br />
Uścisnął spoconą dłoń Pawła i otworzył mu drzwi.<br />
Paweł ruszył w kierunku pokoju Marcina Króla, a dyrektor poprosił następnego z<br />
kandydatów. Dwaj młodzi ludzie podnieśli się jednocześnie z foteli.<br />
- Pojedynczo panowie! Pojedynczo! &#8211; śmiejąc się, dyrygowała Agata.<br />
32<br />
3<br />
Marcin Król czekał już na Pawła aby udzielić mu ostatnich instrukcji. Jak zwykle<br />
był ubrany elegancko i gustownie. Błękitna koszula i jedwabny krawat były doskonałej<br />
jakości. Marynarkę powiesił na oparciu krzesła. Paweł podziwiał jego wysportowaną<br />
sylwetkę.<br />
- Już? Umowa podpisana? &#8211; zapytał Marcin.<br />
- Tak. Nie chciał ze mną zbyt długo rozmawiać.<br />
- Śpieszy się dzisiaj, bo o dwunastej mamy spotkanie z poważnym klientem. Gdyby<br />
nie to, egzamin trwałby dłużej. Myślę, że przy pierwszej okazji będzie chciał nadrobić tę<br />
zaległość. Ponieważ ja także biorę udział w spotkaniu z tym klientem chciałbym żebyśmy<br />
szybko załatwili kilka spraw. Po pierwsze proponuję przejście na ty. Mam na imię<br />
Marcin.<br />
- Paweł. &#8211; Podali sobie ręce.<br />
- O.K. Po drugie krótka powtórka algorytmu działania. &#8211; Marcin podszedł do<br />
niewielkiej białej tablicy, biorąc do ręki kolorowy pisak.<br />
- Wolałbym trochę praktycznych porad. Nie mam na razie pomysłu jak się zabrać<br />
do pracy &#8211; zaproponował Paweł.<br />
- No dobrze. Mam nadzieję, że teorię masz opanowaną w stopniu wystarczającym.<br />
W razie czego numer mojej komórki znasz. A zresztą, każdy początkujący robi jakieś<br />
błędy.<br />
- Jakoś sobie poradzę, ale skąd brać klientów? Powiedz mi, jak wy ich znajdujecie?<br />
Marcin patrzył przez chwilę na Pawła, jakby rozważając w myślach ile można mu<br />
powiedzieć. Po chwili zaczął:<br />
- To nie jest takie proste, ale udało nam się wypracować kilka sposobów na<br />
ułatwienie sobie życia. Najlepiej znaleźć dużą, rozwijającą się firmę i trzymać się jej<br />
rękami i nogami. Park maszynowy zużywa się i starzeje, komputery wymienia się co<br />
dwa, trzy lata &#8211; żyć nie umierać. Tylko firma powinna być duża i stabilna, a takie w<br />
większości są obstawione przez różne banki i firmy leasingowe. No, ale może będziesz<br />
miał szczęście. I co przejaśniło ci się trochę? &#8211; zapytał.<br />
Paweł zaprzeczył ruchem głowy. Zaczynał się dziwnie czuć podczas tej krótkiej<br />
lekcji. Wczorajszy entuzjazm opadł z niego i teraz dostrzegał ciemniejsze strony tej<br />
pracy. Wczoraj miał wrażenie, że wystarczy wyjść na ulicę i krzyknąć do ludzi, a zaraz<br />
zbiegną się jak do studni mądrości. Teraz dotarło do niego z całą jasnością, że trzeba<br />
33<br />
3<br />
będzie wykonać dużo nudnej, nieciekawej pracy. Marcin zauważył, że jego rozmówca<br />
wyraźnie zmarkotniał.<br />
- No to jeszcze jedna dobra rada. Możesz mieć wtyczkę w jakimś banku &#8211; będzie<br />
cię informować o klientach, którzy biorą większe kredyty inwestycyjne. Możesz ich po<br />
prostu ukraść bankowi, proponując nasze usługi. Ta metoda wymaga sprytu, delikatności<br />
i dyskrecji. Musisz wiedzieć, że w razie jakichś problemów z bankiem, to twoja prywatna<br />
inicjatywa, Financial Brokers nie ma wpływu na twoje działania i oczywiście ich nie<br />
pochwala. Może to cyniczne, ale taka jest rzeczywistość i lepiej żebyś wiedział, na co<br />
można liczyć. Bezpieczniejsze, ale za to mniej skuteczne jest rozesłanie naszej oferty do<br />
wszystkich firm w okolicy i dzwonienie po jakimś czasie z pytaniem, czy ktoś nie jest<br />
zainteresowany. Rynek w Polsce rozwija się, nowe firmy powstają jak grzyby po deszczu<br />
- zakończył trochę optymistyczniej.<br />
- I padają jak muchy &#8211; skomentował ponuro Paweł.<br />
Marcin wyczuwał minorowy nastrój rozmówcy. Celowo jednak starał się<br />
uzmysłowić Pawłowi stojące przed nim trudności, aby zmusić go do myślenia. Widział<br />
już bardzo wielu hurraoptymistów, którzy rzucali umową po tygodniu albo dwóch i<br />
więcej nie pokazywali się w pracy. Miał teorię, że kandydat będzie dobrym agentem, jeśli<br />
mimo przedstawienia mu wszystkich trudności, wynikających z wykonywania tej<br />
profesji, bierze się ostro do pracy i szybko przynosi jakieś kontrakty. Ta metoda<br />
straszenia na początku, przyniosła efekt o tyle, że grupa Marcina była nieliczna, ale za to<br />
wszyscy wykazywali się niezłą aktywnością.<br />
- Są oczywiście jeszcze inne metody zdobywania klientów, ale sam szybko<br />
powinieneś się w nich zorientować. To zresztą było z grubsza omówione na szkoleniu<br />
początkowym. &#8211; Marcin nie chciał kończyć rozmowy bez dania Pawłowi jakiejś nadziei. -<br />
Poza tym, każdy dobry doradca finansowy ma swój własny, utrzymywany w tajemnicy<br />
sposób, więc i ty pewnie wkrótce dojdziesz do czegoś. Na koniec chcę ci powiedzieć, że<br />
czasami, ostatnio nawet dosyć często, klienci zgłaszają się do nas sami. Te kontrakty<br />
otrzymują do sfinalizowania nasi najlepsi ludzie. Jeśli naprawdę chcesz osiągnąć sukces,<br />
musisz być jednym z nich. Uprzedzam lojalnie, że sama wysoka sprzedaż nie wystarcza.<br />
- A co jeszcze jest ważne? &#8211; zainteresował się Paweł.<br />
- Ważna, a może i najważniejsza jest opinia dyrektora o tobie. Bez niej nie masz<br />
praktycznie szans na awans.<br />
- Tak? A on chyba mówił co innego&#8230;<br />
34<br />
3<br />
- On mówił to, co musiał powiedzieć na szkoleniu – przerwał mu Marcin &#8211; a ja ci<br />
mówię jak jest. Duże obroty są ważne, ale o opinię też musisz dbać.<br />
Paweł wyszedł z mieszanymi uczuciami. Pieniądze były prawdopodobnie duże, ale<br />
stres związany z ich zdobyciem chyba jeszcze większy. No i te jakieś niejasne kryteria<br />
awansowania zupełnie mu się nie podobały. Chociaż nie myślał o żadnym awansowaniu<br />
to jednak lubił sytuacje jasne i klarowne. W drodze na dworzec zaczął się zastanawiać,<br />
czy w ogóle warto zaczynać.<br />
10.<br />
Przez kilka następnych dni nic się nie działo. Paweł bardzo lakonicznie opisał<br />
Maryli swoje wrażenia z Gdańska i zamknął się w sobie. Ciekawość ją rozpierała, ale nie<br />
naciskała. Znała go zbyt dobrze i wiedziała, że to nic nie da, najwyżej się pokłócą. Musiał<br />
dojrzeć.<br />
Tak jak przedtem, chodził codziennie do sklepu, ale tylko pierwszego dnia kupił<br />
gazetę &#8211; potem brał z domu jakąś książkę. Popołudniami nigdzie nie chodził &#8211; nawet do<br />
„Pawiego Oka”. Do nikogo też nie dzwonił. Najczęściej siedział w ogrodzie za domem i<br />
czytał Martynie jakieś bajki albo wspólnie pielili grządki. Wypalał przy tym mnóstwo<br />
papierosów, co było oznaką intensywnego myślenia. Patryk wolał przesiadywać z matką<br />
w kuchni albo biegał gdzieś z kolegami.<br />
Maryla zachodziła w głowę &#8211; co też się w tym Gdańsku stało? Najpierw<br />
zadzwoniła do stryjostwa, ale nic się nie dowiedziała. Przy okazji wizyty u rodziców,<br />
poprosiła o opinię swoją matkę, ale jak było do przewidzenia, usłyszała tylko parę<br />
złośliwości pod adresem „zięciaszka”:<br />
- Pewnie sobie znalazł w Gdańsku jakąś szantrapę i teraz ma problem. Będzie do<br />
niej jeździł, zrobi jej dzieciaka&#8230;<br />
- Mamo! Przestań wygadywać bzdury!<br />
Maryla żałowała, że w ogóle zaczęła tę rozmowę.<br />
- A ja wam mówię, że on coś wymyśli! &#8211; wtrącił się ojciec.<br />
- Powiedział, co wiedział! Pijaczysko! &#8211; zgasiła go żona i na tym zakończyła się<br />
cała dyskusja. Maryla wróciła do domu z niczym.<br />
Coś zaczęło się dziać, kiedy wrócił „Żukiem” Waldka z wyjazdu po towar.<br />
Odstawił szwagrowi samochód, wrócił pieszo i zjadł późny obiad, przygotowany przez<br />
Marylę.<br />
35<br />
3<br />
- Musimy kupić samochód &#8211; powiedział, pijąc kawę.<br />
- Już dawno mówiłam, żeby odkładać pieniądze &#8211; zgodziła się Maryla.<br />
- Nie odłożymy do usranej śmierci, bo zawsze coś ważniejszego wypada. Nie<br />
umiemy oszczędzać &#8211; powiedział z naciskiem.<br />
- To ty nie umiesz! &#8211; zaperzyła się Maryla. &#8211; Jak się na coś uprzesz, to musisz kupić<br />
i nikt cię nie przekona!<br />
- Ja nie umiem, ty nie umiesz! Co za różnica! Samochód nam potrzebny -<br />
rozumiesz to czy nie?!<br />
- Rozumiem! Rozumiem! Mów od razu, co masz do powiedzenia i nie kłóćmy się.<br />
- Weźmiemy auto w leasing. &#8211; Paweł spoglądał na Marylę, żeby zobaczyć jakie to<br />
na niej robi wrażenie.<br />
- To znaczy jak? Co to znaczy w leasing? &#8211; zapytała.<br />
- No, tak jakby na raty, ale nie przez bank tylko przez Financial Brokers. W ten<br />
sposób będziemy mieli samochód, zapłacimy niższe podatki i jeszcze dostanę prowizję<br />
od firmy.<br />
- A jakie wysokie byłyby te raty? &#8211; Maryla jak zwykle twardo stąpała po ziemi.<br />
Paweł wyjął z szuflady kalkulator, jakieś instrukcje, które otrzymał na szkoleniu w<br />
Financial Brokers i zagłębił się w obliczenia. Ponieważ nie odzywał się dłuższy czas,<br />
Maryla wzięła się do zmywania naczyń po obiedzie. Ta lekka sprzeczka poprawiła jej<br />
nastrój. To było coś jak powrót do znajomej rzeczywistości. Lepsze to niż to jego<br />
milczące snucie się. Z drugiej strony czuła, że Paweł się jakoś wewnętrznie zmienia i bała<br />
się tej zmiany. Od dłuższego czasu siedzi grzecznie w domu i rozmyśla. Ani razu nie upił<br />
się po pracy. Żeby tylko z tych rozmyślań nie wyszło coś głupiego, pomyślała. Aż jej<br />
łydki zadrżały z niepokoju. Trzeba iść do kościoła powierzyć swoje problemy Bogu i<br />
czekać co wyniknie z tych rozmyślań. Widać, że coś już postanowił skoro zaczyna<br />
myśleć o kupnie samochodu.<br />
Paweł wreszcie uporał się z obliczeniami.<br />
- Wychodzi po dwa tysiące miesięcznie, przez trzy lata &#8211; powiedział.<br />
- To strasznie drogo. Mamy kupić Mercedesa, czy co? Nie wystarczyłby używany<br />
Polonez, taki z budą?<br />
- Do towaru by wystarczył, ale przecież nie będę jeździł do klientów dostawczym<br />
autem.<br />
- To co ty chcesz kupić?<br />
36<br />
3<br />
- Myślałem&#8230; no nieważne i tak nas nie stać na takie wysokie raty.<br />
- Słuchaj! Teraz mi się przypomniało. Waldek coś wspominał, że będzie zmieniał<br />
auto. Może byś z nim porozmawiał.<br />
- Zaraz zadzwonię &#8211; Paweł chwycił słuchawkę telefonu i wykręcił numer szwagra.<br />
Maryla wyszła przed dom zawołać dzieci na kolację. Martyna siedziała na ławce<br />
przed domem i dyskutowała zawzięcie z koleżankami. Patryk szalał na rowerze po ulicy.<br />
Oparła się o rozklekotane ogrodzenie z drewnianych sztachet. Przez chwilę<br />
przysłuchiwała się rozmowie dziewczynek, zazdroszcząc im ich dziecinnych problemów.<br />
Była ostatnio jakaś zmęczona. Sklep, dom, dzieci. Wszystko na jej głowie. Paweł nie<br />
przejmował się niczym. Chociaż &#8230; jednak jakoś się zmienił. Przestał zachodzić do<br />
„Pawiego Oka”. Będzie pracował dla tej firmy z Gdańska. A może teraz nadchodzi<br />
siedem lat tłustych, pomyślała optymistycznie. Paweł skończył rozmawiać przez telefon i<br />
wyszedł za nią przed dom.<br />
- No i co? &#8211; zapytała.<br />
- Waldek na razie nie ma pieniędzy, ale mówi, że jego znajomy, jakiś drukarz,<br />
wspominał coś, że chce kupić samochód do firmy. Jutro Waldek ma mi dać namiary.<br />
Może coś z tego wyjdzie. Byłby pierwszy klient.<br />
- No to dobrze. Zawołaj Patryka i chodźcie na kolację &#8211; Maryla wzięła córkę za<br />
rękę i weszła do domu. Za chwilę wychyliła głowę przez okno i zawołała:<br />
- Paweł, telefon do ciebie! Jakiś pan. Chyba z Gdańska.<br />
Paweł wbiegł do domu i złapał słuchawkę telefonu. Dzwonił Marcin Król, ciekawy<br />
jak mu idzie wyszukiwanie klientów.<br />
11.<br />
Waldek siedział w fotelu przed komputerem i robił porządek w księgowości, kiedy<br />
odezwał się dzwonek. Podszedł cicho do drzwi i spojrzał przez wizjer. Na zewnątrz stał<br />
Paweł, ubrany w znoszony garnitur. Waldek uśmiechnął się pod nosem. Szmateksowy<br />
elegant, pomyślał złośliwie.<br />
- Cześć. Właź. Co słychać? &#8211; powiedział otwierając drzwi.<br />
- Nic specjalnego. Przyszedłem w sprawie tego drukarza, który chce kupić<br />
samochód.<br />
- O w mordę! Zupełnie zapomniałem. Siadaj. Zaraz zadzwonię do niego. Chcesz<br />
coś do picia? Kawa, herbata, a może coś mocniejszego?<br />
37<br />
3<br />
- Może być kawa.<br />
- A co się tak odpieprzyłeś jak stróż w Boże Ciało? &#8211; zawołał Waldek już z kuchni.<br />
- No wiesz, muszę jakoś wyglądać. Reprezentuję poważną firmę. Myślałem, że<br />
podjedziemy do tego gościa z drukarni.<br />
Paweł rozglądał się po bogato urządzonym salonie. Spojrzał na włączony<br />
komputer szwagra.<br />
Waldek wszedł z filiżankami kawy w ręku. Ostrożnie postawił je na dębowej ławie<br />
stojącej przed skórzaną sofą, na której posadził Pawła.<br />
- Pracujesz na komputerze? &#8211; bardziej stwierdził niż zapytał Paweł.<br />
- Tak. Mam trochę zaległości w księgowaniu i chciałem to dzisiaj uzupełnić, ale ten<br />
rupieć jest taki wolny, że można dostać zawału i pewnie nie zdążę do wieczora.<br />
- Powinieneś wymienić go na nowszy &#8211; powiedział Paweł i spojrzał spod oka na<br />
szwagra – większość firm zmienia komputer przeciętnie co dwa lata.<br />
- Wiem, wiem, ale nie mam teraz kasy na nowy sprzęt, a poza tym na potrzeby<br />
mojej firmy na razie wystarcza i taki. Poza tym zastanawiam się czy nie zatrudnić<br />
księgowej. Niech ona się męczy z tymi cyferkami.<br />
- Ale syn ci rośnie i powinieneś pomyśleć o jego wykształceniu. Poza tym Internet<br />
drugiej generacji i te sprawy. Możesz przecież wziąć komputer w leasing. Mała wpłata<br />
na początek i już masz nowoczesny sprzęt w domu. Mogę ci to załatwić.<br />
- No, no. Nieźle cię tam wykształcili w tym Gdańsku &#8211; szwagier pokręcił głową z<br />
podziwem &#8211; Nie podejrzewałem cię o takie możliwości. To znaczy, że nie zajmujesz się<br />
tylko samochodami?<br />
- Nie. Mogę załatwić ci kredyt na każde urządzenie, maszynę albo pojazd<br />
potrzebny do prowadzenia firmy. Na dowolną kwotę.<br />
Waldek zamyślił się na chwilę. Popijał kawę małymi łyczkami i patrzył przed siebie.<br />
Jego nos wyczuwał zapach pieniędzy do wzięcia. Postanowił wybadać Pawła dokładniej.<br />
- A poza tym drukarzem nie znasz kogoś, kto chce kupić do firmy jakiś sprzęt?<br />
Najlepiej samochód, bo to się prosto załatwia – zapytał Paweł.<br />
- Może mógłbym ci pomóc – odpowiedział powoli Waldek &#8211; ale starałbym się<br />
bardziej gdybym wiedział, że coś z tego będę miał. Rozumiesz, jestem człowiekiem<br />
zapracowanym. Mam niewiele czasu i nie mogę poświęcać go dla ciebie, bo to znaczy,<br />
że odbierałbym go swojej rodzinie. Zupełnie inaczej by to wyglądało gdybym na tym<br />
zarabiał.<br />
38<br />
3<br />
- Nie ma sprawy. Możemy się dogadać. Dam ci dziesięć procent mojej prowizji.<br />
Paweł spojrzał pytająco na szwagra. Nie był przygotowany na takie negocjacje.<br />
Myślał, że Waldek ma dużo pieniędzy i nie potrzebuje dorabiać. Zresztą on sam nigdy by<br />
nie zrobił takiej propozycji komuś z najbliższej, a pewnie nawet i dalszej rodziny. Był na<br />
to zbyt prostolinijny i zbyt małą wagę przywiązywał do pieniędzy.<br />
- A ile masz tej prowizji? &#8211; zapytał szwagier.<br />
- Dwa procent od ceny urządzenia. Od ceny netto. Bez Vat-u.<br />
Paweł nie chciał wchodzić w szczegóły. Nie pamiętał dokładnie liczb z umowy i<br />
wolał się z tym nie zdradzać. Waldek z pewnością pamiętał wszystkie kwoty, z każdego<br />
wystawionego albo zapłaconego przez siebie rachunku.<br />
- Aha, to znaczy od stu tysięcy złotych masz dwa tysiące. To by znaczyło dwieście<br />
złotych dla mnie?! To jakaś jałmużna! &#8211; żachnął się Waldek. &#8211; Więcej wydam na telefony<br />
w twoich sprawach.<br />
- To ile byś chciał? &#8211; Paweł nie lubił się targować i męczył się tą sytuacją. Za to<br />
Waldek był w swoim żywiole.<br />
- Ty wiesz jakie ja mam kontakty?! Mogę ci załatwić wejście na wymianę całego<br />
parku maszynowego. Ciężka kasa! Ale nie za takie marne grosze. &#8211; Waldek wydął wargi.<br />
- Tylko za ile? – zapytał Paweł.<br />
- Właściwie powinienem dostać połowę, bo wykonam najtrudniejszą pracę. Znajdę<br />
chętnego. Ty tylko wejdziesz na przygotowany grunt i wypełnisz odpowiednie kwity.<br />
No, ale czego się nie robi dla rodziny. Niech będzie moja strata. Jedna trzecia prowizji<br />
dla mnie i biorę się ostro do roboty. Pasuje ci taki podział?<br />
Waldek wyciągnął rękę.<br />
- Niech będzie. &#8211; Paweł uścisnął dłoń szwagra. Taki układ wydawał mu się<br />
korzystny, bo sam nie znał osobiście nikogo zamożniejszego, komu mógłby<br />
zaproponować swoje usługi, a Waldek rzeczywiście obracał się wśród bogatszych<br />
przedsiębiorców i mógł być bardzo pomocny.<br />
- No to super! &#8211; Waldek zatarł dłonie &#8211; Dzwonimy do drukarza. Ten kontakt<br />
oddaję ci gratis. Na dobrą współpracę.<br />
Spadł mi jak z nieba, pomyślał Waldek po wyjściu Pawła. Interesy ostatnio nie szły<br />
dobrze. Po upadku rynku rosyjskiego, który wchłaniał każdą ilość towaru, trzeba było<br />
się mocno rozglądać za nowymi klientami. To nie było łatwe. Dla „ruskich” można było<br />
uszyć byle co. Ważna była tylko niska cena. Szwaczki przyzwyczaiły się do szycia<br />
39<br />
4<br />
szybko, bez zwracania uwagi na jakość. Nagle studnia bez dna, którą wydawała się<br />
Rosja i okoliczne republiki, zapełniła się. Polacy nie chcieli kupować byle czego, a<br />
przeszycia na Zachód trafiały się rzadko.<br />
Tylko Teresa nie przyjmowała do wiadomości, że jest kryzys. Nie było mowy o<br />
żadnych tańszych ubraniach czy kosmetykach. Wszystko musiało być firmowe,<br />
najwyższej jakości. Z pozoru spokojna i bezmyślna, potrafiła egzekwować swoje prawa z<br />
chłodną bezwzględnością zawodowego zabójcy.<br />
Waldek miał parę pomysłów, ale musiałby zaryzykować i dokupić<br />
specjalistycznych, drogich maszyn. Poza tym trzeba by wymienić trzy czwarte<br />
pracownic, na młodsze i dokładniejsze. Nie chciał tego robić, bo przeważnie zatrudniał<br />
koleżanki albo kuzynki. Poza tym większość kobiet zatrudniał na czarno i musiał się<br />
liczyć z tym, że zbyt pochopnie zwolniona szwaczka, od razu poleci z donosem do<br />
urzędu skarbowego albo do inspekcji pracy. Tak bardzo się tego nie bał, ale wolał unikać<br />
kłopotów.<br />
Na maszyny mógłby wziąć kredyt, ale zamówienia zdobywał praktycznie z dnia na<br />
dzień i bał się ryzykować. Koło się zamykało. Póki co, kręcił się jak w ukropie. To, coś<br />
tam podejrzał u konkurencji i uszył małą partię, to znowu dostał niewielkie zlecenie od<br />
zaprzyjaźnionej firmy. Czasami miał dosyć tej gonitwy, ale nie miał wyjścia. Z czegoś<br />
musieli żyć. Próbował grać na giełdzie, ale bez powodzenia. Stracił czas i niewielką<br />
sumę, którą zaryzykował. Z przykrością stwierdził, że mimo całego swojego sprytu<br />
jednak na giełdę jest za głupi.<br />
Znał mnóstwo ludzi w branży krawieckiej, bo siedział w niej od lat. Niektórzy z<br />
jego znajomych polikwidowali zakłady, ale byli i tacy, którzy zrobili majątek na<br />
eksporcie na wschód i zdążyli uciec z pieniędzmi we właściwym czasie. Waldek starał się<br />
utrzymywać z nimi kontakty. Na przykład z Adrianem Makowskim z Łodzi.<br />
Obydwaj zaczynali mniej więcej w tym samym czasie i początkowo Waldek nie<br />
wróżył Makowskiemu długiej kariery w branży. W przeciwieństwie do szyjącego co<br />
popadnie Waldka, nastawił się tylko na szycie koszul męskich i trzymał się tego, chociaż<br />
konkurencja była duża, a rynek ograniczony. Biedował jakiś czas i nagle z dnia na dzień<br />
wszystko się zmieniło. Trzymanie się jednego produktu, które Waldkowi wydawało się<br />
bez sensu, dało efekt. Makowski sprzedał partię tanich koszul klientowi z Moskwy i tak<br />
jakby wyjął właściwy kamyk spod lawiny. Po pewnym czasie jego zakład pracował na<br />
trzy zmiany, a pod domem bez przerwy stały dwa, trzy busy ze wschodnią rejestracją,<br />
40<br />
4<br />
czekając aż będzie dosyć towaru. Płacili gotówką. Makowski nie osiadł na laurach i nie<br />
patrzył na to bezczynnie. Cały czas szukał i wreszcie znalazł jakieś dojście do rynku<br />
niemieckiego. Teraz z tego korzystał.<br />
Czasami Waldek dostał od niego jakieś zlecenie i zawsze, kiedy był w Łodzi starał<br />
się odwiedzić skromne mieszkanko nad szwalnią. Makowski unikał afiszowania się z<br />
majątkiem i mieszkał w kilku pokojach nad zakładem. Ostatnim razem kiedy się widzieli<br />
też narzekał. Zamówienia z Niemiec były coraz mniejsze. Konkurencja podgryzała go ze<br />
wszystkich stron. Próbował załapać się na szycie koszul dla Bundeswehry, ale nic z tego<br />
nie wychodziło.<br />
Czasami Waldek zostawał w Łodzi na noc. Rzadko, bo Teresa tego po prostu<br />
nienawidziła. Mógł sobie latać cały dzień gdzie chciał, nic ją to nie obchodziło, ale na noc<br />
miał być w domu. Zawsze czekała, nie śpiąc.<br />
Waldek przerwał rozmyślania i sięgnął po gruby, podniszczony notes, w którym<br />
notował adresy i telefony. Trzeba będzie odkurzyć parę znajomości, pomyślał.<br />
12.<br />
Drukarz, polecony przez Waldka, był jego pierwszym klientem, który zdecydował<br />
się na skorzystanie z dobrodziejstwa leasingu.<br />
Okazało się, że Marcin Król miał rację, mówiąc, że każdy początkujący agent robi<br />
błędy. Paweł musiał trzy razy jeździć do Gdańska zanim wszystkie dokumenty były<br />
kompletne i odpowiednio wypełnione. Za to firma działała ekspresowo. Dwa dni po<br />
ostatniej wizycie w biurze dostał informację telefoniczną, że auto jest do odebrania u<br />
dealera i musi podjechać z klientem po odbiór. Znowu okazało się, że bez własnego<br />
środka lokomocji nie można pracować skutecznie. Jak zwykle podparł się szwagrem, a<br />
właściwie jego samochodem. Rzecz jasna nie wchodziło w rachubę wożenie klienta<br />
„Żukiem”, więc musiał pożyczyć od Waldka jego osobistego Opla Omegę, z którym<br />
szwagier rozstawał się bardzo niechętnie. Kilka razy pokazywał mu jak uaktywnić<br />
wszystkie zabezpieczenia przed kradzieżą i prosił o ostrożną jazdę. Samochód był<br />
wypieszczony do granic możliwości. Paweł przeżywał prawdziwe męki zanim odjechał<br />
spod domu Waldka. Tak go męczyło to proszenie szwagra o samochód, że zastanawiał<br />
się poważnie czy nie dać sobie spokoju z tym całym leasingiem.<br />
41<br />
4<br />
Zadzwonił jeszcze do salonu samochodowego, żeby upewnić się, że można<br />
podjechać po odbiór auta. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Dealer już miał<br />
komplet dokumentów i czekał.<br />
Niewielka drukarnia mieściła się w adaptowanym na ten cel domu jednorodzinnym.<br />
Informowała o tym niewielka metalowa tablica przy bramie &#8211; „Drukarnia offsetowa. Jan<br />
Matysiak”. Paweł zastał właściciela podczas udzielania instruktażu młodemu<br />
pracownikowi. „Kurwy” latały w powietrzu co parę chwil. Młody człowiek nie potrafił<br />
sobie poradzić z właściwym dozowaniem wody do maszyny i bez przerwy trzeba było<br />
przerywać pracę. Wreszcie drukarz dostrzegł, stojącego w drzwiach Pawła, przerwał<br />
nauczanie i weszli do niedużego pokoiku, który pełnił funkcje biura. Młoda, nieładna<br />
dziewczyna siedział za biurkiem i pisała coś na komputerze. Chłopak został za<br />
niedomkniętymi drzwiami i spoglądał niepewnym, wystraszonym wzrokiem.<br />
- Może kawkę?- zaproponował Matysiak<br />
- Dziękuję, wolałbym już jechać po samochód &#8211; jeśli jest pan wolny.<br />
- Muszę jeszcze przez chwilę popilnować druku. Złapałem niezłą robotę, a nie<br />
mam dosyć ludzi. Ten tam, dopiero się przyucza i nie mogę go zostawić samego, bo<br />
zaraz coś spieprzy &#8211; usprawiedliwiał się drukarz, wymachując rękoma. Miał mnóstwo<br />
włosów na wystających z brudnego fartucha przedramionach.<br />
- Dobrze, poczekam &#8211; zdecydował Paweł.<br />
- Niech pan chwilę posiedzi, Małgosia zrobi panu kawę, a ja za małe pół godzinki<br />
będę wolny i pojedziemy. Małgosia zrób panu kawę! &#8211; zadysponował i wyszedł szybkim<br />
krokiem z pokoju.<br />
Dziewczyna powoli podniosła się zza biurka i włączyła elektryczny czajnik.<br />
Zapadło kłopotliwe milczenie. Zza drzwi dochodził podniesiony głos Matysiaka. Paweł<br />
rozejrzał się po zagraconym pomieszczeniu, które robiło raczej ponure wrażenie. Małe<br />
okienka przepuszczały niewiele światła. Nigdy bym nie chciał tu pracować, pomyślał.<br />
Wyjął z kieszeni gazetę i zagłębił się w lekturze.<br />
Dziewczyna ciekawie zerkała na niego znad klawiatury. Pierwszy raz widziała z<br />
bliska kogoś, kto pracuje dla wielkiej amerykańskiej firmy. Wyglądał całkiem normalnie,<br />
ale podjechał dużym, pewnie bardzo drogim autem i miał taki pewny siebie, inteligentny<br />
wyraz twarzy.<br />
42<br />
4<br />
Odebranie samochodu odbyło się sprawnie. Formalności ograniczyły się do kilku<br />
podpisów. Drukarz był bardzo zadowolony i zapewniał Pawła, że będzie polecał jego<br />
usługi wszystkim znajomym.<br />
Dotrzymał słowa. Dzięki jego poleceniom, Paweł sfinalizował kilka umów.<br />
Głównie dotyczyły samochodów.<br />
Dla niego samego brak pojazdu stał się nieznośnie uciążliwy. U siebie w<br />
miasteczku i w okolicy poruszał się rowerem, który przed wejściem do klienta ukrywał<br />
gdzieś w bramie albo podwórku. Jeśli miał namiar na kogoś, kto mieszkał albo pracował<br />
gdzieś dalej, musiał korzystać z autobusu lub pociągu. Zabierało to strasznie dużo czasu,<br />
ale zbyt częste korzystanie z uprzejmości szwagra stało się za bardzo krępujące. Poza<br />
tym wielu klientów pytało czy samochód, którym przyjechał jest też wzięty w leasing.<br />
Tłumaczenie, że to pożyczony byłoby kłopotliwe, więc najczęściej przytakiwał. Nie czuł<br />
się wiarygodnie, namawiając ich do czegoś na co się sam nie zdecydował, chociaż<br />
powinien.<br />
Po jakimś czasie, dzięki kontaktom Waldka, a trochę też swoim, które powoli<br />
zdobywał, coraz więcej czasu poświęcał na pracę dla „Financial Brokers”. Własne<br />
kontakty Pawła to byli głównie drobni sklepikarze, których spotykał czasami w „Pawim<br />
Oku”, gdzie przepijali nadwyżki gotówki. Niektórzy mieli dość odwagi żeby<br />
zaryzykować ratalny zakup samochodu dostawczego. Każdy narzekał na słaby handel i<br />
brak gotówki.<br />
Prowizja zaczęła spływać na konto. Uczciwie oddawał Waldkowi działkę od<br />
nagranych przez niego kontaktów. Obiecywana wymiana całego parku maszynowego na<br />
razie nie dochodziła do skutku, ale i tak nie można było narzekać. Wkrótce dochody z<br />
pracy dla Financial Brokers przewyższyły zarobki z handlu używaną odzieżą i Paweł<br />
sugerował zamknięcie sklepiku, ale Maryla bała się.<br />
Któregoś dnia po obiedzie, kiedy mieli chwilę czasu na rozmowę wyłuszczyła mu<br />
swoje obiekcje.<br />
- Swoje to swoje &#8211; mówiła &#8211; zrobisz coś nie tak jak trzeba, wyleją cię i zostaniemy<br />
na lodzie.<br />
- Jakie swoje? Przecież wynajmujemy ten sklep, a większość towaru i tak mamy<br />
„na krechę” – zaprotestował.<br />
- To i tak pewniejsze jak ta twoja firma. Jedna wpadka i lecisz na bruk. Nikt nie<br />
będzie się z tobą cackał. Sam mówiłeś.<br />
43<br />
4<br />
- Co ty gadasz?! &#8211; zaperzył się Paweł &#8211; mam wszystko w małym palcu. Sprawdzam<br />
klienta dokładnie i nic się nie może stać. Waldkowi też zależy, żeby wszystko było w<br />
porządku.<br />
- Waldek to mój brat, ale ja bym mu tak bardzo nie ufała. Znam go lepiej niż ty.<br />
Nawet ta umowa między wami &#8211; on bierze jedną trzecią prowizji, ale podatek od całości<br />
płacisz ty i w razie czego ponosisz całą odpowiedzialność.<br />
- No niby tak, ale to i tak mi się opłaca &#8211; bronił się Paweł.<br />
- Zobaczymy jak długo.<br />
- Czego kraczesz?! Przecież idzie mi całkiem dobrze, nie mam wpadek, wszyscy<br />
klienci są wypłacalni. Marcin mówi, że jak tak dalej pójdzie to będę w pierwszej piątce<br />
naszego oddziału i załapię się na centralne szkolenie w jakimś ekskluzywnym ośrodku<br />
wypoczynkowym. Z udziałem prezesów! Rozumiesz co to znaczy!?<br />
- Nie wiem co cię tak podnieca? Prezes to też człowiek. – Wzruszyła ramionami.<br />
- Człowiek, który może cię wynieść na szczyt, a tam jest kasa!<br />
- Takiego szaraczka jak ty? Tyle lat żyłeś bez kasy i też było dobrze.<br />
- O co ci do cholery chodzi?! Najpierw się czepiasz, że nic nie robię, całe dnie<br />
zawracasz mi dupę swoim wspaniałym bratem, a jak się wziąłem do pracy i mam<br />
możliwość zarobić to ci teraz nie pasuje! Za mało zarabiam? &#8211; Paweł zaczął chodzić<br />
nerwowo po kuchni.<br />
- Nie za mało, ale całe dnie cię nie ma w domu. Dzieci niedługo zapomną jak<br />
wyglądasz.<br />
- To jak mam, według ciebie, zdobywać klientów?<br />
- Nie wiem jak, ale wolałabym żebyś więcej przebywał w domu.<br />
- Jezu!! Będę, jak uda mi się załatwić duży, albo raczej bardzo duży kontrakt.<br />
Zarobię wtedy tyle, że będę mógł siedzieć w domu, a na razie muszę ganiać i trzymać się<br />
Waldka. Rozumiesz to?! &#8211; prawie krzyczał.<br />
- Nie rozumiem, ale nie chce mi się już o tym dyskutować &#8211; z lodowatym spokojem<br />
zakończyła rozmowę Maryla. Wzięła z półki czasopismo dla kobiet i zaczęła je<br />
ostentacyjnie przeglądać. Ostatnio, dzięki pracy Pawła pozwalała sobie na kupowanie<br />
dużych ilości drogich, kolorowych miesięczników.<br />
- No jasne! Najlepiej wsadzić nos w gazetę i mieć wszystko gdzieś! &#8211; zdenerwował<br />
się.<br />
- A co się nagle taki przejmujący zrobiłeś!? Rób co chcesz i daj mi spokój!<br />
44<br />
4<br />
Takie dyskusje odbywały się między nimi coraz częściej. Marylę cieszyła ich lepsza<br />
sytuacja finansowa, ale zaczynała odczuwać brak męża w domu. Paweł doskonale czuł<br />
się w nowej roli i praca zabierała mu praktycznie cały dzień. Żył trochę jak w transie,<br />
planując kolejne spotkania, przygotowując się do nich i spotykając się z klientami. Lubił<br />
te spotkania. Uwierzył w to, że niesie kaganek oświaty ekonomicznej i wyciąga do tych<br />
wszystkich ludzi pomocną dłoń. Jak nigdy, czuł się na spotkaniach rozluźniony i pewny<br />
siebie. To działało. Klienci niemal jedli mu z ręki.<br />
Kilka razy złapał się na tym, że próbuje wciskać większe kontrakty. Starał się z<br />
tym walczyć. Jednak zdarzało się, że klient, który spotykał się z nim z zamiarem<br />
omówienia możliwości leasingu małego dostawczego auta, pod wpływem perswazji<br />
decydował się na dużego, o wiele droższego busa.<br />
Paweł zauważył, że im dalej od domu, tym łatwiej decyduje się na argumentację na<br />
granicy uczciwości. Jakiś atawizm. Dobrze pamiętał co mówił dyrektor Kotas o<br />
właściwej ocenie możliwości finansowych klienta, ale pokusa zarobienia większej<br />
prowizji była silna.<br />
Jeździł teraz często do Gdańska. Nie musiał wprawdzie, tak jak na początku,<br />
bywać dwa, trzy razy w oddziale zanim udało mu się poprawnie przygotować umowę,<br />
ale miał wielu klientów i musiał wozić papiery kilka razy w miesiącu. Marcin Król był<br />
zadowolony. Jego grupa zawsze była najlepsza w oddziale, ale teraz, między innymi<br />
dzięki pracy Pawła, bardzo wyraźnie dystansowała pozostałe unity. Agata mówiła w<br />
zaufaniu, że prawdopodobnie Marcin awansuje na dyrektora nowego oddziału, który<br />
miał niedługo powstać w Bydgoszczy albo w Toruniu.<br />
Co miesiąc w firmowym biuletynie publikowano rankingi, w których grupa<br />
Marcina Króla wypadała bardzo dobrze. Oddział jako całość plasował się w środku<br />
tabeli, co było przyczyną zgryzoty dyrektora Kotasa.<br />
Nie lubił Trójmiasta. Pochodził z Warszawy i planował szybki powrót do stolicy na<br />
jakieś intratne stanowisko w centrali. Nie krył się z tym, wprost przeciwnie &#8211; traktował<br />
swoje ambicje jako wzór do naśladowania dla podwładnych. Często na zebraniach<br />
managerów grup podkreślał jak ważna jest tego typu motywacja. To była jedna z jego<br />
metod nakłaniania ludzi do lepszej pracy. Jedna, ale nie jedyna. Lubił rozmawiać z<br />
każdym z agentów. Pawła też kiedyś zaprosił do swego gabinetu na dłuższą pogawędkę.<br />
Wyczuwał w nim tę odrobinę szaleństwa, niezbędną do osiągnięcia czegoś większego.<br />
Szaleństwa, które sam w sobie nosił. Przesiadywał w biurze od wczesnego ranka do<br />
45<br />
4<br />
późnego wieczora, wlewając w siebie litry kawy dla podtrzymania nieustannego napięcia.<br />
W nielicznych chwilach spokoju, kiedy nie działo się nic ważnego wpadał w panikę.<br />
Wpatrywał się wtedy w ekran komputera. To go jakoś uspokajało.<br />
Paweł był pod wrażeniem szefa, roztaczającego przed nim szalone perspektywy.<br />
Nie raziła go nawet przesadna skłonność Kotasa do wtrącania angielskich zwrotów.<br />
Często słyszał z jego ust zwrot „Think big”. Marcin wyjaśnił mu, że szef chce w ten<br />
sposób zachęcić go do myślenia perspektywicznego i szerokiego.<br />
Do tego nie trzeba go było namawiać. Myślał perspektywicznie aż do przesady.<br />
Często kłócili się z Marylą, bo kiedy on myślał o tym co będzie za rok albo dwa i starał<br />
się do tych przewidywań dopasować swoje aktualne działania, ona myślała najwyżej o<br />
tym co będzie za kilka dni albo tygodni. Na ogół realizowali jej program na życie. Paweł<br />
był za leniwy, żeby forsować swoje pomysły.<br />
Tak było do tej pory. Teraz jakaś silna, wewnętrzna energia pchała go do<br />
działania.<br />
Lato minęło nie wiadomo kiedy i zaczęła się deszczowa jesień. Paweł coraz<br />
częściej z niepokojem spoglądał na swój rower i na zachmurzone niebo.<br />
13.<br />
Wreszcie Waldek przyniósł od dawna oczekiwaną wiadomość, że jeden z jego<br />
licznych znajomych w branży tekstylnej zamierza kupić trochę nowych maszyn<br />
szwalniczych. Szczegóły miały być znane w ciągu kilku dni, ale szwagier oceniał, że<br />
zamówienie może przekroczyć dwieście tysięcy złotych. Szykowała się niezła prowizja,<br />
chociaż Waldek kręcił nosem i twierdził, że to cały czas nie jest to.<br />
Marcin i dyrektor Kotas byli zdania, że to jest to. Nie żałowali Pawłowi pochwał i<br />
wyrazów uznania. Przy każdej bytności w oddziale był zapraszany na pogawędkę do<br />
gabinetu za lustrzanymi drzwiami. Dyrektor widział w nim same pozytywy. No może<br />
poza jednym – kilkakrotnie delikatnie zasugerował Pawłowi zmianę starej aktówki, która<br />
pamiętała jeszcze szkolne lata, na coś bardziej na czasie. Ale poza tym rozpływał się nad<br />
wspaniale dobranym krawatem, wypielęgnowanymi dłońmi i nowymi butami.<br />
Profesjonalizm Pawła nie podlegał dyskusji. Taka ilość podpisanych kontraktów to był<br />
po prostu fenomen. Paweł często czuł się zakłopotany tym wodospadem pochwał.<br />
46<br />
4<br />
Waldek nieoficjalnie przedstawił w jego imieniu ofertę Financial Brokers, która<br />
została przyjęta. Na rozmowy o konkretach musiał pojechać osobiście. Na szczęście<br />
Maryla wreszcie dała się przekonać i zgodziła się na „wyleasingowanie” samochodu.<br />
Wybrali średnio drogie kombi &#8211; opla astrę, aby można było wykorzystywać je też dla<br />
potrzeb sklepu. Ich decyzja została przyjęta entuzjastycznie przez dyrektora Kotasa,<br />
który słusznie przypuszczał, że w ten sposób Paweł &#8211; rokujący wielkie nadzieje agent -<br />
związał się z firmą jeszcze bardziej.<br />
Ponieważ po raz pierwszy miał finalizować tak duży kontrakt, staranniej niż<br />
zwykle zapoznał się z dokumentacją klienta. Zakład mieścił się w Elblągu. Na jego<br />
wyczucie i dotychczasowe niewielkie doświadczenie, firma „Krawiectwo konfekcyjne -<br />
Franciszek Bieniek” była dostatecznie wiarygodna. Bieniek pokazał mu faktury na zakup<br />
tkanin i wystawione przez siebie rachunki dla odbiorców. W ciągu trzech lat jego firma<br />
potroiła obroty. Sam właściciel był dystyngowanym, kulturalnym mężczyzną około<br />
pięćdziesiątki. Wysławiał się bardzo starannie i tak samo ubierał. Paweł mimowolnie<br />
naśladował go w czasie rozmowy. Było coś imponującego w tej postaci.<br />
Na wyraźne żądanie dyrektora Kotasa, zapoznał z całą dokumentacją Marcina<br />
Króla i miał współpracować z nim w trakcie załatwiania kontraktu. W rozmowie z<br />
Marcinem dowiedział się, że to była normalna praktyka. Nowicjusz, nawet tak<br />
obiecujący jak Paweł, większe kontrakty musiał podpisywać z kierownikiem grupy, a co<br />
za tym idzie oddać mu połowę swojej prowizji.<br />
- Tego nie było w umowie &#8211; protestował Paweł.<br />
- To jest wprawdzie prawo niepisane, ale do tej pory przez wszystkich<br />
respektowane. Kontrakt jest duży i ryzyko jest większe. Rzeczywiście musisz oddać mi<br />
połowę prowizji, ale przenosisz też na mnie połowę odpowiedzialności. To chyba<br />
uczciwe? &#8211; przekonywał go Marcin.<br />
- No niezupełnie &#8211; zaprzeczył.<br />
- Dlaczego? &#8211; zapytał Marcin i wzruszył ramionami. Odbywał takie rozmowy wiele<br />
razy. Zawsze prowadziły do tego samego. Prawie każdy nowicjusz, który sprzedał kilka<br />
kontraktów od razu czuł się panem świata i nie przyjmował do wiadomości, że wszystko<br />
w firmie nie kręci się wokół niego.<br />
- Dlatego, że praktycznie to ja wykonuję całą pracę. Znalazłem klienta,<br />
prześwietliłem go na wszystkie strony, pojechałem kilka razy obejrzeć jego firmę i<br />
papiery. To wszystko kosztuje. A teraz mam za twój jeden podpis oddać połowę<br />
47<br />
4<br />
prowizji? &#8211; Paweł starał się mówić spokojnie. W tej całej sytuacji najbardziej drażniło go<br />
to, że znowu będzie musiał się tłumaczyć Maryli.<br />
- Po pierwsze – nie za jeden podpis, bo ja przeprowadzę dokładną, profesjonalną<br />
analizę tej firmy. Po drugie &#8211; ja tego nie wymyśliłem. Jak chcesz to idź do Kotasa i<br />
dyskutuj. Na twoim miejscu dałbym sobie jednak spokój. To on wymyślił ten układ, a<br />
ponieważ jest do swoich pomysłów bardzo przywiązany, to nie lubi jak ktoś je<br />
kwestionuje. You understand?<br />
- Nie rozumiem.<br />
- Pytam czy rozumiesz.<br />
- A! Rozumiem, rozumiem. No trudno &#8211; zrezygnowanym głosem powiedział<br />
Paweł. Teraz dotarło do niego jasno dlaczego na szkoleniach radzono im nie planować<br />
wydatków dopóki prowizja nie spłynie na konto. Zastanawiał się co powiedzieć<br />
Waldkowi.<br />
Wieczorem, leżąc w łóżku, opowiedział o wszystkim Maryli. Jej uwagi były<br />
przytłaczająco logiczne.<br />
- Połowa prowizji dla Marcina, jedna trzecia dla Waldka. Dla ciebie zostaje mniej<br />
niż siedemnaście procent – obliczyła szybko w pamięci. Zawsze miała łatwość do<br />
cyferek.<br />
- Na to wygląda &#8211; odburknął ponuro Paweł.<br />
- Ale ty wykonujesz prawie całą pracę. Niezły interes! &#8211; ironizowała.<br />
- Na razie jestem za cienki żeby to przeskoczyć &#8211; zamruczał i odwrócił się do niej<br />
plecami. Nie chciało mu się dyskutować. Dla niej wszystko było takie proste &#8211; czarne<br />
albo białe. Ale dla niego nie. Musiał się liczyć z układami w firmie. Marcin bez przerwy<br />
gadał o konieczności pozostawania w dobrych stosunkach z Kotasem. Ze współpracy z<br />
Waldkiem też nie chciał zrezygnować. Według niego dawała wymierne korzyści.<br />
- Ciekawe czy raty za nasz samochód też tak podzielicie? &#8211; rzuciła Maryla i zgasiła<br />
światło.<br />
- Chyba zacznę się uczyć angielskiego &#8211; mruknął bez związku Paweł.<br />
Zasypiając pomyślał jeszcze, że to wszystko i tak jest zaplanowane bez jego<br />
udziału. Nie ma sensu kombinować. Co ma być to i tak będzie. No, bo niby dlaczego<br />
bez problemu przyjęli go do Financial Brokers i od razu tak dobrze mu idzie. Po prostu<br />
przeznaczenie.<br />
48<br />
4<br />
14.<br />
Rozmowy z Franciszkiem Bieńkiem toczyły się powoli. Najpierw Marcin Król i<br />
Paweł wydobywali z przedsiębiorcy wszystkie dane dotyczące firmy oraz stosowne<br />
zaświadczenia, których domagał się „Financial Brokers”. Potem przeszli do wyboru<br />
producenta maszyn szwalniczych &#8211; Bieniek chciał to zrobić osobiście. Ponieważ szwalnia<br />
wymieniała na nowsze kilkanaście maszyn, więc szukał kontrahenta, który da mu<br />
najlepsze warunki zakupu. To musiało trochę potrwać.<br />
Co do tego, że transakcja w ogóle dojdzie do skutku Paweł nie miał wątpliwości.<br />
Wskazywała na to olbrzymia energia, z jaką Bieniek prowadził rozmowy z nim i z<br />
dostawcami maszyn.<br />
To było coś nowego. Klienci, których do tej pory obsługiwał, przyjmowali warunki<br />
finansowe „Financial Brokers” raczej bez komentarzy i starali się coś zyskać na dostawcy<br />
urządzenia albo pojazdu. Teraz facet, który wiedział, że jest dobrym klientem, targował<br />
się o każdy najdrobniejszy szczegół. Co parę dni był bliski rezygnacji z usług Pawła.<br />
Potem zmieniał zdanie. Te targi zabierały mnóstwo czasu. Paweł nie miał pełnomocnictw<br />
do zmiany warunków umowy i musiał bardzo często konsultować się z Marcinem<br />
Królem, albo nawet dyrektorem Kotasem. Tracił masę czasu na telefony i jeżdżenie<br />
pomiędzy domem, Gdańskiem i Elblągiem. Pomimo tego sprawa cały czas posuwała się<br />
naprzód. Około połowy grudnia wszystko wydawało się być gotowe. Transakcja<br />
nabierała cech realności.<br />
Tymczasem, do gdańskiego oddziału „Financial Brokers” nadeszło z Warszawy<br />
zaproszenie na trzydniowe szkolenie dla najlepszych agentów i managerów grup. Miało<br />
się odbywać w ośrodku wypoczynkowym nad Zalewem Zegrzyńskim, pomiędzy<br />
świętami i Nowym Rokiem. Swój udział zapowiedzieli wiceprezes do spraw rozwoju,<br />
dyrektor działu Szkolenia oraz kilku innych przedstawicieli centrali.<br />
Dyrektor Kotas niespodziewanie zakomunikował, że szkolenie jest nagrodą za<br />
całoroczną, bardzo dobrą pracę dla firmy. W związku z tym na wyjazd wytypował<br />
dwóch managerów grup, w tym Marcina Króla oraz dwóch najlepszych agentów.<br />
Jednym z wybranych został Paweł. Dyrektor wezwał go specjalnie do siebie, aby<br />
osobiście poinformować o tym. Na początek zaproponował przejście na ty, bo jak mówił<br />
- szanuje profesjonalizm i właściwą postawę Pawła oraz ma nadzieję na długą<br />
współpracę z kimś tak uzdolnionym. Na nieśmiałą obiekcję Pawła, że nie pracuje jeszcze<br />
49<br />
5<br />
cały rok &#8211; termin szkolenia mu nie odpowiadał &#8211; Kotas odpowiedział tonem nie<br />
znoszącym sprzeciwu:<br />
- To nie ma nic do rzeczy. O tym, kto pracował najlepiej cały rok decyduje<br />
wysokość obrotów osiągniętych przez oddział, dzięki pracy agenta oraz dużo warunków<br />
poza finansowych. To oznacza, że praktycznie to ja decyduję o tym kogo wyróżnić.<br />
Dobrze by było gdybyś to sobie wziął do serca &#8211; powiedział z naciskiem.<br />
- Postaram się &#8211; odpowiedział Paweł uśmiechając się niepewnie. Sam nie wiedział<br />
co myśleć. Wszystko wskazywało, że w tej firmie nie wystarczy być dobrym sprzedawcą,<br />
nie mieć wpadek i wrota kariery stoją otworem. Cały czas Marcin delikatnie, a teraz<br />
Kotas całkiem wyraźnie dawali mu do zrozumienia, że można się zajeździć na śmierć i<br />
nie mieć żadnych szans, bez spełnienia jakichś enigmatycznych warunków poza<br />
finansowych. Tymczasem najważniejszym bodźcem, który mobilizował Pawła do pracy<br />
było to jedno słowo, które znalazło się w ogłoszeniu o pracy dla Financial Brokers -<br />
prestiż. Podlizywanie się jakoś nie licowało z tym. Większość pracowników oddziału<br />
przyswoiła sobie jednak zasady ustalone przez Kotasa. Paweł zauważył, że korytarz był<br />
pod ciągłą obserwacją. Z pokojów managerów pilnie obserwowano kto wchodzi do<br />
gabinetu dyrektora, jak długo tam siedzi i z jaką miną wychodzi. Kiedy przychodził faks<br />
z Warszawy, atmosfera robiła się wyjątkowo napięta. Faks zawierał dane klientów,<br />
którzy przeczytali ogłoszenie w prasie i skontaktowali się z centralą, ale mieli firmy albo<br />
mieszkali w rejonie działania oddziału gdańskiego. To nie były nigdy duże kontrakty.<br />
Takich ludzie z centrali nie wypuszczali bez załatwienia. Dla Kotasa i jego ekipy<br />
zostawały mniejsze zlecenia, dla których nie warto było ruszać się ze stolicy. Mimo<br />
wszystko były to pieniądze podane jak na tacy.<br />
Paweł nie myślał o tym. Na razie wystarczała mu możliwość chodzenia w<br />
garniturze na co dzień i obracania dużymi pieniędzmi, przynajmniej na papierze. Miał też<br />
samochód, którego nie musiał się wstydzić. Cały czas jednak nie zapominał, że celem jest<br />
gabinet, limuzyna i ekstra babka w sekretariacie. Wypowiedź dyrektora uzmysłowiła mu<br />
jasno, że w drodze do celu trzeba będzie pokonać przeszkody, których istnienia nie<br />
spodziewał się.<br />
- Rozumiem, że spełniam też warunki poza finansowe, których nie znam? -<br />
zauważył ostrożnie.<br />
- Oczywiście! Bez tego nie miałbyś szans na ten wyjazd. Nie musisz znać tych<br />
warunków. Wystarczy, że ja je znam, a ty je spełniasz. Po prostu działaj tak jak do tej<br />
50<br />
5<br />
pory i nie przejmuj się za bardzo. Wiesz dlaczego niektórzy zajmują w firmie wysokie<br />
stanowiska, a inni nigdy nie wzniosą się ponad wykonywanie podstawowych zajęć<br />
agenta?<br />
- Nie.<br />
- Ponieważ ci, którzy są wyżej, mają intuicję i umiejętność wyciągania logicznych<br />
wniosków z pozornie nieistotnych szczegółów. To jest przyczyna ich sukcesu. Ja też<br />
należę do tej grupy, więc zaufaj mi i pamiętaj, że wszystko co robię ma na celu dobro<br />
firmy, oddziału, a kiedy wybieram ciebie &#8211; także twoje.<br />
- Bardzo dziękuję &#8211; odpowiedział Paweł. Nic innego nie przyszło mu do głowy.<br />
- Nie ma sprawy, baw się dobrze. Ja też pewnie wpadnę tam na parę godzin. Mam<br />
przecieki, że sam prezes ma być na kolacji pierwszego dnia &#8211; szef uśmiechnął się<br />
znacząco.<br />
Paweł wyszedł z gabinetu Kotasa bardzo podbudowany. Jego próżność mile<br />
połechtały uwagi dyrektora. Agata uśmiechała się sympatycznie zza swojego biurka.<br />
- Wyglądasz jakbyś wygrał milion w Lotto. Co tam dostałeś? &#8211; zapytała.<br />
- Darmowy bilet do Warszawy.<br />
- No, niezupełnie darmowy. Zdecydowałeś się na to szkolenie? &#8211; zapytała<br />
domyślnie.<br />
- Tak, a co?<br />
- Bądź uprzejmy wpłacić mi pięćset złotych.<br />
- Za co? &#8211; zapytał zdziwiony.<br />
- Szkolenie kosztuje pięćset złotych. Dojazd we własnym zakresie. Możesz zabrać<br />
się z Marcinem jego samochodem. O ile, co jest bardzo prawdopodobne, nie będzie<br />
wiózł jakiejś panienki.<br />
Broda Pawła znalazła się na wysokości kolan. Tego się nie spodziewał. Sądził, że<br />
firma funduje wszystkim ten wyjazd. Pięćset złotych to nie była dla niego kwota<br />
astronomiczna, ale pomimo niezłych zarobków stanowiła pewien problem. Tym bardziej,<br />
że na tym wydatki związane z wyjazdem się nie kończyły. Musiał jeszcze dojechać do<br />
Warszawy i kupić sobie parę rzeczy niezbędnych w hotelu. W domu mógł spać w<br />
gaciach i podkoszulku, ale w hotelu to nie wchodziło w rachubę. Chociażby dlatego, że<br />
pokoje miały być dwuosobowe.<br />
Tymczasem budżet domowy coraz bardziej opierał się na jego prowizji. Po<br />
krótkim okresie jesiennej prosperity, sklep znowu szedł marnie. Szmateks to nie miejsce<br />
51<br />
5<br />
gdzie kupuje się prezenty gwiazdkowe. Odwiedzało ich tak mało klientów, że w<br />
zimniejsze dni Maryla w ogóle nie chodziła handlować. Paweł był pewien, że uzna<br />
wyjazd na to szkolenie za jakąś niepotrzebną fanaberię.<br />
- Ja też jadę &#8211; Agata przerwała mu rozmyślania.<br />
- Tak?! To ekstra! &#8211; ucieszył się. Mimowolnie spuścił wzrok na jej piersi. Agata<br />
lekko zaczerwieniła się.<br />
- Nie wyobrażaj sobie za dużo! &#8211; rzuciła z uśmiechem. Telefon na biurku<br />
zadzwonił. Kotas prosił ją do siebie.<br />
15.<br />
Tak jak przewidywał, Maryla miała wiele obiekcji co do tego wyjazdu. Termin<br />
uznała, zresztą słusznie, za beznadziejny. Koszt, którzy musieli ponieść też nie nastrajał<br />
jej optymistycznie. Paweł musiał wytoczyć cały arsenał argumentów aby przekonać ją, że<br />
korzyści płynące z jego udziału w szkoleniu zrekompensują wszystkie związane z tym<br />
niedogodności. Udało mu się doprowadzić do tego, że nie negowała już sensu samego<br />
wyjazdu.<br />
W tamtą stronę miał się zabrać z Marcinem Królem. Z powrotem musiał wracać<br />
pociągiem. Jak słusznie przewidziała Agata, Marcin postanowił upiec kilka pieczeni na<br />
jednym ogniu. Zamierzał spędzić w Warszawie Sylwestra, w towarzystwie swojej<br />
dziewczyny, którą zabierał z sobą.<br />
Święta upłynęły &#8211; jak zwykle &#8211; w nudnej atmosferze domu rodziców Maryli. Jedli,<br />
te same co w poprzednich latach, niewyszukane potrawy, które teściowa &#8211; jak co roku -<br />
przygotowała w gargantuicznych ilościach. W tym domu nie celebrowano tradycji zbyt<br />
dosłownie. Dań nie było dwanaście ani trzynaście, tylko cztery. Dodatkowe, puste<br />
nakrycie teściowa ustawiła dopiero w połowie wieczerzy wigilijnej. Wcześniej jakoś nikt<br />
nie pomyślał. Za to dzieci miały w tym roku, dzięki wyższym dochodom rodziny,<br />
wyjątkowo szczodrego Mikołaja. Bawiły się świetnie. Waldek i Maryla nie mogli się<br />
nagadać, jakby nie widzieli się nie wiadomo ile lat. Może dlatego, że przestała czuć się<br />
przy nim jak żebraczka i swobodniej wyrażała swoją opinię na wiele tematów.<br />
Tylko gospodarz był niezadowolony, ponieważ Paweł &#8211; wyjątkowo &#8211; nie zamierzał<br />
towarzyszyć mu w doprowadzeniu się do stanu nirwany &#8211; jak to bywało w poprzednich<br />
52<br />
5<br />
latach. Chciał być w formie na wyjazd, a poza tym, upijanie się na umór z teściem<br />
przestało go jakoś bawić. Posmakował kolejnego wynalazku domowej roboty i tyle.<br />
Podczas drogi powrotnej do domu, Maryla przytulała się do niego jak za narzeczeńskich<br />
czasów. Była szczęśliwa. Dzieci zostały na noc u rodziców i zamierzały bawić się<br />
nowymi zabawkami, a potem pójść z dziadkami na Pasterkę. Mieli całą noc i cały dom<br />
dla siebie. Maryla była dziwnie podniecona. Cały wieczór patrzyła na Pawła jak na<br />
kogoś, kogo wcześniej nie znała. Kogoś bliskiego jej wymarzonego ideału mężczyzny. Z<br />
podziwem obserwowała jak delikatnie, ale stanowczo i przy tym bardzo sprytnie unikał<br />
wypijania alkoholu przy okazji kolejnych toastów wznoszonych przez ojca. Po raz<br />
pierwszy od kilku lat, na takiej imprezie poczuła się absolutnie rozluźniona i przestała<br />
kontrolować ilość wódki w butelkach i nasłuchiwać czy Paweł jeszcze mówi czy już<br />
bełkocze. Poza tym rozmawiał teraz jakoś inaczej. Mówił całymi zdaniami i unikał<br />
używania wulgaryzmów. Nie zdawała sobie z tego sprawy dopóki nie przysłuchała się<br />
rozmowie Pawła z Waldkiem i z ojcem. Tamci co chwila wrzucali do rozmowy jakieś<br />
„kuźwa” czy „ w dupę”, a poza tym mówili „se” i „zara”. Wypowiedzi Pawła brzmiały na<br />
tym tle niemal jak wykłady profesora Miodka. Podziwiała go za to i trochę się bała tego<br />
nowego wcielenia. Wiedziała, że musi się dostosować do jego poziomu, żeby któregoś<br />
dnia nie dostać telefonu od „życzliwego”, który poinformuje ją, że Pawła widziano w<br />
niedwuznacznej sytuacji z jakąś elegancką babką. Póki co jeszcze cały czas miała na<br />
niego cały arsenał środków. Kilka z nich wykorzystała tego wieczoru. Aż do<br />
całkowitego wyczerpania.<br />
W drugi dzień Świąt Paweł poszedł wcześniej spać, spakowawszy uprzednio<br />
pokaźnych rozmiarów neseser, który kupił specjalnie na ten wyjazd.<br />
****<br />
Marcin podjechał po niego punktualnie o ósmej rano. Umówili się na dworcu<br />
kolejowym. Paweł wstydził się trochę mizernego wyglądu swego domku. Obiecał sobie<br />
na wiosnę wyremontować tynki i ogrodzenie. O ile wszystko będzie szło tak dobrze jak<br />
do tej pory.<br />
Znajoma Marcina &#8211; przedstawiła się jako Elżbieta &#8211; była bardzo ładna. Samochód -<br />
duży i wygodny. Podróż mijała im błyskawicznie na rozmowach. Okazało się, że Elżbieta<br />
pracuje w firmie turystycznej i od połowy kwietnia do połowy października pracuje i<br />
mieszka na Krecie. Opowiadała dużo i barwnie o tej wyspie i zwyczajach jej<br />
mieszkańców. Trochę się pośmiali, gdy opisywała zabawne zdarzenia, z którymi miała<br />
53<br />
5<br />
do czynienia w pracy. Według Elżbiety polscy turyści mieli prawdziwy talent do<br />
zaplątywania się w dziwne sytuacje.<br />
Późnym popołudniem dotarli nad Zalew Zegrzyński. Szkolenie odbywało się w<br />
jednym z elegantszych ośrodków wypoczynkowych. Kiedyś dla górników czy<br />
nauczycieli, a obecnie, po przeprowadzeniu generalnego remontu, wynajmowanym<br />
firmom na szkolenia. Paweł po raz pierwszy miał okazję być w niezłym pensjonacie. W<br />
związku z tym jego poczucie własnej wartości mocno wzrosło. Poza tym wszyscy byli<br />
elegancko ubrani, pachnieli drogimi perfumami i wodami toaletowymi. Czuł się<br />
doskonale.<br />
Pokój dzielił z jednym z managerów z Warszawy. Gruby, brodaty facet, ubrany w<br />
niemodny, przyciasny garnitur, zaraz po wejściu do pokoju rzucił neseser do szafy,<br />
zaproponował Pawłowi przejście na ty i natychmiastowe udanie się do baru na piwo. Tak<br />
też uczynili.<br />
Manager miał na imię Janusz. Paweł z pewnym zdziwieniem i podziwem<br />
przyglądał się, jak milcząc pochłania w ekspresowym tempie dwa półlitrowe piwa.<br />
Odezwał się dopiero po zamówieniu trzeciego:<br />
- No! Nareszcie człowiek trochę odpocznie. Powinni urządzać te szkolenia<br />
częściej. &#8211; Uśmiechnął się zadowolony.<br />
- Ja jestem po raz pierwszy na czymś takim &#8211; powiedział Paweł.<br />
- To pewnie niedługo pracujesz dla firmy?- zapytał Janusz.<br />
- Pół roku.<br />
- Ja prawie od początku, to znaczy jakieś cztery lata. Cześć! &#8211; zawołał do<br />
przechodzącej grupki osób. Zerwał się z fotela i podszedł do nich. Znał wszystkich.<br />
Witali się hałaśliwie, wymieniając dowcipne uwagi na temat swego wyglądu. Przedstawił<br />
Pawła, który skrępowany podawał dosyć niezdarnie rękę.<br />
Przez chwilę Paweł przysłuchiwał się rozmowie nowych znajomych, którzy<br />
przybyli z różnych miejsc w Polsce, gdy dostrzegł Agatę, zmierzającą do recepcji. Była<br />
ubrana w dżinsy i t-shirta. Wyróżniała się na tle wyelegantowanej reszty. Taszczyła spory<br />
plecak. Paweł przeprosił towarzystwo i podszedł do niej. Kątem oka zauważył,<br />
wchodzącego do ośrodka, dyrektora Kotasa.<br />
- Witaj. Może pomogę ci z tym plecakiem? Nie zimno ci tak? – zapytał spoglądając<br />
na jej lekki strój.<br />
54<br />
5<br />
- Ja jestem bardzo gorąca – zamruczała niskim głosem i uśmiechnęła się<br />
dwuznacznie.<br />
- Przyjechałaś z szefem?<br />
- Tak. Rozmawia tam z Jasińskim. &#8211; Wskazała głową.<br />
- Aha! A kto to jest Jasiński?<br />
- Dyrektor Działu Rozwoju. Widzisz jak szef się do niego łasi? Patrz i ucz się! Bez<br />
podpisu tego faceta nikt nie może być w naszej firmie awansowany &#8211; wyszeptała i<br />
uśmiechnęła się promiennie.<br />
Paweł mimowolnie podążył za jej wzrokiem i napotkał spojrzenie Jasińskiego -<br />
wysokiego mężczyzny około czterdziestki, wyróżniającego się, wśród otaczających go<br />
rozmówców wzrostem i wysportowaną sylwetką. Ciemny garnitur w niemal niewidoczne<br />
prążki opinał dosyć ciasno jego umięśnione ramiona. Paweł skonstatował, że dyrektor<br />
Jasiński wygląda jeszcze bardziej elegancko niż Marcin, który do tej pory był dla niego<br />
wzorem do naśladowania. Machinalnie skinął głową. Jasiński uśmiechnął się i zbliżył się<br />
do nich. Kotas przydreptał za nim.<br />
- Pozwól, że ci przedstawię jednego z moich najlepszych agentów. Pan Paweł<br />
Filipowski. Ma doskonałe wyniki sprzedaży. Moja szkoła! &#8211; dyrektor nie omieszkał<br />
wykorzystać sytuacji do pochwalenia się. Paweł podał rękę Jasińskiemu i zarejestrował,<br />
że Kotas jest z nim na ty. Jasiński miał na imię Jerzy. Popatrzył na Pawła otwartym,<br />
przyjaznym wzrokiem.<br />
- Gratuluję panu. Mam nadzieję, że zechce pan sprzedać nam kilka swoich<br />
pomysłów na zdobywanie klientów. O ile wiem, na jutro po południu przewidziano coś<br />
w rodzaju giełdy najskuteczniejszych sposobów sprzedaży naszych usług &#8211; odezwał się<br />
niskim głosem.<br />
- Oczywiście &#8211; odpowiedział Paweł ze ściśniętym tremą gardłem, zastanawiając się<br />
jednocześnie jak się z tego wykręcić, bo przecież jego najlepszym sposobem był<br />
szwagier.<br />
- Dyrektor Kotas opowiadał mi o panu dużo dobrego. Chętnie zamieniłbym z<br />
panem kilka słów wieczorem.<br />
Jasiński skinął głową i podszedł do stojącej obok grupki osób. Paweł odwrócił się<br />
w jego kierunku i przyglądał się, rejestrując każdy gest i grymas twarzy. Był pod<br />
ogromnym wrażeniem. Pewnie podreptałby za nim, tak jak Kotas, gdyby nie Agata,<br />
która poklepała go delikatnie po plecach i zapytała ironicznie:<br />
55<br />
5<br />
- Zdawało mi się, czy chciałeś mi pomóc z plecakiem?<br />
- E&#8230;no jasne! W którym pokoju mieszkasz? &#8211; Paweł odwrócił się do niej,<br />
nonszalancko złapał plecak i aż stęknął. Ważył chyba ze dwadzieścia kilo.<br />
- Mieszkamy z szefem obok siebie, na drugim piętrze &#8211; odpowiedziała Agata.<br />
Podeszli do windy, która zjeżdżała z samej góry, więc trzeba było chwilę<br />
poczekać. Paweł dyskretnie taksował wzrokiem zgrabną figurę Agaty.<br />
- A właściwie to dlaczego tu jesteś? &#8211; zapytał dosyć obcesowo.<br />
- Szef chce żebym była pod ręką, gdyby trzeba było coś notować.<br />
- Naprawdę? &#8211; zdziwił się. Nie rozumiał co Kotas mógłby notować na szkoleniu<br />
dla agentów.<br />
Drzwi od windy otworzyły się. Wjeżdżali na górę w milczeniu. Długim<br />
korytarzem, wyłożonym grubym, tłumiącym kroki chodnikiem, dotarli do pokoju Agaty.<br />
- Dziękuję za pomoc &#8211; powiedziała otwierając kluczem drzwi. &#8211; Nie wiesz, o której<br />
zaczyna się szkolenie?<br />
Paweł postawił plecak koło łóżka i spojrzał na zegarek.<br />
- Za pół godziny &#8211; odpowiedział.<br />
- To jeszcze zdążę wziąć prysznic. Do zobaczenia na dole &#8211; powiedziała, kładąc<br />
dłoń na klamce.<br />
- No na razie. &#8211; Paweł wyszedł na korytarz i powoli zamknął za sobą drzwi.<br />
Pokręcił głową z podziwem. Agata podobała mu się coraz bardziej. Nie myślał teraz o<br />
domu i o Maryli. Teraz był w całkiem innym świecie. Wielkim świecie. Tak mu się<br />
przynajmniej zdawało.<br />
16.<br />
Waldek jechał do Łodzi. Był zły. Miał dosyć tej niepewności. Przekroczył<br />
czterdziestkę i potrzebował w życiu trochę stabilizacji. Tymczasem nie zanosiło się na to.<br />
Nie miał żadnych zleceń i gdyby nie święta, musiałby posłać kobiety na bezpłatny urlop.<br />
Do tego wszystkiego nadchodził najgorszy okres w roku. Po świątecznym szaleństwie,<br />
ruch w handlu zamierał na trzy miesiące i trzeba był jakoś przeczekać.<br />
Problem w tym, że nie bardzo było za co. W lecie poszaleli z Teresą. Wakacje w<br />
Tunezji i wyprawa na zakupy do Wiednia pochłonęły wszystkie oszczędności.<br />
Nie mógł odmówić Teresie. Ostatnio była konsekwentna do bólu. Potrzebowała<br />
nowych ubrań i drogich kosmetyków. Za każdą wspólną noc musiał jej jakoś odpłacić,<br />
56<br />
5<br />
bo inaczej sugerowała, żeby sobie „zwalił kapucyna”. Usłyszała to określenie w jakimś<br />
filmie i powtarzała, zaśmiewając się do łez. Nienawidził jej szczerze w takich chwilach.<br />
Czasami,bardzo rzadko, zostawał na noc u Makowskiego i ten proponował, żeby<br />
sobie zaprosili panienki z agencji, ale Waldek bał się. Nie chciał umrzeć na AIDS. Poza<br />
tym nie czuł się dobrze, kiedy już dał się namówić. Dziewczyny za dużo się śmiały i były<br />
zbyt swobodne, jak na jego gust. Wolał robić te rzeczy z Teresą. To były nieliczne<br />
chwile, kiedy czuł, że panuje nad nią całkowicie. To uczucie dominacji, kiedy brał ją od<br />
tyłu, było o wiele bardziej podniecające niż sam kontakt ciał.<br />
Teraz jechał do Adriana Makowskiego zorientować się co się dzieje. Całą jesień<br />
czekał na obiecaną przez niego dużą robotę, która już, już miała być. Nie brał od nikogo<br />
zleceń, żeby się nie blokować i wreszcie został na lodzie. Miał nadzieję, że Makowski da<br />
się przekonać i będzie chciał mu jakoś zrekompensować poniesione straty.<br />
Do tego ten rupieć ledwo się toczył. Najwyższy czas zmienić auto na nowsze,<br />
rozmyślał.<br />
Makowski czekał na niego w domu. Jego szwalnia też stała bezczynnie, ale chyba<br />
nie z braku zleceń. Mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Skromne wyposażenia<br />
znikło gdzieś i na jego miejscu stały drogie meble z litego drewna. Makowski przyjął go<br />
ubrany w drogi szlafrok i pachnący ekskluzywną wodą toaletową. Wyraźnie zmienił się<br />
od jakiegoś czasu. Z jego twarzy biła wielka pewność siebie i spokój. Waldek na razie<br />
wolał nie pytać dlaczego. Od samych drzwi zaczął narzekać na zastój i brak pieniędzy.<br />
- Rzeczywiście tak marnie stoisz? &#8211; zapytał Makowski. Wstał z kanapy i podszedł<br />
do barku. Nalał w dwie szklanki whisky bez wody i podał jedną Waldkowi.<br />
- Beznadziejnie! Całą jesień czekałem na to duże zlecenie, które mi obiecałeś i tak<br />
na tym wyszedłem, że wegetuję tylko dzięki współpracy ze szwagrem.<br />
Waldek pociągnął łyk alkoholu i skrzywił się. Nie lubił pić, a jeśli już to wolał coś<br />
bardziej tradycyjnego.<br />
- A co on robi? Ma szwalnię ? &#8211; zainteresował się nieszczerze Adrian.<br />
- Nie. Pracuje dla firmy leasingowej. Namierzam mu klienta i dzielimy się prowizją.<br />
Grosze, ale na razie dobre i to. A co u ciebie?<br />
- Waldek wolał zmierzać do tematu<br />
zlecenia.<br />
- Cały czas toczą się rozmowy z Niemcami, ale to nie jest takie łatwe. Trzeba<br />
jeszcze trochę poczekać. Potem będziemy spali na forsie.<br />
57<br />
5<br />
- A teraz nie masz jakiejś roboty ? Jak czegoś nie wykombinuję, to będę miał<br />
problem z utrzymaniem się na powierzchni. &#8211; Waldek czuł, że uchodzi z niego cała<br />
energia.<br />
- To aż tak źle z tobą?<br />
Makowski, nie wiadomo dlaczego, uśmiechał się, jakby usłyszał niezły dowcip.<br />
- Co ty robisz z pieniędzmi? Kobitki? &#8211; zaśmiał się obleśnie i sięgnął po papierosa.<br />
- Tylko jedna i do tego żona.<br />
- Co ty powiesz?<br />
Makowski cały czas wyglądał jakby się nieźle bawił. Nagle spoważniał i nachylił się<br />
do Waldka nad stołem. W jego oczach zapaliły się jakieś dziwne ogniki.<br />
- Sam nie mam nic dla ciebie, ale mogę porozmawiać z jednym gościem o twoich<br />
kłopotach. On szuka takich niewielkich firm na prowincji. Da ci zarobić i nie<br />
przepracujesz się.<br />
- Tylko ?&#8230; &#8211; Waldek zawiesił głos w oczekiwaniu, że Makowski wymieni jakieś<br />
trudne do spełnienia warunki.<br />
- Żadne tylko. Popatrz na mnie. Oficjalnie szwalnia idzie pełną parą, a naprawdę<br />
stoi. Nie muszę się martwić o szwaczki, mechaników i maszyny. Mam pełno czasu dla<br />
siebie. Dużo jeżdżę po świecie. Piękne prawda. Możesz mieć to samo. Jadę dzisiaj na<br />
spotkanie z nim i porozmawiam o tobie. Będziesz zadowolony. Zresztą poczekaj &#8211; wziął<br />
do ręki telefon &#8211; zaraz zadzwonię i jeśli jest u siebie, to podjedziemy do Pabianic.<br />
Chwilę się namyślał nad czymś i odłożył słuchawkę.<br />
- Muszę iść po notes. Nie pamiętam numeru.<br />
Wyszedł do drugiego pokoju. Słychać było jego kroki, a potem wszystko ucichło.<br />
Waldek szybko wstał i podszedł do dużego biurka stojącego pod oknem. Na rogu leżała<br />
gromadka równo poukładanych dokumentów. Delikatnie przerzucał je nasłuchując czy<br />
Makowski nie nadchodzi. Na wierzchu leżał wniosek do banku o przyznanie kredytu dla<br />
szwalni Makowskiego. Trzysta tysięcy złotych na zakup maszyn. Dalej jakiś akt<br />
notarialny. Usłyszał zbliżające się kroki i szybko wrócił na swoje miejsce na kanapie.<br />
- Masz szczęście. Facet ma akurat trochę czasu i możemy podjechać &#8211; powiedział<br />
wchodząc do salonu Makowski.<br />
- Jak to? – Waldek spojrzał zdziwiony na telefon.<br />
- Dzwoniłem z komórki. Zdunek jest u siebie w Pabianicach i czeka na nas. Nawet<br />
się ucieszył, że interesujesz się współpracą.<br />
58<br />
5<br />
Zaczął zawiązywać krawat i wciągnął marynarkę.<br />
- No, możemy ruszać. Tylko jeszcze jedno. &#8211; Adrian Makowski spojrzał uważnie<br />
na Waldka. &#8211; Facet ma obsesję na punkcie uczciwości i dyskrecji.<br />
- Przecież mnie znasz. Prywatnie jestem uczciwy do obrzydliwości.<br />
17.<br />
Duża sala konferencyjna ośrodka, zastawiona kilkuosobowymi stołami, powoli się<br />
zapełniała. Paweł stanął na progu i zastanawiał się gdzie zająć miejsce. W kącie sali<br />
dostrzegł Marcina Króla, dyskutującego z Kotasem. Zaczął się do nich przeciskać,<br />
mijając siedzących przy stołach ludzi. Nagle ktoś pociągnął go za rękaw marynarki.<br />
Obejrzał się zaskoczony, żeby stwierdzić, że sprawcą był jego współlokator &#8211; Janusz.<br />
- Siadaj z nami &#8211; zaproponował Janusz &#8211; tutaj będzie weselej.<br />
- Nie wiem czy nie powinienem siedzieć koło swojego dyrektora. &#8211; Paweł<br />
spoglądał na twarze siedzących przy stole, jakby oczekując odpowiedzi.<br />
- Pieprzyć dyrektora! &#8211; Janusz był na lekkim rauszu. Odsunął stojące koło niego<br />
krzesło. &#8211; Jeszcze ci się nie znudził?! Siadaj tutaj i nie przejmuj się tak! &#8211; powiedział<br />
zdecydowanym tonem.<br />
- No dobrze &#8211; skapitulował Paweł. Postanowił w czasie przerwy podejść do Kotasa<br />
i jakoś się usprawiedliwić.<br />
Po kilku minutach stwierdził, że niepotrzebnie dał się namówić. Janusz przestał<br />
nim się interesować i zajął się konwersacją z mężczyzną siedzącym po drugiej stronie. Na<br />
szczęście zaczęło się coś dziać. Na przodzie sali włączono rzutnik i pracownik działu<br />
szkoleń, po krótkim powitaniu rozpoczął wykład. Paweł słuchał z zaciekawieniem. Nie<br />
licząc wstępnych lekcji w oddziale, po raz pierwszy był na takim szkoleniu i<br />
profesjonalnie przygotowany wykład robił na nim duże wrażenie. Prowadzący co chwila<br />
wtrącał jakieś dowcipne uwagi, które wywoływały salwy śmiechu i rozbudzały salę.<br />
Tak się skupił na wykładzie, że nawet nie zauważył kiedy Janusz otworzył pod<br />
stołem butelkę wódki i nalał z niej w stojące na stole plastikowe kubki.<br />
- Twoje zdrowie &#8211; zadysponował Janusz i wypił zawartość swojego kubka. Jego<br />
sąsiad z drugiej strony zrobił to samo. Paweł machinalnie przechylił kubek i połknął<br />
palący płyn.<br />
- Nie interesuje cię to? &#8211; zwrócił się szeptem do Janusza.<br />
59<br />
6<br />
- Coś ty ! Ja to wszystko już znam na pamięć. Słyszałem ten tekst parę razy.<br />
Zresztą na koniec i tak dadzą nam materiały, w których wszystko będzie. Nalać ci<br />
jeszcze ? &#8211; zapytał teatralnym szeptem.<br />
- Nie, dziękuję.<br />
Paweł zauważył, że Kotas go obserwuje, poza tym chciał wysłuchać wykładu do<br />
końca, a po wypiciu następnego kubka wódki prawdopodobnie miałby kłopoty ze<br />
skupieniem uwagi. I tak poczuł się senny. Od rana w podróży, sporo emocji i teraz<br />
alkohol. Wszystko to razem działało usypiająco.<br />
Po zaledwie dwóch godzinach szkolenie przerwano do następnego dnia i wszyscy<br />
rozeszli się do pokojów, żeby odpocząć przed wczesną kolacją, do której zostało jeszcze<br />
około godziny.<br />
- Nie wiem jak ty, ale ja wskakuję pod prysznic &#8211; rzucił w pokoju Janusz i zaczął<br />
się niezdarnie rozbierać &#8211; trzeba się trochę odświeżyć, bo jak znam życie nie zaśniemy<br />
dziś szybko.<br />
- Właściwie nie rozumiem jakie masz korzyści z takiego szkolenia. Wszystko znasz<br />
na pamięć, a wódki można się napić w domu. Taniej wychodzi &#8211; zauważył Paweł, leżąc<br />
na tapczanie.<br />
- Po pierwsze &#8211; mam zamiar awansować. Żeby to zrobić muszę mieć poparcie<br />
Jasińskiego. Dlatego od czasu do czasu muszę mu się przypomnieć, a tutaj dodatkowo<br />
mogę się z nim napić. To bardzo zbliża. Po drugie &#8211; nie wiem jak ty, ale ja jestem<br />
człowiekiem żonatym i w związku z tym picie wódki w domu odbywa się w takich<br />
ilościach i w takim napięciu, że jestem silnie zestresowany. Muszę to odreagować. Po<br />
trzecie &#8211; laski. Wymieniać dalej ?<br />
- Wystarczy ! Wiem już wszystko.<br />
- No to jesteś lepszy od Sokratesa. Idę brać tusz. Muszę się zrobić na bóstwo.<br />
Ładne bóstwo. Ledwie się w drzwi mieści, pomyślał leniwie Paweł i zamknął oczy.<br />
Był ciekawy czy uda mu się zdrzemnąć. Udało mu się od razu. Od dawna nie miał tak<br />
wypełnionego dnia.<br />
Janusz obudził go lekkim szarpnięciem za ramię.<br />
- Budź się kolego ! Teraz twoja kolej.<br />
Paweł usiadł na brzegu łóżka.<br />
- Jaka kolej ? &#8211; zapytał nieprzytomnie.<br />
60<br />
6<br />
- Żelazna ! Pod prysznic ! Za pół godziny kolacja. Chcesz wyglądać jak ostatnia<br />
sierota? Żadna kobieta na ciebie nie spojrzy !<br />
- Jaka kobieta ? – Paweł w dalszym ciągu nie mógł się dobudzić.<br />
- Nie pytaj ! Sam zobaczysz jakie tu agentki przyjechały. Możesz wziąć mój<br />
szampon. Dobrze robi na wypadanie włosów. Łysina jest teraz w dobrym tonie.<br />
Paweł leniwie rozebrał się i wszedł pod prysznic. Już mu się nie chciało nigdzie<br />
chodzić. Najchętniej spałby do samego rana.<br />
Kąpiel go rozbudziła. Chwilę stał pod strumieniem lodowatej wody, zanim wyszedł<br />
spod prysznica. Wycierając się, obejrzał z ciekawością zawartość kolorowej kosmetyczki<br />
Janusza. Sam miał tylko zwykły, tani dezodorant i elektryczną maszynkę do golenia -<br />
prezent gwiazdkowy od Maryli.<br />
Początkowo wydawało mu się to jakieś niemęskie. Wożenie takiej ilości<br />
kosmetyków i do tego w damskiej kosmetyczce w kwiatki. Potem pomyślał, że to jednak<br />
dosyć praktyczne. Po kolei wyjmował i oglądał flakoniki. Wszystkie były z tej samej serii<br />
. Nazwa nic mu nie mówiła, ale zapach był bardzo ciekawy, zresztą już wcześniej zwrócił<br />
jego uwagę, bo Janusz polewał się bardzo intensywnie. Buteleczki miały dziwny kształt.<br />
Pewnie drogie jak jasna cholera, pomyślał i delikatnie powkładał wszystko na<br />
miejsce. Postanowił zapamiętać nazwę i po powrocie do domu kupić sobie takie same.<br />
Dobre kosmetyki należały do jego programu, który charakteryzowało słowo prestiż.<br />
Janusz zapukał w drzwi od łazienki.<br />
- Nie utopiłeś się !? Wychodzę. Zająć ci miejsce przy stole ?<br />
- Tak, tak. Zaraz do ciebie dołączę.<br />
Paweł wyszedł szybko z łazienki, założył czystą koszulę, skarpetki, a po krótkim<br />
namyśle zmienił także majtki. Kompletnie ubrany stanął przed lustrem i z przyjemnością<br />
stwierdził, że wygląda nieźle. Maryla ganiała go po Gdańsku cały dzień, zanim wybrali<br />
garnitur i krawat, które zadowoliły jej poczucie estetyki. Kosztowało go to masę<br />
nerwów &#8211; nienawidził wprost robienia zakupów &#8211; ale teraz był zadowolony. Mógł bez<br />
kompleksów wmieszać się w tłum tych wszystkich eleganckich i wypachnionych ludzi.<br />
Na koniec, dla bezpieczeństwa zablokowawszy od środka drzwi wejściowe, delikatnie<br />
spryskał się wodą kolońską Janusza.<br />
Kolacja, a właściwie sądząc po ilości potraw i napojów &#8211; bankiet, zaczęła się<br />
bardzo spokojnie i dostojnie. Po krótkich wypowiedziach organizatorów i zaproszonych<br />
gości przystąpiono do konsumowania bogatego menu i słychać było tylko szmer rozmów<br />
61<br />
6<br />
i szczękanie sztućców. Zespół muzyczny, zamówiony specjalnie na ten wieczór,<br />
przygrywał spokojne kawałki.<br />
Prezesa jednak nie było. Przesłał tylko pisemne pozdrowienia dla uczestników<br />
szkolenia.<br />
Po pewnym czasie atmosfera ożywiła się i parkiet zapełnił się pląsającymi parami.<br />
Dzięki zbiegowi okoliczności Paweł siedział obok dyrektora Jasińskiego.<br />
Janusz zajął mu miejsce przy swoim stole, ale gdy Paweł przechodził koło<br />
dyrektora Działu Rozwoju, ten zaproponował aby usiadł przy nim. Wszystkie miejsca<br />
obok zajmowali pracownicy centrali i z początku Paweł czuł się trochę spięty, jednak<br />
kolejne toasty rozluźniły atmosferę. To byli zwykli ludzie, którzy przyjechali się trochę<br />
rozerwać.<br />
Kotas siedzący gdzieś niedaleko, ale przy innym stole, zgrzytał zębami, obserwując<br />
jak rozmowa pomiędzy jego agentem i Jasińskim staje się coraz bardziej swobodna. Sam<br />
nie potrafił nigdy tak się wyluzować żeby po prostu pogadać o byle czym. Nawet po<br />
wypiciu kilku kieliszków, co zdarzało mu się niezwykle rzadko, nie lubił tracić nad sobą<br />
kontroli. Jakby tego było mało, Agata też siedziała koło jednego z dyrektorów z centrali<br />
i w ogóle nie zwracała uwagi na swojego szefa.<br />
Paweł tymczasem rzeczywiście znalazł wspólny temat ze swym rozmówcą.<br />
Okazało się, że Jasiński jest zapalonym myśliwym i wędkarzem. Kilka razy w roku<br />
przyjeżdża na weekendy do leśniczówki, położonej w lasach, kilkanaście kilometrów od<br />
domu Filipowskich. Ponieważ Paweł też lubił powędkować i bardzo często wypuszczał<br />
się na rowerze w okoliczne, usiane wodnymi oczkami lasy, mieli o czym pogadać. Poza<br />
tym, ku zdziwieniu Pawła Jasiński bardzo interesował się jego życiem rodzinnym i<br />
dotychczasowymi zajęciami. Dyrektor wzbudzał w nim takie zaufanie, że opowiedział<br />
mu wszystko bez upiększania, jak w trakcie pierwszej rozmowy z Marcinem Królem. Po<br />
prostu, rozmawiał jak z przyjacielem, którego zna od lat. Było coś takiego w całej<br />
postaci i sposobie prowadzenia rozmowy przez Jasińskiego, że Paweł czuł się<br />
zobligowany do absolutnej szczerości.<br />
W trakcie wieczoru, korzystając z tego, że miejsce z drugiej strony stołu na chwilę<br />
się zwolniło, Kotas podszedł z kieliszkiem i próbował zagadać coś na temat planowanych<br />
zmian w strukturach firmy. Został dosłownie zgaszony przez Jasińskiego, który był w<br />
doskonałym nastroju i nie miał ochoty na takie rozmowy. Grzecznie ale stanowczo<br />
poprosił Kotasa, żeby zechciał łaskawie odprężyć się i pozwolił na to innym, po czym<br />
62<br />
6<br />
odwrócił się do Pawła dla kontynuowania rozmowy o zaletach przynęt szczupakowych<br />
typu wobler. Kotas stał chwilę jakby go zamurowało, uśmiechnął się z wysiłkiem, a<br />
potem powoli odszedł na swoje miejsce.<br />
Do tematu rozwoju struktur firmy Jasiński wrócił po pewnym czasie sam.<br />
Oświadczył Pawłowi, że uważa go za bardzo wartościowego i obiecującego agenta i<br />
wyraził nadzieję, że kiedyś będzie miał okazję wręczyć mu nominację dyrektorską.<br />
Ich rozmowę przerwano tylko raz jeszcze, kiedy kilku pracowników postanowiło<br />
odtańczyć przed Jasińskim kankana. Wyszło im to dość nieskładnie głównie z powodu<br />
problemów z utrzymaniem równowagi i tego, że w trakcie podskakiwania próbowali<br />
śpiewać. Poza tym natychmiast tak wiele osób próbowało dołączyć do tańczących, że<br />
zrobił się potworny tłok. Hałas i zamieszanie, jakie przy tej okazji zrobili godne było<br />
lepszej sprawy. Wreszcie wyryczeli „sto lat” i dali sobie spokój.<br />
Paweł czuł się zażenowany. Jasiński spoglądał spod przymrużonych powiek, z<br />
lekkim nic nie mówiącym uśmiechem na twarzy. Po zakończeniu tego żałosnego<br />
widowiska, podniósł do góry rękę w geście podziękowania. Ze wszystkich stron<br />
zabrzmiały oklaski. Pracownicy centrali rozeszli się po sali i próbowali nawiązać bliższe<br />
stosunki z agentami. Tak się jakoś składało, że zawsze były to osoby o powłóczystych<br />
spojrzeniach, ubrane w obcisłe sukienki.<br />
Po północy Jasiński przeniósł się do innego stolika, gdzie siedziała niebrzydka<br />
brunetka, która cały wieczór przyglądała mu się prowokująco. Paweł zauważył, że po<br />
krótkiej chwili wszyscy zajmujący przy niej miejsca wynieśli się gdzie indziej.<br />
Przypomniał sobie o Agacie i rozejrzał się po sali. Tańczyła z dyrektorem z centrali.<br />
Dawała przy tym mały spektakl dwuznacznych spojrzeń i gestów.<br />
Nagle przy jego stole zrobiło się wyjątkowo tłoczno, jakby spłynął na niego jakiś<br />
czar. Każdy chciał się napić i pogadać. Dzielnie sekundował mu w tym Janusz.<br />
Skończyło się tak, że nie pamiętał jak dotarł do swojego pokoju.<br />
Kotas siedział cały wieczór samotnie i sączył słabego drinka. Obserwował. Pod<br />
koniec imprezy, kiedy był pewien, że nikt nie zwraca na niego uwagi, przywołał kelnera i<br />
kazał sobie podać całą butelkę najdroższej whisky. Mieli bourbona, Four Roses. Nie znał<br />
tej marki. Kelner objaśnił, że to amerykański.<br />
- Proszę nie wyjmować z opakowania i nie otwierać. Wezmę ze sobą do pokoju -<br />
poinstruował go Kotas . Po chwili wstał i poszedł za kelnerem w kierunku kuchni. Nie<br />
chciał żeby butelka wędrowała do niego na oczach wszystkich, przez całą salę. Kazał<br />
63<br />
6<br />
doliczyć whisky do ogólnego rachunku. Kelner okazał zdziwienie tylko lekkim<br />
drgnieniem brwi. Z wdzięcznością skłonił się i schował w kieszeni dwadzieścia złotych<br />
napiwku. Podał klientowi bourbona, zawiniętego elegancko w firmowy papier ośrodka.<br />
Rano Paweł obudził się z potężnym bólem głowy. Zanim otworzył oczy, próbował<br />
ustalić źródło dziwnych dźwięków dochodzących z łazienki. Przez minutę zastanawiał<br />
się czy dobrze słyszy &#8211; to było pierdzenie. Co parę sekund słychać było długi, niski<br />
odgłos. Ta kanonada trwała kilkanaście minut, aż wreszcie ucichła. Gość powinien<br />
spróbować sił w konkursie na wypierdzenie jakiejś melodii. Zwycięstwo ma w garści, a<br />
właściwie w dupie &#8211; rozmyślał Paweł, czekając aż Janusz zwolni łazienkę. Opuścił ją z<br />
nieprzeniknioną miną.<br />
- Słuchaj, co to znaczy „exitus” ? &#8211; zapytał, kiedy zauważył, że Paweł już nie śpi.<br />
18.<br />
Maryla była ciekawa jak udało się szkolenie. Zaraz po powrocie Paweł był za<br />
bardzo zmęczony, żeby opisywać wszystko ze szczegółami. Dopiero, kiedy się porządnie<br />
wyspał opowiedział jej dokładnie przebieg uroczystej kolacji, a szczególnie swojej<br />
rozmowy z Jasińskim. Drugi dzień był nudny &#8211; posiłki i wykłady. Po wyjeździe<br />
Jasińskiego, ośrodek opuściła też większość dyrektorów i managerów. Dla nich nie<br />
miało sensu przesiadywanie nad Zalewem, podczas gdy nie było tam nikogo<br />
znaczniejszego z centrali.<br />
Janusz poproszony przez Pawła podzielił się z nim częścią swej wiedzy na temat<br />
funkcjonowania Financial Brokers Polska. Widać było, że robi to raczej niechętnie.<br />
Przyczyna była prosta. Bał się konkurencji w wyścigu do coraz lepszego stołka. Paweł<br />
stanowił konkurencję i to bardzo realną, zważywszy na jego dobre wyniki finansowe, a<br />
jeszcze bardziej &#8211; dobry kontakt z Jasińskim. Nie było żelazną zasadą mianowanie<br />
dyrektorem managera z długim stażem pracy. W historii firmy były przykłady, gdy<br />
ambitny i pracowity agent przeskakiwał w ciągu roku z prostego naganiacza klientów na<br />
dyrektora przedstawicielstwa. Według Janusza takim kimś był na przykład Kotas -<br />
dyrektor gdańskiego oddziału. Trafił do firmy w dobrym momencie. Pracował tylko kilka<br />
miesięcy jako agent, kiedy zapadła decyzja o otwarciu oddziału w Gdańsku. Żaden<br />
kierownik grupy nie chciał opuścić Warszawy, nawet za cenę awansu i trochę wyższych<br />
zarobków. Zaproponowano stanowisko Kotasowi, który miał akurat niezły okres i był w<br />
tym czasie jednym z najlepszych sprzedawców w „Financial Brokers”.<br />
64<br />
6<br />
Janusz znał Kotasa jeszcze z Warszawy. Uważał go za kombinatora i radził<br />
uważać. Robili razem jakieś duże sprawy, ale potem były między nimi nieporozumienia i<br />
teraz nie utrzymywali ściślejszych kontaktów. Przy okazji poinformował Pawła, że<br />
choroby przewodu pokarmowego w ich branży, spowodowane stresem, nadmiernym<br />
spożyciem kawy i niewłaściwym odżywianiem, są nagminne. W ten sposób chciał z<br />
pewnością usprawiedliwić swoje poranne sesje w łazience, jak się później okazało,<br />
codzienne.<br />
Parę dni po zakończeniu szkolenia, z Elbląga odezwał się Franciszek Bieniek.<br />
Zdecydował się na firmę i maszyny więc można było przejść do konkretów w sprawie<br />
leasingu maszyn do jego szwalni.<br />
Paweł sporządził dokumentację wyjątkowo starannie. Pierwszy raz finalizował tak<br />
duży kontrakt i chciał mieć pewność, że wszystko będzie w porządku. Za radą Marcina<br />
posunął się nawet do małego szpiegostwa przemysłowego, to znaczy podczas krótkiej<br />
nieobecności właściciela zajrzał do jednego ze stojących na regale segregatorów z<br />
rachunkami. Widział je już przedtem, ale raczej pobieżnie. Wtedy zwracał uwagę tylko<br />
na kwoty, teraz zapisał sobie kilkanaście adresów odbiorców i dostawców tkanin.<br />
Skontaktował się z kilkoma z nich, aby upewnić się, czy Bieniek jest wypłacalny i czy<br />
reguluje w terminie swoje zobowiązania. Podawał się za nowego księgowego w szwalni,<br />
który chce sprawdzić aktualne zobowiązania firmy. Spodziewał się, że Bieniek dowie się<br />
o tych zabiegach, ale uzna je za normalne w tej sytuacji.<br />
Przekazanie maszyn odbyło się w obecności Pawła, ale równie dobrze mógł się nie<br />
fatygować. Bieniek wszystko dogadał z przedstawicielem japońskiego producenta<br />
maszyn i Paweł tylko podjechał w umówionym dniu pod szwalnię, aby być obecnym przy<br />
rozpakowywaniu maszyn i podpisywaniu dokumentów. Kopie odesłał do oddziału.<br />
Prowizja była największą od początku jego pracy w firmie, nawet po odliczeniu<br />
połowy dla Marcina i działki dla Waldka. Maryla zaczęła planować mały remont ich<br />
domku i wymianę starych mebli na nowsze.<br />
Przyjęli do sklepu pracownika &#8211; młodego, bezrobotnego chłopaka, który zgodził<br />
się na mizerne wynagrodzenie, jakie ze względu na niskie obroty mogli mu<br />
zaproponować. Miał na imię Jarek, ale kazał na siebie mówić Gacek. Pawłowi wydał się<br />
jakiś dziwny. Mówił bardzo dużo i zadawał setki pytań. Interesowało go dosłownie<br />
wszystko. Paweł uważał początkowo, że to jakieś podejrzane, ale Maryla wyjaśniła mu,<br />
że zna chłopaka. Pochodził z rozbitej rodziny i po prostu koniecznie chciał skupiać na<br />
65<br />
6<br />
sobie uwagę otoczenia. Dlatego zadawał tyle pytań. W sklepie miał niedużo pracy,<br />
ponieważ towar dostarczany był nieregularnie i w związku z tym klienci rzadko tu<br />
zachodzili. Paweł miał coraz mniej chęci i czasu na wystawanie pod hurtownią, w<br />
oczekiwaniu na świeży transport. Wolał w tym czasie poszukać klienta dla „Financial<br />
Brokers”. Wychodził na tym zdecydowanie lepiej.<br />
Po powrocie ze szkolenia przeszedł jakąś wewnętrzną zmianę. Poczuł<br />
przynależność do świata biznesu i do klasy średniej. Dużą rolę w tej przemianie odegrała<br />
też zdecydowana poprawa ich sytuacji materialnej. O ile wcześniej nie przyznawał się do<br />
handlu używanymi ubraniami, ponieważ wstydził się tego zajęcia, o tyle teraz, bardziej<br />
niż branży, wstydził się niskich dochodów, jakie przynosił sklep. W „Financial Brokers”<br />
mówiło się z szacunkiem o każdym, kto potrafił zarobić dostatecznie dużo, żeby<br />
pozwolić sobie na korzystanie z usług firmy. Niezależnie od rodzaju działalności.<br />
Szacunek wzrastał wraz z poziomem dochodów klienta. Dyrektor Kotas zarządził w<br />
swoim oddziale, aby po każdej transakcji do klienta wysyłano specjalne pismo z<br />
podziękowaniem za miłą współpracę. Sam opracował stosowny szablon, w którym aż<br />
roiło się od „wielce szanownych” i „najwyższych wyrazów”.<br />
Polityka szefów „Financial Brokers” szła w tym kierunku, żeby dobrych,<br />
rokujących nadzieję agentów zachęcać do porzucania innych zajęć i zajmowania się tylko<br />
pracą dla firmy. Spora część agentów pracowała gdzieś na etacie, a pracę przy<br />
sprzedawaniu usług leasingowych traktowała jako źródło dodatkowych, nieregularnych<br />
zarobków. Z początku Paweł myślał podobnie, ale teraz stał się takim profesjonalistą, że<br />
dochody ze sklepu stanowiły dodatek do jego prowizji. To co początkowo przyciągnęło<br />
go do tej pracy tzn. możliwość bycia kimś, a nie tylko sklepikarzem, teraz dzięki ciężkiej<br />
pracy, niewątpliwemu talentowi i co śmieszniejsze, sporej pomocy Waldka stawało się<br />
rzeczywistością. Coraz częściej w nieoficjalnych rozmowach w oddziale mówiło się o<br />
nim jako potencjalnym kandydacie na kierownika grupy. Agata zaczęła traktować go po<br />
przyjacielsku i nawet dała się zaprosić parę razy na lunch. Dla pozostałych pracowników<br />
oddziału był to widoczny znak, że akcje Pawła stoją bardzo wysoko. Agata była lepsza<br />
od barometru. Poza tym, jeśli miała taki kaprys, mogła w czasie lunchu podzielić się<br />
najświeższymi plotkami. Miała je z pierwszej ręki, od dyrektora.<br />
Marcin próbował upiec na tym ogniu swoją pieczeń i namawiał Pawła żeby szukał<br />
ludzi do pracy i przywoził ich do oddziału. Według jego słów miało to być sprawdzianem<br />
umiejętności w znajdowania odpowiednich kandydatów na agentów. Paweł potraktował<br />
66<br />
6<br />
tę propozycję bez entuzjazmu. Nie chciał tracić czasu bezproduktywnie. Poza tym nikt<br />
odpowiedni nie przychodził mu do głowy. Oprócz Waldka. Ale po pierwsze nie chciał<br />
stracić idealnego źródła poleceń, a po drugie Waldek wcale nie palił się do pracy w<br />
„Financial Brokers”. Paweł zrobił bardzo delikatny sondaż poglądów szwagra w tej<br />
sprawie. Waldek wolał taki towarzyski układ i nieregularne zastrzyki gotówki. Robił<br />
jakieś swoje interesy i nie miał czasu ani ochoty na bieganie za klientami. Ostatnio często<br />
wyjeżdżał na kilka dni do Łodzi albo do Warszawy. Nikt nie wiedział po co. Nawet<br />
Teresa. Szwalnia pracowała na pół mocy albo jeszcze mniej, ale Teresa nie narzekała na<br />
brak gotówki. Paweł podejrzewał, że szwagier prowadzi jakieś poważniejsze operacje z<br />
walutami albo gra na giełdzie. W każdym razie musiało mu dobrze iść bo zamienił<br />
starego Opla Omegę na prawie nowe, duże Volvo.<br />
Paweł nie interesował się tym za bardzo. Wystarczyło mu, że co jakiś czas Waldek<br />
przynosił nowe nazwisko. Prawie zawsze było pewne, że klient zdecyduje się na<br />
propozycję, przedstawioną przez niego w imieniu „Financial Brokers”.<br />
Sam też nie próżnował. Koniec zimy i początek wiosny miał bardzo pracowity.<br />
Skorzystał z rady Marcina i zaprzyjaźnił się z pracownicą banku spółdzielczego,<br />
jedynego w Dąbrówce. Miała na imię Basia. Odpalał jej stówkę miesięcznie i miał<br />
aktualną listę wszystkich starających się o kredyty inwestycyjne. Kiedy zobaczył ten spis<br />
po raz pierwszy, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie podejrzewał, że w tej<br />
zapadłej okolicy funkcjonuje tyle firm. Kwoty kredytów też wyglądały nieźle. Było o co<br />
walczyć. Ludzie wpisywali we wnioskach różne rzeczy, ale przy każdej pozycji Basia<br />
dopisywała ołówkiem na co naprawdę potrzebny jest kredyt.<br />
Już przestał liczyć samochody i komputery, które dzięki jego propozycjom zostały<br />
kupione. Praktycznie nie schodził z pierwszego miejsca w rankingu oddziału. Bywały o<br />
wiele większe pojedyncze kontrakty, ale na koniec miesiąca i tak okazywało się, że „ten<br />
kmiotek”, jak nazywali go za plecami inni agenci z Gdańska, zrobił obrót nie do<br />
przeskoczenia.<br />
Na ulicy w Dąbrówce zaczęli mu się kłaniać obcy ludzie. Podejrzewał, że to efekt<br />
licznych, towarzyskich spotkań Maryli z koleżankami, na których omawiano dokładnie<br />
jego osiągnięcia. Zarabiał, więc sąsiedzi oraz bliżsi i dalsi znajomi widzieli w nim<br />
potencjalnego pracodawcę i pożyczkodawcę. Wzbudzał szacunek. Maryla była<br />
szczęśliwa i musiała się tym szczęściem z kimś dzielić. Inaczej byłoby jakieś niepełne.<br />
Każdy kontrakt Pawła był badany i omawiany dokładnie przez nią w towarzystwie<br />
67<br />
6<br />
zaprzyjaźnionych pań. W marcu rozpoczęła kapitalny remont domu, łącznie z tynkami na<br />
zewnątrz, gipsowaniem wnętrz i budową nowego ogrodzenia oraz chodników. Front<br />
robót godny Pałacu Kultury i Nauki. Paweł nie miał czasu interesować się tymi pracami,<br />
poza tym, że poruszanie się po domu i jego okolicy wymagało iście cyrkowych<br />
zdolności, ze względu na rozstawione wszędzie torby, puszki, bańki i kuwety z gipsem i<br />
farbami.<br />
Nabrał wiatru w żagle po podpisaniu kontraktu w szwalni Bieńka. Przekonał się,<br />
że sukces daje doskonałą motywację do pracy. Maryla musiała zaakceptować jego stałą<br />
całodniową nieobecność. Okolica Dąbrówki już mu nie wystarczała i intensywnie szukał<br />
klientów coraz dalej od domu. Ku zgryzocie teściowej potrafił nawet w niedzielę<br />
pojechać do klienta, któremu odpowiadał taki termin.<br />
- Niedziele powinien zostawić sobie na kościół i rodzinę – utyskiwała Otocka do<br />
córki. Maryla, chociaż po cichu zgadzała się z nią i chciałaby mieć Pawła częściej w<br />
domu, to jednak zawsze stawała po jego stronie i broniła jego racji.<br />
19.<br />
Na początku marca Paweł spotkał się z Jasińskim, który przyjechał w okolicę na<br />
polowanie, zadzwonił do niego i zaprosił na kolację przy ognisku w leśniczówce.<br />
Paweł nie czuł się tam dobrze. Towarzystwo składało się z samych „nadzianych”<br />
przedsiębiorców i prezesów różnych firm. Był też jeden ginekolog. Sądząc po<br />
samochodach zaparkowanych przed leśniczówką, wszyscy radzili sobie w życiu<br />
doskonale. Rozmowy przy ognisku toczyły się wokół zakończonego właśnie polowania,<br />
co praktycznie wyłączyło go z konwersacji. Nie potrafił zabić kury na obiad, a myśl o<br />
strzelaniu do bezbronnego zwierzęcia napawała go niechęcią. Poza tym czuł się trochę<br />
jak ubogi krewny zaproszony na przyjęcie do bogatych kuzynów. Ich pozycja i status<br />
finansowy przytłaczały go. Z początku nie odzywał się prawie wcale, w obawie że powie<br />
coś bezsensownego. Starał się odpowiadać na zadane pytania albo po prostu robić mądrą<br />
minę i udawać, że słucha z zainteresowaniem. Miał w tym wprawę. Codziennie<br />
wysłuchiwał przynajmniej kilku osób, którym proponował zawarcie umowy leasingu.<br />
Zauważył przy tym ciekawą prawidłowość. Im człowiek był biedniejszy tym więcej<br />
mówił. Szczególnie o pieniądzach. Niektórzy potrafili mówić tylko o tym i pamiętali<br />
68<br />
6<br />
każdą złotówkę wydaną w ciągu ostatnich kilku lat. Wszystkie aspekty życia<br />
rozpatrywali w kategoriach okazji albo finansowej wpadki.<br />
Tutaj, w leśniczówce, w ogóle nie mówiono o pieniądzach. Dostatecznie dobrze<br />
widać je było na każdym kroku. Wieczór był bardzo zimny. Pomimo żaru bijącego od<br />
ogniska i dużych dawek płynów rozgrzewających, myśliwi przytupywali i zacierali ręce,<br />
a wreszcie zdecydowali się na dokończenie dziczyzny w sali jadalnej leśniczówki, przy<br />
kominku i w cieple. Tam Jasiński opowiedział trochę o sukcesach Pawła dwóm<br />
znajomym dyrektorom, pracującym w firmie ubezpieczeniowej. Obydwaj życzliwie<br />
zainteresowali się jego pracą i planami na przyszłość. Jeden z nich zasugerował nawet, że<br />
przy takiej aktywności, w firmie sprzedającej ubezpieczenia na życie mógłby zarabiać<br />
zdecydowanie lepiej. Teatralnym gestem wyciągnął z kieszeni swoją wizytówkę i wręczył<br />
Pawłowi.<br />
- Mam je ze sobą nawet na polowaniu, bo nigdy nic nie wiadomo &#8211; zauważył<br />
żartobliwie.<br />
Paweł odczytał nazwisko &#8211; Tomasz Rydzyniak. Obracał niezdecydowanie kartonik<br />
w ręku, nie wiedząc jak zareagować. Uratował go Jasiński, który uznał, że rozmowa<br />
skręca na niekorzystne tory i zaprosił Pawła do swojego pokoju na lampkę koniaku.<br />
W pokoju wyłożonym skórami upolowanych zwierząt i obwieszonym porożami<br />
stały dwa potężne fotele. Zapadli się w nie i przez jakiś czas delektowali się w ciszy<br />
dobrym koniakiem. To znaczy, Jasiński się delektował, bo Paweł uważał, że bimber jego<br />
teścia smakuje o niebo lepiej i śmierdzi o wiele mniej. Mimo wszystko próbował się<br />
zmusić do odebrania pozytywnych wrażeń smakowych i kilkakrotnie odczytał nazwę<br />
trunku. Wewnętrzny głos mówił mu, że dobry koniak jest nieodłącznym elementem jego<br />
nowej rzeczywistości.<br />
Cały czas próbował sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego został tu zaproszony?<br />
Ponieważ nic sensownego nie przychodziło mu do głowy, postanowił czekać, aż sprawa<br />
sama się wyjaśni. Spodziewał się, że to nastąpi niedługo.<br />
Na początek Jasiński zaproponował żeby przeszli na ty. Nieźle się zaczyna,<br />
pomyślał Paweł. Czuł się doskonale w towarzystwie Jasińskiego, miał wrażenie jakby<br />
znał go wiele lat i przez moment nawet poczuł się jakby siedział ze swoim ojcem. Ojciec<br />
też zawsze prezentował taki niewzruszony spokój i pewność, że to co robi jest ze<br />
wszech miar właściwe.<br />
- Jakie właściwie masz plany na przyszłość? &#8211; zainteresował się Jasiński.<br />
69<br />
7<br />
- Nie zastanawiałem się nad tym &#8211; odpowiedział ostrożnie.<br />
- Przeglądałem wydruki z twoimi wynikami. Są rewelacyjne. Kotas nie może się<br />
nachwalić, jakiego to doskonałego sprzedawcę wykształcił. Myślałeś o tym, żeby zostać<br />
kierownikiem grupy?<br />
- Na razie nikt mi nic nie proponował. Mój dyrektor mówi, że powinienem spełniać<br />
jakieś warunki, ale do końca ich nie sprecyzował. Właściwie, tak naprawdę to nie wiem<br />
co powinienem zrobić, żeby awansować – odpowiedział absolutnie szczerze.<br />
- Ja ci powiem.<br />
Paweł spojrzał spod oka na Jasińskiego.<br />
- Powiem ci wprost. Jeśli go trochę nie naciśniesz, to z własnej inicjatywy nie zrobi<br />
tego nigdy. To przykre, ale taka jest rzeczywistość. Powinieneś o tym wiedzieć. Nie<br />
opłaca mu się awansować dobrego sprzedawcy, bo to mu zmniejsza obrót oddziału, a co<br />
za tym idzie &#8211; prowizję.<br />
- No to co robić? Nie chciałbym zadzierać z dyrektorem. Może lepiej poczekać na<br />
jakiś krok z jego strony?<br />
- Będziesz czekał w nieskończoność. Jeśli poważnie myślisz o swoim rozwoju i nie<br />
chcesz do końca życia biegać jako sprzedawca, musisz zaatakować.<br />
Paweł nie odezwał się. Atakowanie nie leżało w jego naturze. Zawsze wolał czekać<br />
na korzystny układ warunków albo na wyraźną zachętę. Z drugiej strony, przecież sam<br />
zdecydował się na pracę w „Financial Brokers” i teraz ten facet z centrali zachęcał go aż<br />
nadto wyraźnie. Czuł się jednak niezbyt pewnie. Wyobrażał sobie, że awansowanie na<br />
coraz wyższe stanowisko będzie wyglądało inaczej. Ale nie mógł też zaprzeczyć, że<br />
wiele z jego innych wcześniejszych wyobrażeń teraz nadawało się co najwyżej do<br />
czytania dzieciom przed zaśnięciem. Bardzo małym dzieciom.<br />
Jasiński przyglądał się na ten, doskonale widoczny, mały spektakl wątpliwości,<br />
rozgrywający się na twarzy rozmówcy.<br />
- Myślę, że powinieneś wystąpić do niego z oficjalnym wnioskiem na piśmie. Taki<br />
wniosek zdecydowanie przyspieszy sprawę, a przynajmniej będzie musiał się jakoś do<br />
niego ustosunkować. Zorientujesz się wtedy jakie masz szanse na awans. – powiedział.<br />
Nalał sobie kolejny kieliszek koniaku i upił trochę.<br />
- Może po prostu wyrzucić moje pismo do kosza &#8211; powiedział Paweł.<br />
- Żeby mu to uniemożliwić, dopiszesz na dole: „do wiadomości dyrektora Działu<br />
Rozwoju”- czyli mojej i wyślesz mi kopię pisma. Jeśli będzie chciał ci odmówić, musi<br />
70<br />
7<br />
podać jakieś rozsądne powody. Zobaczymy co zrobi. Według mnie nie ma żadnych<br />
rozsądnych powodów, żeby ci odmówić. Mimo to, na pewno się wścieknie i będzie<br />
próbował cię straszyć zwolnieniem. Tym się w ogóle nie przejmuj. Znam go. Nie lubi<br />
kiedy ktoś wykazuje za dużą inicjatywę. Musi mieć wszystko pod absolutną kontrolą.<br />
Ale tym razem ja go przycisnę do muru.<br />
- Sprytne! &#8211; Paweł podziwiał przebiegłość Jasińskiego. Cały czas jednak nie dawała<br />
mu spokoju myśl, którą po kolejnym kieliszku zdecydował się wypowiedzieć głośno.<br />
- Dlaczego to robisz? &#8211; zapytał wprost, wykazując się kompletnym brakiem<br />
dyplomacji.<br />
- Co? &#8211; Jasiński jakby nie zrozumiał pytania.<br />
- No &#8230; chcesz mi pomóc &#8211; wydusił z siebie Paweł.<br />
Dyrektor spoglądał przez chwilę na niego, jakby zastanawiając się nad<br />
odpowiedzią. Był wstawiony, ale nie pijany.<br />
- Odpowiedź jest bardzo prosta – zaczął. &#8211; Jestem dyrektorem Działu Rozwoju i<br />
muszę dbać o rozwój struktur firmy. Tacy goście jak Kotas, a on wcale nie jest<br />
wyjątkiem, chcą tylko utrzymać swój poziom dochodów za wszelką cenę i przy<br />
minimalnym wysiłku. Hamują w ten sposób rozwój firmy. Awansują miernoty, które i tak<br />
nie sprawdzają się jako sprzedawcy. Później taki manager awansowany za wdzięczenie<br />
się i absolutne posłuszeństwo, nie potrafi nic nauczyć swoich agentów. Skupia się tylko<br />
na utrzymaniu dobrych stosunków z dyrektorem. Firma na tym ewidentnie traci. Czas na<br />
zmiany. Dlatego staram się wyszukiwać wartościowych ludzi i pomagać im. Muszę<br />
sięgać na sam dół, gdzie jeszcze mam szansę znaleźć kogoś wartościowego. Takiego jak<br />
ty. Na dłuższą metę to jest dobre i dla mnie i dla firmy. Za to mi zresztą płacą chłopcy z<br />
Los Angeles.<br />
- Rozumiem &#8211; odpowiedział Paweł, nie do końca przekonany tym, co usłyszał.<br />
Wyglądało trochę zbyt pięknie. Zresztą Kotas używał tej samej argumentacji. W jego<br />
ustach Firma to był zawsze cel nadrzędny. Ze szczątków rozmów managerów,<br />
posłyszanych w oddziale Paweł domyślał się istnienia w firmie jakiś układów, ale nie<br />
rozumiał ich i nie interesował się nimi za bardzo. Skupiał się na zarabianiu pieniędzy.<br />
Teraz Jasiński wciągał go w jakąś grę, która nie była dla niego całkowicie czytelna.<br />
Postanowił jednak spróbować. Ryzyko wydało mu się niewielkie. Poza tym odmówić<br />
Jasińskiemu teraz, prawdopodobnie znaczyło zamknąć sobie drogę awansu na dłuższy<br />
czas albo na zawsze. Już zdążył się zorientować, że okazje pojawiają się rzadko i trzeba<br />
71<br />
7<br />
się dobrze złapać obiema rękami i nie puszczać. Kotas przy każdej okazji to podkreślał.<br />
Tylko w innym kontekście.<br />
- Po oddziale chodzą plotki, że dyrektor Kotas myśli o moim awansie. –<br />
powiedział.<br />
- Myślę, że to on sam je rozpuszcza. Taki ma sposób zarządzania oddziałem. Znam<br />
go. Pracowaliśmy razem, jeszcze kiedy firma była mała i wszyscy siedzieliśmy w<br />
niewielkim biurze w Warszawie. Jest przebiegły i bezwzględny. Znam niewielu ludzi z<br />
takim ciągiem do przodu, jak on. Przy tym wszystkim jest raczej prymitywny. Te jego<br />
żałosne niby-angielskie wstawki. – Uśmiechnął się ironicznie.<br />
Koniak im się skończył i Jasiński sięgnął po butelkę wódki. Rozmawiali jeszcze<br />
długo, ale Paweł przestał cokolwiek rozumieć i skupiał się tylko na tym, żeby nie zasnąć.<br />
Jasiński mógł wypić morze alkoholu.<br />
Ciekawe czy trzeba mieć taki łeb, żeby zostać dyrektorem? &#8211; pomyślał Paweł<br />
resztkami świadomości. Potem próbował jeszcze powiedzieć „exitus”, ale wykrztusił<br />
tylko niewyraźnie:<br />
- Tak tato.<br />
Zasnął z uśmiechem na twarzy. Kiwał się w fotelu, nie słysząc wynurzeń<br />
Jasińskiego, który zaczął opowiadać o swoich problemach z budowaniem nowych<br />
struktur firmy w terenie.<br />
20.<br />
Wrócił do domu z potężnym bólem głowy i przeświadczeniem, że w jego życiu<br />
stało się coś ważnego. Zaproponowano mu &#8211; na razie nieoficjalnie &#8211; wyższe stanowisko.<br />
Już nie był właścicielem sklepiku z używaną odzieżą. Należał już do innego świata i był<br />
dobry w tym co teraz robił. Lubił tę pracę i czuł się z nią świetnie, a teraz jego marzenia<br />
o byciu kimś miały szansę zmaterializować się. Limuzyna i gabinet. Coraz bardziej w<br />
zasięgu ręki.<br />
Czy to miało jakiś sens? Czasami zastanawiał się nad tym, ale rzadko i krótko. Na<br />
razie bawił się nieźle i egzystencjalne niepokoje nie przerywały mu snu.<br />
W banku, gdzie miał konto osobiste, wszyscy począwszy od strażników, a<br />
skończywszy na dyrektorze, zaczęli mu się kłaniać. Rozśmieszało go to, bo przypominał<br />
sobie jak przychodził tu kiedyś, żeby załatwić jakiś niewielki kredyt i był traktowany<br />
przez wszystkich jak intruz. Teraz otrzymał dwie karty kredytowe i możliwość<br />
72<br />
7<br />
zaciągania kredytów bez większych formalności. Inna sprawa, że teraz poruszał się<br />
własnym, nowym samochodem, ubrany w elegancki garnitur, no i na jego konto<br />
wpływało co miesiąc kilka tysięcy złotych, &#8211; za każdym razem więcej niż poprzednio.<br />
I znowu okazało się, że Marcin miał rację. Już teraz nie było nikogo ze starych<br />
znajomych, kto mógłby równać się z nim w poziomie dochodów.<br />
Któregoś sobotniego wieczora w końcu kwietnia zaszedł do „Pawiego Oka”.<br />
Chciał trochę odreagować ciężki, pracowity tydzień. Szybko jednak wrócił do domu. Nie<br />
miał już o czym rozmawiać z ludźmi, którzy tam przesiadywali. Patrzył na ich twarze i<br />
nie znajdował dawnego zainteresowania, kiedy coś opowiadał. Co ich obchodziły jakieś<br />
problemy ze zdobywaniem klientów? Połowy z tego co mówił w ogóle nie rozumieli.<br />
Zaśmiewali się z własnych, trywialnych żartów, które jego teraz wcale nie bawiły. Poczuł<br />
się samotny. Nie pasował do swojego starego towarzystwa, a nowego nie miał.<br />
Pomyślał, że jest teraz jak na drabinie, pod którą sam podpalił ogień. Na dół już nie mógł<br />
i nie chciał wracać. Musiał iść do góry. Ale nie odczuwał z tego powodu przygnębienia.<br />
Wprost przeciwnie, czuł się zdecydowanie lepiej w tej nowej roli.<br />
Wracając do domu, ostatnie sto metrów pokonał lekkim truchcikiem. Wieczorne<br />
wiosenne powietrze było rześkie i wspaniale pachniało. Na moment zatrzymał się i<br />
rozkoszował się tym zapachem i tą świeżością. Ostatnio, zajęty pracą, przestał zwracać<br />
uwagę na takie drobiazgi.<br />
W domu panowała dziwna cisza. Dzieci mieszkały na czas remontu u teściów.<br />
Maryla spała, zmęczona sprzątaniem po malarzach. Od pewnego czasu bardzo mało<br />
rozmawiali ze sobą. Maryla tak się zaangażowała w upiększanie ich domu, że wieczorem<br />
nie miała na nic siły. Padała jak ścięta i natychmiast zasypiała. Dawniej, po kolacji siadali<br />
razem przed telewizorem i jednym okiem oglądając film, omawiali wydarzenia minionego<br />
dnia. Teraz Paweł najczęściej wracał do domu po dwudziestej drugiej i też nie miał<br />
ochoty nawet na krótką pogawędkę. Figlowanie na kanapce przed telewizorem, kiedy<br />
dzieci pozasypiały, też już się nie zdarzało.<br />
Na stole w kuchni czekała na niego kolacja i wiadomość, że ma zadzwonić do<br />
Marcina Króla. Nie było jeszcze za późno na telefon. Zresztą w „Financial Brokers”<br />
nigdy nie było za późno na rozmowę telefoniczną. Ani sen ani posiłek nie były ważne<br />
jeśli na tapecie był jakiś większy kontrakt. Kotas potrafił zadzwonić o pierwszej w nocy,<br />
żeby zapytać o jakiś szczegół finalizowanej transakcji. Najczęściej zdarzało się to w<br />
73<br />
7<br />
ostatnich dniach miesiąca, kiedy liczyła się każda złotówka, która podwyższała ich<br />
miejsce w rankingu.<br />
Okazało się, że w piątek, za dwa tygodnie, ma się odbyć w Warszawie uroczyste<br />
podsumowanie ubiegłego roku. Firma wynajęła na tą okazję salę bankietową w hotelu<br />
Marriott. Marcin poinformował go, że wchodzi w skład delegacji, reprezentującej na tej<br />
uroczystości oddział z Gdańska. Prosił o kontakt, bo nie był pewien czy zobaczą się w<br />
tygodniu, a Kotas kazał mu dopilnować aby wszyscy wytypowani agenci dowiedzieli się<br />
o tym dostatecznie wcześnie.<br />
- Ja przecież pracuję w firmie dopiero od połowy zeszłego roku &#8211; oponował<br />
nieśmiało Paweł. Bardziej z próżności i przekory, niż z powodu rzeczywistych<br />
wątpliwości.<br />
- To nie ma znaczenia. Zostałeś wytypowany przez dyrektora i jedziesz. Chyba, że<br />
nie chcesz, ale na twoim miejscu bym się nie zastanawiał. Kotas nie znosi, gdy mu się<br />
odmawia i ma swoje sposoby na opornych. &#8211; Marcin zaśmiał się złośliwie.<br />
- Jakie? &#8211; zainteresował się Paweł.<br />
- Lepiej żebyś nie musiał się przekonywać. To może boleć. Zresztą, o co ci do<br />
cholery chodzi! Proponuję ci darmową kolację, w extrahotelu w stolicy, z udziałem<br />
wszystkich najważniejszych osób w firmie, podczas której zostaniesz wyróżniony jako<br />
jeden z najlepszych agentów. To chyba nie jest mało. Niektórzy daliby bardzo dużo za<br />
możliwość zajęcia miejsca przy tym samym stole co prezesi, a ty kręcisz nosem! &#8211; Marcin<br />
zaczął się irytować.<br />
- Ja nie kręcę nosem. Jeśli mówisz, że to takie ważne to nie ma sprawy &#8211; jadę. A<br />
kto płaci za tą kolację? – Paweł przezornie wolał się upewnić.<br />
- Wszystko jest na koszt firmy. Oprócz dojazdu, rzecz jasna. Jak chcesz to w tamtą<br />
stronę mogę cię zabrać, ale powrót musisz jakoś sam sobie załatwić, bo ja zostaję z<br />
Elżbietą na weekend.<br />
- Jeszcze nie wyjechała na Kretę? &#8211; zainteresował się życzliwie, przypominając<br />
sobie sympatyczną dziewczynę Marcina.<br />
- No właśnie wyjedzie za dwa tygodnie i teraz chcemy pobyć trochę razem.<br />
Zobaczymy się potem dopiero w sierpniu.<br />
- Przyjedzie do Polski?<br />
- Nie. Ja lecę na Kretę. To jak &#8211; jedziesz na ten bankiet z nami czy sam? – Marcin<br />
chciał już zakończyć rozmowę.<br />
74<br />
7<br />
- Raczej pojadę swoim samochodem. Nie miałbym się gdzie podziać w Warszawie,<br />
w środku nocy.<br />
- To trzymaj się. Szczegóły w piśmie od bossa. Powinieneś je dostać w połowie<br />
przyszłego tygodnia.<br />
Paweł odłożył słuchawkę i zamyślił się. Może Kotas sam mi zaproponuje<br />
stanowisko kierownika grupy i nie będę musiał nakłaniać go do tego żadnym pismem,<br />
pomyślał. Wpadł w dobry humor. Rozebrał się i wsunął pod kołdrę do Maryli. Zaczął ją<br />
delikatnie całować w ucho.<br />
- Daj mi spokój ty satyrze. Jestem wykończona &#8211; zamruczała sennie.<br />
Nie dał jej spokoju. Pierwszy raz od miesiąca.<br />
21.<br />
Waldek mył zęby długo i starannie. Teresa nie lubiła, kiedy kładł się spać bez<br />
kąpieli i dokładnego szorowania zębów. Narzekała, że śmierdzi „jak cap”. Czasami, po<br />
całym dniu biegania, już nie miał siły na wieczorną toaletę. Zdarzało się też, że zmagał<br />
się do późna z jakąś usterką w maszynie. Wolał sam naprawiać drobne awarie. Uważał,<br />
że to zdecydowanie tańsze i pewniejsze. Nie ufał tym wszystkim cwaniakom -<br />
mechanikom, którzy często próbowali mu wmawiać jakieś straszne uszkodzenia<br />
mechanizmu, podczas gdy potrzebna była tylko zwykła regulacja. Za długo siedział w tej<br />
branży, żeby pozwalać się oszukiwać byle komu.<br />
Ostatnio często się kochali. Stać go było na to. Wszystko dzięki jednemu<br />
spotkaniu z właściwym człowiekiem.<br />
Za pośrednictwem Makowskiego, odbył w eleganckiej willi w Pabianicach krótką<br />
rozmowę z mężczyzną, który przedstawił się jako Zdunek.<br />
Zadanie Waldka było dziecinnie proste. Na początek dostał za półdarmo całą<br />
ciężarówkę taniej, wybrakowanej dzianiny w belkach. Miał z tego szyć co chce i<br />
sprzedawać za ile chce. W zamian za to musiał cztery razy w miesiącu odebrać,<br />
wystawioną przez firmę „Zdunek” s.c. na jego szwalnię, fakturę na tonę tkanin o<br />
wartości około sto tysięcy złotych i przelać ze swojego konta, na konto wystawcy,<br />
wymienioną na fakturach kwotę. Pieniądze na jego konto wpływały od firmy „Polstok”<br />
sp. z o.o. w Białymstoku, której cztery razy w miesiącu on wystawiał fakturę za<br />
sprzedane przez siebie wyroby na kwotę około sto cztery tysiące złotych. Nigdy jednak<br />
ani tkanina, ani żadne wyroby za papierami nie szły. Różnica między fakturami z<br />
75<br />
7<br />
Białegostoku i Pabianic &#8211; cztery tysiące tygodniowo &#8211; należała do niego. Poza tym, co<br />
miesiąc dostawał za grosze transport wybrakowanej dzianiny. Musiał coś szyć naprawdę,<br />
żeby tak duży przepływ gotówki na jego koncie nie wydał się podejrzany. Tym, co uszył<br />
musiał pokryć swoje koszty.<br />
Oceniał ryzyko wykrycia tych machinacji, jako niewielkie. Urzędu skarbowego się<br />
nie bał. Miał w swoim życiu tak dużo kontroli, że wiedział jak się bronić. Na ogół<br />
urzędnicy przychodzili nieprzygotowani albo niedouczeni i popełniali masę błędów. Aż<br />
się śmiał w duchu, kiedy krążyli koło jakiejś nieistotnej bzdury, przechodząc do<br />
porządku dziennego nad ewidentnym przekrętem. W ostateczności był narażony na jakąś<br />
niewielką karę, która uspokajała urzędników, a jemu nie robiła dużej dziury w budżecie<br />
Nie był tak głupi, żeby nie rozumieć o co w tej całej kołomyi z fakturami chodzi.<br />
Zdunek prał pieniądze za jego pośrednictwem. Waldek nie chciał jednak wnikać czyje,<br />
jak zarobione i dlaczego. Szesnaście tysięcy miesięcznie nikt nie daje za darmo. Jeśli<br />
ceną miało być milczenie i niezadawanie pytań to zgadzał się na to. Niewielki wysiłek. A<br />
że działał niezgodnie z prawem? Tym się w ogóle nie przejmował. Wszyscy naokoło<br />
kombinowali. Prawo jest dobre dla szaraczków, którzy nie mają możliwości jego<br />
ominięcia &#8211; to była jego aktualna dewiza życiowa. On akurat miał okazję i postanowił ją<br />
maksymalnie wykorzystać. Robił to, bo chciał żyć na takim poziomie jak do tej pory. Nic<br />
więcej.<br />
Trochę niepokoił się tylko jednym. Kiedyś zagadnął Makowskiego co będzie,<br />
gdyby chciał się wycofać. Ten spojrzał na niego jakoś dziwnie i zapytał krótko: Po co?<br />
Dyskutowanie z Makowskim nie miało sensu. Ostatecznie Zdunek wpuścił Waldka<br />
do tego wspaniałego interesu, tylko dzięki protekcji Makowskiego. Poza tym, kalkulując<br />
na zimno, musiał mu przyznać rację. Na razie było bardzo dobrze i nie myślał o<br />
wycofywaniu się. Zapytał tak sobie, bo lubił wiedzieć jak najwięcej. Było coś<br />
niepokojącego w odpowiedzi Makowskiego i wyrazie jego twarzy, kiedy jej udzielał, ale<br />
nie tak bardzo, żeby zrezygnować z możliwości zarobienia łatwych pieniędzy.<br />
Ważniejsze było to, że mógł teraz zmienić wysłużoną Omegę na na mało używane<br />
Volvo. Teresa jak zwykle szalała po sklepach w Warszawie i Gdańsku. Czasami jadąc do<br />
Łodzi zabierał ją ze sobą, żeby sobie pospacerowała po Piotrkowskiej i puściła trochę<br />
gotówki. Wszystko wróciło do normy. Znów było tak jak kiedyś, przed kryzysem. Do<br />
tego Makowski ostatnio poinformował go, że dogadał się wreszcie z Niemcami i<br />
prawdopodobnie na jesieni rusza z produkcją koszul dla żołnierzy Bundeswehry. Z tego<br />
76<br />
7<br />
też mogły wyniknąć jakieś korzyści. Zamiast przerabiać tony taniej dzianiny na szmaty,<br />
których pozbywał się za grosze, mógłby szyć koszule i naprawdę zarabiać na tym niezłe<br />
pieniądze. Sprawa wymagała delikatnej, ale stałej presji na Makowskiego.<br />
Poza tym Zdunek bardzo interesował się Pawłem i jego pracą dla Financial<br />
Brokers. Wypytywał go o wszystkie, najdrobniejsze szczegóły transakcji leasingowych,<br />
zawieranych za pośrednictwem firmy. Waldek podejrzewał, że prawdopodobnie<br />
planował otwarcie jakiegoś całkowicie legalnego interesu i szukał możliwości<br />
stopniowego ujawnienia części majątku. To były tylko domysły, bo Zdunek nigdy się z<br />
nim nie dzielił swoimi sprawami. W ogóle był bardzo tajemniczy. Spotykali się raz na<br />
tydzień w Pabianicach, gdzie Waldek odbierał faktury. Rozmawiali mało, a jeśli już to<br />
raczej o Waldku i jego problemach. Ostatnio także częściej o pracy Pawła dla Financial<br />
Brokers.<br />
- Wielkiej kariery raczej mu nie wróżę. Pewnie za jakiś czas się znudzi i da sobie<br />
spokój. &#8211; mówił Waldek.<br />
- A z czego będzie żył? – dosyć niespodziewanie zainteresował się Zdunek.<br />
- Mają sklep z używanymi ubraniami. Jeszcze niedawno sam w nim sprzedawał.<br />
Teraz zatrudniają jakiegoś głuptaka.<br />
Zdunek wykazywał się niezłą wiedzą w zakresie leasingu. Dziwne, ale w zakresie<br />
handlu używaną odzieżą też.<br />
Waldek skończył szorować zęby i jeszcze raz popryskał się dezodorantem.<br />
Pomyślał o czekającej w łóżku Teresie i poczuł przyjemne mrowienie w udach. Uwielbiał<br />
jej pełne, białe pośladki.<br />
W salonie zadzwonił telefon. Dzwoniła jego siostra, Maryla.<br />
- Waldek! Mam do ciebie prośbę. Podjedź do naszego sklepu – rzuciła zdyszana.<br />
- Teraz? Po co!? – Waldek z niechęcią spojrzał na zegarek.<br />
- Mieliśmy włamanie w sklepie i policja już tam jest. Nie mam z kim dzieci<br />
zostawić. Paweł jeszcze nie wrócił z Gdańska.<br />
- No tak. Nigdy go nie ma jak jest potrzebny.<br />
Waldek z żalem pomyślał o Teresie czekającej w łóżku.<br />
- Zaraz przyjdzie tutaj matka. Dzwoniłam już do niej. Zobacz co tam trzeba zrobić,<br />
a ja zaraz dojdę &#8211; mówiła dalej Maryla.<br />
- No dobrze już idę. Tylko się pośpiesz – wystękał.<br />
77<br />
7<br />
Ubrał się szybko, rzucił Teresie przez drzwi nowinę i poszedł piechotą. Do sklepu<br />
nie było daleko.<br />
Policję zawiadomił przechodzień, który zauważył światło zapalone w środku<br />
sklepu i uchylone drzwi. Maryla, która pojawiła się po pewnym czasie, aż zmartwiała z<br />
wrażenia. Towar wymiotło co do sztuki. Złodzieje wynieśli wszystko.<br />
- Profesjonalna robota &#8211; poinformował Marylę policjant &#8211; zamek otwarty<br />
wytrychem. Może pani teraz już zamknąć.<br />
- Nie trzeba zabezpieczyć śladów? &#8211; zapytał Waldek.<br />
- A co to da? Pies nie podjął śladu, a taki wytrych każdy może kupić na bazarze.<br />
Niech pani zamyka, a jutro wpadnie do nas do komendy to coś tam napiszemy. Miała<br />
pani ubezpieczenie od kradzieży?<br />
Maryla pokręciła przecząco głową.<br />
- Może jeszcze daleko nie odjechali? &#8211; Waldek nie dawał za wygraną.<br />
- Nadałem już meldunek do sąsiednich posterunków. Jeśli zauważą jakieś<br />
podejrzane pojazdy to będą kontrolować. Za ile tu było towaru? – zwrócił się do Maryli.<br />
- No nie wiem?- odpowiedziała. &#8211; Za jakieś dwadzieścia, trzydzieści tysięcy<br />
złotych.<br />
Policjant zanotował sobie kwotę w notesie i odjechał. Teresa stała<br />
niezdecydowanie na środku pustego sklepu. Nie wiadomo skąd pojawił się Jarek -<br />
Gacek. Wsadził głowę przez drzwi i rozglądał się z ciekawością.<br />
- A ty co tu robisz? &#8211; zapytał Waldek.<br />
- Przechodziłem akurat. Patrzę &#8211; światło się pali, to zajrzałem. A gdzie cały towar?<br />
- Złodzieje ukradli. Mieliśmy włamanie &#8211; odpowiedziała zmęczonym głosem<br />
Maryla.<br />
- Ale jaja! A rano mieliśmy dostawę.<br />
- Jaką dostawę?! Co ty gadasz?! &#8211; zawołała.<br />
- No, podjechał jakiś facet z Białegostoku czy Białej Podlaskiej, już nie pamiętam.<br />
Powiedział, że ma dobry towar i może zostawić w komis. Zapłata po sprzedaży, tak<br />
powiedział.<br />
- Ile tego było?<br />
- Dużo. Pan Paweł był akurat w sklepie i bardzo się ucieszył, że nie będzie musiał<br />
jechać do hurtowni po towar. Facet też się ucieszył, bo nie chciało mu się jeździć za<br />
78<br />
7<br />
daleko. Z pół samochodu mu wygarnęliśmy. Może byśmy jeszcze więcej wzięli, ale już<br />
nie było gdzie układać.<br />
Maryla westchnęła ciężko. Waldek tylko pokiwał głową i wyniósł się czym<br />
prędzej. Miał nadzieję, że Teresa jeszcze nie zasnęła. Gacek też poszedł sobie. Maryla<br />
zamknęła sklep i powlokła się do domu. Paweł już wrócił i jadł spóźnioną kolację,<br />
przygotowaną przez teściową.<br />
- Co wy teraz zrobicie? &#8211; załamała ręce matka Maryli.<br />
- Dużo ukradli? &#8211; zapytał Paweł. Był zmęczony i nawet nie miał siły się<br />
denerwować.<br />
- Wszystko. Co do sztuki. Co to za dostawa rano? Za ile wziąłeś tych szmat?<br />
Paweł podszedł do szafki i wyjął dowód dostawy. Podał Maryli bez słowa.<br />
- Siedem tysięcy złotych! No to ładnie. Trzeba będzie to zapłacić.<br />
- A co robimy ze sklepem? Zamykamy? – zapytał Paweł.<br />
- Pojedziesz jutro do hurtowni. Dadzą nam na termin. Tyle lat bierzemy od nich<br />
towar, to powinni nam teraz pomóc. Zamki się wymieni i trzeba założyć alarm. Jakoś się<br />
odkujemy. Na razie będziemy żyć z twojej prowizji. Musisz się jeszcze bardziej postarać.<br />
Paweł pokiwał głową w milczeniu. To mu się wydawało bez sensu, ale nie miał siły<br />
na dyskusje. Myślenie o pieniądzach pozostawiał Maryli. Podniósł się powoli z krzesła<br />
- Idę spać. Ledwo widzę na oczy, ze zmęczenia – mruknął.<br />
- Słuchajcie dzieci. Czy to wam się nie wydaje dziwne, że rano była dostawa, a<br />
zaraz wieczorem włamanie? &#8211; zapytała teściowa.<br />
Paweł uśmiechnął się krzywo pod nosem i poszedł do łazienki.<br />
- Za dużo mama siedzi przed telewizorem &#8211; mruknął i zamknął za sobą drzwi.<br />
Maryla spojrzała na stempel, przystawiony na dowodzie dostawy towaru. „Polstok” Sp.<br />
z o.o. Białystok. Ulica, numer telefonu, NIP. Wszystko było w porządku.<br />
22.<br />
To było dla Pawła kolejne, całkowicie nowe doświadczenie. Grube, miękkie<br />
wykładziny. Okrągłe, ośmioosobowe stoły, przykryte idealnie białymi obrusami. Sztućce<br />
i talerze w ilościach i rodzajach przyprawiających normalnego człowieka o ból głowy.<br />
Na każdym nakryciu wizytówka z nazwiskiem. Tutaj nie mogło być żadnej<br />
przypadkowości. Stoły zajmowane przez zarząd stały najbliżej czegoś w rodzaju<br />
niewielkiej, niskiej sceny, na której ustawiono mównicę. Paweł siedział przy stole z<br />
79<br />
8<br />
dyrektorem Kotasem, Marcinem Królem i innymi managerami ze swojego oddziału.<br />
Oprócz niego z Gdańska był tylko jeden agent, Kawkowski. Stary wyjadacz, pracujący<br />
dla „Financial Brokers” od początku istnienia oddziału. W sumie na sali siedziało ponad<br />
sto osób, z tego jak oceniał Marcin, około dwóch trzecich to byli ludzie z centrali.<br />
Po początkowych powitaniach i krótkim wystąpieniu prezesa zarządu Richarda<br />
Kocinskiego, który pomiędzy wygłaszanymi przez siebie dowcipami przemycił kilka zdań<br />
na temat osiągnięć całej firmy, dyrektorzy działów przedstawili wyniki podległych sobie<br />
struktur. Wyniki były dobre. Firma rozwijała się dynamicznie, obroty rosły. Największą<br />
produkcję w poprzednim roku zrobił oddział warszawski, ale kiedy przedstawiono<br />
ranking według dynamiki, okazało się, że największy przyrost produkcji w stosunku do<br />
roku poprzedniego miał oddział z Gdańska, kierowany przez dyrektora Dobromira<br />
Kotasa. Kotas został wywołany do mównicy. Przechodził między stołami prowadzony<br />
spojrzeniami, w których mieszała się zazdrość z podziwem. Na jego twarzy malowała się<br />
nieukrywana duma. Zaczerwienił się z emocji i krople potu wystąpiły mu na czoło.<br />
- Spodziewałem się, że mogę być dziś wywołany do tablicy, więc się trochę<br />
przygotowałem &#8211; rozpoczął, wyjmując z kieszeni plik kartek. Po sali przeszedł lekki jęk,<br />
a miejscami zabrzmiały pojedyncze śmiechy i dowcipne protesty.<br />
- Zajmę państwu mało czasu, chciałem tylko powiedzieć parę słów o tym, jak<br />
pracujemy. To może być pożyteczne dla wszystkich, jak sądzę &#8211; rozpoczął, po czym<br />
zaczął przytaczać ze swoich kartek liczby. Raz na rok zdarzała się okazja przemawiania<br />
przed takim audytorium i nie zamierzał jej przepuścić. Przygotowywał się od kilku<br />
tygodni do wystąpienia w sali bankietowej hotelu Marriott. Kilkanaście wersji<br />
przemówienia wylądowało w koszu, zanim doszedł do wniosku, że ma przed sobą tekst<br />
odpowiedni do wygłoszenia. Każde słowo przemyślał wielokrotnie i więcej już nie<br />
potrafił wymyślić.<br />
Paweł rozejrzał się po sali. Większość ludzi, włączając w to zarząd firmy, nie<br />
słuchała tego co mówił Kotas. Po sali przetaczał się szmer szeptem prowadzonych<br />
rozmów. Dyrektor chyba to zauważył, bo po pewnym czasie zrobił małą przerwę,<br />
rozejrzał się, schował kartki do kieszeni i zakończył dziękując za współpracę wszystkim<br />
managerom i konsultantom finansowym, którzy przyczynili się do sukcesu oddziału.<br />
- Thank you very much &#8211; powiedział na koniec i ze sztucznym uśmiechem<br />
przyklejonym do twarzy wrócił na swoje miejsce. Pożegnały go ironiczne spojrzenia i<br />
krótkie oklaski, po czym głos zabrał dyrektor Działu Rozwoju &#8211; Jasiński.<br />
80<br />
8<br />
Tym razem słuchano bardzo uważnie. Jasiński mówił o planach rozwoju firmy, a to<br />
oznaczało nowe stanowiska. Poinformował, że na jesień firma planuje otwarcie jednego<br />
nowego oddziału na północy Polski i dwóch na Śląsku. Po sali przeleciał szmer. Od<br />
pewnego czasu mówiło się o planach firmy, ale teraz po raz pierwszy padła oficjalna<br />
informacja na ten temat. Temperatura na sali wyraźnie się podniosła. Jasiński podniósł<br />
obie ręce, uśmiechnął się szeroko i poprosił o jeszcze chwilkę cierpliwości.<br />
- Muszę tutaj nadrobić pewne zaległości, które powstały po przemówieniach<br />
moich szanownych kolegów &#8211; uśmiechnął się i rozejrzał powoli po sali &#8211; otóż, sukces<br />
naszej firmy na rynku polskim to w potężnej części efekt mrówczej, wytężonej pracy<br />
tych, co na samym dole struktury, to znaczy naszych znakomitych konsultantów<br />
finansowych.<br />
Sala zareagowała burzliwymi brawami. Kiedy się uciszyło, Jasiński zaczął<br />
wymieniać dziesięciu najlepszych sprzedawców w Financial Brokers Polska. Paweł<br />
wstrzymał oddech. Wymienieni przez Jasińskiego agenci podnosili się i kłaniali w<br />
odpowiedzi na oklaski, którymi ich fetowano i podchodzili do przodu, do mównicy.<br />
Paweł został wymieniony jako dziesiąty &#8211; ostatni. Poczuł falę gorąca, która<br />
ogarniała go od czubka głowy do kolan. Stopy miał zimne jak lód. Wstał i kłaniał się<br />
sztywno. Kotas i Marcin bili brawo i uśmiechali się do niego. Był jedynym nowicjuszem<br />
w tym gronie. Jego sukces był też ich sukcesem. I to absolutnie obiektywnie. Nikt nie<br />
mógł tutaj powiedzieć, że zadecydowały jakieś nieokreślone zasługi albo układy.<br />
Decydowały wyłącznie liczby.<br />
Wyróżnienie miało też całkiem wymierną postać. Pierwszy otrzymał dziesięć<br />
tysięcy premii, drugi dziewięć i tak dalej. W ten sposób Paweł zarobił w tym miesiącu o<br />
tysiąc złotych więcej. Pomyślał, że Maryla się ucieszy z niespodziewanej gotówki.<br />
Remonty okazały się bardzo kosztowne i pochłaniały większość oszczędności. Do tego<br />
włamanie zmusiło ich do zaciągnięcia niewielkiego kredytu w banku. Firma „Polstok” z<br />
Białegostoku, po otrzymaniu informacji o włamaniu, gwałtownie zaczęła domagać się<br />
zapłaty za pozostawiony towar.<br />
Wystąpienie Jasińskiego i wyróżnienie najlepszych agentów to był ostatni punkt<br />
oficjalnej części konwencji. Po jego zakończeniu obsługa przemeblowała nieco scenę i<br />
swój recital rozpoczął artysta estradowy. Znany i popularny paręnaście lat wcześniej,<br />
obecnie nieco zapomniany. Kelnerzy biegali szybko pomiędzy stołami i roznosili<br />
81<br />
8<br />
pierwsze potrawy. Rozpoczął się bankiet. Paweł kątem oka obserwował poczynania<br />
współbiesiadników i starał się ich naśladować.<br />
Na początek podano przystawki. Nie miał nic w ustach od paru godzin, więc<br />
wciągnął zawartość talerza niczym odkurzacz, zdziwiony, że reszta biesiadników posila<br />
się jakby od niechcenia i zostawia jedzenie w połowie nietknięte. Zrozumiał dlaczego,<br />
kiedy w takim samym tempie pochłonął zupę. Poczuł się syty, a kelnerzy właśnie wnosili<br />
potężne półmiski z daniem głównym. Potrawy wyglądały smakowicie i tak samo<br />
pachniały.<br />
Pojawiła się spóźniona Agata, z nieodłącznym notatnikiem w ręku. Kotas<br />
spiorunował ją wzrokiem, po czym teatralnym gestem wskazał miejsce koło siebie.<br />
Wyglądała fantastycznie. Ubrała długą do samej ziemi, ciemną, błyszczącą suknię, która<br />
opinała ciasno jej sylwetkę. Śmiały dekolt eksponował jej najlepsze atuty i wywoływał u<br />
Pawła ciarki. Nie tylko zresztą u niego. Mężczyźni siedzący przy sąsiednich stolikach<br />
zerkali co chwila w jej stronę.<br />
- Ciekawe, gdzie ona dzisiaj śpi? &#8211; zapytał szeptem Marcina.<br />
- Raczej, z kim? &#8211; odpowiedział półgębkiem Marcin, nachylając się nad talerzem.<br />
Po deserze, kiedy podano kawę i koniaki, na estradzie pojawiła się piosenkarka,<br />
której lata świetności także minęły razem z upadkiem komunizmu. Na sali rozpoczęły się<br />
jakieś ruchy. Prezesi przemieszczali się pomiędzy stołami, przystając przy każdym na<br />
chwilę rozmowy. Rozpoczęła się nieoficjalna, ale dla wielu obecnych na sali,<br />
najważniejsza część wieczoru. Wokół osoby prezesa uformował się mały tłumek, który<br />
przesuwał się za nim do kolejnych stolików. Wszystkie oczy wpatrywały się w niego<br />
intensywnie, a uszy chłonęły każde słowo, które padło z szacownych ust.<br />
Paweł podniósł się od stołu i postanowił poszukać toalety. Znalazł ją w końcu<br />
korytarza. Właśnie stał nad pisuarem, po odczekaniu swojego w niewielkiej kolejce,<br />
kiedy zadzwonił jego telefon komórkowy. Stojący obok mężczyzna uśmiechnął się i<br />
mruknął:<br />
- Mój też dzwoni akurat wtedy, kiedy nie mogę odebrać.<br />
- Widocznie mamy w tej samej sieci &#8211; odpowiedział Paweł zapinając rozporek.<br />
Wyszedł z toalety i odebrał telefon. Dzwonił Waldek.<br />
- Przepraszam, że ci przeszkadzam w zabawie, ale mam sensacyjną nowinę &#8211; mówił<br />
podekscytowany szwagier.<br />
- No?<br />
82<br />
8<br />
- Właśnie wróciłem z Łodzi. Miałem rozmowę z gościem, który podpisał potężny<br />
kontrakt z Bundeswehrą, na szycie koszul dla żołnierzy. Szuka gotówki na przestawienie<br />
i uzupełnienie parku maszynowego. Chce też kupić jakieś odpowiednie budynki w Łodzi<br />
albo w okolicy.<br />
- Jakiej gotówki potrzebuje?<br />
- Tego nie powiedział, ale wspominał coś o zakupie kilkudziesięciu maszyn, w tym<br />
kilkunastu specjalistycznych. To by oznaczało kilka milionów złotych. Będzie tego koło<br />
miliona dolarów &#8211; Waldek ściszał odruchowo głos i Paweł nie był pewien czy dobrze<br />
słyszy.<br />
- Masz jakieś namiary do niego? &#8211; Rozejrzał się, czy ktoś nie stoi w pobliżu. Licho,<br />
a raczej konkurencja, nie śpi.<br />
- Jasne, że mam. Wpadnij jutro do mnie to pogadamy.<br />
Paweł zastanawiał się, co też szwagier znowu wymyślił, że chce się spotkać. Na<br />
ogół przekazywał dane przez telefon, ostatnio zresztą coraz rzadziej. Około dziesiątego<br />
przychodził upomnieć się o prowizję. No, ale tym razem skala transakcji była ogromna.<br />
- Ta szwalnia nazywa się „Wiktoria” &#8211; powiedział Waldek.<br />
- Tak? Nie znam. To chyba jakaś nieduża firma, bo nigdy o niej nie słyszałem.<br />
- Brzmi zachęcająco, prawda? Baw się dobrze. Cześć! &#8211; Szwagier aż piał z radości.<br />
Zanosiło się na potężną prowizję. O ile transakcja dojdzie do skutku. Doświadczenie<br />
kilku miesięcy pracy nauczyło Pawła, że im większa suma wchodziła w rachubę, tym<br />
trudniej było doprowadzić wszystko do końca. Czasami klient wycofywał się w ostatniej<br />
chwili, bo ktoś z konkurencji zaproponował pół procenta upustu. Przy dużych<br />
kontraktach to mogło oznaczać kilkadziesiąt tysięcy złotych mniej do spłacenia.<br />
Wkładając telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki, zobaczył kątem oka<br />
Jasińskiego, który rozmawiał w grupce osób stojących dookoła prezesa. Jasiński<br />
uśmiechał się i skinął głową zapraszająco. Widocznie rozmowa nie dotyczyła rzeczy<br />
ważnych, bo rozmawiający co chwila wybuchali śmiechem. Kotas też tam stał, patrzył na<br />
prezesa jak w obraz i śmiał się szczególnie głośno, kiedy Kocinski rzucił jakiś dowcip.<br />
Jasiński delikatnie odsunął stojącego koło siebie mężczyznę i zrobił miejsce dla Pawła.<br />
- Panie prezesie, proszę pozwolić przedstawić sobie osobiście jednego z naszych<br />
najlepszych pracowników. Pan Paweł Filipowski z oddziału dyrektora Kotasa. Dziesiąty<br />
w rocznym rankingu sprzedawców, po pół roku pracy dla nas.<br />
83<br />
8<br />
Prezes Kocinski &#8211; starszy pan, ubrany w niemodny chociaż na pewno bardzo drogi<br />
garnitur, podał Pawłowi rękę i niespodziewanie mocno potrząsnął.<br />
- Tak, tak, widziałem. Gratuluję panu &#8211; powiedział kalecząc język &#8211; ja też tak<br />
zaczynałem. W pierwszym roku miałem bonus za &#8230; jak to się mówi &#8230; wydajność. To<br />
było czterdzieści lat do tyłu, w Ameryce. Po dwóch latach pracy zarabiałem już tyle, że<br />
mogłem się ożenić. Stać mnie było na utrzymanie rodziny, forda i domek na &#8230; raty.<br />
Teraz, wy młodzi możecie zrobić to samo tu, w Polsce.<br />
- Pan Paweł na pewno skorzysta z tej szansy &#8211; wtrącił się Kotas, aby zwrócić na<br />
siebie uwagę &#8211; staramy się w oddziale stworzyć mu jak najlepsze warunki do pracy i<br />
rozwoju, prawda panie Pawle?<br />
- Tak, oczywiście &#8211; odpowiedział machinalnie, bez zastanowienia. Ciekawe co<br />
powiesz po przeczytaniu mojego wniosku o awans? &#8211; pomyślał.<br />
Prezes poklepał go przyjaźnie po ramieniu i ruszył w kierunku wyjścia, a za nim<br />
całe towarzystwo,<br />
Impreza powoli się kończyła. Po wyjściu prezesa i członków zarządu sporo osób<br />
zdążyło się nieźle wstawić i przeszło do baru nocnego żeby kontynuować zabawę. Paweł<br />
porozmawiał jeszcze chwilę z Jasińskim, który ponaglał go żeby szybko składał wniosek<br />
o awans i wyszedł przed hotel. Padał drobniutki deszcz i było ciepło. Nie chciało mu się<br />
wsiadać do samochodu i jechać w nocy do domu, ale nie miał wyjścia &#8211; obiecał Maryli,<br />
że wróci zaraz po bankiecie. Po tej kradzieży nie lubiła sama zostawać na noc.<br />
Zauważył Agatę, która wsiadała z kimś do taksówki. Wydawało mu się, że to<br />
któryś z pracowników centrali i to chyba zajmujący wysokie stanowisko, bo siedział<br />
podczas wieczoru blisko prezesa.<br />
- Agata złożyła podanie o przeniesienie do centrali. Teraz pracuje nad jego<br />
pozytywnym rozpatrzeniem. Patrz i ucz się! &#8211; rzucił Marcin, który wyszedł zaraz za nim.<br />
- Obawiam się, że na moje wdzięki nikt by nie poleciał &#8211; odpowiedział Paweł,<br />
odwracając się. &#8211; Poza tym, ja nie chcę przenosić się do centrali.<br />
- Ale masz chyba jakieś plany co? Jasiński to twój dobry znajomy? &#8211; Marcin<br />
przyglądał mu się uważnie.<br />
- Nie. Poznaliśmy się na szkoleniu i tyle. Byłeś tam przecież. No, muszę jechać, bo<br />
mam kawał drogi do domu. Miłego weekendu. Dobranoc.<br />
Podał rękę Elżbiecie i przeszedł na drugą stronę ulicy, gdzie miał zaparkowany<br />
samochód. Pytanie Marcina wytrąciło go trochę z równowagi. Myślał, że nikt nie<br />
84<br />
8<br />
dostrzega jego bliskich kontaktów z Jasińskim, a tymczasem było inaczej. Pewnie<br />
dziesiątki par oczu obserwowały dokładnie każdy ich ruch, gest i grymas twarzy. Kotas<br />
też już raczej się czegoś domyśla. Potrzebował trochę czasu, żeby się zastanowić jakie to<br />
może mieć konsekwencje. Po drodze o tym pogłówkuję, pomyślał wsiadając do auta.<br />
23.<br />
Obudził się około południa. Nocny powrót, po emocjach wieczoru w Warszawie,<br />
był bardzo męczący. Dojechał do domu około drugiej, niemal zasypiając nad kierownicą.<br />
Po drodze doszedł do wniosku, że nie ma co czekać. Trzeba atakować, to znaczy<br />
składać wniosek o awans. Jasiński naglił, a Kotas i tak prawdopodobnie już wyczuwał,<br />
że coś się święci. Paweł uznał, że gra w otwarte karty będzie w tej sytuacji najlepsza. Po<br />
wyróżnieniu w Marriotcie czuł, że jego pozycja bardzo się poprawiła. Nie sądził żeby<br />
Kotas próbował teraz stopować rozwój swojego najlepszego pracownika. Poza tym nie<br />
chciał aby dyrektor miał pretensje, że coś knuje za jego plecami. Czuł się nie najlepiej w<br />
roli konspiratora. Gdyby nie zaangażowanie Jasińskiego pewnie porzuciłby projekt<br />
szybkiego awansowania. Mimo tego, że jego motywacja do pracy oparta była na wizji<br />
zajmowania coraz wyższych stanowisk, to jednak nie chciał iść po trupach. A już na<br />
pewno nie po swoim.<br />
Po południu wybierał się do szwagra, żeby dowiedzieć się trochę więcej o firmie<br />
„Wiktoria”. Przy okazji chciał napisać na komputerze pismo do Kotasa. Swojego jeszcze<br />
się nie dorobił. Stać go było na taki zakup, ale czekał na obiecane przez centralę laptopy<br />
dla najaktywniejszych.<br />
Maj był tego roku bardzo ciepły. Paweł poszedł piechotą. Postanowił częściej<br />
korzystać z własnych nóg, bo zaczął przybierać na wadze. Wyszedł przed dom i spojrzał<br />
za siebie. Remonty na zewnątrz właściwie dobiegły końca i dom zmienił się nie do<br />
poznania ale ich oszczędności zmalały prawie do zera. Maryla miała jeszcze zamiar<br />
uporządkować i urządzić ogród &#8211; przynajmniej od ulicy, ale na wynajęcie profesjonalisty<br />
już nie mieli pieniędzy, a byle kogo nie chciała brać. Chwasty pleniły się jak chciały.<br />
Równe grządki, które tu kiedyś pojawiały się na wiosnę, odeszły w zapomnienie. Paweł<br />
nie miał teraz czasu na uprawianie warzyw. Maryla stwierdziła, że to już nie ma sensu -<br />
warzywa w sklepach jakoś bardzo potaniały. Była też inna przyczyna. Maryla nie miała<br />
ochoty grzebać się w ziemi i chować za siebie zaniedbanych dłoni i paznokci. Często<br />
85<br />
8<br />
spotykała się z koleżankami i nie mogła pozwolić, aby jej nowy wizerunek coś zakłócało.<br />
Teraz była kimś.<br />
Spacer w słoneczne popołudnie był bardzo przyjemny. Paweł szedł niespiesznie,<br />
rozmyślając nad treścią pisma, które chciał złożyć w oddziale. Dobierał w myślach słowa<br />
tak, aby nie zabrzmiały zbyt napastliwie. Chciał tak skonstruować pismo żeby z jego<br />
treści wynikało, że ma na uwadze przede wszystkim dobro firmy. Zauważył, że taka<br />
uwaga skutecznie poprawia pozycję we wszelkich rozmowach z dyrektorem. Postanowił<br />
użyć małego podstępu, to znaczy zasugerować Kotasowi, że chce zostać managerem po<br />
to, żeby budować silną grupę agentów na swoim terenie. To powinno uspokoić<br />
dyrektora. Możliwość zbudowania takiej grupy była bardzo mała. Ze względu na<br />
rolniczy charakter okolicy &#8211; praktycznie niemożliwa. Chętni do pracy pewnie by się<br />
znaleźli, ale z klientami było zdecydowanie gorzej. Paweł musiał się naprawdę ostro<br />
najeździć żeby zdobyć tą ilość kontraktów, którą co miesiąc realizował. Poza tym miał<br />
bardzo dobre dwa źródełka &#8211; Waldka i panią Basię z banku spółdzielczego. Wprawdzie<br />
dyrektor nie wiedział o tym, ale przecież nie był głupi. Na pewno zdawał sobie sprawę,<br />
że z każdą następną osobą w tej okolicy Paweł będzie musiał podzielić się bardzo<br />
ograniczoną grupą klientów. Paweł liczył na to, że Kotas pójdzie tym tokiem<br />
rozumowania i pozwoli mu jakiś czas &#8211; bezsensownie w jego mniemaniu &#8211; powalczyć. W<br />
tym czasie Jasiński powinien zadziałać. Aż się uśmiechnął, tak mu się spodobał własny<br />
podstęp. Ostatecznie, co za różnica jakie intencje przyświecały Jasińskiemu, skoro<br />
można było na nich wyjechać na dyrektorski stołek i do tego firma rzeczywiście na tym<br />
zyskiwała. Kotas trochę tracił, ale przecież radził sobie i tak zanim Paweł zaczął<br />
pracować dla niego. Poradzi sobie także kiedy odejdzie. Trzeba odrzucić głupie<br />
skrupuły, pomyślał Paweł.<br />
Dwie, idące z naprzeciwka młode kobiety uśmiechały się i strzelały do niego<br />
oczami. Prezentował się teraz zdecydowanie lepiej niż rok temu. Maryla dbała o to, żeby<br />
wyglądał elegancko. Kosztowało go to nieco nerwów, bo nienawidził robienia zakupów,<br />
ale rozumiał, że jego wygląd ma duże znaczenie w kontaktach z klientami, więc w miarę<br />
spokojnie znosił niekończące się przymiarki marynarek, spodni i butów. Teraz wyróżniał<br />
się na szarej ulicy Dąbrówki. Nawet Waldek przestał robić „dowcipne” uwagi na temat<br />
jego stroju.<br />
Po kilkunastu minutach marszu dotarł do niewielkiej uliczki w centrum miasta,<br />
gdzie mieszkał szwagier. Z ulicy dom wydawał się mały ale w rzeczywistości mieścił,<br />
86<br />
8<br />
oprócz mieszkania właścicieli, szwalnię i kilka sporych magazynów. Był bardzo<br />
rozbudowany po niewidocznej z ulicy stronie posesji. Budynek otaczał wysoki<br />
drewniany parkan, zasłaniając wszystko przed ciekawskimi. Na podjeździe stało stalowe<br />
Volvo. Niedawny nabytek.<br />
Drzwi otworzyła Teresa. Waldek był zajęty w szwalni. Zrobiła Pawłowi kawę i<br />
jakiś czas gawędzili o niczym. Rozmowa nie kleiła się, bo nie mieli za bardzo o czym<br />
rozmawiać. Teresa siedziała całe dnie w domu, nie miała żadnych zainteresowań,<br />
zajmowała się przede wszystkim kuchnią i wychowaniem syna. Lubiła oglądać telewizję.<br />
Ubierała się w drogie ciuchy ze znanych firm, ale pokazywała się w nich tylko od święta.<br />
Pomimo lekkiej nadwagi i nieciekawej fryzury była dość atrakcyjna. Miała regularne rysy<br />
i miły uśmiech. Paweł skonstatował, że mimo przekroczonej dawno trzydziestki wygląda<br />
młodziej od Maryli. Było w niej coś takiego, że mimowolnie wodził oczami, kiedy<br />
kręciła się po mieszkaniu.<br />
Wreszcie pokazał się Waldek, ale tylko na chwilę. Włączył Pawłowi komputer,<br />
złapał kanapkę zrobioną przez Teresę i pobiegł z powrotem. W drzwiach krzyknął, żeby<br />
Paweł poczekał aż skończy.<br />
- Co on tak lata? &#8211; zapytał Paweł.<br />
- Overlock się zepsuł, a nasz mechanik wyjechał na weekend. Waldek musi sam<br />
naprawić, bo teraz szyją prawie bez przerwy. Jakieś pilne zamówienie. Ohydne, że aż<br />
patrzeć się nie chce. Nie wiem kto to kupuje?<br />
Paweł zabrał się do pisania pisma do Kotasa. Zastanawiał się nad każdym zdaniem,<br />
obracając go w myślach kilka razy. Ogólną koncepcję miał przygotowaną, a teraz chciał<br />
ją ubrać w takie słowa, aby całość wyglądała możliwie rzeczowo, beznamiętnie i<br />
profesjonalnie.<br />
Po niecałej godzinie pracy uznał, że efekt jest zadowalający i wydrukował pismo w<br />
trzech egzemplarzach. Pierwszy dla Kotasa, drugi dla Jasińskiego, a trzeci dla siebie.<br />
Tymczasem Waldek uporał się z awarią maszyn i wrócił do mieszkania. Teresa<br />
podała kolację i zasiedli do stołu.<br />
- To opowiedz trochę więcej o tej „Wiktorii” &#8211; zagadnął Paweł, kiedy zaspokoili<br />
pierwszy głód.<br />
- Właściwie powiedziałem ci prawie wszystko przez telefon &#8211; odpowiedział<br />
Waldek z pełnymi ustami.<br />
- Prawie?<br />
87<br />
8<br />
- No tak. Sprawa wygląda tak jak ci już mówiłem. Facetowi udało się zdobyć<br />
kontrakt na szycie koszul dla Bundeswehry. Pierwsze dostawy mają ruszyć jesienią. Ma<br />
zamiar kupić halę produkcyjną w Łodzi albo okolicy i kompletnie ją wyposażyć.<br />
Wspominał coś o wydatkach rzędu dwóch milionów złotych.<br />
- Ładna sumka &#8211; zauważył Paweł.<br />
- Prowizja też ładna. Policzyłeś szybko, ile to jest dwa procent od dwóch<br />
milionów. Czterdzieści tysięcy! &#8211; Waldek odłożył sztućce i patrzył uważnie na Pawła.<br />
- No dobrze, a co ten gość ma? Przy takiej dużej kwocie Financial Brokers na<br />
pewno zażąda jakiegoś dodatkowego zabezpieczenia. – Paweł nie wyglądał na specjalnie<br />
podekscytowanego wysokością prowizji.<br />
- Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Oficjalnie, ten gość jest właścicielem<br />
przeciętnie prosperującej firmy krawieckiej&#8230; &#8211; Waldek zawiesił głos.<br />
- A nieoficjalnie? &#8211; zapytał obojętnie Paweł i nałożył sobie trochę sałatki z<br />
pomidorów.<br />
- Naprawdę to on ma potężne dochody, które w zupełności wystarczyłyby mu na<br />
zakup tej hali, maszyn i całej reszty.<br />
- To po jaką cholerę zawraca sobie głowę jakimiś leasingami? – zdziwił się Paweł.<br />
Waldek wrzucił sobie na talerz potężną porcję sałatki jarzynowej, do tego kilka<br />
grubych plastrów szynki.<br />
- Problem w tym, że jego dochody pochodzą&#8230; mówiąc oględnie&#8230; z nielegalnego<br />
źródła &#8211; objaśnił, przełykając kolejne kęsy.<br />
- Aha, rozumiem. Pralnia &#8211; zauważył domyślnie Paweł<br />
- No właśnie. Ładnie to ująłeś. On chce wyprać swoje pieniądze w tej szwalni.<br />
Dlatego potrzebuje twoich usług.<br />
- A czym on się naprawdę zajmuje? &#8211; zapytał Paweł.<br />
- Prawdopodobnie alkoholem albo narkotykami, ale nie wiem na pewno i nie chcę<br />
wiedzieć. Taka wiedza jest czasem zbyt kłopotliwa. Na pewno jest wypłacalny &#8211; Waldek<br />
mówił spokojnie, bez emocji, jakby rozmawiali o producencie zielonego groszku.<br />
- To fajnie, ale trzeba jeszcze przekonać o tym mój dział akceptacji kontraktów, a<br />
dla nich liczą się tylko konkrety &#8211; zasępił się Paweł.<br />
- To wymyśl coś. Może jakieś poręczenie? &#8211; podrzucał Waldek.<br />
- Muszę przemyśleć to na spokojnie i skonsultować się ze swoim managerem. Nie<br />
mogę brać na siebie odpowiedzialności za zawarcie kontraktu z jakimś gangsterem.<br />
88<br />
8<br />
- Nie przesadzaj! To nie żaden gangster. Po prostu źródła jego dochodów są raczej<br />
niekonwencjonalne.<br />
Paweł popatrzył uważnie na Waldka i zastanawiał się czy szwagier rzeczywiście<br />
mówi to, co myśli, czy to kolejny spektakl. Niekonwencjonalne źródła dochodów,<br />
niekonwencjonalne załatwianie kontraktu, a potem całkiem konwencjonalnie<br />
zmasakrowane zwłoki w krzakach, pomyślał i wzdrygnął się.<br />
- W każdym razie bierz się szybko do roboty, bo klient ma mało czasu i jeszcze<br />
znajdzie sobie leasing gdzie indziej – odezwał się Waldek, ignorując całkiem obiekcje<br />
szwagra. Wstał i wyjął z szuflady biurka białą wizytówkę.<br />
- Tutaj masz nazwisko i telefon do niego.<br />
Teresa wyszła do kuchni po ciasto. Paweł wziął do ręki niewielki kartonik, na<br />
którym widniał napis: Firma „Wiktoria” &#8211; Adrian Makowski. Pod spodem łódzki adres i<br />
telefon. Ręcznie, drobnym kobiecym pismem, dopisany był numer telefonu<br />
komórkowego.<br />
Waldek nałożył sobie na talerz kolejną sporą porcję. Paweł przyglądał się jak<br />
pochłania jedzenie, prawie bez gryzienia. Całkiem jak zwierzę, pomyślał. Głośno<br />
powiedział:<br />
- Masz niezły spust. Nie boisz się, że przy takim żarciu będziesz niedługo nosił<br />
wielki śmietnik przed sobą. Teresa nie będzie z tego chyba zadowolona.<br />
- Będzie, będzie. Ona bardziej niż moim brzuchem interesuje się tym co jest pod<br />
nim i tym, żeby co tydzień dostać tyle kasy, żeby nie musiała się zastanawiać nad<br />
sposobem jej wydania. Staram się zaspokoić jej zainteresowania, a w zamian chcę tylko<br />
żeby w domu było czysto, jedzenie na czas, a dzieciak był najedzony, ubrany i nie<br />
zawracał mi dupy, kiedy jestem zajęty &#8211; nienaturalnie pewnym tonem perorował Waldek.<br />
Ostatnie słowa wymówił ciszej. Teresa wracała już z ciastem.<br />
- Bardzo zdrowe zasady &#8211; zauważył ironicznie Paweł.<br />
Waldek nic nie odpowiedział. Jakiś czas w milczeniu jedli placek.<br />
- Aha. Jeszcze jedno &#8211; powiedział Waldek. &#8211; Chciałem zapytać, czy miałbyś<br />
możliwość wypłacić mi z góry moją działkę za „Wiktorię”. Albo chociaż jakąś sporą<br />
część. Muszę kupić nowy overlock, bo ten, który mam, już się sypie.<br />
- Jedna trzecia od czterdziestu tysięcy to jest około trzynaście trzysta trzydzieści<br />
trzy &#8211; policzył szybko Paweł.<br />
89<br />
9<br />
- Może być trzynaście trzysta. Niech będzie moja strata. Będziesz miał tyle<br />
gotówki?<br />
- Nie wiem. Muszę się zapytać Maryli. Ona kontroluje stan naszego konta.<br />
Ostatnio sporo wydała na remont domu. Do tego to włamanie. A co będzie jak gość się<br />
rozmyśli albo przestanie płacić w trakcie umowy?<br />
- Nie przestanie. Raczej będzie chciał szybko was spłacić, żeby nie tracić pieniędzy<br />
na odsetki. Z tego co słyszałem, chce się wycofać z lewych interesów i między innymi<br />
dlatego inwestuje w legalną firmę. A zresztą, jakby co, to ci oddam kasę – zapewnił<br />
Waldek.<br />
- Jak kupisz ten overlock, to nie będziesz miał z czego &#8211; zauważył sucho Paweł.<br />
- Słuchaj ! Czy ja ci odmawiałem kiedy chciałeś pożyczyć Żuka, Omegi albo trochę<br />
forsy, bo szmaty się nie sprzedawały? Czy nie podrzucam ci co miesiąc kilku niezłych<br />
klientów? Czy nie daję ci teraz możliwości zarobienia prawie trzystu baniek na jednym<br />
kontrakcie? Kto wie czy nie będzie następnych takich samych. Czy to wszystko za mało,<br />
żebyś raz ty mi pomógł, kiedy jestem w potrzebie? &#8211; Waldek aż podskakiwał na krześle.<br />
- Nie denerwuj się &#8211; uspokajał go Paweł &#8211; Ja tylko głośno myślę. Sądzę, że nie<br />
będzie problemu, jeśli tylko będziemy dysponować taką sumą. Zaraz po podpisaniu<br />
umowy z „Wiktorią” jakoś przekonam Marylę. Żeby się tylko ten Makowski nie<br />
rozmyślił.<br />
- To już twój problem.<br />
Waldek uśmiechnął się pod nosem. Na ogół dostawał to co chciał, a z Pawłem szło<br />
mu wyjątkowo łatwo. Wystarczył lekki nacisk i szwagier pękał jak rozgrzany balon.<br />
Paweł nie chciał dyskutować z Waldkiem na temat pieniędzy. W gruncie rzeczy<br />
było mu wszystko jedno czy zapłaci mu z góry czy nie. Tych spraw pilnowała Maryla i to<br />
ona decydowała o tym na co wydać zarobione przez niego pieniądze. Paweł bardziej<br />
cieszył się kontaktem z ludźmi i tym, że był doceniany jako dobry agent. I to może<br />
właśnie była jedna z przyczyn łatwości z jaką radził sobie ze znajdowaniem nowych<br />
klientów i namawianiem ich do korzystania z usług Financial Brokers. Był sobą i dobrze<br />
się bawił.<br />
24.<br />
90<br />
9<br />
Sklep funkcjonował praktycznie na granicy opłacalności. Otwarty był wtedy kiedy<br />
Gacek miał na to ochotę, bo nikt go nie kontrolował. Towaru było teraz mało i rzadko<br />
go uzupełniano. Maryla całkiem straciła serce do handlu. Lato zaczynało się znowu<br />
upalnie i ludzie zrzucali ubrania. Paweł podejrzewał, że niektórzy klienci przychodzą<br />
tylko po to, żeby podyskutować z Jarkiem albo posłuchać jak on kłóci się z innymi. Miał<br />
zwyczaj rzucać jakąś bardzo kontrowersyjną uwagę i czekać na reakcję zagadniętego,<br />
który nieświadomy pułapki próbował oponować i wpadał w sidła.<br />
Paweł był raz świadkiem, kiedy do sklepu weszła znana wszystkim w mieście<br />
dewotka. Gacek zagadnął ją na początek delikatnie, z niewinnym uśmiechem na twarzy:<br />
- Słyszała pani? Podobno nasz proboszcz przegrał ostatnio w karty dużo pieniędzy.<br />
- Ludzie różne rzeczy wygadują. To plotki &#8211; odparła spokojnie zagadnięta.<br />
- No wie pani, każda plotka ma w sobie trochę prawdy. W zeszłym roku widziano<br />
go w Kołobrzegu na plaży, z jakąś kobitką – kontynuował podjudzanie Gacek.<br />
- Co pan bzdury wygaduje? &#8211; Klientka zaczynała się denerwować &#8211; Nie był w ogóle<br />
w żadnym Kołobrzegu.<br />
- A skąd pani wie!? Normalny mężczyzna potrzebuje takich rzeczy!<br />
Tu nastąpił krótki, ale szczegółowy wykład na temat potrzeb mężczyzn, którego<br />
babka wysłuchała z rozszerzonymi oczami i rumieńcami na twarzy, po czym wyszeptała:<br />
- Panie, pan się chyba Boga nie boi?<br />
- Ja się boję, ale czy czarni się boją to nie wiem. Niech pani popatrzy&#8230;.<br />
Tu Gacek, udając bardzo zdenerwowanego, zaczął wyliczać, prawie krzycząc,<br />
wszystkie prawdziwe i na poczekaniu wymyślone grzeszki księży z okolicznych parafii.<br />
To już przerastało wytrzymałość psychiczną kobiety, która złapała torby i wypadła na<br />
ulicę mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa. Gacek ze śmiechu o mało nie położył się<br />
na podłodze. Kilku przygodnych świadków też. Paweł nie był zbyt zadowolony z takiego<br />
traktowania klientów, ale wpadłszy do sklepu na chwilę nie miał czasu na dłuższe<br />
dyskusje. Rzucił tylko, że to chyba nie przysporzy klientów i wyszedł nie czekając na<br />
odpowiedź.<br />
Wieczorem rozmawiał z Marylą na ten temat i dowiedział się więcej szczegółów o<br />
działalności ich krewkiego sprzedawcy. Okazało się, że ludzi o poglądach lewicowych<br />
ma zwyczaj informować o wspaniałych planach budowlanych proboszcza, klientów o<br />
poglądach prawicowych prowokuje uwagami typu : „jak to dobrze było za komuny”, a<br />
91<br />
9<br />
kierowców stojących na postoju taksówek pyta czy wiedzą, jakie spustoszenie czyni<br />
motoryzacja w przyrodzie?<br />
- Nie wiesz, po co on to robi? &#8211; zapytał Marylę przy kolacji.<br />
- Zdaje się, że po prostu chce zwrócić na siebie uwagę &#8211; odpowiedziała.<br />
- To mu się doskonale udaje, ale w ten sposób stracimy ostatnich klientów. Nikt<br />
nie będzie chciał wejść do sklepu, w którym sprzedawca tylko czeka żeby sprowokować<br />
kłótnię.<br />
- Zapomniałeś kochanie, że ty też na kacu miałeś zwyczaj opieprzać klientów, a<br />
mimo to dalej przychodzili i kupowali u nas &#8211; oponowała z uśmiechem Maryla.<br />
- Ale chyba przyznasz, że czym innym jest zwrócenie uwagi, nawet niezbyt<br />
delikatne, namolnej klientce, która dziesiąty raz pyta o to samo, a co innego napadać na<br />
ludzi dla zabawy, żeby zwrócić na siebie uwagę? Jeśli chłopak ma jakieś problemy to<br />
niech może idzie do psychologa. Wyjdzie taniej. Przynajmniej dla nas. Poza tym jak<br />
proboszcz dowie się co w naszym sklepie się o nim mówi to nas obłoży ekskomuniką.<br />
- Nie żartuj! &#8211; obruszyła się Maryla.<br />
- No może trochę przesadziłem, ale nie podoba mi się to, co Jarek robi. To nie jest<br />
uczciwe, ani wobec tych ludzi, ani wobec nas. Poza tym, czy to ci się nie wydaje dość<br />
dziwne, że on pracuje u nas za takie grosze? Dzisiaj słyszałem jak dawał babce taki<br />
wykład, że profesor by się nie powstydził. Czy on czegoś nie ukrywa przed nami?<br />
Maryla wzruszyła ramionami. Obserwowała Pawła spod oka. Wydawał jej się jakiś<br />
dziwny. Nie rozumiała, dlaczego tak go denerwuje taki drobny incydent. Całymi<br />
tygodniami nie interesował się sklepem, a tu nagle wyjeżdża z pretensjami. Wyczuwała<br />
jakąś głębszą przyczynę zdenerwowania męża. Postanowiła delikatnie wybadać sprawę.<br />
Jednak rozmowa potoczyła się nie całkiem po jej myśli.<br />
- Jaki kolor ścian w sypialni wybierzemy? – rzuciła przymilnym tonem, nie<br />
oczekując odpowiedzi, bo już dawno ustaliła te sprawy z malarzami.<br />
- Wszystko jedno. Stary kolor mi odpowiadał. Nie widzę sensu w zmienianiu go.<br />
W ogóle nie widzę sensu w tych wszystkich remontach – odpowiedział rozdrażnionym<br />
tonem.<br />
- Nie chcesz, żeby nasz dom wyglądał lepiej? Przecież tynki na zewnątrz już się<br />
sypały ze ścian – oponowała rzeczowo.<br />
- Zgadza się. Rozumiem, że tynki i płot wymagały naprawy, ale ty masz zamiar<br />
zrobić z tego domu jakiś pałac. Po co? Żeby szpanować przed swoimi kumpelkami?<br />
92<br />
9<br />
- No wiesz! – zaperzyła się.<br />
- Co, no wiesz!? Przecież widzę jak się tu schodzą i włażą w każdy kąt. Wszystko<br />
zobaczą i skomentują. A potem pójdą gdzie indziej i obrabiają ci tyłek ile wlezie. A ja na<br />
to zasuwam od rana do wieczora. Żeby twoje koleżanki miały o czym gadać.<br />
Maryla nic nie odpowiedziała. Ta dyskusja nie miała sensu. Próba odpowiadania na<br />
jego głupie uwagi mogła tylko doprowadzić do kłótni. Nie chciała się z nim kłócić.<br />
Po kolacji położyła dzieci do łóżek, posprzątała w kuchni i usiadła koło Pawła, który coś<br />
tam pisał w swoim notesie. Jeszcze raz zaryzykowała rozmowę. Starając się zachować<br />
obojętny ton, zaczęła mu zadawać pytania o pracę. Z początku odpowiadał półgębkiem,<br />
ale po pewnym czasie rozruszał się. Zaczął szeroko opowiadać o swoich szansach na<br />
awans. Dał jej do przeczytania pismo do Kotasa. Potem wspomniał o planowanym<br />
planowanym kontrakcie z firmą „Wiktoria” i o tym, że Waldek chce pieniądze z góry.<br />
Maryla popatrzyła na jego zmęczoną twarz i doszła do wniosku, że ta cała nerwowość<br />
wynika z przemęczenia i stresów. Należy mu się jakiś odpoczynek. Postanowiła<br />
pomyśleć o jakichś wakacjach, chociażby dla Pawła, bo po odliczeniu prowizji dla<br />
Waldka z pieniędzmi nie powinno być jakiś czas za dobrze. Sama nie lubiła nigdzie<br />
wyjeżdżać. Najlepiej czuła się w swoim domu i jeśli nie liczyć wypadów do Gdańska na<br />
zakupy i kilku wycieczek szkolnych nigdzie poza Dąbrówką nie była. Wydawało jej się,<br />
że wyjazdy na wakacje do znanych kurortów w Polsce to wyrzucanie pieniędzy. Ten sam<br />
klimat, te same rzeczy w sklepach. Kiedy chciała się w lecie wykąpać jechała z dziećmi<br />
nad jezioro. Było tylko kilka kilometrów od Dąbrówki. Ciepłe kraje uważała za zbyt<br />
drogie i zbyt gorące, poza tym nie mówiła żadnym obcym językiem. Jej potrzeby<br />
zwiedzania i podróży zaspokajał w zupełności National Geografic Chanel. Pakiet<br />
cyfrowej telewizji kupiła z pierwszej prowizji Pawła. Przy tym jednak rozumiała, że<br />
intensywny tryb życia i ciężka praca męczą go i najlepszy byłby jakiś daleki wyjazd.<br />
Odpoczynek od pracy i codziennych problemów. Wypad na ryby w niedzielę, to za mało.<br />
Trzeba będzie wysupłać trochę pieniędzy i posłać go gdzieś na tydzień lub dwa,<br />
pomyślała. Najwyżej umówi się z malarzami, że zapłaci trochę później. Potem zaczną<br />
wpływać prowizje za tą firmę z Łodzi i jakoś będzie.<br />
Gacek przyniósł pieniądze ze sklepu i coś zwlekał z wyjściem.<br />
- No co tam? &#8211; zagadnęła go Maryla.<br />
- Był tu ten głupi posterunkowy? &#8211; odpowiedział pytaniem.<br />
- Nie. Bo co?<br />
- Był dzisiaj w sklepie. Pytał o to włamanie i co ja w tym czasie robiłem.<br />
- Tak? I co mu powiedziałeś?<br />
- Prawdę. Byłem u kolegi cały wieczór.<br />
- To o co chodzi? Jaki masz problem? &#8211; nacisnęła zniecierpliwiona Maryla.<br />
- Wyszedł trochę zdenerwowany &#8211; odpowiedział cicho Gacek.<br />
- Bo&#8230;?<br />
93<br />
9<br />
- Zapytałem go czy zdaje sobie sprawę, że policja to aparat ucisku obywateli przez<br />
państwo. No i &#8230; trochę o tym &#8230; podyskutowaliśmy.<br />
Maryla nie mogła powstrzymać śmiechu. Paweł przyglądał się Gackowi i myślał o<br />
tym, że te pytania świadczą o inteligencji chłopaka. Nie był wcale taki głupi, na jakiego<br />
wyglądał albo może pozował.<br />
- Skąd u ciebie takie problemy Jarek? – zapytał spokojnie. – Po co denerwujesz<br />
tych wszystkich ludzi?<br />
- To dla ich dobra. Chcę im uświadomić jak bez sensu żyją. – Gacek powiedział to<br />
takim tonem jakby odpowiadał na pytanie o rzecz oczywistą.<br />
- Myślisz, że masz do tego prawo? A ty sam żyjesz z sensem? Co osiągnąłeś? Do<br />
czego doszedłeś? – Paweł sam by zaskoczony swoją napastliwością.<br />
- Ja uważam, że w ogóle życie nie ma sensu. Ale jeśli już tu jestem na tym świecie,<br />
to nie zamierzam stracić życia na jakieś bzdury. Co osiągnąłem? Osiągnąłem spokój<br />
umysłu. Do czego doszedłem? Do słusznych wniosków.<br />
- Co ty pieprzysz? Do jakich słusznych wniosków? – Paweł trzęsącą ręką zapalił<br />
papierosa. Nie mógł opanować zdenerwowania i to go jeszcze bardziej wyprowadzało z<br />
równowagi.<br />
- A pan do czego doszedł? – zaperzył się Jarek. Nastroszył się jak kogut przed<br />
walką.<br />
- Gówno cię to obchodzi! – warknął Paweł już całkiem wściekły.<br />
- Uspokójcie się! – wtrąciła się Maryla. – Idź już do domu i nie psuj ludziom<br />
nerwów, a swoje przemyślenia zostaw dla siebie.<br />
- Pytają to odpowiadam – odszczeknął się jeszcze Jarek i wyszedł, energicznie<br />
zamykając drzwi.<br />
Maryla popatrzyła na Pawła. Co go tak rozjuszyło? Właściwie to chciało jej się<br />
trochę śmiać. Trafił swój na swego. Paweł już zapomniał jak głosił podobne poglądy.<br />
Teraz się wścieka ale jeszcze niedawno sam dawał jej podobne wykłady na temat sensu<br />
życia. Na kogo on się naprawdę zezłościł? Na Gacka czy na samego siebie? I dlaczego?<br />
25.<br />
Dobromir Kotas przeglądał ostatnie rankingi i czuł się coraz bardziej rozdrażniony.<br />
Parę dni po wielkich pochwałach za poprzedni rok okazało się, że po podliczeniu<br />
pierwszego półrocza tego roku był daleko z tyłu za innymi oddziałami. Musiał coś<br />
94<br />
9<br />
zrobić. Nie miał zamiaru tkwić w tym zasranym miasteczku do samej emerytury. Miał<br />
zamiar wrócić do Warszawy jak najszybciej się da. Potrzebował do tego sukcesu.<br />
Miejsca w centrali były dla swoich albo dla szczególnie aktywnych i zdolnych. Niestety<br />
pomimo dużych wysiłków nie należał do „swoich”. Awansował szybko dzięki<br />
wyjątkowemu zbiegowi okoliczności. Szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Tak myślał<br />
początkowo, teraz widział, że wyjechać było łatwo, ale powrót okazał się jak<br />
wspinaczka na trudny szczyt. Nie wystarczyło wydzwaniać do centrali parę razy w<br />
tygodniu i pokazywać się raz albo dwa w miesiącu. O wiele ważniejsze były nieformalne<br />
kontakty z pracownikami centrali, przypadkowe spotkania z prezesem na korytarzu,<br />
nawet zdawkowe pogawędki z dyrektorami działów. Teraz żałował, że opuścił<br />
warszawski oddział Financial Brokers. Tam miałby więcej okazji do pokazania się.<br />
Nie miał już tyle energii co kiedyś i trudniej było mu pracować non stop na pełnych<br />
obrotach. Dobiegał dopiero pięćdziesiątki, ale ostatnie lata były wypełnione pracą po<br />
kilkanaście godzin na dobę, prawie bez przerwy. Miał kłopoty z sercem. Doprowadził do<br />
rozpadu swojego małżeństwa. Żona nie chciała się przeprowadzać poza Warszawę, a<br />
dwaj ich synowie już dawno przestali się interesować zapracowanym ojcem. Teraz mieli<br />
już swoje rodziny i swoje problemy. Jeden w Kanadzie, a drugi w Krakowie. Zresztą nie<br />
chodziło o odległość. Każdy z nich miał adres e-mailowy. Poza zdawkowymi życzeniami<br />
świątecznymi, nigdy jednak nie napisali do siebie ani słowa.<br />
Zatracił się jakoś w tym wszystkim. Pieniędzy miał dużo, aż za dużo bo i tak nie<br />
miał kiedy ich wydawać. Poza tym był oszczędny. Kiedy tylko istniała najmniejsza<br />
możliwość, nie płacił. Przesiadywał w oddziale od rana do wieczora. Tutaj jadł, kąpał się<br />
w specjalnie dla siebie przygotowanej łazience. Nawet uprawiał seks.<br />
Wiadomo było, że wszyscy klienci, którzy sami zgłosili się do oddziału byli<br />
obsługiwani przez wyznaczonych konsultantów. To było wyróżnienie. Często bardzo<br />
intratne wyróżnienie. Mężczyźni &#8211; agenci musieli zasłużyć absolutną lojalnością wobec<br />
szefa. Kobiety &#8211; agentki &#8211; ciałem. Sam się dziwił, że było tyle chętnych. Zlatywały się do<br />
pieniędzy jak ćmy do świateł pędzącego samochodu. Już dawno przestało go to bawić.<br />
Jedna Agata jakoś go jeszcze rajcowała. Nigdy jednak nie udało mu się namówić jej do<br />
spędzenia wspólnej nocy. Kiedyś wprost jej to zaproponował i otrzymał, tak samo<br />
wprost, odmowną odpowiedź. Przeszli nad tym do porządku dziennego i oboje udawali,<br />
że rozmowy nie było.<br />
95<br />
9<br />
Czuł, że musi wrócić do Warszawy, albo zgnuśnieje tu jak jakiś dowódca<br />
prowincjonalnego garnizonu. Potrzebował spektakularnego sukcesu, który zwróci<br />
uwagę tych palantów z centrali. Nacisnął klawisz interkomu.<br />
- Pani Agato, proszę wezwać do mnie Marcina Króla.<br />
Pukanie do drzwi zabrzmiało prawie natychmiast. Widocznie Marcin był w<br />
sekretariacie. Wszedł z notatnikiem w ręku. Kotas bez słowa pokazał mu fotel i wręczył<br />
faks z ostatnimi rankingami. Marcin usiadł i zagłębił się w lekturze. Zbyt długo jak na<br />
cierpliwość dyrektora.<br />
- No i co o tym myślisz? &#8211; Kotas przerwał denerwującą ciszę.<br />
- No cóż&#8230;nie wygląda to za dobrze &#8211; ostrożnie odpowiedział Marcin.<br />
- Beznadziejnie! Fatalnie! Po prostu do dupy! Jesteśmy na ostatnim miejscu i to<br />
daleko w tyle za resztą. Możesz mi powiedzieć co według ciebie się dzieje?<br />
- No cóż&#8230; mogę mówić tylko za siebie i swoją grupę &#8211; odparł tym samym<br />
ostrożnym tonem.<br />
- No to mów, proszę bardzo, słucham. Please. &#8211; Kotas o mało nie przewiercił go<br />
wzrokiem.<br />
- U mnie nie jest tak źle &#8211; rozpoczął Marcin, a dyrektor zmarszczył brwi, jakby nie<br />
wierząc w to co słyszy.<br />
- Grupę mam stabilną. Od lipca zeszłego roku do dzisiaj przyjąłem siedem osób i<br />
zwolniłem pięć. Bilans mam dodatni, unit powiększył się o dwie osoby. Bzdęga i<br />
Filipowski – kontynuował.<br />
- Bzdęga do odstrzału. Ciągle mamy jakieś problemy z jego klientami. Nie wiem<br />
gdzie on wynajduje takie kreatury. Poza tym pracuje bardzo, bardzo słabo. Dwie, trzy<br />
marniutkie umowy w miesiącu. To za mało.<br />
- Ja bym go nie zwalniał. Zawsze jednak coś robi &#8211; oponował spokojnie Marcin.<br />
- Pogarsza ci statystykę. Ale jak chcesz, twój unit &#8211; twoja sprawa. &#8211; Kotas rozłożył<br />
ręce w geście rezygnacji.<br />
- Za to Paweł Filipowski jest niezły. Od początku tego roku regularnie robi<br />
największy obrót w oddziale.<br />
Marcin zajrzał do swojego kalendarza.<br />
- Od dwóch miesięcy dostaje prowizję powyżej dziesięciu tysięcy złotych –<br />
kontynuował. &#8211; Dociera do coraz większych firm. Ostatni raz taką dynamikę sprzedaży w<br />
naszym oddziale miał Kuba Ferenc, dwa lata temu.<br />
96<br />
9<br />
- Tak, pamiętam. Ferenc. Był niezły. Donosy też mu wychodziły nieźle. Dobrze, że<br />
się go pozbyliśmy. Ten Filipowski też nie jest takim niewiniątkiem, na jakiego wygląda.<br />
Zdaje mi się, że coś kombinuje z Jasińskim. Musisz z nim porozmawiać po przyjacielsku<br />
i wybić z głowy głupie pomysły.<br />
Marcin skinął głową w milczeniu i coś zapisał w notesie.<br />
- No dobrze, ty wyglądasz nieźle. Ale co z pozostałymi? Musimy coś wymyślić,<br />
żeby wreszcie ruszyli tyłki. Masz jakiś pomysł? Some idea?<br />
- Zaczyna się okres urlopów&#8230; &#8211; Marcin umilkł i zastanawiał się jak to ująć, żeby<br />
nie zdenerwować dyrektora. Lato zawsze było słabe pod względem sprzedaży. Dopiero<br />
od września obroty wzrastały, osiągając kulminację w listopadzie i grudniu. Wtedy wiele<br />
firm szukało w leasingu możliwości nabicia sobie kosztów i obniżenia podatków.<br />
Oczywiście, dyrektor wiedział o tym doskonale, ale nie przyjmował do wiadomości.<br />
- Masz rację! Genialny pomysł! &#8211; Kotas wyrwał go z zamyślenia &#8211; Wykorzystajmy<br />
to, że w innych oddziałach nastąpi wakacyjne rozluźnienie i dogońmy ich. Albo jeszcze<br />
lepiej przeskoczmy! Very good! – Aż podskakiwał podekscytowany.<br />
Marcin spoglądał niezdecydowanie. Nie to miał na myśli. Sam chciał trochę<br />
odpuścić w to lato. Cały ubiegły rok i początek tego miał bardzo ciężki i czuł potrzebę<br />
zwolnienia obrotów na jakiś czas. Uśmiechnął się z wysiłkiem i powiedział:<br />
- Niezła myśl, prawda?<br />
- Fantastyczna! Marcin masz ode mnie obietnicę, że po moim awansie do centrali<br />
będziesz tu dyrektorem. Już ja się o to postaram. Ty mi pomóż teraz, a ja pomogę ci<br />
potem.<br />
Marcin zrobił nieokreśloną minę. Zastanawiał się jak ma wpłynąć na agentów ze<br />
swojej grupy, żeby zechcieli popracować jeszcze ciężej niż do tej pory i to w lecie. Był<br />
pewien, że każdy z nich przyjmie to niechętnie. No, może jeden Paweł Filipowski nie.<br />
Ale on pracował równo od roku i systematycznie wspinał się na coraz wyższe obroty.<br />
Jak dobrze nasmarowana maszyna.<br />
Paweł rzeczywiście zatracił się w pracy. Wstawał wcześnie rano, szybko wypijał<br />
poranną kawę, krótko przeglądał notatki i zabierał się do dzwonienia. Z całej swojej<br />
pracy tego nie lubił najbardziej. Umawiania się na spotkanie. Szczególnie ostatnio bardzo<br />
go irytowały te rozmowy i walka z nieracjonalnymi, jak mu się zdawało i głupimi lękami.<br />
Parę razy zdarzyło mu walnąć pięścią w biurko, kiedy w odpowiedzi na propozycję<br />
97<br />
9<br />
niezobowiązującego spotkania słyszał tekst w rodzaju: „Panie! Ja tam w takie coś nie<br />
wierzę” i dźwięk odkładanej słuchawki. Zdawał sobie sprawę z bezsensowności swoich<br />
nerwów. Widział też, że ostatnio złościł się częściej niż przedtem, ale nie potrafił się<br />
opanować. Chciał za wszelką cenę utrzymać się na dotychczasowym, wysokim poziomie<br />
obrotów. Pochlebiało mu zaufanie Jasińskiego i nie chciał go stracić, a poza tym miał<br />
zamiar wskoczyć jeszcze wyżej w rankingu agentów. Na przyszłorocznej konwencji w<br />
hotelu „Mariott” w Warszawie zamierzał odebrać nagrodę za miejsce w pierwszej piątce,<br />
a po cichu marzył nawet o zwycięstwie. Perspektywa przejścia przed najważniejszymi<br />
osobami w firmie w burzy oklasków dodawała mu sił do jeszcze cięższej pracy. I<br />
odbierała spokój.<br />
Nigdy przedtem tak ciężko nie pracował i nie potrafił ocenić czy już wkracza na<br />
niebezpieczne tereny czy jeszcze to wszystko, co robi jest w granicach jakiejś normy.<br />
Czy w ogóle istniały jakieś normy?<br />
Ostrzeżeniem, że coś idzie nie tak było zakończenie spotkania z klientem, który po<br />
raz trzeci nie potrafił się zdecydować, jaką kwotę przeznaczyć na zakup samochodu.<br />
Paweł zareagował w sposób dla niego samego zaskakujący. Po prostu wstał, położył na<br />
stół wizytówkę i z naciskiem rzucił:<br />
- Tu jest mój telefon. Proszę zadzwonić, kiedy będzie pan pewien na sto procent<br />
czego pan właściwie chce. Inaczej tracimy tylko czas. Mój jest na to zbyt cenny.<br />
Kiedy myślał o tym następnego ranka odczuwał coś w rodzaju wyrzutów sumienia.<br />
Zachował się głupio, stracił klienta, zepsuł sobie opinię i to wszystko tylko dlatego, że<br />
się zdenerwował. Nie miał prawa denerwować się na ludzi, dzięki którym zarabiał<br />
pieniądze!!<br />
Ale, z drugiej strony, czy ten dupek miał prawo zabierać mu czas? Wtedy, gdy trzy<br />
razy wysłuchiwał pieprzonych stękań i narzekań mógł sprzedać kilka samochodów i<br />
poprawić swoją pozycję w rankingu!<br />
A jednak to wszystko nie było takie proste. Nigdy przedtem nie złościł się i nie<br />
warczał na klientów. Nawet na piątym spotkaniu w tej samej sprawie.<br />
26.<br />
Kilka dni po rozmowie z Waldkiem i przełamaniu w sobie ostatnich wątpliwości<br />
Paweł zadzwonił do Adriana Makowskiego, właściciela „Wiktorii”. Pod podanym na<br />
98<br />
9<br />
wizytówce numerem telefonu zgłosiła się jakaś kobieta. Chyba żona, pomyślał.<br />
Makowskiego nie było i na razie nie był uchwytny. „Żona” poprosiła Pawła, aby podał<br />
swój numer i obiecała, że przekaże informację jak najprędzej. Makowski oddzwonił za<br />
pół godziny. Po krótkiej rozmowie byli umówieni na spotkanie.<br />
Następnego dnia w porze obiadu Paweł zatrzymał samochód przed okazałym<br />
domem w Pabianicach, którego adres otrzymał we wczorajszej rozmowie. Budynek nie<br />
rzucał się w oczy. Od ulicy oddzielał go wysoki, gęsty żywopłot i dość zaniedbany<br />
ogród. Metalowa furtka z kutego żelaza zaskrzypiała przy otwieraniu niemiłosiernie. Aż<br />
go zęby rozbolały.<br />
Na podjeździe stały dwa samochody. Stary, pordzewiały ford transit i potężne,<br />
granatowe BMW. Na oko, prosto z fabryki. Wzbudzało respekt. Paweł postanowił na<br />
razie nie przejmować się informacjami o nielegalnych interesach Makowskiego. Od tego<br />
jest policja i izby skarbowe, myślał. Obiecał sobie tylko, że nie będzie się starał<br />
doprowadzić do zawarcia umowy za wszelką cenę. Jeśli spotka się z propozycją jakiegoś<br />
fałszowania dokumentów natychmiast delikatnie i taktownie wycofuje się. Nie zamierzał<br />
za bardzo ryzykować.<br />
Do środka wchodziło się po trzech szerokich, kamiennych schodach, których stan<br />
wskazywał na to, że były intensywnie używane i dawno ich nie remontowano. Zamiast<br />
dzwonka, na drzwiach wisiała jakaś kołatka. Delikatnie zastukał. Bez efektu. Zapukał<br />
mocniej. Dalej nic się nie działo. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Znalazł się w<br />
długim korytarzu. Nagle drzwi naprzeciwko otworzyła młoda kobieta, elegancko ubrana<br />
i bardzo ładna. Podeszła do niego i spojrzała pytająco.<br />
- Przepraszam, pukałem, ale&#8230; – zaczął się usprawiedliwiać.<br />
- Nic nie szkodzi. Te mury są takie grube, że nic nie słychać. Pan pewnie w<br />
sprawie leasingu? – Taksowała go uważnym wzrokiem.<br />
- Tak. Jestem umówiony z panem Makowskim.<br />
Odwróciła się i bez słowa ruszyła przed siebie. Paweł, idąc obszernym korytarzem,<br />
dyskretnie obserwował jej idealną figurę. Miała bardzo ciemne, prawie czarne włosy,<br />
które nadawały jej twarzy jakiś południowy rys. Otworzyła drzwi do pomieszczenia,<br />
które równie dobrze mogło być salonem jak i gabinetem.<br />
Makowski wyglądał na niewiele starszego od Pawła. Lekko szpakowate skronie i<br />
złoty sygnet na, trzymającej słuchawkę telefonu, dłoni wywoływały wrażenie<br />
dostojności. Siedział za wielkim biurkiem, stojącym w rogu pokoju. Rozmawiał z kimś<br />
99<br />
1<br />
po niemiecku. Ruchem ręki wskazał Pawłowi miejsce na skórzanej kanapie. Kobieta<br />
zapytała, czy może podać coś do picia. Poprosił o kawę i zaczął się dyskretnie rozglądać.<br />
Było coś dziwnego w umeblowaniu tego pomieszczenia. Jakieś wrażenie<br />
tymczasowości. Meble nie były w jednym stylu. Każdy jakby z innej epoki. Zasłony na<br />
oknach lekkie i krótkie, nie pasowały do ciężkawego stylu wyposażenia. Albo są tu od<br />
niedawna, albo nie przejmują się szczegółami, pomyślał Paweł. Obok biurka stały regały<br />
zapełnione segregatorami. Napisy na segregatorach wskazywały, że zawierają<br />
dokumentację firmy „Wiktoria”. Na jednym dostrzegł naklejkę – „Faktury dla &lt;&lt;Polstok<br />
&gt;&gt;sp. z o.o.” Miał wrażenie, że już gdzieś słyszał tą nazwę. Nie miał czasu na<br />
zastanawianie się, bo weszła kobieta, niosąc kawę, którą delikatnie postawiła na bogato<br />
zdobionym stoliku. Pachniała jakimś intensywnym, ale bardzo świeżym zapachem. Paweł<br />
nie mógł oderwać od niej oczu. Kiedy zapytała go czy życzy sobie cukier albo śmietankę<br />
do kawy, zrobiła to miękkim, ciepłym głosem. Poznał, że to ona rozmawiała z nim przez<br />
telefon.<br />
Makowski skończył rozmawiać i zasiadł naprzeciwko, w potężnym fotelu.<br />
- Przepraszam, że kazałem panu czekać, ale właśnie dzwonili do mnie kontrahenci<br />
z Niemiec. Proszą o jak najszybsze rozpoczęcie dostaw. Czy moglibyśmy załatwić naszą<br />
umowę w jak najkrótszym czasie? &#8211; uśmiechnął się przyjaźnie.<br />
- To nie zależy tylko ode mnie. Mam tutaj dla pana listę dokumentów, które są<br />
wymagane przez naszą firmę. Po dostarczeniu ich przez pana będziemy mogli przystąpić<br />
do omawiania szczegółów i szybko podjąć decyzję.<br />
Paweł podał Makowskiemu kartkę papieru. Na górze przyczepiona była jego<br />
wizytówka.<br />
- W zasadzie, kiedy podpisujemy kontrakt z firmą &#8211; kontynuował &#8211; wymagamy aby<br />
jej dochody były na poziomie adekwatnym do wysokości sumy leasingu. Mój szwagier,<br />
to znaczy Waldek, wspominał, że interesuje pana kwota około dwóch milionów<br />
złotych&#8230; &#8211; Paweł przerwał i czekał na jakąś reakcję Makowskiego, która pozwoliłaby<br />
mu przejść do omawiania sposobów zabezpieczenia kontraktu. Nie chciał się zdradzać ze<br />
swoją wiedzą o nielegalnych interesach klienta. Kątem oka obserwował „zjawisko”,<br />
powoli, jakby bez celu, snujące się po gabinecie.<br />
- Czy może mi pan powiedzieć, kto oprócz pana będzie podejmował decyzję o<br />
podpisaniu ze mną kontraktu? &#8211; niespodziewanie zapytał Makowski, odkładając kartkę<br />
po pobieżnym przeczytaniu.<br />
10<br />
1<br />
- Ze względu na wysokość sumy, podpisanie umowy odbędzie się pod nadzorem<br />
dyrektora mojego oddziału. Ostatnie słowo należy oczywiście do Działu Akceptacji<br />
Kontraktów, w centrali naszej firmy, w Warszawie. Na ogół jest tak, że jeśli otrzymują<br />
prawidłowo skompletowane dokumenty, opierają się na moich ustaleniach i opinii<br />
dyrektora &#8211; objaśnił Paweł.<br />
- Widzi pan&#8230; &#8211; Makowski wyjął paczkę papierosów i wyciągnął ją w kierunku<br />
Pawła, który gestem odmówił &#8211; te dokumenty da się zgromadzić szybko i nie będzie z<br />
tym problemu&#8230;<br />
Makowski zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko.<br />
- Ale&#8230; &#8211; podrzucił Paweł.<br />
- Ale jest jednak jeden problem – Makowski utkwił na chwilę wzrok gdzieś ponad<br />
głową rozmówcy.<br />
Paweł czekał w milczeniu na ciąg dalszy.<br />
- Chodzi o to, że szwalnia „Wiktoria” przynosi ostatnio małe dochody i jej stan<br />
finansowy raczej nie pozwala na zaciągnięcie kredytu w wysokości dwa miliony trzysta<br />
tysięcy, bo o taką sumę dokładnie tu chodzi &#8211; objaśnił Makowski.<br />
- To rzeczywiście jest problem. Financial Brokers musi mieć maksymalną pewność<br />
wypłacalności klienta. Jednak rozumiemy też, że każda firma ma jakieś swoje sposoby na<br />
omijanie wysokich podatków. &#8211; Paweł uśmiechnął się domyślnie.<br />
- W zasadzie podstawowym zabezpieczeniem jest przedmiot leasingu –<br />
kontynuował. &#8211; Tutaj mamy do czynienia z nieruchomością, halą produkcyjną, której<br />
autentyczną wartość rynkową trudno oszacować i firma może chcieć dodatkowych<br />
zabezpieczeń. Rzecz jasna, niezbędny będzie wyciąg z księgi wieczystej nieruchomości.<br />
Powinna być czysta jak łza, to znaczy najlepiej jeden, jasno określony właściciel i<br />
żadnych obciążeń.<br />
- Czy pan widzi jakieś wyjście z tej sytuacji? &#8211; zapytał Makowski.<br />
- Muszę się skonsultować z moimi przełożonymi, ale myślę, że będzie można<br />
znaleźć rozwiązanie pańskiego problemu. Czasami stosuje się poręczenie przez osoby o<br />
odpowiednich dochodach. Oczywiście, gdyby Dział Akceptacji Kontraktów dodatkowo<br />
otrzymał wiarygodne dokumenty, opisujące pański prywatny stan majątkowy, to na<br />
pewno wpłynęłoby to zdecydowanie na pozytywną ocenę kontraktu. – odpowiedział<br />
ostrożnie.<br />
10<br />
1<br />
- Myślę, że to by się dało zrobić. Mam dom, w którym jesteśmy, dom pod<br />
Warszawą i niewielką willę w Zakopanem. Poza tym kilka samochodów. No i<br />
oczywiście szwalnia. Czy to by wystarczyło? &#8211; Makowski uśmiechnął się jakby<br />
powiedział dobry żart.<br />
- Myślę, że tak. Konkretniej będziemy mogli rozmawiać gdy wszystkie papiery<br />
będą dostępne do przejrzenia i w komplecie. Czy mógłbym jeszcze rzucić okiem na<br />
szwalnię? &#8211; zapytał Paweł.<br />
- Oczywiście. Jest w innej części miasta. Marta zawiezie pana. Ja muszę niestety<br />
jeszcze trochę popracować.<br />
BMW miało skórzane siedzenia. Marta prowadziła jak szatan. Krótka spódniczka<br />
odsłaniała całe uda. Głośna muzyka grała ze wszystkich stron. Paweł zupełnie nie<br />
kojarzył, którędy jechali. W trakcie jazdy Marta zaproponowała, aby mówili do siebie na<br />
ty. Tak jest łatwiej &#8211; powiedziała. Nie była żoną Makowskiego. Raczej kimś w rodzaju<br />
asystentki. Chciała wiedzieć wszystko na temat kontraktu, który jej szef miał zawrzeć z<br />
Financial Brokers. Paweł gadał jak nakręcony.<br />
Szwalnia była zwykła. Trzy rzędy maszyn, kilkadziesiąt kobiet, hałas pracujących<br />
silników elektrycznych. Postali chwilę, taksowani ciekawymi oczami szwaczek.<br />
Zadzwonił telefon Marty. Okazało się, że Makowski musi wyjechać pilnie do Kalisza.<br />
Prosił o wybaczenie i powiedział, że natychmiast po skompletowaniu dokumentów,<br />
skontaktuje się z Pawłem telefonicznie w domu, albo zostawi wiadomość w oddziale w<br />
Gdańsku. Paweł przespacerował się pomiędzy rzędami maszyn. Wyjął notes i udawał, że<br />
coś zapisuje. Ta wizyta miała na celu tylko potwierdzenie fizycznego istnienia<br />
funkcjonującej firmy, ale Paweł czuł się pewniej udając, że interesują go jakieś szczegóły.<br />
W drodze powrotnej Marta poprosiła go, żeby opowiedział o swojej pracy. Tym<br />
razem jechała wolno, więc zdążył jej wyjaśnić jak funkcjonuje oddział, a kiedy zapytała<br />
tym swoim aksamitnym głosem, ile się zarabia w jego biznesie i spojrzała na niego z<br />
lekkim uśmiechem opowiedział wszystko jak na spowiedzi.<br />
Kiedy zatrzymała auto zorientował się, że nie są przed domem Makowskiego. Byli<br />
na jakichś peryferiach Łodzi.<br />
- Zapraszam na obiad – powiedziała, wysiadając z samochodu.<br />
- Nie chciałbym narażać cię na koszty &#8211; zaprotestował Paweł.<br />
10<br />
1<br />
- Nie przejmuj się. Zapłaci właściciel tego samochodu – rzuciła, poklepując BMW i<br />
ruszyła energicznie w stronę wejścia do kiczowato wyglądającego budynku, udającego<br />
przedwojenny pałacyk.<br />
Wnętrze było równie pretensjonalne jak reszta. Na ścianach wisiały rogi jeleni i<br />
liczne, ręcznie malowane obrazki. Wyglądały na niedokończone prace prymitywistów,<br />
stworzone do tego w pijanym widzie. W większości, jak wyjaśniła Marta, były to dzieła<br />
właściciela lokalu. Jeśli gotuje tak jak maluje to miej nas Panie Boże w opiece, pomyślał<br />
Paweł.<br />
Przy zamawianiu potraw zdał się całkowicie na Martę, zgodnie zresztą z jej<br />
sugestią. Jego obawy co do jakości podawanego im jedzenia okazały się jednak<br />
nieuzasadnione. Albo właściciel osobiście nie angażował się w przyrządzanie potraw,<br />
albo miał zdecydowanie większy talent do garnków niż do pędzla. Barszcz z<br />
prawdziwymi litewskimi kołdunami i mięso w jakimś gęstym sosie smakowały<br />
wyśmienicie.<br />
Obsługiwał ich wyjątkowo natarczywy kelner, jedyny na sali. Podchodził<br />
dosłownie co pół minuty, z pytaniem czy czegoś nie potrzeba. Na szczęście po jakimś<br />
czasie lokal zapełnił się gośćmi i przestał ich nękać. Mogli swobodniej porozmawiać.<br />
Marta interesowała się dosłownie każdym szczegółem z życia oddziału. Tak, jakby sama<br />
chciała w nim popracować. Kiedy zaczął jej opisywać dyrektora Kotasa, słuchała z<br />
uwagą. Nie mógł się zorientować, czy to tylko z uprzejmości, czy naprawdę tak ją<br />
interesuje praca jego oddziału.<br />
Wrócili do Pabianic po prawie dwóch godzinach. Paweł był po obiedzie taki senny,<br />
że nie chciało mu się jechać do domu. Poza tym Marta proponowała, aby został jeszcze<br />
na kawę. Zaczął się zastanawiać czy to tylko zdawkowa propozycja. Wyglądało na to, że<br />
nie. Marta uśmiechała się zachęcająco. Taka laska! &#8211; pomyślał. O co jej chodzi?<br />
Zawsze uważał się za niezbyt atrakcyjnego, ale teraz pomyślał &#8211; mogłem się mylić.<br />
Ona na mnie wyraźnie leci.<br />
Ostatecznie doszedł jednak do wniosku, że to tylko Makowski kazał jej być miłą<br />
dla niego, pożegnał się i ruszył w drogę powrotną.<br />
Po drodze próbował rozwiązać dylemat, który streścił w pytaniu: Czy to ja szukam<br />
okazji czy okazje znajdują mnie ? Wewnętrzny dialog z samym sobą prowadził aż do<br />
domu. Wyglądało na to, że podoba się kobietom. Wyraźne dowody otrzymał nie raz w<br />
trakcie pracy dla „Financial Brokers”. Zastanawiał się jednak, dlaczego nie dostrzegał<br />
10<br />
1<br />
przedtem zainteresowania swoją osobą ze strony płci pięknej. To mogło oznaczać, że go<br />
nie zauważał, bo mu nie zależało, a teraz widzi, ponieważ coś się zmieniło w nim samym.<br />
Z drugiej strony, mógł przedtem nie zauważać większego zainteresowania pań, bo go po<br />
prostu nie było i dopiero teraz jakoś powstało. W ten sposób metodą prostych pytań<br />
doszedł do wniosku, że kiedy prowadził sklep z używanymi ciuchami i sam się w nim<br />
ubierał, a strzygł się w renomowanym zakładzie mistrza Tadeo, wyglądał nieatrakcyjnie<br />
zewnętrznie i nie śmierdział groszem. Do tego, trochę za często bywał „pod dobrą datą”.<br />
Wtedy kobiety się nim nie interesowały, a on nie interesował się kobietami.<br />
Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Dzięki regularnym wizytom u dobrego<br />
fryzjera w Gdańsku, garniturom i butom z niezłych firm, wyglądał atrakcyjnie. Poziom<br />
jego dochodów wzrósł też zdecydowanie i było to widoczne przy każdej okazji. Kobiety<br />
zaczęły się nim interesować. To było miłe, ale czy mogło coś zmienić w jego życiu ?<br />
Dalsze rozważania zostawił na później, bo właśnie dojechał do domu. Zauważył,<br />
że znowu jakieś pacany rozłożyły swoje narzędzia i maszyny. Co ona znowu remontuje?<br />
- pomyślał zirytowany. W planach były tylko tynki zewnętrzne i ogrodzenie. Miał dosyć<br />
slalomów między betoniarkami i kupami gruzu. To już przestawało być normalne. Jakaś<br />
obsesja.<br />
27.<br />
W oddziale coś się działo. Paweł przyjechał żeby skonsultować z Marcinem sprawę<br />
„Wiktorii” i złożyć pismo, dzięki któremu mógł dostać silnego kopa w górę. Zachodziła<br />
też obawa, że co najwyżej może to być kop w tyłek. Wszystko zależało od reakcji<br />
Kotasa. Jasiński uprzedzał, że dyrektor może się wściec za spiskowanie za plecami, ale<br />
ponieważ pismo było w tonie propozycji, mógł je też przyjąć spokojnie. Paweł położył<br />
kartkę przed Agatą, która przeczytała jej treść i bez jednego mrugnięcia okiem włożyła<br />
do teczki z korespondencją dla dyrektora. Ostatnio była jakaś niedostępna. Zdaje się, że<br />
rozmowy w sprawie przeniesienia do centrali przebiegały pomyślnie.<br />
Marcin Król był w złym nastroju. Właśnie skończyło się zebranie robocze<br />
podsumowujące pierwsze półrocze pracy oddziału. Wyniki były fatalne. Oddział obsuwał<br />
się w rankingu ogólnopolskim coraz niżej. Szanse na wyróżnienie na przyszłorocznej<br />
konwencji malały z każdym dniem. Kotas był wściekły i nie krył się z tym. Wszystkie<br />
urlopy zostały wstrzymane do odwołania. Oddział musiał nadrobić w czasie wakacji to,<br />
co stracił do tej pory. Managerowie zostali zobowiązani do codziennego kontrolowania<br />
10<br />
1<br />
przez telefon poczynań swoich agentów. Ci, którzy nie wykonywali przynajmniej jednej<br />
rozmowy handlowej dziennie mieli być upomnieni, a następnie skierowani na<br />
przymusowe doszkalanie w oddziale. Na wszystkich padł blady strach.<br />
Marcin był wyjątkowo wściekły, bo akurat miał okazję spędzić dwa tygodnie na<br />
Krecie. Za niewielkie pieniądze i w towarzystwie swojej dziewczyny &#8211; Elżbiety. Trzymał<br />
w ręku podanie Pawła i wymachując nim wyrzucał z siebie całą złość.<br />
- Co ten głupi, gruby kutas sobie myśli?!<br />
Paweł pierwszy raz słyszał, żeby Marcin tak przeklinał. Jakoś dziwnie nie pasowały<br />
te słowa do jego, jak zawsze, eleganckiego wyglądu.<br />
- On sobie pojedzie wypoczywać na wieś, a ja tu będę zapierdalał!? I to w dodatku<br />
teraz, kiedy nadarza mi się taka okazja! – wykrzykiwał zduszonym głosem.<br />
- Jaka okazja? &#8211; zapytał Paweł.<br />
Marcin spojrzał na niego trochę nieprzytomnie. Dalej był zdenerwowany, ale już<br />
się uspokajał. Wyjął paczkę Marlboro, poczęstował Pawła i sam zapalił. Westchnął<br />
ciężko.<br />
- Elżbieta dzwoniła, że jej biuro nie zebrało kompletu chętnych na najbliższe dwa<br />
tygodnie i można załapać się na wczasy. Dosłownie za pół darmo. Przelot samolotem na<br />
Kretę, apartament i jeden posiłek dziennie. Dwa tygodnie nad Morzem Śródziemnym za<br />
tysiąc złotych. Tanio, nie uważasz?!<br />
- Nie wiem. Nigdy nie byłem na Krecie &#8211; Paweł wzruszył ramionami.<br />
- Tanio jak barszcz! Do tego Elżbieta będzie miała więcej wolnego czasu. Mała<br />
grupa &#8211; mniej pracy. Wpłaciłem już forsę. Próbowałem to spokojnie przetłumaczyć temu<br />
grubemu fagasowi, ale on ma w głowie tylko ranking i kasę. Pieprzony knur! &#8211; Marcin<br />
wyrzucał z siebie resztki złości. Patrzył dłuższą chwilę przez okno i milczał. Wreszcie<br />
odwrócił spokojną twarz.<br />
- Trudno. Jakoś to przeżyję. Muszę przeżyć. Co to za pismo? – Westchnął<br />
zrezygnowany i spojrzał na kartkę, którą trzymał w ręku.<br />
- To jest mój wniosek o awans, który złożyłem właśnie do dyrektora. Pomyślałem,<br />
że powinieneś znać jego treść.<br />
Marcin czytał i unosił coraz wyżej brwi. Im bliżej końca kartki, tym bardziej kręcił<br />
głową przy każdym zdaniu.<br />
- Jak powiedziałeś? Pomyślałeś, że powinienem znać jego treść? Przypomnij mi,<br />
czy ty pracowałeś kiedykolwiek w jakiejś firmie? – zapytał z przekąsem.<br />
10<br />
1<br />
Paweł zaprzeczył ruchem głowy. Marcin zdusił papierosa w filiżance, stojącej na<br />
biurku. Teoretycznie w biurze nie wolno było palić i nie było popielniczek.<br />
- Czy ja ci kiedyś mówiłem, że dyrektor Dobromir Kotas nie znosi, kiedy coś się tu<br />
dzieje bez jego wiedzy i przyzwolenia?<br />
- Coś wspominałeś. &#8211; Paweł zaczął się kręcić na krześle.<br />
- Coś wspominałem? &#8211; ironicznie zapytał Marcin &#8211; A czy wspominałem ci przy<br />
okazji, że Kotas potrafi być bardzo niemiły dla niegrzecznych chłopców, którym się<br />
zdaje, że mogą tu robić co chcą?<br />
- No tak, ale ja nie robię nic bez jego wiedzy. Złożyłem tylko propozycję i proszę<br />
go o jej rozważenie &#8211; bronił się Paweł.<br />
- Propozycję!? Kotasowi nie składa się propozycji na piśmie, bez wcześniejszej<br />
ustnej konsultacji z nim samym. Od propozycji w tym oddziale jest on! A gdzie droga<br />
służbowa? Dlaczego ja, jako twój przełożony, nie dostałem pierwszy tego pisma? I do<br />
tego ten dopisek &#8211; do wiadomości dyrektora Działu Rozwoju. Sam to wymyśliłeś? -<br />
Marcin uderzył końcami palców w kartkę.<br />
- Jakie to ma znaczenie? &#8211; Paweł wzruszył ramionami.<br />
- Takie, że Kotas najpierw sprawdzi kto i co kryje się za twoją propozycją.<br />
Stawiasz go jakby pod ścianą. Jeżeli nie masz poparcia Jasińskiego, to źle. Wylecisz od<br />
razu. Jeśli masz, to jeszcze gorzej &#8211; będziesz się męczył zanim zginiesz. Kotas znajdzie<br />
na ciebie jakiś hak, ale przedtem tak ci da w kość, że prawdopodobnie sam zrezygnujesz<br />
z pracy.<br />
- Załóżmy, że mam poparcie. Co teraz robić?<br />
- Trzeba było przyjść do mnie, zanim napisałeś to pismo. Powiedziałbym ci, jak<br />
się takie sprawy załatwia z Kotasem. Teraz musisz czekać na jego reakcję albo wycofać<br />
pismo, zanim Agata zaniesie je do jego gabinetu. &#8211; Wyciągnął rękę w kierunku<br />
sekretariatu.<br />
- Wysłałem już kopię do Warszawy – wymruczał Paweł.<br />
- No to po grzybach &#8211; ręka Marcina gwałtownie opadła.<br />
Przez moment patrzyli na siebie w ciszy.<br />
- No trudno &#8211; przerwał milczenie Marcin. &#8211; Co się stało to się nie odstanie.<br />
Powiedz mi tylko, po co to robisz? Zarabiasz za mało? Jako manager nie wyciągniesz<br />
więcej, a będziesz miał więcej pracy. O ile w ogóle awansujesz, bo w takim stylu to się<br />
10<br />
1<br />
raczej nie uda. Powiedzieć, że Kotas nie lubi być zaskakiwany to mało. On tego po<br />
prostu nienawidzi. Tym pismem zaszkodziłeś sobie zamiast pomóc.<br />
- Jasiński mówił co innego.<br />
- Jasiński gra w swoją grę i ty jesteś w niej tylko pionkiem. Oni się bez przerwy<br />
podgryzają, żeby poprawić swoją pozycję w centrali. To będzie cud jeśli Kotas nie<br />
dostanie zawału przy lekturze twojego pisma.<br />
Jakoś go ta myśl rozbawiła. Zachichotał i wstał z fotela. Podszedł do okna i patrzył<br />
na odjeżdżający spod budynku samochód dyrektora.<br />
- Na razie mamy trochę czasu. Pojechał do Warszawy, do centrali i ma tam<br />
powęszyć ze dwa dni. A potem zobaczymy.<br />
- Zdaje się, że niedługo powinna nam wpaść większa kasa. Może to go jakoś<br />
uspokoi. &#8211; Paweł wyjął z torby notatki dotyczące „Wiktorii” i podał przez biurko<br />
Marcinowi. Ten przebiegł wzrokiem po zapiskach Pawła i aż zagwizdał.<br />
- Człowieku! Niedługo będziesz spał na pieniądzach! &#8211; trzepnął ręką w notatki<br />
Pawła. &#8211; Świetna robota! Jak go namierzyłeś?<br />
- A&#8230; to taki&#8230; prywatny kontakt. Jest tylko mały problem. Facet nie należy do<br />
wzorowych podatników. Prawdopodobnie spora część jego dochodów pochodzi nie<br />
wiadomo skąd.<br />
- Szara strefa &#8211; bardziej stwierdził niż zapytał Marcin.<br />
- Nie wiem jak to przełknie nasza centrala – głośno zastanawiał się Paweł.<br />
- Trzeba pomyśleć. Gra jest warta świeczki. Możesz mi zostawić te notatki?<br />
Postaram się wysondować w Dziale Akceptacji Kontraktów, jakie mamy szanse.<br />
- Dam ci telefon do tego Makowskiego. Na wszelki wypadek. Makowski<br />
potrzebuje trochę czasu na zebranie wszystkich papierów.<br />
Paweł położył na biurku wizytówkę właściciela szwalni „Wiktoria”. Marcin obracał<br />
ją długo w rękach. Na zmianę spoglądał na Pawła, na wizytówkę i na ścianę przed sobą.<br />
- Gdyby to przeszło, miałbyś u Kotasa wielki plus – powiedział wreszcie. &#8211; Oddział<br />
podskoczyłby w rankingach, a to dla niego liczy się najbardziej. Na pewno przyjąłby<br />
twoje podanie spokojniej. Ale ty powinieneś na razie zniknąć, żeby czegoś znowu nie<br />
namieszać. Marny z ciebie dyplomata. Może byś sobie zrobił parę dni urlopu?<br />
Marcin zamyślił się. Dwie pionowe kreski na jego czole pogłębiały się coraz<br />
bardziej. Patrzył na białą ścianę przed sobą i miarowo pukał długopisem w biurko. Paweł<br />
taktownie milczał.<br />
10<br />
1<br />
- Słuchaj! – nagle Marcin stuknął się w głowę. &#8211; Mam świetny pomysł!<br />
- Jaki pomysł?<br />
- Jedź zamiast mnie na Kretę. Ja i tak nie mogę. Wylot jest akurat za dwa dni w<br />
piątek. Z Warszawy. Przynajmniej nie zaszkodzisz sobie, włażąc w oczy Kotasowi.<br />
Może w tym czasie nieco przetrawi twoją niezręczną propozycję, a ja też postaram się<br />
jakoś go ugłaskać. Jesteś bardzo dobrym agentem, wyniki akurat mamy niezbyt ciekawe<br />
- raczej będzie się musiał pohamować i pójdzie na jakąś ugodę. Oczywiście bardzo<br />
niekorzystną dla ciebie. Tego możesz być pewien. To jak &#8211; lecisz na Kretę?<br />
- No nie wiem. Muszę porozmawiać z Marylą. Nie wiem czy mnie samego puści.<br />
- No tak. Zapomniałem, że jesteś bardzo tradycyjnie nastawiony do instytucji<br />
małżeństwa.<br />
- Poza tym, ostatnio cienko stoimy z pieniędzmi.<br />
- Ty jak zwykle! Urodzony optymista. Nie masz tysiąca złotych? Nie żartuj! Widzę<br />
co miesiąc twoje listy prowizyjne!<br />
- Szkoda, że nie widzisz listy zakupów mojej żony i rachunków, które wystawiają<br />
nam różne firmy remontowe &#8211; Paweł schylił głowę.<br />
- To pożycz od kogoś! Spojrzyj na siebie! Nie wyglądasz ostatnio za dobrze.<br />
Pracujesz bardzo ciężko i potrzebujesz odpoczynku. Poza tym możesz upiec dwie<br />
pieczenie na jednym ogniu &#8211; odpoczniesz na miłej śródziemnomorskiej wysepce i twoja<br />
sytuacja w oddziale powinna się wyklarować.<br />
Marcin wyraźnie odzyskał dobry humor. Poczuł się głodny i zaproponował lunch.<br />
Próbowali namówić Agatę na wspólny posiłek, ale nie miała ochoty, więc pojechali sami.<br />
Marcin uważał, że Agata lada chwila przeniesie się do Warszawy. Jeszcze nigdy tak<br />
chłodno nie odmówiła mu towarzystwa przy lunchu. Jedli, prawie nie rozmawiając.<br />
Marcin był jakiś zamyślony. Paweł też.<br />
- Chyba masz rację z tą Kretą &#8211; powiedział wreszcie, dość niespodziewanie. -<br />
Przyda mi się trochę odpoczynku. Zadzwonię do ciebie wieczorem, żeby potwierdzić<br />
wyjazd na sto procent.<br />
- Dla formy przyślij faksem albo mailem jakieś pisemko, że udajesz się na urlop,<br />
żeby znowu nie rozsierdzić Kotasa. Ja się pod tym podpiszę i będziesz kryty. Dzisiaj się<br />
wydzierał, że nikogo nie puści nawet na jeden dzień, ale ja to z nim załatwię.<br />
Początkowo Maryla nie miała nic przeciwko wyjazdowi Pawła na Kretę. Nawet<br />
sprawiała wrażenie zadowolonej. Chciała zmienić trochę tapet w ich domku, co wiązało<br />
10<br />
1<br />
się z niezłym bałaganem. Doszła też do wniosku, że część ścian należy od nowa<br />
wygipsować i pomalować w jakieś, modne ostatnio, żywe kolory. Ekipa remontowa była<br />
już umówiona. Paweł i tak by nie pomógł, a tylko by marudził i narzekał na niewygody i<br />
bałagan. Poza tym był ewidentnie przepracowany i musiał sobie zrobić przerwę.<br />
Niebagatelną rolę odgrywała też możliwość beznamiętnego poinformowania koleżanek,<br />
że mąż właśnie wypoczywa nad Morzem Śródziemnym.<br />
Potem jednak marudziła od rana do wieczora, że zostanie sama tyle czasu. Paweł<br />
nigdy nie wyjeżdżał z domu na dłużej niż dwa dni. Teraz poczuł wyrzuty sumienia, że w<br />
ogóle wystąpił z taką propozycją. Niepotrzebnie. Maryla już podjęła decyzję o jego<br />
wyjeździe. Teraz po prostu starała się za wszelką cenę uzmysłowić mu, jaki to heroiczny<br />
czyn z jej strony.<br />
Wieczorem wysupłała z rodzinnej kasy tysiąc złotych na koszty i tysiąc na inne<br />
wydatki. Paweł zadzwonił do Marcina i poinformował go, że jedzie na pewno. Marcin<br />
obiecał oddzwonić następnego dnia i podać wszystkie szczegóły wyjazdu. Maryla zajęła<br />
się praniem i prasowaniem odpowiednich ubrań.<br />
Gacek, który codziennie o osiemnastej przynosił utarg ze sklepu, nie omieszkał po<br />
swojemu skomentować całej sprawy. Niewinnym głosem zapytał Pawła, czy wie, że<br />
prawdopodobieństwo katastrofy lotniczej jest stosunkowo niewielkie? Paweł zajęty<br />
czytaniem gazety uśmiechnął się pobłażliwie i zamruczał tylko w odpowiedzi. Ale<br />
jednak, kiedy już do niej dojdzie, to szanse przeżycia są równe prawie zeru, dokończył<br />
Gacek i uciekł na widok miny Pawła.<br />
Do piątku pozostały tylko dwa dni. I dwie noce.<br />
W sprawach seksu Maryla ufała całkowicie Pawłowi, ale zapobiegawczo przed<br />
wyjazdem postanowiła zaspokoić go maksymalnie intensywnie. Dzieci nocowały u<br />
dziadków i nie przeszkadzały w harcach. Efekt był taki, że w dniu wyjazdu, po wejściu<br />
do pociągu Paweł od razu zasnął wyczerpany i o mało co nie przegapił Dworca<br />
Centralnego w Warszawie. Taksówka dowiozła go na Okęcie. Trochę się denerwował<br />
wsiadając do samolotu. Nie miał do tej pory okazji podróżować Boeingiem. No i ci<br />
pieprzeni terroryści. Ostatnio zdecydowanie przesadzali. Głupi Gacek.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/139/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/139/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=139&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/29/wiktoria-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>ACTA ad acta</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/26/acta-ad-acta/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/26/acta-ad-acta/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 13:12:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=133</guid>
		<description><![CDATA[http://www.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_spread_pl/?cFgsEcb<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=133&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>http://www.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_spread_pl/?cFgsEcb</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/133/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/133/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=133&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/26/acta-ad-acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>BÒG SIĘ RODZI</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2012/01/24/bog-sie-rodzi/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2012/01/24/bog-sie-rodzi/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 14:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[NIE DAJ SIĘ ZABIĆ]]></category>
		<category><![CDATA[ROZMYŚLANIA]]></category>
		<category><![CDATA[budda]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[ustawa]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=127</guid>
		<description><![CDATA[Budda twierdzil, ze odrodzenie sie jako czlowiek jest wielka szansa i zdarza sie tak rzadko, ze powinnismy ta okazje wykorzystac jak najlepiej. Wedlug niego prawdopodobienstwo odrodzenia sie jako czlowiek jest takie samo jak prawdopodobienstwo tego, ze zolw mieszkajacy na dnie oceanu zajmujacego cala ziemie, wynurzajacy sie z niego raz na tysiac lat, trafi glowa na [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=127&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Budda twierdzil, ze odrodzenie sie jako czlowiek jest wielka szansa i zdarza sie tak rzadko, ze powinnismy ta okazje wykorzystac jak najlepiej. Wedlug niego prawdopodobienstwo odrodzenia sie jako czlowiek jest takie samo jak prawdopodobienstwo tego, ze zolw mieszkajacy na dnie oceanu zajmujacego cala ziemie, wynurzajacy sie z niego raz na tysiac lat, trafi glowa na samotnie plywajaca po powierzchni, miotana falami obrecz o srednicy mniejszej niz pol metra. A jednak to sie udaje i sadzac po ilosci ludzi na swiecie, udaje sie coraz czesciej. Rodzi sie czlowiek.</p>
<p><a href="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/noworodki.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-128" title="noworodki" src="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/noworodki.jpg?w=480" alt=""   /></a></p>
<p>Rodzi sie i jeszcze nic nie wie o tym jak wyglada swiat, na ktorym bedzie dorastal. Moze i lepiej, ze nie wie, bo ta niewiedza pozwala mu na poczatku przebywac w milym stanie spokoju i spelnienia, do czego wystarczy pelny brzuszek, czysta pieluszka i odczuwanie obecnosci mamy.</p>
<p>Takie trzy proste zrodelka szczescia. Nie zawsze dostepne.</p>
<p>Wedlug niektorych danych, w Polsce okolo 25 tysiecy dzieci przebywa w osrodkach szkolno-wychowawczych i domach dziecka. &#8222;Mama&#8221; urodzila ale nie znalazla w sobie dosyc sily, zeby pokochac i wychowac. Ojciec przewaznie nieznany, a jeszcze czesciej niechetny.</p>
<p>Kiedy dziecko przychodzi na swiat w normalnej rodzinie, gdzie jest oczekiwane i kochane, gdzie poswieca mu sie przynajmniej troche czasu dziennie i okazuje dowody akceptacji i milosci, ma szczescie.</p>
<p><a href="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/family.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-129" title="family" src="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/family.jpg?w=480" alt=""   /></a></p>
<p>Bardzo czesto jednak, juz momencie urodzenia, dziecko jest skazane na porazke. Jego mozg jest jak <em>Tabula rasa</em>, czysty, nieskazony zadna wiedza. Od pierwszych dni zaczyna sie zapelniac zlymi doswiadczeniami. Porzucone, zostawione w szpitalu, albo pozostawione bez opieki w domu, gdzie rodzice pija albo narkotyzuja sie, doswiadcza swiata jako zla, nie doswiadcza ciepla i pozytywnych uczuc.</p>
<p><a href="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/helpakid.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-130" title="Black and white portrait of a bored teenager." src="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/helpakid.jpg?w=480" alt=""   /></a></p>
<p>Maly mozg, ktory nie ma innych doswiadczen, zaczyna traktowac taka rzeczywistosc jako norme. Tak kaze instynkt samozachowawczy. Przystosowac sie do warunkow. Jednoczesnie pojawia sie strach. Strach przed otaczajaca rzeczywistoscia, bo ona przynosi tylko zle doswiadczenia. Strach, ktory z czasem zamienia sie w agresje. Agresje przeciwko sobie samemu, okaleczanie sie, rozne formy samoagresji psychicznej, poczucie niskiej wartosci i agresje skierowana na zewnatrz.</p>
<p>Poki dziecko jest male, to wszystko jeszcze mozna zatrzymac, zmienic i dac mu mozliwosc normalnego rozwoju i zycia w przyszlosci. Im pozniej, tym mniejsze szanse.</p>
<p>Agresja malego dziecka jest niewinna, nieszkodliwa. Agresja nastolatka jest juz problemem. Dla niego samego i dla spolecznosci, w ktorej zyje.</p>
<p>Nawet jesli na poczatku cos pojdzie w zyciu nie tak, to zawsze jeszcze mozna to odkrecic, ale im pozniej tym wiecej pracy nad soba, poswiecen, wyrzeczen i pomocy innych. Co najwazniejsze, sam zainteresowany musi miec chec na zmiane swego zycia na lepsze. Dziecko ma naturalna inklinacje do bycia dobrym. Jesli tylko ma taka mozliwosc, to nie chce celowo i swiadomie krzywdzic nikogo. Potem to juz roznie bywa. Cala masa ludzi znajduje upodobanie w krzywdzeniu innych, zycia ich kosztem, zabijaniu nawet. Wiekszosc tych zachowan ma swoje zrodlo w dziecinstwie.</p>
<p>Rzecz jasna, nie tylko takie czy inne dziecinstwo ma wplyw na pozniejsze zachowania czlowieka. Kazdy z nas ma w sobie spora doze agresji, bo tak nas natura stworzyla i takie sa okolicznosci przyrody. Ale jak to ze wszystkim, czlowiek nawet tutaj posunal sie dalej niz cala otaczajaca nas natura. Z jednej strony pozwolilo to gatunkowi ludzkiemu opanowac Ziemie calkowicie, ale z drugiej strony wywoluje fale samodestrukcji. Gdyby udalo sie jakos ukierunkowac ta energie w dobrym kierunku, to pewnie jako mieszkancy niebieskiego globu, bylibysmy juz o wiele dalej w rozwoju. Pod kazdym wzgledem.</p>
<p>Poki co jednak moznaby chociaz zaczac od podstaw, jak na przyklad ulatwic proces adopcji. Tymczasem u nas w Polsce, zmienia sie, i tak juz dosyc restrykcyjne, prawo o adopcji i do tego w sposob kretynski wlasciwy wszystkim kretynom, ktorzy siedza na Wiejskiej i biora duze pieniadze za uchwalanie kolejnych ustaw, utrudniajacych zycie obywatelom, ktorych jakoby reprezentuja(sic!).</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/127/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/127/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=127&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2012/01/24/bog-sie-rodzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/noworodki.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">noworodki</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/family.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">family</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://miziol.files.wordpress.com/2012/01/helpakid.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Black and white portrait of a bored teenager.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>CI CHOLERNI FENICJANIE!</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2011/11/25/ci-cholerni-fenicjanie/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2011/11/25/ci-cholerni-fenicjanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Nov 2011 11:34:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[ROZMYŚLANIA]]></category>
		<category><![CDATA[Fenicjanie]]></category>
		<category><![CDATA[Io]]></category>
		<category><![CDATA[pieniadze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=123</guid>
		<description><![CDATA[Jak pisze ojciec historii Herodot, wszystko zaczęło się od nich. Wszystko tzn. Wojny, najazdy, zabory i zdrady. Tylko przybyli znad Morza Czerwonego (skąd ich tam przywiało to już teraz za cholerę nikt nie dojdzie) zaraz zaczęli &#8222;się kręcić&#8221; czyli uprawiać to, co najbardziej lubili, a mianowicie &#8222;handełes&#8221;. Przyjęło się też uważać, że to oni wynaleźli [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=123&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p lang="pl-PL">Jak pisze ojciec historii Herodot, wszystko zacz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęł</span>o si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> od nich. Wszystko tzn. Wojny, najazdy, zabory i zdrady. Tylko przybyli znad Morza Czerwonego (sk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>d ich tam przywia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o to ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> teraz za choler<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nikt nie dojdzie) zaraz zacz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li &#8222;si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> kr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>&#8221; czyli uprawia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> to, co najbardziej lubili, a mianowicie &#8222;hande<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>es&#8221;. Przyj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęł</span>o si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> te<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> uwa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e to oni wynale<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ź</span>li pieni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>dze, chocia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> niekt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>re badania wskazuj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> na to, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e tylko przej<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li ten, po<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>yteczny dla ich ulubionej profesji, wynalazek. W ka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>dym razie, na pewno pos<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ugiwali si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nim (tzn. Pieni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>dzem) z du<span style="font-family:Times New Roman,serif;">żą</span> bieg<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>. Jak si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> przypuszcza, pocz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>tkowo przyjmowali zap<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>at<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> za swoje towary w r<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óż</span>nych metalach, takich jak o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łó</span>w , cyna i srebro, ale to wiadomo – ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęż</span>kie i niepor<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>czne, wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>c po rozwini<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>ciu swojej sieci handlowej, a docierali a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> do terenow dzisiejszej Wielkiej Brytanii (po cyn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>nie), wygodniej by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o p<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>aci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> czym<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span> por<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>czniejszym w dalekiej podr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óż</span>y, na przyk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ad skryptem d<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>u<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>nym czyli informacj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> ksi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>gow<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> zapisan<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> na kawa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ku papirusa, czy czego tam. A <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>eby si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nie m<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>czy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> z tymi cholernymi hieroglifami ( bo kto toto m<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> zrozumiec), wynalezli pismo alfabetyczne. <span style="font-family:Times New Roman,serif;">Ż</span>eby jednak nie by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o tak prosto, nie zawiera<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o ono samog<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>osek. Po prostu trzeba by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o je sobie do<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>piewa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>, wstawiaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c w trakcie czytania. Za<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">żę</span> si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e dochodzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o do licznych nieporozumie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span> na tym tle, bo przecie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> jak taki jeden z drugim Fenicjanin chcia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> napisa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> do <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>ony, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>asnie jest na delegacji i wyda<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> wszystkie pieni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>dze na &#8222;krw&#8221;, to szanowna ma<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łż</span>onka mog<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> lekko podenerwowana dop<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>ki si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nie wyja<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e chodzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o o zakup stada byd<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a.</p>
<p>Kiedy popatrze<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> na map<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> Fenicji <a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:PhoenicianTrade.png&amp;filetimestamp=20100323015646">TUTAJ</a>, to si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> cz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owiek zastanawia jak takie ma<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>e pa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>stewko, a w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ciwie nawet tylko lu<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ź</span>ny zwi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>zek kilku miast, m<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> kr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> handlem w ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ej p<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ół</span>nocnej Afryce, po<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>udniowej Europie i na sporych obszarach Azji?</p>
<p lang="pl-PL">Wydaje si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e oni po prostu zawsze byli o krok do przodu przed innymi i potrafili to umiej<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tnie wykorzysta<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>. Kiedy ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a okolica jeszcze si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> tarza<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a w b<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ocie ze <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>winiami, oni ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> kombinowali komu by te <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>winie opyli<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> i jaki na tym b<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>dzie geszeft.</p>
<p lang="pl-PL">W poszukiwaniu rynk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w zbytu dotarli mi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>dzy innymi do Hellady i tam si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> zdarzy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> ten wypadek przy pracy, o kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>rym wspomina Herodot, nazywaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c go pocz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>tkiem wszystkich problem<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w.</p>
<p lang="pl-PL">Jak ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> pohandlowali i prawie wszystko opylili, zacz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> rozgl<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>da<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> za jakim<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span> korytem i wypitk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>. A jak si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> cz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owiek posili i troch<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> wypije, to wiadomo czego zaczyna szuka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>. Jak uczy nasz klasyk – &#8222;patrzy kogo by tu za pierwsz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> krzy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>ow<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> z<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>apa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> i na konto wolnej mi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci pobajerowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>&#8222;.</p>
<p lang="pl-PL"><span style="font-family:Times New Roman,serif;">Ż</span>eby to si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> dzia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o w Koryncie to mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e by i nie dosz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o do <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>adnych incydent<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w, bo tamtejsze panie, jak przekazuje dziejopis, lubi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y sobie dorobi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> na boku, handluj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c ochotnie tym, co mia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y najlepszego. Ale statek zawin<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ął</span> akurat do Argos, panowie handlujacy byli ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> dosy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> d<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ugo w podr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óż</span><span style="font-family:Times New Roman,serif;">y</span>, a wiadomo, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e jak facet sobie przez dlu<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>szy czas nie &#8222;pobzyka&#8221; to mu testosteron r<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óż</span>ne figle w g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owie wyprawia.</p>
<p lang="pl-PL">No wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>c, d<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ugo nie my<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>l<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c, Fenicjanie porwali na swoj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> galer<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> kilka kobitek, kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>re akurat przechadza<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>r<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>d resztek wy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>onego towaru. I pop<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>yn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li. Do Tyru, Byblos czy sk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>d ich tam wiatry przygna<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y.</p>
<p lang="pl-PL">Co innego jednak porwa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> gdzie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span> w g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łę</span>bi Afryki czarn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> dziewczyn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>, kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>ra si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> niczego nie spodziewa i spokojnie posila si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> na sawannie (co zreszt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> nagminnie robili, bo sk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>din<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>d wiadomo, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e handlowali niewolnikami na du<span style="font-family:Times New Roman,serif;">żą</span> skal<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>), a co innego dokona<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> kidnapingu w bia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y dzie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>, w <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>rodku zat<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>oczonego portu. Zaraz si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> roznios<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o. Do tego, jak na nieszcz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęś</span>cie, jedn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> z tych porwanych panienek okaza<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> niejaka Io – miejscowa ksi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęż</span>niczka.</p>
<p lang="pl-PL">Mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>liwe, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e Fenicjanie pope<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>nili ten sam b<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łą</span>d, co ka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>dy g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>upek, kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>ry ma troch<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>cej pieni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>dzy i my<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>li, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e to ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> wystarczy <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>eby robi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> co mu si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>ywnie podoba, a reszta <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>wiata mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e mu &#8222;skoczy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>&#8222;. Ale chyba nie, bo na <span style="font-family:Times New Roman,serif;">żą</span>danie oddania niewiasty i zaplacenia kary umownej, zacz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li udawa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> &#8222;Greka&#8221; i t<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>umaczyli się, jakkolwiek do<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ść</span> pokr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tnie. Cytuj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> za Herodotem: &#8222;&#8230;, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e w Argos mia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a ona stosunek z kapitanem okr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tu, a kiedy zauwa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>y<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e jest brzemienna, z obawy <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>eby jej sprawka nie wysz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a na jaw przed rodzicami, sama dobrowolnie z Fenicjanami odp<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>yn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęł</span>a&#8221;.</p>
<p lang="pl-PL">Fenicki okr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>t stacjonowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> w Argos tylko sze<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ść</span> dni i tylko g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>upi by uwierzy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e kobieta mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e stwierdzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e jest w ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ąż</span>y ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> w pi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęć</span> dni po stosunku. Grecy nie uwierzyli, unie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>li si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> honorem i odwzajemnili si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> tym samym, porywaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c z Tyru kr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>lewsk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> c<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>rk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> o imieniu Europa.</p>
<p lang="pl-PL">No i zacz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęł</span>o si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> kot<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owac w ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ej okolicy. Porwania, wojny, obl<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęż</span>enia miast, Medea, Helena Troja<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>ska i tak dalej. I kot<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owalo si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tak, do Hannibala i Aleksandra McEdonsky&#8217;ego, a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> tamtejsze miasta pozamienia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y w kupy gruzu, a Rzymianie wzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>li wszystkich za dup<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>. A po Fenicjanach zosta<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> tylko smrodek historii i kilka wynalazk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w. Mi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>dzy innymi pieni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>dze. I chocia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> Fenicjan ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> dawno szlag trafi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>, to ich wynalazek wci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ąż</span> jest powodem wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>kszo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci nieszcz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęść</span> tego <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>wiata. Krw ch m<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/123/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/123/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=123&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2011/11/25/ci-cholerni-fenicjanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Prawda, cała prawda i tylko prawda.</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2011/07/09/prawda-cala-prawda-i-tylko-prawda/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2011/07/09/prawda-cala-prawda-i-tylko-prawda/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 Jul 2011 14:14:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[KRÓTKO O NICZYM]]></category>
		<category><![CDATA[ROZMYŚLANIA]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawda]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Zydzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=120</guid>
		<description><![CDATA[Przyjrzałem się tu i ówdzie toczącym się, blogowym dyskusjom na temat historii Polski, jej bohaterów i szkodników i nasunęła mi się myśl natury ogólniejszej. Co to jest &#8222;prawda&#8221;, od czego zależy i czy w ogóle takie zjawisko istnieje? W naturze, prawda jako zjawisko obiektywne nie występuje, bo jest nikomu nie potrzebne lub też wszystko jest [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=120&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przyjrza<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>em si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> tu i <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>wdzie tocz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>cym si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>, blogowym dyskusjom na temat historii Polski, jej bohater<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w i szkodnik<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w i nasun<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ęł</span>a mi si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> my<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>l natury og<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>lniejszej.</p>
<p>Co to jest &#8222;prawda&#8221;, od czego zale<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>y i czy w og<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>le takie zjawisko istnieje?</p>
<p>W naturze, prawda jako zjawisko obiektywne nie wyst<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>puje, bo jest nikomu nie potrzebne lub te<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> wszystko jest prawd<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> &#8211; samo z siebie. Rzeczy dziej<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> niezale<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>nie od naszej oceny ich prawdziwo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci, chocia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> akurat buddyzm twierdzi, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e tak naprawd<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nic si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nie zdarza, a ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a rzeczywisto<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ść</span> jest tylko projekcj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> naszego umys<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>u. Musia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> o tym chyba wiedzie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> niejaki Rene Descartes, kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>ry sformu<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> s<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ynne i powszechnie znane: &#8222;my<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>l<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>c jestem&#8221;, czyli dowodzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e na prawdziwo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ść</span> istnienia wskazuje aktywno<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ść</span> naszego umys<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>u. Ale to ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> chyba zbyt daleko posuni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>te grzebanie si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> w bebechach, w ka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>dym razie jak na potrzeby tego tekstu.</p>
<p>Wr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óć</span>my do Polski i tych, kt<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>rzy j<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> zdradzili, rozs<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>awili, ukochali albo mieli w g<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łę</span>bokiej pogardzie. Do Polski czyli do Polak<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w, bo przecie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> kraj tworz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> ludzie zamieszkali na jakim<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span> terytorium i przyznaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>cy si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> do bycia jego obywatelami. Przy okazji trzeba wspomnie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> o w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>tpliwo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci podnoszonej tu i <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>wdzie, a ostatnio na jednym z blog<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w te<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>, czy <span style="font-family:Times New Roman,serif;">Ż</span>yd<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w, zamieszkuj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>cych przez wieki na wschodzie Rzeczypospolitej, z dziwnym upodobaniem, przy okazji ka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>dej zawieruchy dziejowej, mordowali Ukrai<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>cy, Rusini, Tatarzy, Kozacy czy jednak Polacy? Nie uda<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> na tamtym blogu ustali<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> tego jednoznacznie i to pomimo prawie dwustu komentarzy. Jak by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o do przewidzenia rzecz zamienila si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> w s<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owne utarczki <span style="font-family:Times New Roman,serif;">Ż</span>ydow, antysemitow i kilku, nic nie rozumiejacych, outsiderow. Ale, wracaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c do meritum, czyli prawdy, w tym wypadku prawd<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> jest, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e ich mordowano i mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>na by te<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> chyba zaryzykowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> stwierdzenie, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e stosunek zabitych do liczby ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ej populacji <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>ydowskiej by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> wy<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>szy ni<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> przeci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tnie. Ale to ostatnie ju<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> nie jest takie pewne, bo przecie<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span> na tych terenach r<span style="font-family:Times New Roman,serif;">óż</span>ne nacje rabowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y, gwa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y i u<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>mierca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> nami<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>tnie i z wielk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> cz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>stotliwo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> przez ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>e stulecia, a liczba zw<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ok ludzi i zwierz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>t, zalegaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>cych w <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>yznych czarnoziemach, liczy si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> w miliony.</p>
<p>Podobnie rzecz ma si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> ze wspomnianymi na wst<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>pie &#8222;szkodnikami&#8221;. Jak na przyk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ad zaklasyfikowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> Jana III Sobieskiego? Z punktu widzenia intencji czy skutk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w jego dzia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>? Pobi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> Turk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>w pod Wiedniem i ocali<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> Europ<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>, za co potem Polska (w ramach wdzi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>czno<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci) zosta<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a pokrojona w kawa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ki i rozebrana. Znaczy, zrobi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> dobrze czy <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ź</span>le? Intencje by<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>y dobre, a skutki op<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>akane. A taki Stalin, na przyk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ad. Wykroi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> sobie Polsk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> jako s<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>siada, tak jak mu si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> podoba<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o, wyrzuci<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> nas z naszych odwiecznych w<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ci na wschodzie, oddaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>c w zamian to, co i tak do niego nie nale<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o – Ziemie Zachodnie. Chyba nikt nie zaryzykowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>by stwierdzenia, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e zrobi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> to kierowany przyjaznymi, propolskimi intencjami. A jednak skutki, je<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>li popatrzymy na to bez emocji, s<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span> w gruncie rzeczy pozytywne dla Polski jako pa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>stwa. O wiele bardziej zwarta i gospodarczo wyr<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>wnana struktura terytorialna, dost<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>p do morza na ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ej p<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ół</span>nocnej granicy i praktycznie jednolity sk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ad narodowo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>ciowy. No wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>c, gdzie tu prawda?</p>
<p>Mo<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>na by takie przyk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ady mno<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>yc, dyskutowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span> argumenty za i przeciw i to si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> oczywi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>cie dzieje na wielu blogach, bo to chwytliwy i kontrowersyjny temat. Wydaje si<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> te<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>, <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>e w wielu przypadkach jeste<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>my <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>wiadkami manipulacji. Bardziej lub mniej widocznej.</p>
<p>Jak by to przygn<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>biaj<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ą</span>co nie brzmia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>o, prawda nigdy nie b<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>dzie nam dana. K<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>amstwo jest nieod<span style="font-family:Times New Roman,serif;">łą</span>cznym towarzyszem cz<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>owieka od momentu gdy opanujemy sztuk<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span> m<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ó</span>wienia. A w doros<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ym <span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>yciu, im wi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ę</span>ksza skala naszych dzia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>a<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span> i im bardziej ambitne nasze cele, tym wieksze i bardziej karko<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>omne nieprawdy, p<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ół</span>prawdy i k<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>amstwa. Jak powiedzia<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> chor<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ąż</span>y orsza<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ń</span>ski Andrzej Kmicic: &#8222;Kto nie musi symulowa<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>! Symuluje ka<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ż</span>dy, zw<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>aszcza je<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>li chce czego<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span> znacznego dokona<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ć</span>.&#8221; Oczywi<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>cie k<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>ama<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>, bo akurat my<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ś</span>la<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span> ca<span style="font-family:Times New Roman,serif;">ł</span>kiem odwrotnie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/120/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/120/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=120&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2011/07/09/prawda-cala-prawda-i-tylko-prawda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Klopotliwa propozycja.</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2011/03/11/klopotliwa-propozycja/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2011/03/11/klopotliwa-propozycja/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Mar 2011 18:44:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[NIE DAJ SIĘ ZABIĆ]]></category>
		<category><![CDATA[erekcja]]></category>
		<category><![CDATA[gips]]></category>
		<category><![CDATA[viagra]]></category>
		<category><![CDATA[vigram]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=117</guid>
		<description><![CDATA[Pewna propozycja, ktora dostalem ostatnio przez internet przypomniala mi sytuacje sprzed jakiegos czasu, gdy jeden z moich znajomych ulegl wypadkowi drogowemu. W wyniku tego zajscia jego samochod zostal powaznie uszkodzony, a on sam zostal zakuty w gipsowa zbroje, ktora pozwalala mu sie poruszac,  ale cala jego prawa reka byla unieruchomiona i umocowana na metalowej konstrukcji, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=117&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pewna propozycja, ktora dostalem ostatnio przez internet przypomniala mi sytuacje sprzed jakiegos czasu, gdy jeden z moich znajomych ulegl wypadkowi drogowemu. W wyniku tego zajscia jego samochod zostal powaznie uszkodzony, a on sam zostal zakuty w gipsowa zbroje, ktora pozwalala mu sie poruszac,  ale cala jego prawa reka byla unieruchomiona i umocowana na metalowej konstrukcji, w stanie permanentnego uniesienia (w sensie pozycji oczywiscie, a nie szalu uczuc). Pomijajc takie drobne sprawy jak koniecznosc nauczenia sie jedzenia lewa reka i wykorzystywania tejze do czynnosci o charakterze higienicznym ( nie chodzi o dlubanie w nosie, gdyby ktos pytal), stale uniesiona reka powodowala liczne problemy. Wsiadanie do srodkow komunikacji miejskiej stalo sie koszmarem. Ilez to razy musial wysluchac gorzkich wyrzutow wspolpasazerow, ze sie rozpycha albo po jakas cholere trzyma reke w powietrzu w takim tloku. Wyjasnianie za kazdym razem, ze nic z tym nie moze zrobic przynosilo mieszane efekty &#8211; czesc wspolpasazerow wspolczula, ale inni robili zlosliwe uwagi, a ktoregos dnia zostal nawet obity laska przez jakas krewka starusze, ktora najwyrazniej niedowidziala i slabo slyszala ale miala jeszcze sporo krzepy, bo slady laski utrzymywaly sie na plecach przez kilka dni. Z taksowek nie mogl za bardzo korzystac, bo po pierwsze drogie, a po drugie samo wsiadanie zajmowalo mase czasu i wymagalo  zdolnosci iscie cyrkowych. Jego zycie towarzyskie praktycznie zamarlo, bo chociaz dalej mogl podnosic w gore kufel z piwem czy kieliszek to ta dziwna pozycja reki albo izolowala go i siedzial z boku zapomniany przez reszte towarzystwa, co bylo jeszcze do przelkniecia, albo skupial na sobie cala uwage i to juz bylo nie do zniesienia. Czesto zaczepial o meble np. sklepowe i wystajace przedmioty.  Przestal sie pokazywac na miescie. Ogolnie jego zycie stalo sie koszmarem. I to wszystko w wyniku wypadku drogowego, ktorego zreszta sam nie spowodowal, tylko byl ofiara.<br />
A czy ktos by chcial sobie cos takiego zrobic na wlasne zyczenie? I jeszcze mialby za to zaplacic wcale nie male pieniadze? Ja raczej nie i dlatego odrzucilem, wspomniana na wstepie, propozycje ktora dotarla do mnie z otchlani internetu i brzmiala: &#8222;Aby mieć Erekcję na Życzenie nie ważne w jakim momencie&#8230; przez 7 dni i 7 nocy w tygodniu.&#8221;<br />
Moje zycie i tak jest dostatecznie trudne.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/117/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/117/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=117&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2011/03/11/klopotliwa-propozycja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ja sie przenosze do Belgii</title>
		<link>http://miziol.wordpress.com/2011/02/18/ja-sie-przenosze-do-belgii/</link>
		<comments>http://miziol.wordpress.com/2011/02/18/ja-sie-przenosze-do-belgii/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Feb 2011 20:32:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miziol</dc:creator>
				<category><![CDATA[KRÓTKO O NICZYM]]></category>
		<category><![CDATA[Belgia]]></category>
		<category><![CDATA[Egipt]]></category>
		<category><![CDATA[kraje arabskie]]></category>
		<category><![CDATA[rewolucja]]></category>
		<category><![CDATA[Tunezja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miziol.wordpress.com/?p=111</guid>
		<description><![CDATA[Na polnocy Afryki wrze caly czas i kolejne panstwa sa wstrzasane erupcjami spolecznego niezadowolenia. Nastala muzulmanska Zima Ludow. W takiej Tunezji czy tez innym Egipcie sprawy posunely sie juz tak daleko, ze prezydenci, stojacy na czele rzadu, musieli salwowac sie ucieczka i pozostawiac swoje gabinety na lasce losu, czyli rozwscieczonego tlumu. Ludziom juz nadojadaly te [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=111&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na polnocy Afryki wrze caly czas i kolejne panstwa sa wstrzasane erupcjami spolecznego niezadowolenia. Nastala muzulmanska Zima Ludow. W takiej Tunezji czy tez innym Egipcie sprawy posunely sie juz tak daleko, ze prezydenci, stojacy na czele rzadu, musieli salwowac sie ucieczka i pozostawiac swoje gabinety na lasce losu, czyli rozwscieczonego tlumu. Ludziom juz nadojadaly te same twarze od kilkudziesieciu lat. Chca zeby rzadzil nimi kto inny, bo a nuz bedzie lepiej. No coz. Glupich nie sieja. Bedzie tak samo. To znaczy, tym, ktorzy do tej pory byli blisko koryta sie pogorszy, a tym, ktorzy teraz sie do niego dorwa sie polepszy. Oczywiste i proste jak konstrukcja cepa. My, ktorzy przezylismy przewrot w demoludach w koncu lat osiemdziesiatych poprzedniego stulecia, i ktorzy widzielismy co sie dzialo potem i co sie dzieje teraz, nie mamy juz chyba zludzen. Jak spiewal niezapomniany Jan Kaczmarek – wszystko musi wyjsc na zero.</p>
<span style="text-align:center; display: block;"><a href="http://miziol.wordpress.com/2011/02/18/ja-sie-przenosze-do-belgii/"><img src="http://img.youtube.com/vi/PspnSmKwfu4/2.jpg" alt="" /></a></span>
<p>No wiec kotluje sie tam w tych “arabludach” jak wielkie nieszczescie, i czlowiek sie zastanawia – kto  za tym stoi? Cos za duzo tych rewolucji na raz w tym samym miejscu. I ci rozwrzeszczani (i rozwrzeszczane) tubylcy, ktorzy chca zmiany rzadu i na pierwszy rzut oka i ucha nie widac i nie slychac artykulacji zadnych innych marzen. Wydaje sie, ze ci biedni prostolinijni Arabowie nie chca juz byc tak po prostu bici w morde przez wladze, jak do tej pory. Oni chca zmian “demokratycznych”. Jeszcze biedacy nie wiedza, ze i tak beda dalej kopani w dupe, tylko raz na jakis czas pozwoli im sie na udzial w teatrze wybierania kopiacego. A kazdy kandydat bedzie im obiecywal, ze ich tak lekko kopnie w jadra, ze ich nic a nic nie zaboli. A jak sie zdarzy, ze bedzie musial kopnac naprawde mocno, to przedtem da kazdemu maseczke ochronna na twarz, a potem lizaka. Tylko juz przewaznie nie dodaje, ze da maseczke, zeby sie nikt na niego nie wyrzygal, a lizaka zeby mu zatkac pysk.</p>
<p>A zatem, wrocmy do pytania, kto za tym stoi. Prawdopodobnie szybko sie o tym przekonamy. Akurat w tym miejscu zbiegaja sie tak liczne interesy, ze jest mozliwe kilka lub nawet kilkanascie opcji. W kazdym razie na pewno chodzi o cos wiekszego, bo te rozruchy maja zbyt wielki zasieg terytorialny. Czy chodzi o rope, Izrael, Iran, interesy amerykanskie, niemieckie, chinskie, europejskie czy rosyjskie? Mozliwe, ze chodzi o wszystko na raz, bo cos zbyt powsciagliwie sie komentuje te wydarzenia.</p>
<p>A ludzie, jak to ludzie. Jak im za dobrze, to zaczynaja sie nudzic i szukaja dziury w calym i mozliwosci wyladowania agresji. Dlatego to zawsze studenci sa najbardziej aktywni przy wszystkich przewrotach. Nie dosc, ze wystarczajaco naiwni zeby dac sobie wmowic dowolna idee, to jeszcze dysponuja nadwyzkami energii, ktorej nie zdazyli wydatkowac na seks i pijanstwo.</p>
<p>W stronach gdzie obecnie dochodzi do rozruchow nadwyzki energii wystepuja permanentnie. Kto byl w Tunezji, Egipcie czy w innym kraju polnocnej Afryki ten pewnie przyzna mi racje, ze oni sie tam raczej nie przepracowuja. Z ich wydajnoscia pracy, kraj nie bedacy odwiedzany masowo przez turystow, bylby caly czas na etapie sochy i cepa, co kawalek dalej na poludnie ma wlasciwie miejsce.</p>
<p>Alkoholu tam oficjalnie pic nie wolno, a seks jest oblozony tyloma tabu, ze zanim odezwiesz sie do jakiejs miejscowej kobiety, lepiej upewnij sie, ze zalozyles kamizelke kuloodporna.</p>
<p>Zeby tylko to kombinowanie nie skonczylo sie dla nich jak w tym dowcipie:</p>
<p>Arab jechal przez pustynie i w pewnym momencie wielblad odmowil dalszej jazdy. Szczesliwym zbiegiem okolicznosci znalezli sie blisko warsztatu samochodowego i Arab poprosil mechanika o porade. Mechanik spojrzal na wielblada, wzial do reki wielki mlotek i mowi -”Dawaj go pan na kanal!” Arab troche zdziwiony, ale wepchnal wielblada na kanal. Mechanik zaszedl wielblada z tylu, wzial potezny zamach i przywalil wielbladowi w genitalia. Wielblad wyskoczyl jak z procy, az sie zakurzylo. “Ale jak ja go teraz dogonie?!”- zaczal rozpaczac Arab. “No dobra, wlaz pan na kanal”  &#8211; zaproponowal mechanik.</p>
<p>A tymczasem w Belgii nie ma rzadu od 250 dni (18.02.11). “Demokratyczne” wybory sie odbyly i koniec. Rzadu sie sformowac nie udaje. To jak to? Nikt sie nie wyzywa od “kaczorow”, “Niemcow”, Popaprancow, Pisuarow i innych? Nikt nie mowi, ze trzeba podniesc podatki (jakoby na emerytury nie wystarczy sic!)? Nie ma przepychanek w parlamencie? Nikt nie obiecuje ciec budzetowych i nie mowi, ze jednak, wbrew obietnicom, na nic nie wystarczy? Super! To ja sie tam przenosze!</p>
<p><img class="aligncenter" title="funny camel" src="http://www.venere.com/blog/images/fun-facts-about-dubai.jpg" alt="funny camel" width="380" height="380" /></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/miziol.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/miziol.wordpress.com/111/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=miziol.wordpress.com&amp;blog=6878022&amp;post=111&amp;subd=miziol&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miziol.wordpress.com/2011/02/18/ja-sie-przenosze-do-belgii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/5302ad5deab358353711c48cd6fb9f49?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">miziol</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://www.venere.com/blog/images/fun-facts-about-dubai.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">funny camel</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
